Apartament pokazowy za 7 mln zł

Luksusowy apartament

Złota 44 zaprezentowała kolejny apartament pokazowy. To ponad 170-metrowe mieszkanie na 43. piętrze, warte 7 mln zł. Zaaranżowane zostało we współpracy z GO.CE Design, jako połączenie natury, sztuki i wysokiej jakości wykończenia wnętrz. Luksus przejawia się tu w unikatowych rozwiązaniach ekologicznych, doskonałym wykończeniu i innowacyjnych technologiach.

Apartamentowiec zaprojektowany w celu maksymalizowania komfortu i jakości życia mieszkańców, może pochwalić się trójszybową fasadą, która o 20 proc.  zmniejsza zużycie energii i redukuje hałas z zewnątrz. Powietrze jest filtrowane, a woda filtrowana i uzdatniana. Złota 44 oferuje parking dla jednośladów, a elektrycznym samochodom dedykowano stacje ładowania w przestrzeni garażowej. Dodatkowo dzięki inteligentnym rozwiązaniom HMS uchylne panele okienne automatycznie zamkną się gdy czujniki na zewnątrz budynku wykryją silny wiatr.

– Luksusowy apartamentowiec Złota 44 spełnia oczekiwania najbardziej wymagających klientów. To przede wszystkim wysoka jakość materiałów wykończeniowych, co potwierdza aranżacja nowego apartamentu we współpracy z GO.CE Design. To połączenie kunsztu, jakości i unikatowego rozwiązania. Złota 44 dodatkowo wspiera polskich producentów, którzy dzięki ciężkiej pracy i determinacji wkraczają na rynek produktów luksusowych – mówi Rafał Szczepański, wiceprezes zarządu BBI Development SA.

Apartament został wyposażony w meble marki GO.CE Design. Marka jest wynikiem współpracy biura projektowego Studio Gomez, które niemal od 20 lat działa na rynku architektonicznym, realizując międzynarodowe projekty użyteczności publicznej i prywatnych budynków mieszkalnych oraz producenta ekskluzywnych mebli RC Design, których zrealizowane projekty możemy zobaczyć w najdroższych butikach świata. Filozofią GO.CE Design stało się kreowanie unikalnych linii tematycznych posługując się interpretacją wybranego motywu przewodniego.

Marka GO.CE Design to miękkie formy mebli i zaokrąglone płaszczyzny, przypominające nowoczesne rzeźby nadające pomieszczeniom wrażenie niezwykłej plastyczności wnętrza. Inspirowane najbardziej luksusowymi jachtami formy powstały przy zastosowaniu nowoczesnych technologii i ponadczasowych materiałów, a także wykorzystaniu ergonomicznych rozwiązań.

Więcej na housemarket.pl

Hurtownia farmaceutyczna Polpharmy w Błoniu

FM Logistic Centralna Europa rusza z kolejnym etapem obsługi logistycznej dla Grupy Polpharma. Po uzyskaniu na początku sierpnia przez Grupę Polpharma, zezwolenia Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego (GIF), wystartowały pierwsze operacje logistyczne w nowym rozbudowanym module platformy FM Health, największym centrum magazynowania i dystrybucji produktów farmaceutycznych w Centralnej Europie, należącej do FM Logistic CE. Tym samym operator logistyczny realizuje zawartą w ub.r. umowę z liderem polskiego rynku farmaceutycznego.

Otwarcie kolejnego modułu na platformie logistycznej FM Health w Błoniu umożliwia pełną realizację obsługi magazynowej oraz transportowej z 3 zakładów produkcyjnych Grupy Polpharma w Polsce do centralnej hurtowni, jak również dystrybucję z hurtowni farmaceutycznej Polpharma do odbiorców.

Dotychczas, liczba palet na stocku dla tego klienta wynosiła 6 tys., przyjęcia towaru w skali roku oscylowały na poziomie około 50 tys. palet i wydania kartonów około 800 tys. Po uruchomieniu hurtowni, już w tym roku, stock i obrót paletowo-kartonowy zdecydowanie wzrośnie, a docelowo pomieści 35 tys. palet, recepcja towaru zaś będzie na poziomie 170 tys., a wydania to nawet kilka milionów kartonów na rok.

– Z Grupą Polpharma współpracujemy już od kilku lat, cieszymy się bardzo, że to właśnie nam zdecydowała się ona powierzyć pełną obsługę logistyczną swojej centralnej hurtowni – mówi Marzena Świerczewska, dyrektor Platformy FM Logistic CE w Błoniu. – Cały projekt rozbudowy i przygotowania magazynu oraz operacji realizowany był w ścisłej współpracy między zespołami projektowymi obu firm, jestem przekonana, że przełoży się to na doskonałe rezultaty operacyjne.

Jak mówi Izabela Marciniak, dyrektor ds. Magazynowania i Dystrybucji Grupy Polpharma – Współpraca z FM Logistic to sposób na uproszczenie procesów związanych z obsługą logistyczną naszych produktów. Planujemy, że po zakończeniu II fazy projektu w roku 2022 hurtownia farmaceutyczna Polpharmy w Błoniu będzie jedynym punktem dystrybucyjnym naszych leków. Centralnym magazynem w środkowej Polsce zastąpimy kilka dotychczasowych miejsc składowania wyrobów, rozsianych na terenie całego kraju. Pozwoli to usprawnić i zwiększyć efektywność łańcucha dostaw leków do klienta.

Nowo powstały moduł magazynowy to 12 tys. mkw. i prawie 20 tys. miejsc paletowych. W ramach hurtowni farmaceutycznej, wydzielonych zostało kilka pomieszczeń w zależności od rodzaju składowanych produktów, jak również temperatury przechowywania, w tym 2 chłodnie. Magazyn spełnia wszystkie wymagane przepisami normy, zastosowano w nim najnowocześniejsze rozwiązania techniczne Do swojej dyspozycji klient otrzymał również powierzchnię biurową.

Umowa z Grupą Polpharma została zawarta na 7 lat. W rozbudowę obiektu FM Logistic CE zainwestował ponad 60 mln zł. Obecnie platforma FM Health w Błoniu posiada łączną powierzchnię prawie 92 tys. mkw. i pojemność ponad 140 tys. miejsc paletowych. Oprócz usług związanych ze składowaniem i dystrybucją produktów, zarówno na rynek krajowy jak i międzynarodowy, na platformie na dużą skalę realizowane są usługi co-packingu dla różnych klientów. (inf)

PAN: jeden test do grupowej diagnostyki SARS-CoV-2

naukowcy z PAN

Badacze z Instytutu Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego Polskiej Akademii Nauk w Warszawie w ramach projektu SONAR Anty-CoronaVirus opracowali procedury przeprowadzania testów grupowych przy użyciu dostępnych na rynku testów PCR. Dzięki temu jeden test na koronawirusa pozwoli sprawdzić nawet kilkanaście osób, oszczędzając czas i pieniądze. O wynikach badań poinformowali przedstawiciele instytutu w przesłanym PAP komunikacie.

„Jesteśmy gotowi do implementacji testowania grupowego. Nasze ustalenia działają, sprawdziliśmy je na 701 próbkach uzyskanych od pacjentów pozytywnie zdiagnozowanych na obecność wirusa SARS-CoV-2. Wyniki są jednoznaczne: testowanie zbiorowe jest odpowiedzią na zapotrzebowanie na powszechne testowanie” – mówi kierownik projektu prof. Agnieszka Dobrzyń.

Przystępując do pracy polscy naukowcy zakładali, że jednym testem można sprawdzić pod kątem infekcji nawet kilkudziesięciu pacjentów. Badania potwierdziły, że przy nawet bardzo małym stężeniu wirusa w próbie jest on wykrywalny testem zbiorowym w puli uzyskanej z połączenia 30 osób. Jednak po uwzględnieniu czasu niezbędnego do wykrycia zakażonego – oraz kosztów – okazało się, że największa grupa, jaką warto badać jednym testem, liczy 12 osób.

Wielkość takiej grupy zmienia się jednak w zależności od odsetka osób zakażonych, jaki notuje się w danej populacji. Dlatego naukowcy proponują trzy różne sposoby grupowania. Jeśli odsetek zakażonych w populacji wynosi poniżej 2 proc., pojedynczy test wystarczy na 12 próbek. Jeśli jest to więcej niż 2 proc., ale mniej niż 8 proc. – wykorzystuje się test kratkowy 8 x 12 próbek. Jeśli jest to od 8 do mniej niż 15 proc. – jeden test wystarczy na 4 osoby. Jeśli jednak istnieje ryzyko, że w danej populacji zakażonych może być powyżej 15 proc. – wówczas testy grupowe stają się nieopłacalne, a badania indywidualne są lepsze – relacjonuje prof. Dobrzyń.

Badacze z Nenckiego oceniają, że testy zbiorowe spiszą się w badaniach przesiewowych, pozwalających ustalić, na ile wirus jest rozpowszechniony w danej populacji. „Zdecydowanie powinniśmy włączyć testowanie grupowe do podstawowej diagnostyki COVID-19, na pewno w takich populacjach, gdzie spodziewamy się niskich odsetków zakażonych, w poszczególnych firmach, fabrykach, uczelniach, szkołach i wszędzie tam, gdzie jest duża populacja ludzi, która musi przebywać w jednym pomieszczeniu” – mówi prof. Dobrzyń.

Badacze z Instytutu Nenckiego uważają, że idealną grupą testową są np. studenci Uniwersytetów Medycznych, którzy zapewne będą musieli wrócić do zajęć praktycznych. „Zanim wpuścimy ich do klinik, muszą przejść badania, żeby wyłapać zakażonych, potencjalnie niebezpiecznych dla innych” – mówi prof. Dobrzyń.

W ramach projektu SONAR Anty-CoronaVirus naukowcy przebadali pod kątem skuteczności sześć dostępnych w Polsce testów PCR, wykrywających wirusa SARS-CoV-2. Na tej podstawie rekomendują dwa: opracowany w Poznaniu MediPAN i koreański DiaPlexQ. Mają one bardzo wysoką czułość.

„Próbki, które nie dawały się jednoznacznie określić przy użyciu testowania zbiorowego, zawierały mniej niż dwie kopie wirusa. Mogły pochodzić np. od osób znajdujących się na samym początku infekcji albo kończących infekcję bezobjawową. Z moich obserwacji wynika jednak, że najbardziej rozcieńczone próbki stanowił nieumiejętnie pobrany materiał. Ten etap procedury można jednak łatwo usprawnić” – mówi prof. Dobrzyń.

Zespół badaczy z Instytutu Nenckiego PAN w najbliższym czasie rozpocznie badania pilotażowe na wybranych populacjach pracowników i studentów, które potwierdzą skuteczność opracowanych przez nich protokołów. Liczą, że w kolejnym etapie, testowanie grupowe będzie mogło być implementowane w całej Polsce.

Prof. Dobrzyń zgadza się z opinią dyrektora generalnego Światowej Organizacji Zdrowia(WHO) Tedrosa Adhanoma Ghebreyesusa, że brak powszechnego testowania jest jak walka z ogniem z zawiązanymi oczami. „Teraz gasimy ogień tam, gdzie już wybuchł. A z powszechnym testowaniem ten pożar moglibyśmy gasić bardziej skutecznie, w zarodku, zanim się rozprzestrzeni” – podsumowuje prof. Dobrzyń. (PAP)

System opieki zdrowotnej wymaga natychmiastowej reorganizacji

prof. Jarosław Sławek

Potrzeby w ochronie zdrowia są ogromne. Stabilny wzrost nakładów powinien iść w parze z dialogiem ze środowiskiem ekspertów i reorganizacją ochrony zdrowia. Wtedy zyskamy szansę na lepszy dostęp do świadczeń, zmniejszenie kolejek i oszczędności na inwestycje – uważa prof. Jarosław Sławek, prezes zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

– Ostatnie miesiące epidemii COVID-19 pokazały, że sektor ochrony zdrowia w Polsce nie działa w sposób właściwy. Wiele działań podejmowanych było doraźnie, brakowało wypracowanych wcześniej, jeszcze przed epidemią, stabilnych ram i przemyślanej strategii, ocenia prof. Jarosław Sławek, kierownik Oddziału Neurologii Szpitala św. Wojciecha w Gdańsku, profesor Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego i prezes zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

Wskazuje, że powstały szpitale covidowe, ale nie pomyślano, co zrobić z pacjentką w ciąży, chorym z udarem mózgu albo z ostrym zespołem wieńcowym, którzy byli potencjalnie zagrożeni zakażeniem. Ci chorzy, zamiast trafiać do szpitali, gdzie były wszystkie potrzebne oddziały, trafiali do ośrodków, gdzie robiono im testy, na wynik których musieli poczekać w strefie buforowej nawet kilka dni. Idee wdrożone na przestrzeni ostatnich lat, takie jak sieć szpitali czy finansowanie procedur w oparciu o ryczałty, zdaniem prezesa Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Neurologicznego nie do końca zdają egzamin, a dodatkowo niosą nowe problemy.

Warto pamiętać, że od 2015 roku, za który to rok wyliczono kwotę referencyjną dla finansowania procedur, zarówno potrzeby, jak i warunki finansowe zmieniły się. Dziś, w 2020 roku, ówczesne wyceny nie mają wiele wspólnego z dzisiejszymi cenami procedur i aktualnymi potrzebami pacjentów. Chociaż mamy ambulatoryjną i szpitalną opiekę zdrowotną oraz określony podział kompetencji pomiędzy poszczególnymi instytucjami, to sytuacja „gaszenia pożarów”, która miała miejsce na szpitalnych oddziałach ratunkowych jeszcze przed pandemią, najlepiej pokazuje, że system ochrony zdrowia w Polsce nie jest wydolny. Co więcej, wydaje się, że brak jest pomysłów, jak tę sytuację zmienić – mówi prof. Jarosław Sławek.

Ważnym problemem wadliwej organizacji systemu ochrony zdrowia na poziomie szpitali są sztywne ramy hospitalizacji i sztywne listy narzuconych badań dodatkowych, które trzeba wykonać, aby rozliczyć poszczególne procedury. – W przypadku udaru mózgu potrzeba ośmiu dni, by móc rozliczyć pacjenta za najwyższą punktację. Istnieje lista badań, którą trzeba wykonać niezależnie od tego, czy rzeczywiście badania te zawsze są potrzebne, czy nie. Warto pamiętać, że procedury diagnostyczne kosztują. Podobnie szpitalna doba hotelowa – to koszt od 300 do 500 złotych. Nadużywanie badań i hospitalizacji to, mówiąc wprost, wyrzucanie pieniędzy – mówi prof. Jarosław Sławek.

Zdaniem prezesa zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Neurologicznego to lekarze powinni decydować o tym, ile i jakich badań należy wykonać w danym przypadku. –  Jeden pacjent jest hospitalizowany, powiedzmy przez trzy dni i wymaga mniejszej ilości badań, ale inny pacjent, który ma powikłania, musi być hospitalizowany przez dwa tygodnie i mieć wykonanych więcej badań – często także takich, których nie ma na liście. Nasze polskie sztywne ryczałty skonstruowane w oparciu o Jednorodne Grupy Pacjentów (JGP) blokują drożność oddziałów. Przepływ chorych jest ustalony odgórnie: pacjenta z migreną musimy zatrzymać w szpitalu przez trzy doby, podobnie pacjenta z padaczką. Tymczasem inni chorzy czekają na SOR lub w kolejce na planowe przyjęcia – wyjaśnia prof. Jarosław Sławek.

Stabilne finansowanie i reorganizacja

Według prof. Jarosława Sławka potrzeby w ochronie zdrowia są ogromne i wzrost nakładów w tym sektorze powinien iść w parze z reformą ochrony zdrowia tak, by finansowanie przynosiło realne efekty.

6 procent PKB jako absolutne minimum, które państwo powinno przeznaczać na ochronę zdrowia, to wskaźnik, który powinniśmy osiągnąć w ciągu najbliższych miesięcy. Później wartość ta powinna stale rosnąć. Ważne są terapie, ale także związane z nimi procedury administracyjne i cała „organizacja wydawania” tych pieniędzy. Nieprzemyślana i chaotyczna będzie związana z ich zmarnowaniem – mówi prof. Jarosław Sławek.

Dziś w praktyce w ramach programów lekowych terapie, zwłaszcza drogie i skomplikowane, generują większe potrzeby w zakresie etatów. To koszty administracyjne i straty finansowe. – Czy mielibyśmy zatem powiedzieć, że nie będziemy leczyć pacjentów w ramach programach lekowych, bo są nieopłacalne i skupimy się na realizacji ryczałtów? Nie możemy kupić kranu i powiedzieć hydraulikowi, że nie zapłacimy mu za jego montaż, bo przecież jest już kran i to wystarczy. Za pracę wysoko wyspecjalizowanych lekarzy, którzy obsługują te programy, trzeba odpowiednio płacić. Dyrektorzy szpitali czy prezesi spółek muszą być zainteresowani ich zatrudnianiem, bo inaczej kadra całkowicie odpłynie nam ze szpitali, które te programy w dzisiejszym systemie realizują. To zaś odbije się na dostępności do nich pacjentów – wskazuje prof. Jarosław Sławek.

Aktualnie procedowane regulacje, między innymi tak zwana ustawa covidowa, zdaniem prof. Jarosława Sławka budzą poważne wątpliwości. – Znaczna część zapisów ustawy covidowej nie dotyczy COVID-19, ale innych problemów spoza sektora ochrony zdrowia. To od razu wskazuje na jej słabość i rodzi myśl o załatwianiu innych spraw „przy okazji” problemu wirusa.  Przepisy wydają się nieprzemyślane i niedopracowane. Podobnie jest z Funduszem Medycznym. Miały być większe kwoty (2,75 mld złotych) i wydzielony budżet na modernizację szpitali, której te potrzebują, aby standard opieki „gonił” poziom europejski. Znowu jest pośpiech i chaotyczne działania oraz brak społecznego dialogu na co najlepiej te pieniądze wydać. W nowym kształcie ustawy Komisja Ekonomiczna będzie ostatecznie ferować wyroki o dostępności nowych terapii. Nie wszystko da się zepchnąć w medycynie jedynie do poziomu „opłacalności”. Jakiś głos rozsądku i myślenia medycznego w naszym egalitarnym systemie opieki jest tu także niezbędny, aby nie pozbawić dostępności do leczenia wielu chorych „bo to nieopłacalne”– mówi prof. Jarosław Sławek.

Dialog z ekspertami

Prezes zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Neurologicznego wskazuje: w polskiej ochronie zdrowia brakuje dialogu, przede wszystkim między grupami ekspertów a rządzącymi. – Jako przewodniczący Polskiego Towarzystwa Neurologicznego nie jestem pytany przez Ministerstwo Zdrowia o opinię na temat wartych wdrożenia rozwiązań, nakierowanych na zwiększenie efektywności i usprawnienie opieki w dziedzinie neurologii, na przykład w terapii choroby Alzhaimera czy Parkinsona. Sam kieruję prośby o spotkania, by taką wymianę opinii inicjować. Jeśli w innych dziedzinach medycyny funkcjonują podobne bariery dla dialogu ze środowiskiem ekspertów, to w mojej opinii będzie się to kończyło dużą stratą – dla systemu ochrony zdrowia, finansów sektora, ale przede wszystkim dla pacjentów – mówi prof. Jarosław Sławek.

Zdaniem prof. Jarosława Sławka niedobrze się dzieje, kiedy rezygnuje się z konsultacji i środowisko klinicystów dostaje do realizacji gotowe ministerialne zarządzenia. Przykładem takiej praktyki jest zarządzenie dotyczące rozliczania procedury postępowania w przypadku jednej z postaci (TIA) udaru mózgu. Jak potwierdza prezes PTN, okazało się, że o nowej regulacji nie wiedział ani konsultant krajowy w dziedzinie neurologii, ani przedstawiciele Polskiego Towarzystwa Neurologicznego, ani żadne inne środowisko neurologiczne w Polsce.

Wprowadzono obowiązek wykonywania rezonansu u wszystkich chorych – nawet u pacjentów z krótkimi objawami neurologicznymi, sugerującymi udar. Na 200 oddziałach neurologicznych w całej Polsce pojawia się nagle 300-400 dodatkowych pacjentów, którym trzeba wykonać badanie rezonansu, aby rozliczyć tę procedurę. Jakie będą skutki zarządzenia – finansowe i kolejkowe, jeśli oddziałowy rezonans obsługuje zarówno chorych oddziałowych, szpitalnych, jak i pacjentów z innych oddziałów i z poradni? – pyta prof. Jarosław Sławek.

Dane i priorytety

Polskie Towarzystwo Neurologiczne apeluje, by neurologia, a szerzej choroby mózgu, obok kardiologii i onkologii zostały uwzględnione w priorytetach polityki zdrowotnej państwa. – Neurologia to dziedzina, która według prognoz będzie wiązała się z dużymi wyzwaniami i kosztami. Według raportu „European Brain Council” z 2010 roku koszty chorób mózgu stanowią pulę wielokrotnie większą niż połączone koszty z dziedzin kardiologii, onkologii i reumatologii. To prawie 800 miliardów euro rocznie w skali Unii Europejskiej. Od 2010 roku pojawiły się nowe leki, stosowane w terapii stwardnienia rozsianego, udaru, migreny. Można stwierdzić, że na przestrzeni dekady koszty w tej dziedzinie dodatkowo wzrosły – mówi prof. Jarosław Sławek.

Aktualnie tworzona jest strategia dedykowana polskiej neurologii, mająca przedstawić realne perspektywy i zagrożenia dla niewykonalności różnych procedur w perspektywie 5,10 i 15 lat, związane między innymi z brakiem kadr. Powstaje ona z inicjatywy PTN we współpracy z Uczelnią Łazarskiego. – Średnia wieku neurologa i pielęgniarki neurologicznej w Polsce to 50 lat. Nawet, jeśli pojawią się nowe technologie, nie będzie miał ich kto u pacjentów zastosować. Albo będą technologie, ale nie będziemy mieć na nie pieniędzy. To zagrożenia, na które musimy się zawczasu przygotować. Warto stawiać na rozwiązania systemowe, które pozwolą na oszczędności – mówi prof. Jarosław Sławek.

Przykładem systemowych rozwiązań są centra opieki koordynowanej, między innymi w chorobie Parkinsona, która na początku bywa trudna do rozpoznania. Jeśli pacjent od razu trafi do specjalistycznego ośrodka z odpowiednim zapleczem merytorycznym, można skrócić jego ścieżkę diagnostyczną na innych etapach i zaoszczędzić środki finansowe na wielu badaniach zlecanych przez mniej doświadczonych w tym konkretnym obszarze lekarzy, by potwierdzić bądź wykluczyć diagnozę.

Centra opieki koordynowanej, zaproponowane w dziedzinie neurologii dla dwóch jednostek chorobowych: stwardnienia rozsianego i choroby Parkinsona, są gotowymi wytycznymi do wdrożenia. W 2018 roku prezes Narodowego Funduszu Zdrowia Andrzej Jacyna podpisał program dla choroby Parkinsona. Niestety, od tego czasu projekt znajduje się z Ministerstwie Zdrowia i do dziś program pilotażowy nie został wdrożony. Dość powiedzieć, że dziś, w soerpniu 2020 roku, powinniśmy już wyciągać wnioski z pilotażu i podejmować decyzje o pełnym wdrożeniu programu. Dialog, reorganizacja i optymalizacja finansowania są podstawą, by system ochrony zdrowia w Polsce stał się wydolny. Trzeba także pytać ekspertów z poszczególnych dziedzin o rozwiązania. Nie zawsze wiążą się one z koniecznością wyższych nakładów, czasami proponowany model rodzi oszczędności czy poprawia jakość opieki – mówi prof. Jarosław Sławek.  (IW)

Reguła liczb – magiczne znaczenie

dziewięćsił

Liczby w myśleniu pierwotnym miały swoją wartość, znaczenie magiczne. Były więc liczby szczęśliwe, jak trójka, siódemka (choć pojawia się również w negatywnym, demonicznym znaczeniu), czy dziewiątka i nieszczęśliwe, jak trzynastka, która zresztą do dziś uważana jest za liczbę przynoszącą pecha.

W wielu zaleceniach dotyczących użycia roślin w lecznictwie ludowym spotyka się właśnie liczby nieparzyste – zwłaszcza trójkę i dziewiątkę (trzy po trzy). Najczęściej dotyczą one ilości potrzebnych roślin (lub ich części zabieranych), następnie ilości gatunków roślin, na końcu zaś miejsc, z ilu powinny być zebrane. Mniej powszechne były przypadki dotyczące innych „nieparzystych charakterystyk” roślin, np.: „roślina trzyletnia”, „słoma z trzema kolankami” itp. W literaturze spotkać można takie zalecenia: przy bezsenności podawać jako napój odwar z trzech niedojrzałych główek maku (dawna gubernia mińska), …gdy dziecko miało suche ciało, kąpano je w wodzie gotowanej w 9 kręgołkach (wierzchołkach) z sosny zebranych (okolice Kolbuszowej), zabezpiecza (…) od bólu zębów noszenie 3 kasztanów na szyi (Kraków). Reguła liczb nieparzystych tyczyła się nie tylko pozyskiwania roślin, lecz także przygotowywania z nich leków oraz procesu leczenia – lek powinien być przyrządzany, a następnie stosowany przez nieparzystą ilość dni, np.: korzeń tarniny moczony w spirytusie przez dziewięć dni i dawany do picia w małych dozach wstrzymuje biegunkę (Kieleckie), dziewięć krzaczków barwinku gotuje się w wodzie krynicznej. Pić wywar przez trzy dni trzy razy dziennie” (Pokucie), przy suchotach podają do kąpieli różnych ziół, na dziewięciu miedzach zebranych (lud nadrabski). Aby wzmocnić skuteczność leczenia „nieparzystość” mogła nakładać się na siebie. Używano na przykład w jednej kuracji nieparzystej liczby miejsc, z których zebrano nieparzystą ilość roślin, lek po połączeniu składników przyrządzał się przez nieparzystą liczbę dni, kuracja trwała nieparzystą liczbę dni lub nieparzystą liczbę razy należało wykonać określone czynności.

Skuteczne miało też być używanie roślin z liczbą w nazwie – np. wierzono, że dziewięćsił jest 9 razy mocniejszy od każdego innego ziela i uważany był przez to za lek niemal uniwersalny. Od „dziewiątki” pochodzi też między innymi ludowa nazwa dziewanny – ziele dziewięcioból (okolice Olesna), żywokostu – dziewięciosiłon czy pięciornika kurze ziele – dziewięcioraka (Podlasie), a od „piątki” na przykład babki szerokolistnej – pięć żyłek (ziemia chełmińska).

Warto zaznaczyć, że reguła ta występowała najczęściej w leczeniu chorób groźnych, trudnych do wyleczenia lub bolesnych, a przede wszystkim spowodowanych (wg przekonań ludu) przez siły demoniczne, czy czarownice. Należały do nich na przykład suchoty, febra, róża, kołtun, spuchlizna itd. Były to przypadki szczególne, należało więc zastosować nadzwyczajne środki.

Liczby nieparzyste w kulturze ludowej występują w sytuacjach, w których oczekuje się zmiany, dąży się do niej. W przypadkach związanych ze zbieraniem roślin do celów leczniczych starano się, aby środek, który chciano pozyskać, był jak najlepszy, jak najbardziej skuteczny, aby uzdrowił chorego. Chory, będąc chwilowo w stanie choroby (zawsze zakłada się, że stan ten jest przejściowy), powinien zamienić swój status „chorego” na status „zdrowego”, czyli przejść do innego stanu – stąd więc powtarzające się w zaleceniach „trójki” i „dziewiątki”, które mają oznaczać oczekiwanie na zmianę tego statusu. (MT)

Fałszywe leki to globalny problem i może dotyczyć każdego

KOWAL

Problem fałszywych leków jest poważnym wyzwaniem w ujęciu globalnym i trzeba o nim mówić głośno. Przyjmowanie specyfików z niepewnych źródeł oprócz tego, że może po prostu szkodzić, poprzez brak substancji aktywnych odwleka w czasie prawdziwą, niekiedy ratującą życie kurację. Czy zjawisko fałszowania jest powszechne? Czy możemy natknąć się na podrobione leki w aptece? Na te i inne pytania odpowiada KOWAL – Krajowa Organizacja Weryfikacji Autentyczności Leków, która czuwa nad systemem kontroli w Polsce.

Jaka jest skala fałszowania leków na świecie?

Według danych Światowej Organizacji Zdrowia podrobione leki mogą stanowić około 10 proc. globalnego rynku. Liczby te jednak różnią się znacząco zależnie pomiędzy państwami. W krajach rozwiniętych zaledwie 1 proc. leków w sprzedaży może być podrobionych, ale już w krajach rozwijających się ta wartość dochodzi do 30 proc. Co ważne, około 50 proc. leków oferowanych za pośrednictwem internetu jest sfałszowanych i zjawisko to nasila się z każdym rokiem.

Stąd pochodzą sfałszowane leki?

Nielegalne produkty najczęściej wytwarzane są w Azji (Chinach, Singapurze i Indiach), następnie stamtąd trafiają głównie do Europy, Ameryki Północnej i Afryki. Tranzyt odbywa się drogą morską, często zahaczając o Zjednoczone Emiraty Arabskie, Singapur, Jemen czy Iran. Jak wynika z raportu Europolu, większość fałszywych leków sprzedawanych w Unii Europejskiej pochodzi z Chin i Indii. Zanim dotrą do UE, najczęściej mają swój przystanek w Turcji lub Ukrainie. Podrobione produkty farmaceutyczne są prawdopodobnie wysyłane do wszystkich państw członkowskich.

Jakie są przyczyny zjawiska?

Sektor farmaceutyczny to wielomiliardowy przemysł, który obecnie szacowany jest na 1,3 biliona dolarów amerykańskich – czyli ponad 5 bilionów złotych. Dla porównania wartość całej polskiej gospodarki to mniej niż 600 miliardów dolarów, co przeliczyć można na mniej niż 2,3 biliona złotych. Rynek leków na świecie to zatem ponad dwukrotność wartości całej polskiej gospodarki. Obrót podrobionymi lekami jest niezwykle lukratywny, opłaca się bardziej niż produkcja narkotyków. Jak podaje organizacja IRACM, przestępczy biznes farmaceutyczny daje 450-krotny zwrot z inwestycji, podczas gdy handel narkotykami „zaledwie” 20-krotny.

Które leki są fałszowane najczęściej?

Nie istnieją leki wolne od ryzyka falsyfikacji, nie ma też w tym wypadku znaczenia, czy są to produkty drogie czy tańsze. Najczęściej fałszowane są:     antybiotyki,   leki chorób układu moczowo-płciowego,     leki przeciwbólowe,  leki antymalaryczne,   leki przeciwcukrzycowe,  leki kardiologiczne,   suplementy diety,  leki przeciwalergiczne,   leki na nadciśnienie.

– Dzięki Europejskiemu Systemowi Weryfikacji Autentyczności Leków legalny łańcuch ich dystrybucji w Europie stał się o wiele bezpieczniejszy – mówi Michał Kaczmarski, prezes zarządu Krajowej Organizacji Weryfikacji Autentyczności Leków (KOWAL). – Dzięki systemowi wykryto już pierwsze przypadki usiłowania wprowadzenia do obrotu opakowań leków sfałszowanych. System sprawił, że nigdy nie trafiły one na półki apteczne.

Ze względu na obecną sytuację pandemii COVID-19 fałszowane są też wyroby medyczne takie jak rzekome testy na obecność COVID-19, maski bez atestów oraz rękawiczki ochronne, środki dezynfekujące – płyny, mydła antybakteryjne itd., leki antywirusowe, antymalaryczne, na artretyzm oraz fikcyjne szczepionki na COVID-19.

Jak ustrzec się przed zakupem fałszywego leku?

Sprzedaż sfałszowanych produktów odbywa się poza legalnym łańcuchem dystrybucji, najczęściej w internecie. Dlatego na zakupy w sieci powinniśmy wyjątkowo uważać – szczególnie w dobie pandemii. Oczywiście istnieją legalnie działające apteki internetowe, ale przestępcy potrafią się pod nie podszywać. W Polsce apteki internetowe mogą działać tylko wtedy, jeśli jednocześnie prowadzą działalność stacjonarną – i jest to najprostsza droga ich weryfikacji. Tylko oficjalna apteka daje nam pewność legalnego leku. (dzienniknaukowy.pl)

W nowej kadencji więcej kobiet będzie zarządzać uczelniami

Wybory rektorów na polskich uczelniach akademickich w czasie pandemii miały dość niezwykły przebieg. Przeprowadzano je nie tylko w bardzo różnych formułach, niektóre – zdalnie, inne – w formie tradycyjnych głosowań, ale i różnych miejscach. Sukcesem jest to, że wybory rektorskie – choć z natury swej polityczne i budzące wielkie emocje – udało się uchronić od bezpośredniej ingerencji bieżącej partyjnej polityki, która ma wyniszczający i toksyczny wpływ na wszystko, czego się tylko dotknie – ocenia prof. Dominik Antonowicz z UMK.

Wprawdzie usiłowano niektórym kandydatom przypinać partyjne etykietki, ale wydaje się, że jednak bez większego powodzenia” – uważa prof. Antonowicz. – Przełomem niewątpliwie jest to, że w nowej kadencji pojawi się spora liczba pań, wybranych na funkcję rektora, w tym dwie w klasycznych uniwersytetach.

Prof. Bogumiła Kaniewska została wybrana na nową rektor UAM w Poznaniu (będzie ona też przewodniczącą Konferencji Rektorów Uniwersytetów Polskich), a nową rektor UŁ zostanie Elżbieta Żądzińska. W poprzedniej kadencji, ani jeden tak duży uniwersytet, tzw. bezprzymiotnikowy, nie był kierowany przez kobietę. Ponadto w nadchodzącej kadencji m.in. prof. Marta Kosior-Kazberuk zostanie nową rektor Politechniki Białostockiej, prof. Celina M. Olszak nową rektor Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach, prof. Danuta Zawadzka rektorem Politechniki Koszalińskiej, a prof. Anna Wypych-Gawrońska pokieruje drugą kadencję Uniwersytetem Humanistyczno-Przyrodniczym w Częstochowie. Kobiety zarządzać będą też niektórymi uczelniami zawodowymi.

Socjolog dr Anna Pokorska z UMK tłumaczy, że na uniwersytetach nie ma formalnych barier ograniczających kobietom dostęp do karier kierowniczych. „Jednak kultura i tradycja uniwersytecka są głęboko zakorzenione w wartościach uznawanych za typowo męskie, a sama funkcja rektorska tak obrosła symboliką związaną z tą tradycją, że kobietom trudno jest się wpisać w archetyp uniwersyteckiego lidera” – komentuje.

Jej zdaniem pojawienie się we władzach uniwersytetów kobiet nie oznacza, że w środowisku akademickim dokonała się nagła i trwała zmiana świadomości w tym zakresie. „Wybór rektorek może być natomiast syndromem ‚szklanego klifu'” – komentuje. Szklany klif odnosi się do sytuacji, gdy pojawia się kryzys lub konieczność działania w nowych, niepewnych warunkach, które zwiększają ryzyko utrzymania stanowiska.

Dr Pokorska doprecyzowuje, że większy odsetek kobiet na stanowisku rektora może być reakcją na trudne czasy, jakie następują w szkolnictwie wyższym – to nie tylko wyzwania związane z pandemią, ale i wyzwania wynikające z reformy uczelni, w tym zwiększona rywalizacja uczelni w sferze badawczej.

Podobnego zdania jest prof. Antonowicz: „Przed nowymi rektorami i rektorkami bardzo niepewny okres, ogromne obawy związane z zagrożeniem powrotu do zdalnego nauczania, ewaluacja działalności naukowej w 2022 roku, ale również dla wielu akademickich uczelni zmagania o status ‚uczelni badawczej’ czy o wykorzystanie szansy, jaką tworzą sieci Uniwersytetów Europejskich”. Jego zdaniem nowi rektorzy – bardziej niż ich poprzednicy – będą rozliczani z wyników swoich działań. „Funkcja rektora/rektorki staje się silnie funkcją zarządczą a w mniejszym stopniu reprezentacyjną” – ocenia.

PAP – Nauka w Polsce

Przemysł innowacji pomoże wypracować rezerwy kapitałowe po kryzysie

Automatyzacja branż

Recesja związana z wybuchem pandemii koronawirusa mocno dała się we znaki polskim przedsiębiorcom. Wiele firm i zakładów przemysłowych postanowiło jednak wykorzystać czas spowolnienia gospodarczego a także koniec przestojów w produkcji na inwestowanie w najnowsze rozwiązania technologiczne. Zdaniem ekspertów taktyka stawiania na innowacje może okazać się skuteczna w budowaniu rezerw kapitałowych do wykorzystywania ich w przyszłości na zrównoważony rozwój przedsiębiorstw, które staną się bardziej odporne na rynkowe wahania.

Pandemia koronawirusa całkowicie zmieniła plany inwestycyjne polskich przedsiębiorców. Z I edycji badania firm „KoronaBilans MŚP” przeprowadzonego na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej wynika, że ponad 54 proc. właścicieli polskich firm w ciągu najbliższych trzech miesięcy zamierza wydać środki na zakup nowych sprzętów. Prawie 32 proc. chce zainwestować w nowoczesne systemy IT i innowacyjne rozwiązania. Zarządzający krajowymi biznesami liczą, że przeznaczanie większych funduszy na idee i produkty z zakresu smart factory, wydatnie zmniejszy koszty i w dobie pracy zdalnej będzie szansą na odbudowanie rezerw kapitałowych. Wśród opcji jest też budowa i tworzenie nowych aplikacji, stron internetowych czy sklepów on-line. Eksperci szacują, że w ciągu 5 lat poziom automatyzacji w niektórych branżach polskiej gospodarki wzrośnie o połowę.

– Epidemia nie zostawiła nam wyboru. Wymusiła wręcz na firmach transformację cyfrową i automatyzację wielu procesów. Jeśli więc ktoś do tej pory decyzje technologiczne odkładał na ostatnią chwilę, dziś musi je podjąć w ekspresowym tempie, ponosząc przy tym znacznie wyższe koszty. Przyspieszony kurs cyfryzacji stał się ważniejszy niż budowa i remont powierzchni biurowych, czy nawet zakup niektórych komponentów i materiałów do produkcji. Od niego bowiem teraz zależy nie tylko ciągłość działania przedsiębiorstwa, ale i przewaga konkurencyjna na rynku – ocenia w mediach branżowych Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Implementacja technologii

Według badania pod tytułem „Gotowość firm produkcyjnych do wdrożenia rozwiązań Przemysłu 4.0”, przeprowadzonego jeszcze przed wybuchem pandemii koronawirusa wśród 228 przedsiębiorstw, działających w czterech sektorach: maszyn i urządzeń, samochodów i sprzętu transportowego, mebli oraz wyrobów z metalu – największą motywacją do implementacji nowych technologii była chęć zwiększania wydajności produkcji. Taką odpowiedź wskazało 59 proc. ankietowanych firm. Nieco mniej, bo 55 proc. przedsiębiorstw za kluczową kwestię uznało obniżanie kosztów.

Procentowe inwestycje w rozwój

W opracowaniu „KoronaBilans MŚP” i w ujęciu sektorowym widać też, że w ciągu najbliższych trzech miesięcy, mimo rynkowych trudności, inwestować w rozwój planuje 16,7 proc. firm produkcyjnych, 14,6 proc. z branży budownictwa, 13,5 proc. przedsiębiorców zajmujących się usługami oraz 4,2 proc. z handlu. Optymizm panuje wśród średnich firm – tu fundusze na poprawę funkcjonowania wciąż ma do wydania 40 proc. firm. Jednak sceptycznie do perspektyw rozwoju podchodzą już mali przedsiębiorcy – zaledwie 10 proc. z nich będzie inwestowało w rozwój. Jeszcze trudniejsza sytuacja jest wśród mikrofirm, ponieważ tu wskaźnik wynosi tylko 7 proc.

Koniec awarii

Profesjonaliści z branży na każdym kroku podkreślają, że dalsza automatyzacja, modernizacja, serwisowanie czy przeglądy sprzętu oraz weryfikacja poprawności funkcjonowania procesów produkcyjnych i sprzedażowych dadzą wymierne efekty po zakończeniu pandemii. Czas po przymusowych przestojach w produkcji należy jak najpełniej wykorzystywać na inwestycje w technologie i rozwój parku maszynowego. To w długofalowej perspektywie zapewni skuteczne zarządzanie biznesem w czasie rzeczywistym i pozwoli natychmiast reagować na nieprzewidziane globalne wydarzenia.

W zautomatyzowanych zakładach produkcyjnych kluczową kwestią jest bezawaryjne i sprawne funkcjonowanie parku maszynowego. – Zakończenie jednego procesu w szybkim terminie, warunkuje równie szybkie rozpoczęcie programowania kolejnego działania. Montaż specjalistycznych czujników wykrycia awarii czy systemów nadzorujących sprawną pracę, zarówno ludzi, jak i maszyn, nawet o kilka razy zwiększa możliwości produkcyjne i potęguje uelastycznienie wszystkich procesów fabrycznych – wyjaśnia Aleksandra Banaś, prezes zarządu katowickiej spółki ifm electronic, wiodącego producenta innowacyjnych i specjalistycznych czujników.

Przykładowo optymalizacja procesów czyszczenia jest możliwa dzięki systemowi monitorowania filtrów. Wydłużając cykle czyszczenia z tygodnia do kwartału, można uzyskać oszczędności rzędu 10 tysięcy euro na zaledwie jednej unikniętej operacji wymiany filtrów.

Konkurencyjne systemy

Stosowanie rozwiązań smart factory, między innymi w postaci ultranowoczesnych czujników temperatury, ciśnienia, drgań, poziomu, przewodności oraz systemów z zakresu monitorowania czy okablowania, w powiązaniu ze współczesną automatyką przemysłową, spełni najwyższe wymagania w wielu fazach produkcji i zapewni dotrzymanie kroku konkurentom w technologicznym wyścigu. Powiązane ze sobą systemy czujników mogą diagnozować pracę maszyn i całych linii produkcyjnych, przekazując nawet najmniejsze odchylenia parametrów, chroniąc przed kosztowną awarią urządzeń.

Kolejne niezaplanowane przestoje będą generować dodatkowe koszty i straty, które mogą wiązać się ze wstrzymaniem całego procesu ciągłości produkcji lub skomplikowaną naprawą maszyn, czasem nawet karami za niedotrzymanie umownych terminów. Unifikacja systemowego działania fabryk, zwłaszcza w dobie pandemii, zwiększa wydajność na wszystkich etapach powstawania konkretnych produktów. Począwszy od składania zamówień, dostarczania komponentów przez produkcję, wysyłkę gotowego towaru, aż do obsługi posprzedażowej – zdalnej, internetowej lub telefonicznej.

Praca na przyszłość

Specjaliści wskazują również, że wykorzystywanie rozwiązań Przemysłu 4.0. pozwala nowoczesnym przedsiębiorstwom produkcyjnym lepiej zabezpieczać się na wypadek niedoboru pracowników i ograniczonych zasobów kadrowych, spowodowanych na przykład przymusową kwarantanną.

Według ostatnich danych Głównego Urzędu Statystycznego w maju produkcja sprzedana polskiego przemysłu była niższa o 17 proc. w porównaniu z majem 2019 roku, gdy zanotowano wzrost o 7,7 proc. Ze względu na spowolnienie gospodarcze spowodowane pandemią koronawirusa w ujęciu narastającym rok do roku w okresie styczeń-maj tegoroczna produkcja spadła o 7,9 proc.. Po wyeliminowaniu wpływu czynników o charakterze sezonowym, w maju produkcja sprzedana przemysłu kształtowała się na poziomie o 15,5 proc. niższym niż w analogicznym miesiącu ubiegłego roku.

Ostrożne, ale optymistyczne warianty Ministerstwa Rozwoju sygnalizują już jednak, że w czerwcu straty mogły zostać częściowo odrobione do poziomu o 5 proc. niższego niż w czerwcu ubiegłego roku. Przedstawiciele branży przemysłowej podkreślają, że to pośredni efekt wykorzystywania rozwiązań smart factory na coraz większą skalę. Innowacyjne systemy monitorowania produkcji czy specjalistyczne rozwiązania dostosowane do zmiennej rzeczywistości bezpośrednio przekładają się bowiem na powrót do generowania oszczędności, a wypracowane w ten sposób rezerwy kapitałowe można ponownie przeznaczać na inwestycje w dalszy rozwój, zarówno technologiczny jak i kadrowy.

Oliwia Salachna

Tiber: walka z bezrobociem w Polsce osiąga nowy poziom

Startup Tiber
,

Trudno znaleźć  w dzisiejszych czasach osobę, która w ogóle nie doświadczyła skutków pandemii Covid-19. W ten czy inny sposób obecny kryzys dotknął prawie wszystkie obszary działalności, wśród których tylko te ściśle związane z internetem pozostały w bezpiecznej strefie. Sprzedaż internetowa, usługi online, usługi kurierskie… To tylko niewielka część tych obszarów działalności, które zwiększyły swoje obroty i wprowadziły sprzedaż na nowy poziom w czasie pandemii.

Polski sektor usług, który zatrudnia około 10 milionów osób najbardziej odczuwa skutki pandemii Covid-19. Ogromna liczba przedsiębiorstw została zmuszona do likwidacji swoich firm, co z kolei wpłynęło na stopę bezrobocia w kraju. Duża część pracowników sektora usług pozostała bez pracy.

Startup Tiber z siedzibą główną w Warszawie, pozwala rozwiązać problem bezrobocia w kraju, biorąc pod uwagę obecne realia na rynku. Koncentrując się na najbardziej dynamicznie rozwijającej się branży naszych czasów, Tiber opracował produkt, który pozwoli na częściowe przeniesienie projektów z branży usług do internetu. Pozwoli to wszystkim „sprzedawać” swoje usługi bezpośrednio poprzez marketplace, przejmując kontrolę nie tylko nad swoim czasem osobistym, ale także nad wyborem projektów i kosztami ich wykonania.

Jak twierdzi jeden z dwóch współzałożycieli i CTO startupu Tiber, Sergey Sereda, tworzona platforma będzie absolutnie jedyna w swoim rodzaju z wykorzystaniem rozwiązań, których jeszcze nie ma na rynku:  “Opracowaliśmy założony system, który nie tylko pozwala na wyszukiwanie zleceń i zleceniobiorców poprzez platformę Tiber, ale także daje możliwość otrzymywania płatności na konto bankowe bezpośrednio przez platformę. Zadbaliśmy również o to, aby umowy pomiędzy klientem a wykonawcą były automatycznie generowane przy zawieraniu transakcji, a każdy konflikt był rozwiązywany przez niezależny arbitraż.”

Platforma Tiber nie jest kolejną stroną internetową z ofertami pracy dorywczej i nie jest kolejną tablicą ogłoszeń, których jest już wystarczająco na rynku, uzupełnia Sergey Sereda.

Na samym początku swojej działalności, Tiber będzie skoncentrowany na 8 różnych kategoriach, które będą dodawane w miarę rozwoju startupu. Głównymi kierunkami platformy, gdzie będzie można szukać zarówno projektów jak i wykonawców będą: usługi kurierskie, zakupy, sprzątanie, usługi kosmetyczne, korepetycje, trenerzy personalni, remont i nianie.

Tej jesieni u użytkowników Tiber w Warszawie pojawi się możliwość przetestowania platformy, a już w 2021 roku Tiber zostanie uruchomiony w Krakowie, po czym będzie aktywnie rozszerzać się na całą Polskę, otwierając coraz więcej nowych kategorii dostępnych dla użytkowników platformy.

Współzałożyciel i CEO startupu Tiber, Alex Shakhov, opisuje opracowany produkt w sposób następujący: “platforma Tiber to swojego rodzaju freelance-marketplace, który jest przeznaczony przede wszystkim dla polskiego rynku usług. Nie trzeba mieć specjalnego wykształcenia ani wyjątkowych umiejętności, aby móc zarabiać na platformie. Praktycznie każdy będzie mógł wyprowadzić psa na spacer, pomóc w przeprowadzce, dostarczyć paczkę w mieście, kupić jedzenie, itp. – To jest istota naszej platformy

Obaj współzałożyciele startupu Tiber, Alex Shakhov i Sergey Sereda, mają własne wyobrażenie o tym, w jakim kierunku powinien rozwijać się sektor usług w obecnych realiach rynkowych, które, szczerze mówiąc, przybierają teraz zupełnie nową formę:

Liczymy na to, że Tiber pozwoli wielu ludziom pozbyć się standardowego rozumienia słowa „praca”. Tiber pozwoli każdemu zarządzać swoim czasem bez konieczności przywiązania się do 8-godzinnego dnia pracy lub nawet tej samej lokalizacji. Dzisiaj możesz ubiegać się o projekty w Warszawie, a jutro możesz jechać do Krakowa i mieszkać tam robiąc to samo. Jesteśmy przekonani, że taka platforma nie tylko zmieni standardowe postrzeganie świadczenia usług, ale także zmniejszy bezrobocie w Polsce, co będzie miało pozytywny wpływ na całą gospodarkę.”

Alex Shakhov, Founder & CEO at Tiber

Wakacje z bonem turystycznym

Wakacje z bonem turystycznym

Bon turystyczny to kolejny instrument służący pobudzeniu gospodarki w obliczu pandemii, dedykowany szczególnie mocno doświadczonemu jej skutkami sektorowi usług turystycznych. Podobnie jak programy „500+”, czy „Dobry start”, bon stanowi element polityki prorodzinnej. Można z niego skorzystać już w te wakacje. 500 zł na dziecko do 18. roku życia i dodatkowe 500 zł na dziecko z niepełnosprawnością – tyle wyniesie świadczenie z tytułu bonu turystycznego. Już można go aktywować i z niego skorzystać.

Beneficjenci  mogą opłacić np. wczasy, kolonie, obozy, tzw. zielone szkoły czy pobyt w hotelu na terenie Polski. Lista obiektów, które przyjmą płatności bonem, ukaże się na stronie: bonturystyczny.gov.pl. Bony będą ważne aż do 31 marca 2022 r.

– Bardzo się cieszę, że polskie rodziny już za chwilę będą mogły korzystać z bonów turystycznych. Bardzo ważne jest jednak to, że nie trzeba się z tym spieszyć – bony będą ważne aż do marca 2022 roku. Będzie można zatem płacić przy ich pomocy również jesienią, zimą , czy wiosną i latem przyszłego roku. Podstawowym celem tego świadczenia jest wsparcie polskich rodzin w sytuacji osłabienia kondycji ich budżetów domowych w związku z pandemią koronawirusa – mówi wicepremier, minister rozwoju Jadwiga Emilewicz. 

Wsparcie trafi do rodzin z dziećmi. Może je uzyskać ponad 6 mln dzieci. Pomoc otrzyma ok 300 tys. dzieci z niepełnosprawnościami, w ich przypadku wsparcie jest większe – to 1000 zł na dziecko. Polski Bon Turystyczny można zrealizować tylko w Polsce, tak więc nie tylko z nazwy bon jest polski. To będzie wyraz naszego patriotyzmu i wsparcia dla polskiej branży turystycznej, która szczególnie mocno odczuwa skutki pandemii.

Andrzej Gut-Mostowy, wiceminister rozwoju zaznacza:  – Zależy nam na tym, by zachęcić Polaków do podróżowania po kraju. Wierzę, że te działania pomogą odrodzić ruch turystyczny w Polsce. Zachęcam wszystkich przedsiębiorców do rejestracji na platformie PUE ZUS i korzystania z tej formy wsparcia o wymiarze społecznym i gospodarczym.

– Realizacja bonu turystycznego odbywa się przez Platformę Usług Elektronicznych (PUE) ZUS. W sobotę na PUE ruszyła rejestracja podmiotów turystycznych do programu. Założenie profilu na Platformie jest proste i zajmuje zaledwie kilka minut.  Można to zrobić m.in. przy pomocy Profilu Zaufanego oraz bankowości elektronicznej. Wszelkie informacje na temat tego, w jaki sposób założyć profil są dostępne na naszej stronie internetowej. Pomocą służą również pracownicy ZUS w placówkach w całym kraju – wyjaśnia z kolei prezes ZUS Gertruda Uścińska.

I dodaje: – Od minionego piątku, dzwoniąc pod numer telefonu 22 11 22 111, można uzyskać informacje na temat Polskiego Bonu Turystycznego. Ze specjalnej infolinii można korzystać przez całą dobę. Pytania dotyczące bonu można też przesyłać mailem na adres bon@zus.pl.

– Zachęcam państwa do spokojnego wybrania miejsca, gdzie zrealizujecie bon turystyczny. Jeśli zdecydujecie się na krótki wyjazd jesienią lub wiosną, kiedy ceny są niższe, to nie tylko zyskacie więcej, ale również wspomożecie przedsiębiorców w okresie niskiego sezonu. Polska jest piękna cały rok. A bonem można zapłacić lub dokonać rezerwacji aż do marca 2022 roku –  zauważa prezes POT Robert Andrzejczyk. 

 Aby skorzystać z bonu,  należy założyć profil na PUE ZUS. Następnie zalogować się do niego i aktywować bon. Mailem beneficjent dostanie kod obsługi płatności. Będzie on też dostępny na zaufanym profilu na PUE ZUS.

Ostatnie artykuły

naukowcy z PAN

PAN: jeden test do grupowej diagnostyki SARS-CoV-2

Badacze z Instytutu Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego Polskiej Akademii Nauk w Warszawie w ramach projektu SONAR Anty-CoronaVirus opracowali procedury przeprowadzania testów...
prof. Jarosław Sławek

System opieki zdrowotnej wymaga natychmiastowej reorganizacji

Potrzeby w ochronie zdrowia są ogromne. Stabilny wzrost nakładów powinien iść w parze z dialogiem ze środowiskiem ekspertów i reorganizacją ochrony zdrowia....
dziewięćsił

Reguła liczb – magiczne znaczenie

Liczby w myśleniu pierwotnym miały swoją wartość, znaczenie magiczne. Były więc liczby szczęśliwe, jak trójka, siódemka (choć pojawia się również w negatywnym, demonicznym znaczeniu), czy...
KOWAL

Fałszywe leki to globalny problem i może dotyczyć każdego

Problem fałszywych leków jest poważnym wyzwaniem w ujęciu globalnym i trzeba o nim mówić głośno. Przyjmowanie specyfików z niepewnych źródeł oprócz tego, że może...

W nowej kadencji więcej kobiet będzie zarządzać uczelniami

Wybory rektorów na polskich uczelniach akademickich w czasie pandemii miały dość niezwykły przebieg. Przeprowadzano je nie tylko w bardzo różnych formułach, niektóre - zdalnie,...