Reklama

20. Światowy Dzień Nerek: potrzebne pilne zmiany w organizacji opieki

Prof. Rajmund Michalski

12 marca na całym świecie obchodzony jest Światowy Dzień Nerek, inicjatywa ustanowiona przez Międzynarodowe Towarzystwo Nefrologiczne oraz Międzynarodową Federację Fundacji Nerek. Jej celem jest zwiększanie świadomości na temat znaczenia nerek dla zdrowia człowieka oraz zwrócenie uwagi na rosnący problem chorób nerek. Tegoroczne obchody są także okazją do apelu o poprawę organizacji systemu opieki nad pacjentami nefrologicznymi w Polsce.

Choć nerki stanowią zaledwie około 0,5 proc. masy ciała, pełnią kluczową rolę w funkcjonowaniu organizmu. Każdego dnia filtrują około 1800 litrów płynów ustrojowych, usuwając z organizmu produkty przemiany materii i regulując gospodarkę wodno-elektrolitową. Produkują również hormony odpowiedzialne m.in. za wytwarzanie czerwonych krwinek, regulację ciśnienia tętniczego oraz aktywację witaminy D. Ich znaczenie jest ogromne, a jednocześnie przez długi czas choroby nerek mogą rozwijać się bez wyraźnych objawów.

Najczęstszym schorzeniem nefrologicznym jest przewlekła choroba nerek (PChN). Na świecie żyje z nią około 850 mln osób, a w Polsce problem ten może dotyczyć nawet 4,7–5 mln ludzi. Szacuje się, że choroba dotyka około 10–11 proc. populacji globalnej, a do 2040 roku stanie się piątą najczęstszą przyczyną zgonów na świecie.

W zaawansowanym stadium choroby dochodzi do niewydolności nerek, która wymaga leczenia nerkozastępczego – dializ lub przeszczepienia narządu. W Polsce regularnie dializowanych jest niemal 21 tys. pacjentów w około 275 stacjach dializ. Mimo rosnącej liczby chorych system opieki nefrologicznej wciąż zmaga się z licznymi problemami organizacyjnymi.

Do najważniejszych wyzwań należą przede wszystkim niedobór kadr medycznych, w tym lekarzy nefrologów i wyspecjalizowanych pielęgniarek, ograniczony dostęp do procedur wytwarzania przetok naczyniowych niezbędnych do rozpoczęcia dializoterapii, a także długie kolejki do konsultacji specjalistycznych. Pacjenci z przewlekłą chorobą nerek często cierpią na wiele chorób współistniejących, dlatego potrzebują jednoczesnej opieki m.in. kardiologa, diabetologa czy dietetyka. W praktyce oznacza to konieczność korzystania z wielu poradni i wielomiesięczne oczekiwanie na wizyty.

Kolejnym problemem jest zbyt długi czas przygotowania pacjentów do przeszczepienia nerki. Zebranie wszystkich niezbędnych badań i konsultacji może w Polsce trwać nawet kilkanaście miesięcy – często dłużej niż samo oczekiwanie na narząd.

Eksperci podkreślają, że poprawa sytuacji wymaga przede wszystkim zmian systemowych: lepszej organizacji opieki nad pacjentami nefrologicznymi, zwiększenia kompetencji personelu medycznego w stacjach dializ, zapewnienia szybkiej ścieżki diagnostycznej przed przeszczepieniem oraz bardziej adekwatnej wyceny dializoterapii.

Profilaktyka oraz dobra organizacja leczenia osób już chorych powinny być dwoma filarami myślenia o nefrologii w Polsce – podkreślają zgodnie Krzysztof Hurkacz, dyrektor generalny DaVita Polska, oraz prof. Rajmund Michalski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Moje Nerki. Jak wskazują, w ostatnich latach poczyniono postępy w zakresie profilaktyki, jednak system opieki nad pacjentami wymagającymi leczenia nerkozastępczego wciąż wymaga pilnych zmian.

Z okazji Światowego Dnia Nerek organizacje pacjenckie i środowisko medyczne przypominają również o znaczeniu profilaktyki i wczesnej diagnostyki. Regularne badania – w tym oznaczenie kreatyniny we krwi oraz badanie ogólne moczu – pozwalają wykryć chorobę nerek na wczesnym etapie i spowolnić jej rozwój.

Obchody Światowego Dnia Nerek w Polsce obejmują także liczne działania edukacyjne i profilaktyczne organizowane m.in. przez DaVita oraz Ogólnopolskie Stowarzyszenie Moje Nerki, których celem jest zwiększenie świadomości społecznej na temat chorób nerek i znaczenia wczesnego leczenia.

Kalifornia otwiera drzwi dla polskich start-upów technologicznych.

Marcin Dolata

Kalifornia, stan uważany za „krainę marzeń”, zamieszkały przez blisko 40 mln ludzi, czeka na polskie start-upy technologiczne. Do 31 marca 2026 roku trwa nabór do kolejnej odsłony programu akceleracyjnego NCBR-USA, realizowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Tym razem przedsiębiorcy będą rywalizować o akcelerację w San Francisco i Dolinie Krzemowej. Chętni powinni wypełnić krótkie zgłoszenie.

Jeszcze do końca marca Narodowe Centrum Badań i Rozwoju przyjmuje zgłoszenia do drugiej tury działania NCBR-USA edycja 2026. Aplikować mogą start-upy, mikro- i małe przedsiębiorstwa, które na dzień wysłania zgłoszenia istnieją od 6 miesięcy do 6 lat i działają w obszarach spójnych z Krajowymi Inteligentnymi Specjalizacjami oraz kluczowych dla Kalifornii. W przypadku Kalifornii są to: systemy autonomiczne, przemysł komputerowy, sztuczna inteligencja, branża gastronomiczno-hotelarsko-turystyczna, zaawansowane technologie produkcyjne, opieka zdrowotna, sektor finansowy, przemysł lotniczy, rozwiązania dla inteligentnych miast, branża targowa i centra wystawiennicze, przemysł mleczarski, technologie wodne, rolnictwo i przemysł filmowo-telewizyjny.

Z naboru wykluczeni są laureaci trwającej obecnie pierwszej tury działania, którzy wkrótce udadzą się do Nevady.

– Trudno wymarzyć sobie lepsze miejsce do akceleracji niż Stany Zjednoczone i Kalifornia, a zarazem lepszą szansę na zaistnienie na rynku amerykańskim. To już druga tegoroczna tura naszego programu akceleracyjnego NCBR-USA. W maju dziesięcioro laureatów pierwszej tury poleci do Las Vegas, a przedsiębiorcy wyłonieni w drugiej turze będą mogli w październiku bliżej poznać Dolinę Krzemową i San Francisco, czyli centrum światowych innowacji. Serdecznie zachęcam do aplikowania do tury kalifornijskiej, choć myślę, że jest to tak atrakcyjny kierunek biznesowy, że nikogo tak naprawdę namawiać nie trzeba – mówi prof. dr hab. inż. Jerzy Małachowski, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

– Nasz program NCBR-USA prężnie się rozwija, wobec czego przewidujemy rozszerzanie go na kolejne stany. Z własnego doświadczenia wiem, że rynek amerykański daje ogromne pole do rozwoju innowacji. Tamtejsze uczelnie i instytucje badawcze mają rozwinięte biura transferu technologii, wypracowały efektywne modele licencyjne oraz mechanizmy budowania spin‑offów. Dzięki temu droga od prototypu do komercyjnego produktu staje się znacznie krótsza – dodaje szef NCBR.

II tura NCBR-USA 2026 w Kalifornii

NCBR‑USA Acceleration Program daje młodym przedsiębiorstwom możliwość zanurzenia się w jednym z najbardziej konkurencyjnych i perspektywicznych ekosystemów technologicznych na świecie. Działanie wspiera polskie start-upy w nawiązywaniu relacji z inwestorami, budowaniu wiedzy o rynku amerykańskim oraz przygotowaniu do międzynarodowego skalowania biznesu. Druga tura tegorocznej edycji programu koncentruje się na Kalifornii, a dokładnie San Francisco i Dolinie Krzemowej. Uczestnicy poznają z bliska jedną z pięciu największych gospodarek świata. To tam powstają globalne trendy technologiczne i działają giganci biznesu.

Najważniejsze nowości NCBR-USA to:

  • rozszerzanie programu na kolejne stany USA, co otwiera nowe możliwości dla polskich innowatorów,
  • podział rocznej edycji na dwie tury, co zwiększa elastyczność udziału w akceleracji,
  • dodatkowe punkty dla kandydatów wywodzących się z uczelni, instytutów badawczych albo spośród absolwentów programu LIDER realizowanego przez NCBR, czy też działania pilotażowego prowadzonego przez spółkę AKCES NCBR.

– Celem drugiej tury tegorocznej edycji działania akceleracyjnego NCBR-USA jest próba połączenia polskich innowacji z możliwościami rozwoju, jakie oferują San Francisco oraz Dolina Krzemowa. Dzięki wsparciu amerykańskich mentorów skupimy się na intensywnym przygotowaniu polskich start-upów do akceleracji w stanie, który jest czwartą gospodarką świata i zarazem znakomitym miejscem do globalnego skalowania biznesu. Nabór polega na wypełnieniu i wysłaniu intuicyjnego, prostego formularza z kilkoma załącznikami. Na zgłoszenia czekamy już tylko do 31 marca. To ostatni dzwonek, by dać swojej firmie szansę na amerykański sukces przy wsparciu Narodowego Centrum Badań i Rozwoju – zachęca Agnieszka Ratajczak, dyrektor Działu Współpracy Międzynarodowej NCBR.

W drodze do Nevady. Poznaj plany laureatów I tury NCBR-USA

Działanie akceleracyjne NCBR-USA jest rozwinięciem wcześniejszej współpracy Narodowego Centrum Badań i Rozwoju ze stanem Nevada, znanej jako NCBR-NAP (NCBR-Nevada Acceleration Program). Dokumentem, który zainicjował całą ścieżkę, było Memorandum o Współpracy pomiędzy Polską a stanem Nevada. Najnowsza odsłona tej cieszącej się dużym zainteresowaniem inicjatywy obejmuje już kolejny stan USA – zgodnie z zainteresowaniami przedsiębiorców, którzy poszukują najbardziej atrakcyjnych kierunków rozwoju swoich technologii. To efekt modyfikacji przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego w 2025 roku zlecenia na realizację działania przez NCBR.

Laureaci pierwszej tury, przedstawiciele dziesięciu start-upów wyłonionych spośród kandydatów przez jury, już czekają na podróż do Nevady. Udadzą się tam 10 maja na tygodniową akcelerację.

Polska technologia w USA

Do Nevady w ramach I tury NCBR-USA 2026 poleci również EasySolar AI Sp. z o.o., start-up rozwijający unikalne oprogramowanie bazujące na algorytmach sztucznej inteligencji, służące do automatycznej sprzedaży systemów fotowoltaicznych.

– Rynek fotowoltaiczny w Stanach Zjednoczonych przechodzi obecnie trudniejszy okres, dlatego rośnie zapotrzebowanie na rozwiązania zwiększające efektywność sprzedaży. Nasza technologia automatyzująca proces sprzedażowy odpowiada na te wyzwania, dlatego chcemy rozwijać ją właśnie na rynku amerykańskim – tłumaczy Marcin Dolata z EasySolar AI. – Liczymy przede wszystkim na weryfikację naszego modelu biznesowego w realiach rynku amerykańskiego, nawiązanie relacji z partnerami branżowymi oraz zdobycie wiedzy operacyjnej potrzebnej do skutecznego skalowania rozwiązania w USA.

EasySolar AI chce zaoferować firmom z branży OZE rozwiązanie technologiczne, które automatyzuje i usprawnia proces sprzedaży instalacji fotowoltaicznych, pomagając firmom zwiększyć konwersję sprzedaży i obniżyć koszty pozyskania klientów.

Spotkanie informacyjne już 18 marca

Wszelkie szczegóły dotyczące II tury NCBR-USA Acceleration Program edycja 2026 zostaną przedstawione podczas spotkania informacyjnego, które odbędzie się 18 marca.

Jak wygląda procedura wyłaniająca laureatów programu NCBR-USA?

W wyniku oceny formalnej i merytorycznej zgłoszeń, maksymalnie 30 firm zostanie zakwalifikowanych do planowanego na maj 2026 roku drugiego etapu selekcji w trybie zdalnym, już z udziałem strony amerykańskiej. Ekspertów będzie interesowało m.in. to, czy przedsiębiorstwo dysponuje planem i sprecyzowaną wizją swojej dalszej działalności i jej rozwoju, z uwzględnieniem możliwości ekspansji międzynarodowej. Wezmą pod uwagę również to, jaki jest potencjał do komercjalizacji oraz poziom gotowości do wejścia na rynek kluczowego dla działalności danej firmy produktu lub usługi.

Najlepsi, czyli maksymalnie 20 firm, przejdą do planowanego na czerwiec Bootcamp Warsaw. Będzie to stacjonarna pre-akceleracja, składająca się z intensywnych warsztatów i szkoleń w Warszawie. Etap ten potrwa trzy dni, po czym nastąpi Demo Day – w formie krótkich prezentacji na żywo i pytań ze strony komisji oceniającej. Do Kalifornii poleci w październiku 2026 roku maksymalnie 10 wyłonionych firm.

NCBR pokryje koszt przelotu i zakwaterowania dla jednego przedstawiciela każdej zakwalifikowanej firmy, koszty transportu lądowego w USA, ubezpieczenie NNW oraz koszty zapewnienia wsparcia mentorów w organizacji spotkań typu B2B z podmiotami działającymi w obszarach zbieżnych do polskich uczestników wyjazdu. Pozostałe wydatki, zarówno te związane z udziałem w Bootcamp Warsaw i Demo Day, jak i diety pobytowe czy koszty wyżywienia podczas akceleracji w Kalifornii – pokrywają już sami uczestnicy.

Uczestnicy II tury NCBR-USA spędzą po dwa dni w San Francisco oraz w Dolinie Krzemowej. Pierwszy dzień w obu tych miejscach będzie przeznaczony na spotkania z przedstawicielami administracji stanowej oraz różnymi aktorami ekosystemu biznesowego. Drugi dzień w obydwu miejscach będzie natomiast poświęcony na spotkania B2B z potencjalnymi inwestorami, partnerami czy dostawcami. Część tych spotkań pomogą umówić mentorzy, ale niezwykle ważna będzie tutaj również praca własna i kontakty nawiązane już po ogłoszeniu przez NCBR listy firm, które zakwalifikowały się do wyjazdu. Na to, aby rozeznać miejscowy rynek i znaleźć osoby, z którymi warto się osobiście poznać, organizatorzy przewidują około trzech miesięcy.

Na zakończenie każdego dnia poświęconego na spotkania B2B przewidziane jest spotkanie podsumowujące z mentorami. W jego trakcie przedstawiciele firm opowiedzą o tym, z kim udało im się porozmawiać i co zdołali pozyskać dla swojego start-upu.

W drodze z San Francisco do Doliny Krzemowej uczestnicy spędzą też część dnia w słynnym Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. To właśnie tam przez 40 lat wykładał Czesław Miłosz, z uczelnią związanych jest ponad 60 noblistów w różnych dziedzinach i jest ona uważana za najlepszy publiczny uniwersytet w USA. W 2025 roku Uniwersytet Kalifornijski, którego częścią jest kampus w Berkeley, po raz kolejny zajął pierwsze miejsce na świecie pod względem liczby przyznanych amerykańskich patentów, utrzymując tę pozycję niemal nieprzerwanie od 2013 roku.

Nabór do drugiej tury NCBR-USA Acceleration Program edycja 2026 trwa do 31 marca 2026 roku.

Historie ludzi, którzy zaczęli życie od nowa. Rozpoczynamy cykl  rozmów „Nowe powołania do życia”

Opowiedz nam swoją historię zmiany

Życie rzadko układa się według jednego scenariusza. Coraz więcej ludzi w pewnym momencie odkrywa, że droga, którą wybrali przed laty, często pod wpływem oczekiwań otoczenia lub rozsądku,  nie jest tą, którą chcą dalej podążać.

Jedni zmieniają zawód po latach pracy w korporacji. Inni porzucają bezpieczne profesje, by zająć się tym, co naprawdę daje im poczucie sensu. Czasem impulsem jest kryzys, czasem podróż, a czasem zwykłe pytanie: czy to naprawdę jest moje życie? Właśnie takim historiom poświęcamy cykl rozmów „Nowe powołania do życia”, który rozpoczynamy na portalu LiderzyInnowacyjnosci.com.

W kolejnych wywiadach będziemy rozmawiać z ludźmi, którzy mieli odwagę zmienić swoją drogę zawodową i życiową. Nie zawsze była to decyzja łatwa. Często wymagała porzucenia dotychczasowej stabilizacji, zmierzenia się z niepewnością i z pytaniem, czy warto zaczynać wszystko od nowa.

Ale właśnie w tych momentach rodzą się najciekawsze historie.

Jedną z nich jest opowieść o muzyku, który po latach koncertowania i podróży odkrył w sobie pasję do medytacji i pracy z ludźmi. Inną – historia inżynierki, która zamiast pracy przy komputerze wybrała coaching i pracę z głosem, pomagając innym odnajdywać własną drogę. A jeszcze inną porzucenie geologii na rzecz refleksologii. Takich historii jest znacznie więcej.

Być może jedna z nich należy do Ciebie. Jeśli w Twoim życiu wydarzył się moment przełomu – zmieniłeś zawód, odnalazłeś nowe powołanie, zdecydowałeś się zacząć od nowa, skontaktuj się z nami biuro@liderzyinnowacyjnosci.com   Być może Twoje doświadczenie stanie się inspiracją dla innych.

Chcemy opowiadać o ludziach, którzy nie bali się słuchać własnego wewnętrznego głosu i mieli odwagę zmienić kierunek. Czasem najważniejsza decyzja w życiu polega na tym, żeby przyznać przed samym sobą: chcę iść inną drogą.

Jolanta Czudak-Tomaka

Nauka, konsekwencja i skóra w dobrych rękach

Katarzyna Furmanek

Ponad trzy dekady w branży kosmetycznej to wystarczająco dużo czasu, by zobaczyć, jak zmieniają się trendy, technologie i oczekiwania klientów. Katarzyna Furmanek, założycielka i prezeska Laboratorium Kosmetycznego FLOSLEK, opowiada o budowaniu polskiej marki opartej na wiedzy dermatologicznej, rosnącej świadomości konsumentów oraz o tym, dlaczego w kosmetologii moda powinna zawsze ustępować miejsca nauce. Z szefową firmy w ramach cyklu „10 pytań do ..” rozmawia Zbigniew Grzeszczuk

Jest Pani związana z przemysłem kosmetycznym od ponad trzech dekad – jak na przestrzeni tych lat zmieniły się oczekiwania konsumentów wobec marek kosmetycznych?

Kiedy zaczynaliśmy działalność ponad 30 lat temu, konsumenci przede wszystkim szukali kosmetyków skutecznych i bezpiecznych. Dziś te oczekiwania są znacznie bardziej złożone. Klienci chcą nie tylko widzieć efekt działania kosmetyku, ale także rozumieć jego skład, technologię powstawania i wartości stojące za marką. Widzimy ogromny wzrost świadomości konsumenckiej. Coraz więcej osób czyta składy, interesuje się działaniem składników aktywnych i oczekuje potwierdzenia skuteczności w badaniach. Równocześnie rośnie znaczenie dermokosmetyków, które łączą pielęgnację z wiedzą dermatologiczną. To kierunek, który w FLOSLEK rozwijamy od samego początku naszej działalności.

Co było największym wyzwaniem przy budowaniu i rozwijaniu marki FLOSLEK w początkowych latach działalności?

Początki zawsze są wyzwaniem, szczególnie gdy buduje się markę w oparciu o własne laboratorium i autorskie receptury. W latach 90. polski rynek kosmetyczny dopiero się rozwijał, a konkurencja ze strony zagranicznych marek była bardzo silna. Naszą ambicją było stworzenie polskiej marki, która będzie oparta na wiedzy dermatologicznej i naukowym podejściu do pielęgnacji skóry. Budowanie zaufania do takiego modelu wymagało czasu i konsekwencji, ale dziś widzimy, że ta droga była właściwa.

Jakie wartości od początku przyświecały Pani w tworzeniu Laboratorium Kosmetycznego FLOSLEK i czy dziś są one nadal aktualne?

Od początku najważniejsze były dla mnie trzy wartości: nauka, odpowiedzialność i autentyczność. Chcieliśmy tworzyć kosmetyki, które realnie wspierają pielęgnację skóry, bazują na wiedzy dermatologicznej i są bezpieczne dla osób z cerą wrażliwą. Bardzo ważna była również uczciwość wobec konsumenta – obietnice składane na opakowaniu muszą mieć potwierdzenie w działaniu produktu. Te wartości są aktualne także dziś i stanowią fundament strategii naszej firmy.

W jaki sposób łączy Pani naukowe podejście do tworzenia receptur z dynamicznymi trendami rynkowymi i marketingowymi?

Trendy są ważne, ponieważ pokazują, czego oczekują konsumenci i w jakim kierunku rozwija się branża. Jednak w naszym przypadku zawsze punktem wyjścia jest nauka i realna skuteczność składników aktywnych. Każdy trend analizujemy z perspektywy technologicznej i dermatologicznej. Jeśli widzimy, że ma on solidne podstawy naukowe i może przynieść realną korzyść dla skóry, włączamy go do naszych receptur. Dzięki temu możemy tworzyć kosmetyki nowoczesne, ale jednocześnie wiarygodne i skuteczne.

Jakie innowacje w branży kosmetycznej uważa Pani obecnie za najbardziej przełomowe?

Jednym z najbardziej dynamicznie rozwijających się obszarów jest dziś biotechnologia. Składniki takie jak peptydy, czynniki wzrostu czy nowoczesne formy substancji aktywnych pozwalają coraz precyzyjniej wspierać procesy regeneracyjne skóry. Równocześnie ogromne znaczenie ma rozwój metod badawczych, które umożliwiają dokładne mierzenie skuteczności kosmetyków. Dzięki temu branża kosmetyczna coraz bardziej zbliża się do świata nauki i dermatologii.

Czy polski rynek kosmetyczny różni się znacząco od rynków zagranicznych, na których obecna jest marka FLOSLEK?

Polski rynek kosmetyczny jest dziś bardzo dynamiczny i niezwykle konkurencyjny. Konsumenci są otwarci na nowości, ale jednocześnie bardzo świadomi i wymagający. Na wielu rynkach zagranicznych widzimy z kolei silną pozycję dermokosmetyków budujących swoją reputację na eksperckości i badaniach. To kierunek, który od początku jest bliski także naszej marce.

 Jaką rolę w strategii firmy odgrywa zrównoważony rozwój i odpowiedzialność środowiskowa?

Zrównoważony rozwój jest dziś ważnym elementem strategii każdej nowoczesnej firmy kosmetycznej. W naszym przypadku oznacza to przede wszystkim odpowiedzialne podejście do surowców, opakowań oraz procesów produkcyjnych. Stopniowo zwiększamy udział materiałów pochodzących z recyklingu w opakowaniach i optymalizujemy procesy produkcji, aby ograniczać ich wpływ na środowisko. To długofalowy proces, ale wierzymy, że jest niezbędny dla przyszłości branży i, przede wszystkim, przyszłości kolejnych pokoleń..

Jak Pani zdaniem zmieniła się rola kobiet w biznesie na przestrzeni ostatnich 30 lat – szczególnie w branży kosmetycznej?

W ciągu ostatnich trzech dekad rola kobiet w biznesie zdecydowanie się wzmocniła. Coraz więcej kobiet prowadzi własne firmy, zarządza zespołami i wprowadza innowacje. Branża kosmetyczna jest pod tym względem wyjątkowa, ponieważ kobiety odgrywają w niej bardzo ważną rolę zarówno jako ekspertki, jak i liderki biznesu. Myślę, że różnorodność perspektyw jest ogromną wartością dla rozwoju całej branży.

Co uważa Pani za swój największy sukces zawodowy, a jakie doświadczenie było dla Pani najcenniejszą lekcją?

Największym sukcesem jest dla mnie fakt, że marka FLOSLEK od ponad 30 lat rozwija się i zdobywa zaufanie kolejnych pokoleń konsumentów. Nasze produkty są obecne zarówno w aptekach, jak i drogeriach, a wiele z nich stało się prawdziwymi bestsellerami. Najcenniejszą lekcją była dla mnie świadomość, że w biznesie najważniejsze są konsekwencja i cierpliwość. Budowanie silnej marki to proces, który wymaga czasu, ale daje ogromną satysfakcję.

O czym marzy Katarzyna Furmanek?

Marzę o tym, aby FLOSLEK nadal rozwijał się jako marka, która łączy polską myśl naukową z nowoczesną kosmetologią i był rozpoznawalny nie tylko w Polsce, ale również na wielu rynkach zagranicznych. Chciałabym także, aby kolejne pokolenia naszych krajowych specjalistów rozwijały branżę kosmetyczną w oparciu o wiedzę, odpowiedzialność i pasję do tworzenia produktów, które realnie wspierają zdrowie i komfort skóry.

Z Katarzyną Furmanek rozmawiał Zbigniew Grzeszczuk

Coach musi dbać o własne skrzydła. Od inżynierii do pracy z głosem

Joanna Kałuża Gajana

Niektóre drogi zawodowe zmieniają się nagle, inne dojrzewają latami. Joanna Kałuża Gajana ukończyła studia inżynierskie i przez pewien czas pracowała przy analizie danych przestrzennych. Dziś zajmuje się coachingiem i pracą z głosem. Pomaga ludziom odnajdywać własną drogę i odwagę do wyrażania siebie. Co ją skłoniło do zmiany profesji wyjaśnia w kolejnym wywiadzie z cyklu „Nowe powołania do życia”.

Z wykształcenia jesteś inżynierką. Jak to się stało, że dziś zajmujesz się coachingiem i pracą z głosem?

Ukończyłam studia z zakresu geoinformacji na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Po studiach przez rok pracowałam jako operator GIS w firmie zajmującej się przetwarzaniem danych przestrzennych. Nasza praca polegała na analizie zdjęć satelitarnych i wydzielaniu z nich elementów przestrzeni – dachów, trawników czy powierzchni utwardzonych. Te dane były wykorzystywane między innymi do systemów podatkowych.

To była praca bardzo techniczna i bardzo powtarzalna. Po kilku miesiącach poczułam, że nie jestem stworzona do siedzenia osiem godzin dziennie przed komputerem i wykonywania wciąż tych samych czynności. Miałam poczucie, jakby życie powoli ze mnie uchodziło.

Czyli pojawił się moment, w którym poczułaś, że to nie jest Twoja droga?

Tak. Wcześniej byłam przekonana, że trzeba mieć „twardy” zawód – inżyniera, ekonomistę czy prawnika – bo tylko wtedy można stabilnie funkcjonować. Takie przekonania wyniosłam z domu i z otoczenia. Wydawało mi się, że z rzeczy bardziej artystycznych czy rozwojowych nie da się żyć. Ale z czasem zaczęłam odkrywać, że to nie jest moja droga.

I wtedy pojawił się coaching?

Najpierw pojawiła się praca nad własnym głosem i nad sobą. Byłam osobą bardzo cichą, wręcz niewidoczną. Mówiłam tak cicho, że często nie było mnie słychać. O śpiewaniu nawet nie myślałam.  Z czasem zaczęłam odkrywać, że głos jest czymś więcej niż tylko sposobem mówienia. To sposób wyrażania siebie i swojej obecności w świecie. Później trafiłam na szkołę coachingu i zobaczyłam, że jest to zupełnie inna dziedzina, niż wcześniej myślałam.

Wiele osób kojarzy coaching głównie z motywacyjnymi hasłami.

Tak, coaching przez pewien czas był kojarzony z takim stylem „just do it”, z mówcami motywacyjnymi, którzy mówią ludziom, że są zwycięzcami i wszystko zależy tylko od nich. Tymczasem prawdziwy coaching wygląda zupełnie inaczej.  Coach nie mówi ludziom, co mają zrobić. Nie jest mentorem ani doradcą. Jego rolą jest zadawanie pytań, które pomagają człowiekowi zobaczyć własną drogę.

Na czym polega ta metoda w praktyce?

Przede wszystkim na rozmowie i pogłębianiu pytań. Czasami ktoś przychodzi z bardzo prostym tematem, na przykład mówi: „chcę schudnąć”.

Zadajemy wtedy pytanie: dlaczego?

Może się okazać, że chodzi o poczucie wartości, o relacje, o potrzebę bycia zauważonym. Wtedy zaczynamy docierać do prawdziwych motywacji tej osoby.  Coaching polega na tym, że człowiek zaczyna rozumieć swoje decyzje i swoje pragnienia.

Mówisz też o coachingu głosu. Co masz na myśli?

Głos bardzo wiele mówi o naszym stanie emocjonalnym. Kiedy się boimy albo czujemy napięcie, głos się zaciska. Kiedy jesteśmy pewni siebie, staje się pełniejszy i bardziej swobodny. Pracuję z ludźmi zarówno na poziomie mentalnym – czyli poprzez rozmowę – jak i poprzez pracę z oddechem i ciałem. Sama uczę się między innymi śpiewu białego i technik otwierania głosu. To bardzo pierwotna forma śpiewu, która pomaga odzyskać naturalny dźwięk.

Czyli ciało i głos są ze sobą powiązane?

Bardzo. Ciało pamięta nasze doświadczenia. Jeśli czujemy strach albo napięcie, to wszystko słychać w głosie. Dlatego czasami warto po prostu zatrzymać się i zapytać siebie: jak ja się czuję w tym, co robię? Czy czuję lekkość, energię i radość, czy raczej ciężar i zmęczenie.  To są sygnały, które mogą wiele powiedzieć o naszej drodze życiowej.

Czy coaching staje się coraz bardziej popularny?

Myślę, że ludzie coraz bardziej go potrzebują, ale wciąż nie do końca wiedzą, czym jest coaching. W przeciwieństwie do psychologa czy terapeuty nie jest to jeszcze tak oczywista forma pracy nad sobą. Dlatego ważne jest pokazywanie, że coaching to przestrzeń rozmowy, w której człowiek może zatrzymać się i zobaczyć swoje życie z innej perspektywy.

Ile trwa taka sesja?

Najczęściej około godziny. Czasami trochę dłużej. To bardzo intensywna rozmowa, wymagająca dużego skupienia zarówno od coacha, jak i od osoby, która w niej uczestniczy.

Czy nie żałujesz, że nie pracujesz w zawodzie, który studiowałaś?

Nie. To była część mojej drogi. Dzięki temu doświadczeniu wiem dziś dużo więcej o sobie. Teraz robię coś, co daje mi energię. Oczywiście to też jest praca wymagająca – spotkania z ludźmi bywają emocjonalne i bardzo intensywne – ale to jest dobre zmęczenie.

Na koniec zapytam o jedną rzecz: czego nauczyła Cię ta zmiana zawodowa?

Że bardzo ważne jest dbanie o siebie. W coachingu mówi się czasem, że coach musi dbać o własne skrzydła, żeby móc towarzyszyć innym ludziom w ich podróży. Jeśli sami nie mamy energii i równowagi, trudno pomagać innym, dlatego najważniejsze jest, żeby żyć w zgodzie ze sobą.

Rozmawiała Jolanta Czudak

Między waltornią a medytacją – opowieść o życiu, które nie biegnie prostą drogą

Jacek Gapiński

Nie każda biografia układa się w prostą linię od studiów do zawodu. Czasem życie prowadzi przez kilka zupełnie różnych światów. Tak było w przypadku Jacka Gapińskiego – muzyka grającego na waltorni, filologa, który nauczył się mandaryńskiego i spędził sześć lat w Chinach. Dziś zajmuje się medytacją i pracą z ludźmi poszukującymi wewnętrznej równowagi. Czy to ostateczna droga, czy kolejny etap poszukiwań? Rozmowa o zmiennych losach, wyborach dokonywanych czasem wbrew sobie – i o próbie znalezienia harmonii w świecie, który rzadko daje gotowe odpowiedzi.

Twoja droga życiowa nie jest typowa. Zaczynałeś przecież jako muzyk.

Tak, od dziecka byłem w szkole muzycznej i grałem na waltorni – instrumencie pięknym, ale też jednym z trudniejszych. Wychowałem się w Bydgoszczy, gdzie kończyłem szkołę muzyczną, a później akademię muzyczną. Muzyka klasyczna była w moim domu czymś naturalnym. Rodzice często zabierali mnie na koncerty i pamiętam, że jako dziecko chodziłem na balkon w filharmonii tylko po to, żeby obserwować instrumenty dęte. Brzmienie waltorni wydawało mi się wtedy czymś wyjątkowym.

Czy to była Twoja decyzja, żeby zostać muzykiem?

Trudno powiedzieć. Do szkoły muzycznej trafia się mając pięć czy sześć lat, więc to raczej decyzja rodziców niż dziecka. Później jednak sam zdecydowałem, że zostanę i będę kontynuował tę drogę. Dopiero z perspektywy czasu zacząłem się zastanawiać, czy ta decyzja rzeczywiście była w pełni moja, czy raczej wynikała z potrzeby spełniania czyichś oczekiwań.

Grałeś zawodowo?

Podczas studiów występowałem w orkiestrach – najpierw akademickiej w Bydgoszczy, później także w innych zespołach, między innymi w orkiestrze Sinfonietta Polonia. Koncertowanie było naturalną częścią tego życia. Z czasem jednak coraz wyraźniej czułem, że to nie jest droga, którą chciałbym iść przez całe życie.

Dlatego pojawiła się filologia?

Tak. Studiowałem równolegle filologię angielską w Poznaniu, na specjalizacji tłumaczeniowej. W sumie studiowałem około siedmiu lat, kończąc dwa kierunki. Kiedy zdobyłem drugi dyplom, poczułem, że stoję na rozdrożu. Wiedziałem już, że nie będę zawodowym muzykiem, ale nie miałem też jeszcze jasno określonego planu na dalsze życie.

Wtedy pojawiły się Chiny?

Tak, trochę przez przypadek. Jedna z orkiestr zaprosiła mnie na trasę koncertową do Chin. Ponieważ zawsze interesowały mnie języki obce, zacząłem przed wyjazdem uczyć się podstaw chińskiego. Najpierw były proste zwroty, potem coraz większa ciekawość tej kultury.

I zostałeś tam na dłużej.

Tak, ponad sześć lat. Najpierw pojechałem na stypendium po zdaniu egzaminu z języka chińskiego organizowanego przez Instytut Konfucjusza. Trafiłem do Chengdu w prowincji Syczuan. Wybrałem to miejsce trochę z ciekawości – wiedziałem niewiele o tym regionie, ale ciągnęło mnie w stronę zachodnich Chin i kulturowych wpływów Tybetu.

Muzyka całkiem zniknęła z Twojego życia?

Nie do końca. Na początku w Chinach zdarzało mi się prowadzić zajęcia muzyczne, nawet przez pewien czas uczyłem w konserwatorium. Ale wiedziałem już, że to raczej nie będzie mój główny zawód.

Dziś mówisz biegle po mandaryńsku.

Tak, choć język szybko się zapomina, jeśli się go nie używa. W Chinach mówiłem nim na co dzień. Teraz staram się go odświeżać.

Dlaczego nie zostałeś tam na stałe?

Chiny były dla mnie ciekawym doświadczeniem, ale nigdy nie poczułem się tam jak w domu. To był dobry czas – praca, możliwość podróżowania, poznawania różnych miejsc – ale wiedziałem, że nie chcę tam budować całego życia.

Kiedy w Twoim życiu pojawiła się medytacja?

Zainteresowałem się nią bardzo wcześnie – miałem siedemnaście lat. Wtedy grałem już dużo w orkiestrach i szukałem sposobu radzenia sobie z tremą i napięciem. Ciało zaczęło wysyłać sygnały: bóle pleców, brzucha, ogólne przeciążenie. Medytacja była dla mnie próbą poradzenia sobie z tym wszystkim.

Czyli była raczej narzędziem niż filozofią życia.

Na początku tak. Szukałem po prostu sposobu, żeby poczuć się lepiej. Z czasem poznawałem różne techniki – pracę z ciałem, medytacje świadomościowe, elementy sztuk walki jak tai chi czy qigong. To pomogło mi między innymi pozbyć się przewlekłego bólu pleców i nauczyć się lepiej rozumieć reakcje własnego ciała.

Dziś uczysz innych medytacji.

Tak, ale staram się podchodzić do tego praktycznie. Wyróżniam kilka kategorii medytacji – różnych sposobów pracy z umysłem i emocjami. Jedna polega na byciu „tu i teraz”, inna na pracy z dźwiękiem czy mantrą, jeszcze inna na medytacji w przyrodzie. Nie ma jednej metody, która działa na wszystkich.

Czyli najpierw poznajesz człowieka, a dopiero potem proponujesz technikę?

Dokładnie. Zaczynamy od rozmowy. Pytam, czym dla tej osoby jest medytacja, jakie ma oczekiwania i z jakimi problemami się mierzy. Niektórym pomaga praca z oddechem, innym medytacja w ruchu albo zwykłe przebywanie w naturze.

Czy medytacja rzeczywiście zmienia życie?

Może pomóc, ale to nie jest cudowny środek, który działa od razu. To proces wymagający systematyczności. Z czasem człowiek zaczyna bardziej zauważać swoje emocje, reakcje, napięcia w ciele. I dzięki temu może inaczej reagować na stres czy konflikty.

Pracujesz też nad książką.

Tak, próbuję napisać powieść. To dla mnie nowe doświadczenie, dlatego uczę się tego procesu na różnych kursach pisarskich. Na razie jestem na etapie pierwszego szkicu.

O czym będzie ta książka?

To fabuła fikcyjna, ale inspirowana różnymi doświadczeniami z mojego życia. W literaturze istnieje pojęcie autofikcji – czyli połączenia autobiografii z fikcją literacką. I właśnie w tym kierunku idę. Bohaterką powieści jest młoda tancerka, która trafia do środowiska przypominającego sektę. To historia o manipulacji, autorytetach i o tym, jak bardzo nasza percepcja rzeczywistości bywa zniekształcona przez własne doświadczenia i traumy.

Pisanie tej książki ma dla mnie także wymiar osobisty. W pewnym sensie to próba uporządkowania własnych przeżyć. Myślę, że literatura – podobnie jak medytacja – może być formą pracy nad sobą i sposobem zrozumienia tego, co nas w życiu ukształtowało.

Na koniec zapytam wprost: czy odnalazłeś już swoją drogę?

Nie wiem, czy w ogóle istnieje coś takiego jak ostateczne odnalezienie drogi. Mam raczej poczucie, że człowiek całe życie czegoś szuka. Zmieniają się zainteresowania, zmienia się to, co robimy zawodowo, ale w gruncie rzeczy chodzi o jedno – o próbę zharmonizowania siebie, swojego ciała, emocji i myśli.

W moim przypadku muzyka była pierwszą szkołą uważności, choć wtedy jeszcze tego tak nie nazywałem. Potem przyszły podróże, Chiny, język, różne doświadczenia. Medytacja pojawiła się jako sposób radzenia sobie ze stresem i napięciem, ale z czasem stała się narzędziem głębszego poznawania siebie. Nie traktuję jej jednak jak gotowej odpowiedzi na wszystkie pytania. To raczej droga – i to droga dla wytrwałych. Wymaga systematyczności, cierpliwości i uczciwości wobec samego siebie.

Jeśli ktoś szuka w życiu więcej spokoju i równowagi, medytacja może w tym pomóc. A czasem najprostszą medytacją okazuje się po prostu bycie w naturze – usiąść, posłuchać ptaków, zobaczyć, co dzieje się wokół. I na chwilę przestać walczyć ze światem i ze sobą. To jest najbardziej uzdrawiająca terapia dla wszystkich.

Rozmawiała Jolanta Czudak

Beneficjent NCBR z prestiżową nagrodą za badania w onkologii

Prof. Magdalena Król

Publikacja naukowa na temat przełomowej terapii komórkowej glejaka, będąca jednym z rezultatów projektu rozwijanego przez Cellis Sp. z o.o. przy wsparciu Narodowego Centrum Badań i Rozwoju oraz Funduszy Europejskich, została uhonorowana prestiżową nagrodą Pfizer Research Foundation Prize 2026 w obszarze onkologii.

 Nagroda stanowi istotne międzynarodowe wyróżnienie dla technologii Macrophage-Drug Conjugate (MDC), autorskiej platformy terapeutycznej opracowanej przez Cellis Sp. z o.o. w projekcie „Innowacyjna terapia komórkowa glejaka”. Wykorzystuje ona makrofagi, będące jednym z typów krwinek białych, do selektywnego dostarczania leków przeciwnowotworowych oraz aktywacji odpowiedzi immunologicznej w guzach litych, a w tym wypadku – glejaka. W badaniach przedklinicznych platforma MDC wykazała wysoką skuteczność przeciwnowotworową oraz korzystny profil bezpieczeństwa, potwierdzając potencjał tej technologii jako nowej klasy terapii przeciwnowotworowych.

 Wyniki badań stanowiących podstawę przyznania nagrody zostały opublikowane w czerwcu 2025 roku przez czasopismo „Science Translational Medicine” (Vol. 17, Issue 803). Nagroda Pfizer Research Foundation Prize 2026 w obszarze onkologii została przyznana dr. Maciejowi Białaskowi z Cellis/SGGW., dr. Tobiasowi Weissowi oraz dr Miaomiao Sun z Uniwersytetu w Zurychu za wkład w rozwój technologii MDC w ramach współpracy międzynarodowych zespołów badawczych.

 Cellis, innowacyjna firma biotechnologiczna specjalizująca się w terapiach komórkowych nowej generacji, zrealizowała z sukcesem projekt „Innowacyjna terapia komórkowa glejaka” od 1 października 2020 roku do 31 stycznia 2024 roku. Jego wartość to 21 880 787,42 zł, a dofinansowanie przekazane przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ze środków Funduszy Europejskich (Program Inteligentny Rozwój) wyniosło 17 359 036,18 zł.

– Nagroda Pfizer Research Foundation Prize 2026 została przyznana Cellis w uznaniu za przełomową publikację w „Science Translational Medicine”, która była efektem naszego projektu nad innowacyjną terapią komórkową glejaka. To prestiżowe wyróżnienie, ponieważ przyznawane jest wyłącznie zespołom, które wniosły istotny wkład w rozwój onkologii i wykazały realny potencjał translacyjny – czyli szansę na przełożenie badań naukowych na konkretne terapie dostępne dla pacjentów – mówi prof. dr hab. Magdalena Król, członek Zarządu Cellis. – Nagroda Pfizer Research Foundation Prize 2026 daje nam nie tylko prestiż, ale także większą widoczność w środowisku naukowym i inwestorskim, co przyspieszy realizację badań klinicznych oraz dalszy rozwój naszej platformy w Polsce i na świecie – dodaje.

– Pierwsze sukcesy projektu zrealizowanego przez naszego beneficjenta mają istotne znaczenie dla Polski w kontekście globalnym. Udowadniają, że rodzima nauka i sektor biotechnologiczny potrafią tworzyć nowoczesne terapie komórkowe na światowym poziomie. Docenienie wyników projektu wzmacnia rolę naszego kraju w obszarze innowacji biomedycznych, jak również otwiera drogę do nawiązania wartościowych partnerstw i przyciągnięcia zagranicznych inwestorów – wskazuje prof. dr hab. inż. Jerzy Małachowski, dyrektor NCBR. – Wyróżnienie dla Cellis Sp. z o.o. potwierdza zarazem wysoką jakość badań współfinansowanych ze środków Funduszy Europejskich pod nadzorem NCBR i ich realny wpływ na rozwój przełomowych technologii medycznych o potencjale klinicznym i komercyjnym – dodaje.

 Szansa dla chorych z glejakiem

Glejak jest agresywnym nowotworem mózgu, dla którego dostępne terapie mają ograniczoną skuteczność i wiążą się z wysokim ryzykiem wznowy i zgonu. Projekt Cellis odpowiada na potrzebę bezpiecznej, skutecznej immunoterapii, która wykorzystuje makrofagi do dostarczania leków bezpośrednio do guza oraz aktywowania układu odpornościowego pacjenta. Jak podkreśla spółka, wyniki przedkliniczne są spektakularne i pokazują, że terapia nie tylko prowadzi do wyleczenia, ale też aktywuje układ odpornościowy, przez co powstaje odporność na ponowny rozwój nowotworu. Celem projektu jest zatem dokonanie przełomu terapeutycznego w tym trudnym wskazaniu.

 Rezultaty prac badawczo-rozwojowych są już w początkowej fazie wdrażania. Jak podkreśla Cellis Sp. z o.o., dotychczas projekt pozwolił na:

opracowanie gotowego produktu, który jest już przygotowany do podania pacjentom, przeprowadzenie badań przedklinicznych, które wykazały skuteczność przeciwnowotworową, zdolność stymulowania odporności oraz bezpieczeństwo terapii, stanowiących pełny pakiet danych niezbędny do rozpoczęcia badań klinicznych, przygotowanie technologii do badań klinicznych, w tym walidację procesu produkcji komórkowej w standardzie GMP.

 Uzyskane wyniki mają doprowadzić do wprowadzenia nowej terapii na rynek, co pomoże pacjentom z glejakiem. W przyszłości opracowana technologia oparta na makrofagach sprzężonych z lekami może posłużyć także leczeniu innych nowotworów. Rozwijana przez Cellis platforma MDC ma potencjał leczenia różnych nowotworów, w tym raka głowy i szyi, jajnika, trzustki oraz innych guzów litych, poprzez stymulowanie układu odpornościowego pacjenta do walki z nowotworem.

 – Planujemy rozwijać naszą platformę w kierunku, który zapewni skalowalność w produkcji, co pozwoli na globalne wytwarzanie i podawanie szerokiej grupie pacjentów. Równolegle planujemy przeprowadzenie I fazy badań klinicznych na obecnej technologii, a następnie II fazy z nową generacją makrofagów. Nasza strategia zakłada również rozszerzenie wskazań na inne nowotwory, w tym przygotowanie do badań klinicznych w raku jajnika, głowy i szyi, pęcherza, macicy, płuc i trzustki – wylicza prof. dr hab. Magdalena Król, członek Zarządu Cellis.

Cellis posiada szerokie doświadczenie w projektach B+R obejmujących rozwój innowacyjnych terapii komórkowych od etapu badań podstawowych po przygotowanie do badań klinicznych, jak również opracowywanie i walidację procesów produkcji komórek w standardzie GMP. Zajmuje się także prowadzeniem badań przedklinicznych w modelach nowotworowych, w tym oceną skuteczności i bezpieczeństwa terapii.

 Dotychczasowe projekty spółki obejmowały m.in. terapie komórkowe dla glejaka, raka głowy i szyi oraz raka trzustki, a wyniki tych prac są fundamentem dla kolejnych etapów badań klinicznych. Firma Cellis realizuje obecnie trzy kolejne projekty z dofinansowaniem przyznanym przez NCBR (projekt Polsko-Szwajcarski z konsorcjum ze Szpitalem Uniwersyteckim w Zurychu pt. „Understanding the mechanism of immune system activation and identifying the makers of the efficacy of innovative glioma macrophage therapy (MISAME)”, dwa projekty w konsorcjum ze Szkołą Główną Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie – „Innowacyjna terapia komórkowa raka głowy i szyi (CHANCE)” oraz „Komórkowa terapia raka trzustki”), a także projekt finansowany przez European Innovation Council (EIC) oraz projekt finansowany przez Agencję Badań Medycznych.

****

 Prof. dr hab. Magdalena Król, członek Zarządu Cellis, laureatka trzech grantów European Research Council (ERC) – Starting Grant oraz dwóch Proof of Concept – a także grantu European Innovation Council (EIC). Jej projekt badawczy został wybrany przez ERC jako jeden z 10 najbardziej interesujących projektów programu z okazji 10-lecia ERC. W wieku 37 lat uzyskała tytuł profesora nadany przez Prezydenta RP. Specjalizuje się w immunologii nowotworów i terapiach komórkowych. Kieruje Centrum Immunoterapii Komórkowych w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie oraz jest współzałożycielką i Chief Scientific Officer firmy biotechnologicznej Cellis (Polska/Szwajcaria), rozwijającej innowacyjne terapie komórkowe nowotworów litych. Autorka około 100 publikacji naukowych oraz współautorka kilkudziesięciu międzynarodowych patentów z zakresu immunoterapii nowotworów.

NCBR

Chiny dążą do obniżenia napięcia na Bliskim Wschodzie

Wojna na Bliskim Wschodzie

Chiny wyrażają głębokie zaniepokojenie obecną napiętą sytuacją na Bliskim Wschodzie.  W najbliższym czasie wyślą tam specjalnego wysłannika – oświadczyła rzeczniczka Ministerstwa Spraw Zagranicznych Mao Ning podczas konferencji prasowej 5 marca.

Jak poinformowała, w ostatnich dniach Chiny prowadziły intensywne działania mediacyjne. Minister spraw zagranicznych Wang Yi odbył rozmowy telefoniczne odpowiednio z szefami dyplomacji Rosji, Iranu, Omanu, Francji, Izraela, Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich, podczas których szczegółowo wymieniono poglądy na temat sytuacji regionalnej. Strona chińska podkreśliła konieczność przestrzegania celów i zasad Karty Narodów Zjednoczonych oraz sprzeciwiła się użyciu siły w stosunkach międzynarodowych. Wskazała także na potrzebę natychmiastowego zaprzestania działań zbrojnych i jak najszybszego powrotu do dialogu i negocjacji, aby zapobiec dalszej eskalacji napięć i rozprzestrzenianiu się działań wojennych. Zaapelowała również do stron konfliktu o rzeczywiste wypełnianie zobowiązań międzynarodowych, ochronę bezpieczeństwa ludności cywilnej i unikanie ataków na obiekty cywilne.

Rzeczniczka zaznaczyła, że eskalacja konfliktu nie leży w interesie żadnej ze stron. Zdaniem Chin wojna i użycie siły nie mogą zasadniczo rozwiązać problemów, a dialog i negocjacje są właściwą drogą do ich rozwiązania.

Mao Ning powiedziała, że należy dążyć do rozwiązywania różnic i sporów środkami politycznymi i dyplomatycznymi. Chiny będą kontynuować komunikację i wzmacniać działania mediacyjne ze wszystkimi zainteresowanymi stronami, w tym ze stronami konfliktu.

Chiny wyślą w najbliższym czasie specjalnego wysłannika rządu chińskiego ds. Bliskiego Wschodu – Zhai Juna – z wizytą na Bliskim Wschodzie, aby podjąć aktywne wysiłki na rzecz obniżenia napięcia.

W Genewie utworzono Grupę Przyjaciół Globalnego Zarządzania

Chińska inicjatywa

W Pałacu Narodów w Genewie w Szwajcarii, 27 lutego odbyło się inauguracyjne posiedzenie „Grupy Przyjaciół Globalnego Zarządzania” w Genewie, zorganizowane przez Stałą Misję Chin przy ONZ w Genewie oraz przy innych organizacjach międzynarodowych w Szwajcarii. W spotkaniu wzięli udział przedstawiciele blisko 60 krajów, w tym 42 państwa założycielskie tej grupy. Przedstawiciel Chin przy Stałej Misji przy ONZ w Genewie i przy innych organizacjach międzynarodowych w Szwajcarii, Jia Guide, uczestniczył w spotkaniu i wygłosił na nim przemówienie.

Jia Guide stwierdził, że obecna sytuacja międzynarodowa jest niezwykle skomplikowana, dlatego Chiny przedstawiły Inicjatywę Globalnego Zarządzania, podkreślając pięć podstawowych zasad: przestrzeganie równej suwerenności, poszanowanie międzynarodowej praworządności, praktykowanie multilateralizmu, promowanie podejścia opartego na człowieku oraz koncentrację na konkretnych działaniach. Przedstawiona chińska propozycja to odpowiedź na pytanie epoki: „Jakiego rodzaju system globalnego zarządzania należy zbudować i jak reformować oraz ulepszać globalne zarządzanie?”.

Przemówienia wygłosili też przedstawiciele państw członkowskich Grupę Przyjaciół Globalnego Zarządzania z Kuby, Kazachstanu, Pakistanu, Palestyny, Wenezueli i Zambii. Wszyscy w wysokim stopniu akceptują i wspierają Inicjatywę Globalnego  Zarządzania, doceniając przewodnią rolę Chin w tym zakresie, a także oczekują, że grupa przyjaciół dzięki powstałej w Genewie platformie, wzmocni komunikację i koordynację, promując dialog i współpracę oraz stworzy synergię sprzyjającą reformie i doskonaleniu globalnego zarządzania.

SAFE 0% – polityczna ściema

Adam Glapiński luzjonista
Foto znalezione na facebooku dobrzez oddaje intencje

Kiedy władza zaczyna opowiadać o kredycie „0 procent”, zwykle wiadomo jedno – ktoś właśnie próbuje sprzedać społeczeństwu bardzo drogi rachunek w ładnym opakowaniu. Właśnie tak wygląda historia z pomysłem finansowania armii z pieniędzy Narodowego Banku Polskiego. W rzeczywistości to nie tylko ekonomiczna fikcja, ale także wygodny pretekst, by zablokować program SAFE i przykryć polityczną kalkulację.

Najpierw była konferencja. Prezydent RP i prezes Narodowego Banku Polskiego ogłosili, że istnieje cudowne rozwiązanie: zamiast korzystać z europejskiego programu SAFE i niskooprocentowanego kredytu od kwoty 44 mld euro, Polska może mieć własny „SAFE 0 procent”.

Problem w tym, że w finansach publicznych nie istnieje coś takiego jak „0 procent”. Istnieją tylko koszty – czasem ukryte, czasem odłożone w czasie, ale zawsze realne.

W tej historii szczególnie brutalną diagnozę postawił ekonomista i były członek Rady Polityki Pieniężnej Dariusz Rosati. Jego wniosek jest prosty: „SAFE 0%” może być… droższy niż europejski kredyt.

Dlaczego?

Bo pieniądze Narodowego Banku Polskiego nie są darmowe. Jeżeli państwo sięga po rezerwy banku centralnego – czy to w złocie, czy w papierach wartościowych – rezygnuje z dochodów, które te aktywa przynoszą.

A te dochody są realne.

Rezerwy NBP w papierach wartościowych przynoszą średnio około 3,8–4 procent rocznie. Z kolei złoto – którego wartość w ostatniej dekadzie rosła w tempie przekraczającym kilkanaście procent rocznie – jest jednym z najbardziej dochodowych aktywów w bilansie banku centralnego.

Wniosek Rosatiego jest bezlitosny: sprzedaż rezerw lub ich wykorzystanie na potrzeby wydatków państwa może oznaczać koszt wyższy niż pożyczka z programu SAFE, której oprocentowanie wynosi około 3–3,5 procent. Krótko mówiąc – „kredyt 0 procent” może być droższy niż kredyt 3,5 procent.

To już nie jest ekonomia. To polityczna akrobatyka.

Co więcej, cała konstrukcja „SAFE 0%” stoi na jeszcze jednym kruchym fundamencie – rzekomych zyskach Narodowego Banku Polskiego. Tyle że NBP w ostatnich latach wcale nie notował zysków, które można by rozdać politykom. Wręcz przeciwnie – bank centralny ponosił wielomiliardowe straty wynikające z operacji walutowych i zmian stóp procentowych.

Opowieść o setkach miliardów złotych do dyspozycji wygląda więc raczej jak kreatywna księgowość polityczna niż realny plan finansowy. Dlatego coraz więcej analityków widzi w całej sprawie coś znacznie prostszego.

Nie chodzi o finansowanie armii. Chodzi o stworzenie politycznego uzasadnienia dla weta wobec programu SAFE.

Bo gdy pojawia się alternatywa – choćby całkowicie nierealna – łatwiej powiedzieć: „nie potrzebujemy europejskiego programu, mamy własny”.

To klasyczna sztuczka polityczna. Najpierw tworzy się fikcyjną alternatywę, a potem ogłasza się ją zwycięstwem suwerenności.

Tyle że rachunek wciąż pozostaje ten sam.

Albo państwo bierze kredyt i spłaca go w czasie – co jest standardem w finansach publicznych – albo sprzedaje lub zużywa strategiczne aktywa, które mają chronić stabilność gospodarki.

Jedno jest uczciwe i przejrzyste.

Drugie przypomina wyprzedawanie sreber rodowych, żeby udowodnić, że obiad był darmowy. A jest jeszcze jeden aspekt tej historii, o którym politycy mówią wyjątkowo cicho. Jeżeli rzeczywiście istnieje możliwość sięgnięcia po setki miliardów złotych z banku centralnego – nawet kosztem jego stabilności – to dlaczego akurat na zbrojenia?

Dlaczego nie na dramatycznie niedofinansowaną służbę zdrowia?

Dlaczego nie na leczenie ludzi, którzy miesiącami czekają na operacje i specjalistów, bo w systemie po prostu nie ma pieniędzy? W kraju, w którym pacjenci zbierają środki na leczenie w internecie, opowieść o „darmowych” miliardach na polityczny projekt brzmi jak wyjątkowo ponury żart.

Dlatego cała historia z „SAFE 0%” wygląda coraz mniej jak plan gospodarczy, a coraz bardziej jak polityczna kombinacja. Kombinacja, która ma jeden bardzo konkretny cel: stworzyć pretekst do zawetowania programu SAFE.

A kiedy państwo zaczyna podejmować strategiczne decyzje w oparciu o polityczne sztuczki zamiast ekonomii, zwykle kończy się to tak samo.  Rachunek przychodzi później. I zawsze płacą go obywatele. (JC)

Ostatnie artykuły

Opowiedz nam swoją historię zmiany

Historie ludzi, którzy zaczęli życie od nowa. Rozpoczynamy cykl  rozmów „Nowe...

Życie rzadko układa się według jednego scenariusza. Coraz więcej ludzi w pewnym momencie odkrywa, że droga, którą wybrali przed laty, często pod...
Katarzyna Furmanek

Nauka, konsekwencja i skóra w dobrych rękach

Ponad trzy dekady w branży kosmetycznej to wystarczająco dużo czasu, by zobaczyć, jak zmieniają się trendy, technologie i oczekiwania klientów. Katarzyna Furmanek,...
Joanna Kałuża Gajana

Coach musi dbać o własne skrzydła. Od inżynierii do pracy z...

Niektóre drogi zawodowe zmieniają się nagle, inne dojrzewają latami. Joanna Kałuża Gajana ukończyła studia inżynierskie i przez pewien czas pracowała przy analizie...
Jacek Gapiński

Między waltornią a medytacją – opowieść o życiu, które nie biegnie...

Nie każda biografia układa się w prostą linię od studiów do zawodu. Czasem życie prowadzi przez kilka zupełnie różnych światów. Tak było...
Prof. Magdalena Król

Beneficjent NCBR z prestiżową nagrodą za badania w onkologii

Publikacja naukowa na temat przełomowej terapii komórkowej glejaka, będąca jednym z rezultatów projektu rozwijanego przez Cellis Sp. z o.o. przy wsparciu Narodowego...