Alians OZE – moda na fotowoltaikę

233

Jedną z najbardziej powszechnych form pozyskiwania zielonej energii są oprócz instalacji na dachach domów mieszkalnych, także farmy fotowoltaiczne. Specjalnie wydzielone miejsca z setkami ogniw słonecznych rozłożonych na olbrzymich powierzchniach zaspokajają w energię elektryczną dużą liczbę odbiorców. Przeważnie są  lokowane na terenach przemysłowych lub wydzielonych działkach. Wytworzony przez te farmy prąd  pełni rolę samodzielnej elektrowni, która przesyła energię do publicznej sieci. Zarówno instalacje montowane na dachach u indywidualnych użytkowników, jak i farmy PV gwarantują inwestorom szybki zwrot poniesionych kosztów i stały zysk przez lata, przekonuje Jakub Jadziewicz, wiceprezes firmy Alians OZE.

– Znaczący spadek ceny zakupu paneli fotowoltaicznych oraz  kosztów montażu zachęca do rozwoju takich instalacji?

– Postęp technologiczny powoduje, że ceny paneli fotowoltaicznych systematycznie spadają od kilku lat. Komponenty do ich produkcji są dużo tańsze, w tym ogniwa, które zamieniają energię promieniowania słonecznego na energię elektryczną,  jak również falowniki i inne elementy.  Coraz lepsza jakość materiałów z których są wykonane panele, przekłada się  też na ich większą efektywność. Moduły fotowoltaiczne produkowane są obecnie z użyciem najnowszych technologii, dzięki czemu mogą służyć wielu kolejnym pokoleniom, wytwarzając prąd bez względu na to czy słońce świeci czy są pochmurne dni.. Dzięki takim rozwiązaniom użytkownik otrzymuje energię za darmo. Ekonomia motywuje indywidulanych i biznesowych użytkowników  do budowy instalacji fotowoltaicznych i farm PV.  Nasza firma dopiero od dwóch lat zajmuje się fotowoltaiką, ale wykonaliśmy już na terenie całego kraju ponad 1500 takich instalacji i z miesiąca na miesiąc nam ich przybywa. To wskazuje jak mocno ta  przyjazna dla środowiska technologia się upowszechniła.

– Pandemia nie zakłóca tego rozwoju?

– Wiosną ubiegłego roku w czasie pierwszej fali pandemii było spowolnienie, ponieważ ludzie starali się zachować większy dystans społeczny niż obecnie. Potem się to zmieniło i nastała wręcz moda na  fotowoltaikę. Niewątpliwie dużym czynnikiem, który spowodował ten gwałtowny wzrost było wsparcie finansowe NFOŚiGW w wysokości 5 tys. zł dopłat do budowy instalacji  dla każdego indywidualnego klienta w ramach programu „Mój prąd”. Do tego dochodzą jeszcze ulgi termomodernizacyjne, które też można sobie rozliczyć. To spowodowało wśród użytkowników indywidualnych olbrzymi boom. Firmy, które nie otrzymywały dopłat też realizowały takie inwestycje.  Kalkulując swoje koszty patrzyły na wynik ekonomiczny i to decydowało o budowie farm słonecznych. Po podwyżkach cen energii, dystrybucji czy wprowadzeniu opłaty mocowej, w przedsiębiorstwach okres zwrotu inwestycji w instalację fotowoltaiczną wynosi ok. 5-6 lat, dlatego inwestują w takie przedsięwzięcia.

– Środki z programu „Mój prąd” skończyły się w grudniu ub.r, czy to zahamuje rozwój instalacji fotowoltaicznych?

– Liczymy na to, że system dopłat do instalacji fotowoltaicznych i magazynów energii, które są konieczne z uwagi na ograniczone możliwości przyłączania mikroinstlacji do sieci, będzie wznowiony w tym roku z porównywalnym budżetem miliarda złotych. Decydenci odpowiedzialni za ten program mówią, że on jest przewidziany do 2025 r i osoby, które dzisiaj założoną instalację będą mogły się ubiegać o dotację ze środków przeznaczonych w kolejnych pulach dotacyjnych. Pytanie tylko na jakich  zasadach będą udzielane. „Mój prąd” to nie jedyny program z którego można otrzymać wsparcie na budowę instalacji fotowoltaicznych. Właściciele i dzierżawcy nieruchomości rolnych też mogą otrzymać dotację do 40 proc. kosztów instalacji  OZE z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej z programu AgroEnergia. Co prawda, budżet tego programu był  wielokrotnie mniejszy, ale też cieszył się powodzeniem wśród inwestorów i sporo naszych klientów uzyskało takie wsparcie. Są też lokalne programy w gminach, którym udało się uzyskać środki  z UE lub z funduszu norweskiego, gdzie dotacje potrafią dochodzić nawet do 80 proc. Przykładem jest  gmina Kamienica na Dolnym Śląsku i o ile dobrze pamiętam również Tychy. Dotyczy to zwłaszcza gmin, które mają problemy z niską emisją i na terenie których smog jest szczególnie dotkliwy. Tam oprócz  np. pomp ciepła stosowane są też inne rozwiązania ekologiczne w ciepłownictwie. Tych programów naprawdę zaczyna przybywać, dlatego rozwój  mikroinstalacji słonecznych i farm PV nie jest zagrożony.

– Produkcja zielonej energii w Polsce rośnie, ale nie spełniamy jeszcze unijnych zobowiązań w zakresie poziomu OZE w miksie energetycznym kraju.

– Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że udział energii ze źródeł odnawialnych w pozyskaniu energii pierwotnej ogółem wzrósł do prawie 16 proc. Jednak to nie ten wskaźnik jest brany pod uwagę jeśli chodzi o realizację naszych zobowiązań w zakresie zwiększenia udziału OZE w krajowym miksie konsumowanej energii. W 2019 r. w porównaniu z rokiem 2012 moc zainstalowana w elektrowniach PV wzrosła  ponad 1 100 razy, a wyprodukowana przez nie energia elektryczna ok. 620 razy. Trzeba zaznaczyć, że w roku 2012 zainstalowane moce w krajowej fotowoltaice były jeszcze bliskie zera. Obecnie fotowoltaika jest najszybciej rozwijającym się obszarem odnawialnych źródeł energii w Polsce. Według Polskich Sieci Elektroenergetycznych pod koniec 2020 roku moc instalacji PV przekroczył 3 GW. To o 166 proc. więcej niż przed rokiem. Eksperci Instytutu Energetyki Odnawialnej prognozują, że  w 2025 r. możemy osiągnąć nawet 9,6 GW. Jestem przekonany, ze działalność naszej firmy, też się do tego przyczyni. Mikroektrownie słoneczne to bardzo opłacalne źródło czystej energii, przyjazne dla środowiska i optymalne dla inwestorów.

Z wiceprezesem Jakubem Jadziewiczem rozmawiała Jolanta Czudak

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here