20 lutego europejski szczyt poświęcony siedmioletniej perspektywie budżetowej

378

Tuż przed szczytem pojawiła się nowa propozycja budżetu złożona przez szefa Rady Europejskiej.   Następca Donalda Tuska Charles Michel przedstawił pod koniec ubiegłego tygodnia projekt kompromisu budżetowego na lata 2021-27. Zmniejsza on nieco wielkość budżetu w stosunku do wcześniejszych propozycji Komisji Europejskiej, ale jednocześnie minimalnie zwiększa pulę pieniędzy dla Polski. Ta propozycja ma jednak małe szanse na akceptację w parlamencie. W czwartek rozpoczyna się szczyt europejski poświęcony nowej siedmioletniej perspektywie budżetowej. Osiągnięcie porozumienia na tym szczycie jest wątpliwe.

Punktami spornymi w przypadku puli dla Polski mogą się okazać przestrzeganie praworządności i kwestie klimatyczne. Przypomnijmy, że wiosną 2018 roku Komisja Europejska przedstawiła swój projekt budżetu – bardzo niekorzystny dla Polski – pula środków dla naszego kraju stopniałaby o 23 proc. Po części związane to było paradoksalnie ze wzrostem zamożności Polski (wsparciem obejmowane są przede wszystkim najuboższe regiony), z drugiej jednak z innego kształtu wspólnej unijnej kasy – więcej pieniędzy miałoby iść na ogólnounijne projekty związane z bezpieczeństwem czy innowacyjnością.

Nowe propozycje

Jakie zmiany przynosi propozycja Michela? Po pierwsze zmniejsza unijny budżet w stosunku do propozycji KE – w myśl pomysłu szefa Rady miałby on wynosić 1095 mld euro, czyli 1,074 proc. tzw. unijnego dochodu narodowego brutto (DNB). KE proponowała 1,11 proc.

Skąd to zmniejszenie? To ukłon w stronę większych płatników, czyli „klubu oszczędnych” (Holandia, Austria, Szwecja i Dania, a także do niedawna – bo złagodziły nieco stanowisko – Niemcy), który domagał się budżetu na poziomie 1 proc. unijnego DNB.

Ukłonem w stronę największych beneficjentów, takich jak Polska, jest natomiast zwiększenie – chociaż bardzo niewielkie – kopert narodowych. Polska, za sprawą wewnętrznych przesunięć w pozycjach budżetowych, ma dostać więcej o 2 mld euro w ramach polityki spójności. Wcześniej dodatkowy 1 mld euro na rozwój regionów zaproponowała Finlandia sprawująca w poprzednim półroczu prezydencję w Radzie UE. Powiększenie puli środków łącznie o 3 mld euro będzie oznaczać, że Polska dostanie – zamiast przewidzianych przez KE 64,4 mld euro – 67,4 mld euro. Mały krok we właściwym kierunku, bo przypomnijmy, że w poprzedniej perspektywie budżetowej Polska dostała 82,5 mld euro.

Krok w stronę beneficjentów otwierałby pole do negocjacji na szczycie. Przeciwko kształtowi budżetu zaproponowanemu przez szefa Rady Europejskiej zdecydowanie wystąpił jednak Parlament Europejski – wszystkie ważniejsze grupy polityczne zapowiedziały swoje weto.

Więcej na wnp.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here