409 dni czekania na decyzję. Państwo przyznaje, że system nie nadąża

234

Wykształcona obywatelka Kirgistanu Zarina, żona Polaka i matka polskiego dziecka od wielu miesięcy czeka na uregulowanie statusu pobytowego w Polsce. Opisaliśmy tę historię na portalu. Po naszej publikacji zwróciliśmy się o wyjaśnienia do MSWiA, Urzędu do Spraw Cudzoziemców oraz Wojewody Mazowieckiego. Odpowiedzi pokazują, że nie mamy do czynienia wyłącznie z dramatem jednej rodziny. Administracja sama przyznaje, że liczba spraw od lat rośnie, podczas gdy zasoby kadrowe za tym wzrostem nie nadążają. Na Mazowszu średni czas postępowania o pobyt czasowy sięga już ponad roku.

Historia Zariny zaczęła się od wpisu jej teściowej na Facebooku. Młoda kobieta pochodzi z Kirgistanu. Jest świetnie wykształcona, zna kilka języków, pracowała w Budapeszcie w strukturach ONZ i prowadziła szkolenia dla kobiet w różnych częściach świata. Jej mąż jest Polakiem, ich dziecko jest obywatelem Polski. Po latach życia za granicą rodzina wybrała Polskę. Zarina chciałaby tutaj pracować, wychowywać dziecko i normalnie żyć. Czeka jednak na decyzję dotyczącą pobytu.

Po opisaniu tej historii postanowiliśmy zapytać administrację państwową, dlaczego takie postępowania trwają tak długo. Odpowiedzi są znamienne.

Od 356 dni do 409 dni, według nowszych danych

Urząd do Spraw Cudzoziemców poinformował redakcję, że dla decyzji wydanych od początku stycznia do końca lipca 2026 r. średni czas postępowania w województwie mazowieckim wynosił 356 dni.

Jeszcze bardziej aktualne dane przekazał Wojewoda Mazowiecki. Według Hurtowni Danych systemu Pobyt, w 2026 r., według stanu na 19 sierpnia, średni czas postępowania o udzielenie zezwolenia na pobyt czasowy wynosił już 409 dni. To ponad trzynaście miesięcy.

Nie jest to więc już historia jednej Zariny, której sprawa wyjątkowo długo utknęła w urzędzie. Mówimy o średniej.

Administracja wskazuje przyczynę

Urząd do Spraw Cudzoziemców odpowiedział nam wprost: „Główną przyczyną zaległości w rozpatrywaniu spraw o udzielenie zezwolenia na pobyt w Polsce jest zwiększająca się od wielu lat liczba spraw i jednocześnie niezwiększający się zasób kadrowy”.

Urząd do Spraw Cudzoziemców wskazuje również na brak bezpośredniego teleinformatycznego dostępu wojewodów do baz zawierających informacje o cudzoziemcach potrzebne do prowadzenia postępowań.

Podobną diagnozę przedstawia Wojewoda Mazowiecki. Liczba składanych wniosków rośnie, podczas gdy liczba etatów nie zwiększała się odpowiednio do liczby realizowanych zadań. Do tego dochodzą braki kadrowe, rotacja pracowników, czas potrzebny na nabór i wdrożenie nowych osób, dodatkowe czynności sprawdzające oraz oczekiwanie na informacje innych organów.

Oczywiście część odpowiedzialności za długość konkretnych postępowań może leżeć także po stronie wnioskodawców. Urząd wskazuje na niekompletne formularze, brak wymaganych dokumentów czy konieczność dodatkowych czynności wyjaśniających. W przypadku małżeństwa z obywatelem Polski sprawdza się również, czy nie zostało ono zawarte w celu obejścia prawa.

Ale nie zmienia to zasadniczego faktu: administracja sama wskazuje problem niedostatecznych zasobów w stosunku do liczby spraw.

Żona Polaka nie ma pierwszeństwa

Zapytaliśmy, czy małżonkowie obywateli polskich albo rodzice polskich dzieci mogą liczyć na priorytetowe traktowanie. Nie. Ustawa o cudzoziemcach nie przewiduje priorytetowego rozpatrywania takich wniosków.

MSWiA podkreśla jednocześnie, że przepisy dotyczące małżonków obywateli Polski zostały skonstruowane tak, aby realizować zasadę jedności rodziny. I tutaj pojawia się zasadniczy problem praktyczny.

Można legalnie mieszkać i nie móc normalnie żyć

Jeżeli wniosek został złożony w terminie i spełniono wymagania formalne, pobyt cudzoziemca pozostaje legalny aż do ostatecznego zakończenia postępowania. Potwierdza to również Wojewoda Mazowiecki. Ale legalny pobyt nie oznacza automatycznie pełnej swobody funkcjonowania.

MSWiA wyjaśnia, że sam fakt złożenia wniosku przez małżonka obywatela polskiego zazwyczaj nie daje jeszcze prawa do pracy, chyba że cudzoziemiec posiada inną podstawę pozwalającą na jej wykonywanie.

Jeszcze bardziej dotkliwy może być problem podróżowania. Cudzoziemiec może opuścić Polskę podczas trwania procedury, ale dokument potwierdzający legalność jego pobytu w czasie oczekiwania nie daje prawa do ponownego wjazdu do Polski ani przekraczania granic strefy Schengen. Powrót wymaga innej ważnej podstawy, np. odpowiedniej wizy, wcześniejszej karty pobytu albo możliwości skorzystania z ruchu bezwizowego.

I właśnie tutaj urzędowa procedura spotyka się z życiem Zariny. Jej matka choruje na nowotwór i mieszka w Biszkeku. Córka chciałaby móc ją odwiedzić.

Państwo próbuje skracać kolejki

Nie można pominąć działań podejmowanych przez administrację. Od 27 kwietnia wnioski pobytowe składane są elektronicznie przez portal MOS (Moduł Obsługi Spraw). Według UdSC ma to eliminować kolejki i konieczność ręcznego przepisywania danych, a w dłuższej perspektywie skrócić czas rozpatrywania spraw.

Mazowiecki Urząd Wojewódzki informuje także o zmianach organizacyjnych, czasowym kierowaniu pracowników do najbardziej obciążonych zadań i organizowaniu „Sobót Informacyjnych”. Sam urząd przyznaje jednak, że skala napływających spraw powoduje, iż działania te nie pozwalają obecnie całkowicie wyeliminować spiętrzeń i skrócić czasu wszystkich postępowań. I to zdanie jest być może najważniejszą odpowiedzią naszej interwencji.

409 dni to nie statystyka. To kawał życia

409 dni – w cyfrowym państwie nie wolno uznać tego za normę. Nie kwestionujemy prawa państwa do dokładnej weryfikacji cudzoziemców. Przeciwnie. Państwo ma obowiązek wiedzieć, komu zezwala na pobyt na swoim terytorium. Bezpieczeństwo obywateli musi pozostać priorytetem. Ale bezpieczeństwo nie może być usprawiedliwieniem dla niewydolności administracji.

Żyjemy w czasach, w których systemy informatyczne pozwalają uprawnionym służbom niemal natychmiast sprawdzać ogromne zbiory danych. Policjant podczas kontroli drogowej może szybko zweryfikować pojazd i dokumenty. Banki analizują miliony transakcji. Administracja skarbowa automatycznie przetwarza ogromne ilości informacji.

Dlaczego zatem w postępowaniach pobytowych jednym z problemów pozostaje brak bezpośredniego teleinformatycznego dostępu wojewodów do danych potrzebnych do wydania decyzji?

To pytanie nie powinno być kierowane do urzędnika prowadzącego kilkaset spraw. To pytanie do ministrów, parlamentarzystów i ludzi odpowiedzialnych za cyfryzację państwa.

Jeżeli obowiązujące przepisy, organizacja administracji albo brak interoperacyjności systemów powodują, że na decyzję czeka się średnio ponad rok, należy je zmienić. Jeżeli brakuje ludzi – trzeba zapewnić odpowiednie kadry. Jeżeli urzędy czekają na dane znajdujące się w innych państwowych bazach – trzeba stworzyć bezpieczny mechanizm ich wymiany.

Jeżeli część czynności może wykonywać system informatyczny zamiast człowieka – trzeba go do tego wykorzystać. A jeżeli przeszkodą są przepisy – od tego mamy parlament, żeby złe albo niedostosowane do rzeczywistości prawo zmieniał.

Nie można natomiast przyzwyczaić się do 409 dni oczekiwania i uznać ich za administracyjną normalność. Człowiek nie może być kosztem niewydolności systemu

Wojewoda Mazowiecki sam przyznaje, że liczba etatów nie rosła odpowiednio do liczby zadań, a podejmowane działania nie pozwalają obecnie całkowicie usunąć spiętrzeń. To ważna i uczciwa diagnoza. Ale diagnoza nie może być finałem. Powinna być początkiem działania, bo za każdą taką sprawą stoi człowiek.

doceniamy, że nie próbują one ukrywać problemu. Doceniamy wyjaśnienia organów do których się zwróciliśmy i wiemy już, dlaczego postępowania się przeciągają. To jednak nie zamyka sprawy.

Teraz chcielibyśmy dowiedzieć się czegoś innego: kto i kiedy ten problem rozwiąże? Jak zostanie skrócony obieg informacji między instytucjami? Które czynności zostaną zautomatyzowane? Czy wojewodowie otrzymają dostęp do potrzebnych baz danych? Czy zwiększone zostaną zasoby kadrowe? Czy małżonkowie obywateli Polski i rodzice polskich dzieci powinni w szczególnych sytuacjach otrzymać możliwość szybszego rozpoznania sprawy? I jaki czas oczekiwania państwo uważa za akceptowalny: 60 dni? 90? 180? Bo z oczekiwaniem ponad 409 dni na decyzję nie można się pogodzić.

Polska chce przyciągać talenty. Chce być państwem cyfrowym, nowoczesnym i konkurencyjnym. W takim państwie człowiek nie powinien przez ponad rok pozostawać w administracyjnym zawieszeniu tylko dlatego, że system nie nadąża za liczbą spraw.

Zarina już Polskę wybrała. Teraz Polska powinna pokazać, że potrafi sprawnie podjąć decyzję w jej sprawie.

Jolanta Czudak-Tomaka

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here