W związku z działaniami zagranicznych koncernów farmaceutycznych zabiegających o wstrzymanie prac nad nowelizacją ustawy refundacyjnej, Krajowi Producenci Leków podkreślają, że próby jej sabotowania nie służą interesom Polaków, ponieważ blokują rozwiązania wzmacniające bezpieczeństwo lekowe państwa i dostęp pacjentów do terapii.
Projekt nowelizacji ustawy refundacyjnej racjonalizuje wydatki na refundację leków oraz wprowadza mechanizmy służące zwiększeniu bezpieczeństwa lekowego Polaków poprzez rozwój rodzimej produkcji.
Rozwiązania zaproponowane w projekcie mają zachęcić — także zagraniczne koncerny — do lokowania w Polsce produkcji leków i substancji czynnych. Pozwoli to ograniczyć zależność Polski i Unii Europejskiej od dostaw spoza Europy, poprawić dostępność terapii dla pacjentów oraz wzmocnić odporność systemów ochrony zdrowia na zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw. Zwiększenie produkcji leków w Polsce będzie oddziaływało pozytywnie na polskie PKB, wzrost wpływów budżetowych oraz innowacyjność i konkurencyjność naszej gospodarki.
W projekcie Ministerstwo Zdrowia wprowadziło również poprawki eliminujące przepisy, które w praktyce negatywnie wpływałyby na dostępność produktów leczniczych.
– Nieprawdziwe jest twierdzenie, że cała branża farmaceutyczna sprzeciwia się projektowi nowelizacji ustawy refundacyjnej. Działania zagranicznych firm, które starają się wpłynąć na proces legislacyjny w Polsce, służą przede wszystkim zabezpieczeniu interesów finansowych tych koncernów, które chcą utrzymać dotychczasowe warunki rynkowe i ograniczyć konkurencyjność producentów lokujących produkcję w Polsce – wskazuje Krzysztof Kopeć, prezes Krajowych Producentów Leków.
– Zagraniczne koncerny farmaceutyczne blokują na różnych poziomach administracji publicznej wdrożenie mechanizmów, których celem jest zwiększanie suwerenności lekowej naszego kraju – dodaje.
Tymczasem doświadczenia największych polskich firm farmaceutycznych, które działają na rynkach zagranicznych pokazują, że podmioty te nie mają możliwości jakiegokolwiek wpływu na politykę lekową danego kraju, dopóki nie uruchomią na jego terenie produkcji. W Polsce losami ustawy próbują sterować zagraniczne koncerny, które nie posiadają u nas inwestycji produkcyjnych.
Znaczenie krajowych zdolności produkcyjnych leków potwierdzają dokumenty i analizy dotyczące bezpieczeństwa państwa, w tym raporty Ministerstwa Obrony Narodowej oraz Wojskowego Instytutu Medycznego. Wskazują one, że produkcja i logistyka farmaceutyczna powinny być traktowane jako element strategicznej infrastruktury państwa.
AI Lab działający w Ośrodku Przetwarzania Informacji (OPI) opracował i udostępnił model EuroDense, przeznaczony do wyszukiwania informacji w aż dziewięciu popularnych językach europejskich. To pierwsze wielojęzyczne rozwiązanie tego typu stworzone przez zespół badawczy OPI. Model został zaprojektowany z myślą o nowoczesnych wyszukiwarkach, systemach RAG (Retrieval Augmented Generation), chatbotach oraz asystentach AI, które wymagają skutecznego przeszukiwania dużych zbiorów dokumentów.
Sztuczna inteligencja od OPI w 9 językach
Rosnąca popularność systemów opartych na generatywnej sztucznej inteligencji, które wykorzystują dane dziedzinowe, powoduje wzrost znaczenia technologii wyszukiwania informacji. Jakość odpowiedzi generowanych przez modele językowe coraz częściej zależy od skuteczności mechanizmów odnajdywania właściwych dokumentów i źródeł wiedzy. Właśnie dlatego AI Lab OPI rozwija zaawansowane modele typu dense retriever, które umożliwiają wyszukiwanie treści na podstawie ich znaczenia, a nie jedynie dopasowania słów kluczowych.
– Nowy model EuroDense, który powstał w naszym instytucie, wspiera dziewięć języków europejskich, są to: polski, angielski, niemiecki, francuski, hiszpański, włoski, portugalski, niderlandzki oraz rosyjski. Model liczy 435 mln parametrów i obsługuje kontekst o długości do 8192 tokenów, co pozwala skutecznie analizować także dłuższe dokumenty – mówi dr inż. Marek Kozłowski, kierownik AI Lab w Ośrodku Przetwarzania Informacji. –W kategorii modeli wielojęzycznych posiadających mniej niż 1 miliard parametrów EuroDense osiągnął najlepsze rezultaty w siedmiu z dziewięciu języków oraz uzyskał najwyższy średni wynik NDCG@10 zarówno w ujęciu językowym, jak i zadaniowym – dodaje szef AI Lab w OPI.
Choć na rynku dostępnych jest wiele zaawansowanych modeli dla języka angielskiego, znacznie mniej rozwiązań oferuje równie wysoką jakość dla pozostałych języków europejskich. EuroDense powstał właśnie po to, aby wypełnić tę lukę. To jednocześnie pierwszy model językowy opracowany w AI Lab, który wykracza poza domenę języka polskiego.
Trening na 200 milionach tekstów
EuroDense został wytrenowany w trzystopniowym procesie obejmującym dwa etapy destylacji wiedzy oraz etap dostrajania modelu.
– Na potrzeby treningu przygotowano wielojęzyczny korpus obejmujący około 200 milionów tekstów. Szczególny nacisk położono na zachowanie wysokiej jakości reprezentacji semantycznych we wszystkich obsługiwanych językach, co pozwala modelowi skutecznie realizować zadania wyszukiwania informacji i wspierać aplikacje wykorzystujące architekturę RAG – mówi dr inż. Sławomir Dadas, zastępca kierownika AI Lab w Ośrodku Przetwarzania Informacji.
EuroDense dostępny dla każdego
Model EuroDense został udostępniony jako rozwiązanie open source na platformie Hugging Face. Dzięki temu może być wykorzystywany przez instytucje naukowe, administrację publiczną oraz przedsiębiorstwa do budowy wielojęzycznych systemów wyszukiwania informacji, inteligentnych baz wiedzy i nowoczesnych aplikacji AI. Udostępnienie EuroDense stanowi kolejny krok OPI w rozwijaniu europejskich technologii sztucznej inteligencji oraz budowaniu kompetencji w obszarze zaawansowanego przetwarzania języka naturalnego. Model rozszerza doświadczenia zdobyte przy tworzeniu rodziny PolDense na środowisko wielojęzyczne, odpowiadając na potrzeby użytkowników w całej Europie.
Projekt LLMs4EU
Model EuroDense opracowany został w ramach projektu Large Language Models for the European Union (LLMs4EU) realizowanego przez konsorcjum Alliance for Language Technologies – ALT-EDIC. Celem projektu jest rozwój i udostępnianie modeli, narzędzi oraz usług opartych na sztucznej inteligencji dla pięciu kluczowych sektorów: nauki, usług publicznych, turystyki, telekomunikacji oraz energetyki. Projekt ma zachęcać do wykorzystywania europejskich technologii AI przez instytucje publiczne oraz małe i średnie przedsiębiorstwa. LLMs4EU jest współfinansowany ze środków UE w ramach programu Digital Europe Programme oraz Ministerstwa Cyfryzacji.
Trwa zapowiedziane przez redakcję portalu Liderzy Innowacyjności wyjaśnianie okoliczności związanych z wieloletnimi problemami dotyczącymi zagospodarowania przestrzennego Kępy Okrzewskiej i Kępy Oborskiej w gminie Konstancin-Jeziorna. Od ponad dwóch dekad mieszkańcy nie mogą uzyskać decyzji o warunkach zabudowy na swoich gruntach.
Po skierowaniu pytań do Burmistrza Miasta i Gminy Konstancin-Jeziorna otrzymaliśmy obszerne stanowisko Urzędu. Przyniosło ono ważne informacje, ale jednocześnie wskazało kwestie wymagające dalszego wyjaśnienia. Dlatego wymiana korespondencji pomiędzy redakcją a Burmistrzem trwa.
Z uzyskanych dotychczas informacji wynika między innymi, że w samej Kępie Okrzewskiej w latach 2003–2026 prowadzono 175 spraw dotyczących ustalenia warunków zabudowy, przy czym – według informacji przekazanej przez Burmistrza – większość postępowań kończyła się decyzją odmowną, ale nie wiemy z jakiego powodu, bo w piśmie nie podano przyczyn. Urząd poinformował również, że po spotkaniu z mieszkańcami 28 maja 2026 r. nie podjęto nowych działań dotyczących zagospodarowania przestrzennego Kępy Okrzewskiej i Kępy Oborskiej oraz że nie sporządzono analizy społecznych i ekonomicznych skutków obowiązujących ograniczeń planistycznych dla właścicieli gruntów na tych terenach.
To istotne ustalenia, ale nie zamykają sprawy.
Redakcja wystąpiła o dalsze informacje pozwalające ustalić skalę i charakter prowadzonych przez lata postępowań oraz przyczyny wydawanych decyzji odmownych. Analizujemy również dokumenty wskazywane i przekazywane przez Urząd oraz materiały otrzymywane od mieszkańców.
Nie zależy nam na sporze ani na sensacji. Zależy nam na faktach.
Dlatego cierpliwie czekamy na wszystkie wyjaśnienia i będziemy konsekwentnie dokumentować kolejne etapy sprawy, która od ponad dwóch dekad budzi niepokój części mieszkańców.
Nie przesądzamy, dokąd doprowadzi ta analiza. Nie wskazujemy z góry odpowiedzialnych. Chcemy ustalić, jakie decyzje, przepisy i działania doprowadziły do obecnej sytuacji oraz czy istnieje możliwość jej rozwiązania.
O kolejnych ustaleniach będziemy informować Czytelników.
Europa stoi dziś przed jednym z najważniejszych technologicznych wyzwań w swojej historii. Od decyzji podejmowanych obecnie w obszarze badań, innowacji i współpracy przemysłowej będzie zależała jej konkurencyjność, bezpieczeństwo oraz miejsce w świecie w nadchodzących dekadach.
Ideą Środkowoeuropejskiego Forum Technologicznego CETEF od początku było tworzenie przestrzeni, w której nauka, przemysł i administracja mogą wspólnie wypracowywać rozwiązania odpowiadające na strategiczne wyzwania Europy. Piąta edycja Forum, która odbywa się pod hasłem „High Technologies for Europe’s Security”, nabiera szczególnego znaczenia, ponieważ bezpieczeństwo technologiczne stało się jednym z najważniejszych filarów rozwoju Unii Europejskiej.
Organizatorem wydarzenia jest Polska Izba Gospodarcza Zaawansowanych Technologii IZTECH wraz z Federacją Stowarzyszeń Naukowo-Technicznych NOT, przy współpracy z Politechniką Poznańską, Miastem Poznań oraz europejską siecią uniwersytetów EUNICE. Forum odbywa się pod patronatem Parlamentu Europejskiego.
– Chcemy stworzyć przestrzeń do otwartej debaty o kierunkach rozwoju technologii, które będą decydowały o przyszłości Europy – od sztucznej inteligencji, technologii kwantowych i cyberbezpieczeństwa, przez rozwiązania dual-use, po energetykę, przemysł kosmiczny i nowoczesne technologie materiałowe – informuje dr inż. Zygmunt Krasiński, prezes IZTECH, która zainicjowała to wydarzenie w 2014 roku. – Od początku istnienia Forum naszym celem było budowanie trwałych partnerstw między środowiskami naukowymi, przedsiębiorcami, instytucjami publicznymi oraz organizacjami europejskimi. Wierzymy, że tylko współpraca oparta na wiedzy, wzajemnym zaufaniu i wspólnych projektach badawczo-rozwojowych pozwoli Europie utrzymać silną pozycję w światowym wyścigu technologicznym.
V Środkowoeuropejskie Forum Technologiczne CETEF’26 odbędzie się w dniach 19–20 października 2026 roku w Centrum Wykładowo-Konferencyjnym Politechniki Poznańskiej. Weźmie w nim udział ponad tysiąc przedstawicieli nauki, przemysłu, administracji i sektora nowych technologii . Debaty koncentrować się będą wokół strategicznych technologii dla bezpieczeństwa i konkurencyjności Europy.
W programie pierwszego dnia zaplanowano konferencję plenarną z udziałem przedstawicieli ministerstw, Komisji Europejskiej, Parlamentu Europejskiego, agencji europejskich oraz partnerów międzynarodowych. Odbędzie się także trzecia edycja Young Scientist Day skierowana do młodych naukowców oraz wizyty studyjne w czołowych poznańskich ośrodkach badawczych.
Drugi dzień forum poświęcony będzie równoległym konferencjom tematycznym. Debaty obejmą m.in.: innowacyjne technologie transformacji energetycznej, transport przyszłości, sztuczną inteligencję, automatyzację i robotyzację, technologie dla obronności, cyberbezpieczeństwa i zastosowań dual-use, technologie kwantowe, technologie lotnicze i kosmiczne, technologie gospodarki obiegu zamkniętego, biotechnologie i agrotechnologie, społeczne skutki rewolucji technologicznej XXI wieku.
Integralną częścią wydarzenia będzie również Horizon Europe Matchmaking Event, którego celem jest budowanie partnerstw projektowych i wzmacnianie udziału Europy Środkowo-Wschodniej w programach badawczo-rozwojowych Unii Europejskiej.
Podczas CETEF’26 zaprezentowane zostaną także innowacyjne rozwiązania technologiczne oraz projekty badawcze w ramach wystawy technologii i sesji posterowej odbywającej się przez oba dni forum, które jest ważnym miejscem wymiany wiedzy, doświadczeń i dobrych praktyk oraz wyznaczania kierunków rozwoju technologicznego Europy w nadchodzących latach.
Więcej informacji o wydarzeniu dostępnych jest na stronie: https://cetef.eu/
Degradacja gleb, niedobór materii organicznej, susza i rosnące wymagania środowiskowe stawiają rolnictwo przed koniecznością poszukiwania nowych rozwiązań. Firma Ekotechnologie znalazła na to sposób. Opracowana przez spółkę technologia BIOROL łączy dwa pozornie odległe problemy: zagospodarowanie odpadów oraz regenerację gleb. Z bezpiecznych pozostałości przemysłowych powstają organiczne produkty nawozowe, które mają przywracać glebie materię organiczną, poprawiać jej retencję i przeciwdziałać zakwaszeniu.
Gleba staje się strategicznym zasobem
Przez dziesięciolecia o nawożeniu myślano przede wszystkim w kategoriach dostarczenia roślinom azotu, fosforu czy potasu. Dziś coraz większego znaczenia nabiera kondycja samej gleby.
Zmiany klimatyczne, coraz częstsze okresy suszy oraz intensywna produkcja rolna powodują, że zdolność gleby do zatrzymywania wody i zachowania odpowiedniej ilości materii organicznej staje się jednym z warunków stabilnego rolnictwa.
– W Polsce dochodzi do tego jeszcze jeden problem, ograniczenie dostępności obornika wynikające ze zmian w hodowli zwierząt – mówi mgr inż. Bożena Chmielina, współautorka technologii BIOROL. -Tymczasem to właśnie obornik był przez lata jednym z podstawowych źródeł materii organicznej potrzebnej do tworzenia próchnicy. Drugim poważnym wyzwaniem jest zakwaszenie znacznej części polskich gleb. Dlatego założeniem technologii było stworzenie produktu, który nie ogranicza się do nawożenia roślin, ale jednocześnie dostarcza materię organiczną i pomaga regulować odczyn gleby. W tym procesie BIOROL wpisuje się w gospodarkę obiegu zamkniętego.
Odpady stają się surowcem
Do procesu mogą trafiać bezpieczne pozostałości pochodzące m.in. z przemysłu rolno-spożywczego, drzewnego oraz energetyki wykorzystującej biomasę. Wśród wymienianych surowców znajdują się m.in. permeat serwatkowy, pulpa celulozowa oraz czysty popiół powstający podczas spalania biomasy.
– Zamiast ponosić wyłącznie koszt ich zagospodarowania, można więc ponownie wykorzystać zawarte w nich składniki i nadać im nową wartość gospodarczą, dodaje współtwórczyni technologii. – To klasyczna idea gospodarki obiegu zamkniętego, ale przeniesiona z poziomu deklaracji do rzeczywistego procesu technologicznego. Odpad jednej gałęzi gospodarki staje się surowcem dla kolejnego produktu.
Od laboratorium do produkcji
Technologia nie pozostała na etapie koncepcji. Spółka Ekotechnologie prowadzi działalność w Górzycy koło Kostrzyna nad Odrą, a rozwiązania rozwijano we współpracy ze środowiskiem naukowym, m.in. Zachodniopomorskim Uniwersytetem Technologicznym w Szczecinie i Uniwersytetem Przyrodniczym w Poznaniu. Projekty B+R były dofinansowywane ze środków NFOŚiGW i NCBR.
Rezultatem badań stały się produkty nawozowe AgriRol oraz technologia pozwalająca na ich wytwarzanie. Patent Urzędu Patentowego RP nr 242872 obejmuje „Sposób otrzymywania wieloskładnikowego nawozu organicznego i/lub organiczno-mineralnego oraz instalację do produkcji wieloskładnikowego nawozu organicznego i/lub organiczno-mineralnego”.
Co istotne z punktu widzenia komercjalizacji polskich technologii, rozwiązanie przeszło również do skali produkcyjnej. Według danych spółki jedna z linii pracujących w trybie ciągłym może wytwarzać około 8 ton produktów nawozowych na dobę. Proces ma charakteryzować się bezodpadowością, niską emisyjnością oraz niewielkim zużyciem energii i materiałów.
Najpierw gleba, potem roślina
Produkty AgriRol mają działać inaczej niż klasyczne nawożenie nastawione wyłącznie na dostarczenie składników pokarmowych. Materia organiczna wprowadzona do gleby ma poprawiać jej strukturę, przepuszczalność i zdolność zatrzymywania wody. Jest to szczególnie istotne w warunkach suszy, ponieważ zwiększenie zdolności retencyjnych gleby może poprawiać jej odporność na stres wodny.
Drugim zadaniem jest przeciwdziałanie zakwaszeniu. Obecność związków wapnia i magnezu ma tworzyć korzystniejsze warunki do pobierania przez rośliny podstawowych składników pokarmowych – azotu, fosforu i potasu – oraz mikroelementów.
W praktyce oznacza to zmianę filozofii nawożenia: nie tylko „nakarmić” roślinę, ale przede wszystkim odbudować środowisko, w którym roślina ma się rozwijać.
Technologia z certyfikatami
Istotnym etapem przejścia od eksperymentu do rynku jest potwierdzenie bezpieczeństwa i parametrów produktu.Według dokumentacji spółki produkty uzyskały cztery zezwolenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi na obrót krajowy oraz dwa europejskie certyfikaty CE. Organiczny polepszacz gleby AgriRol 2 otrzymał również oznakowanie ekologiczne EU Ecolabel nr 048/001.
Rozwiązanie zostało także nagrodzone m.in. Złotym Medalem Gardenia 2025 oraz wyróżnieniami związanymi z ochroną środowiska i innowacyjnością.
Za technologią stoją ludzie
Jedną ze współtwórczyń BIOROL jest Bożena Chmielina, specjalistka zajmująca się ochroną środowiska, gospodarką odpadami, odnawialnymi źródłami energii oraz wdrażaniem technologii środowiskowych. Ma doświadczenie w prowadzeniu projektów badawczo-rozwojowych, gospodarce odpadami i rozwiązaniach związanych z odzyskiem energii i surowców.
Jest także współautorką patentów dotyczących technologii przetwarzania odpadów i wytwarzania energii, a w swojej działalności zawodowej łączy doświadczenia przemysłowe z pracą nad rozwiązaniami gospodarki obiegu zamkniętego.
BIOROL jest więc przykładem rozwiązania, w którym innowacja nie zaczyna się od poszukiwania efektownej technologii, lecz od bardzo konkretnych problemów: co zrobić z odpadem i jak przywrócić glebie to, czego zaczyna jej brakować.
Jeżeli oba problemy można rozwiązywać w jednym procesie, gospodarka obiegu zamkniętego przestaje być modnym hasłem. Zaczyna mieć wymiar technologiczny i ekonomiczny.
Dwie pozornie odległe pasje – miłość do koni i ceramika artystyczna mogą się wspaniale uzupełniać. Udowodniła to Karolina Obłoczyńska-Burcz – właścicielka stadniny Hirlandia i pracowni ceramicznej Burczyńska w Dłużcu na Mazurach. Za pierwszą wypłatę kupiła projekt wymarzonej stajni, choć nie miała jeszcze ani jednego konia. Kilka lat później jej marzenie stało się rzeczywistością. Dziś osiem koni żyje u niej jak w najlepszym SPA, a kilka kroków dalej, w pracowni pachnącej gliną, powstają ceramiczne rzeźby inspirowane naturą i ludzkimi emocjami.
Obie pasje pojawiły się w Twoim życiu jednocześnie czy w różnym czasie?
Miłość do koni mam od dziecka. Zawsze jak na nie patrzyłam, to miałam motyle w brzuchu. Nie wiem, skąd to się wzięło. Mój dziadek hodował konia, ale takiego, które były wykorzystywane w gospodarstwach. Podziwiałam wszystkie, które były w zasięgu mojego wzroku. Ceramiką zainteresowałam się dużo później. To był impuls po obejrzeniu filmu „Uwierz w ducha” z Patrickiem Swayze i Demi Moore, która zajmowała się tworzeniem rzeźb z gliny. Spróbowałam tej sztuki i wciągnęła mnie bez reszty. Nie zastąpiła jednak miłości do koni, tylko stała się drugim mocnym filarem mojego życia. Obie pasje dobrze się uzupełniają i zajmują w moim sercu miejsce po połowie. Każdej z nich poświęcam tyle samo zaangażowania i czasu.
Ile koni masz w swojej stadninie?
Obecnie mam osiem koni w różnym wieku. Niektóre są już seniorami i będą z nami do końca swoich dni. Najmłodsza jest Paula, która urodziła się w naszej stadninie w 2017 roku. To było niesamowite wydarzenie. Mój mąż chodził do stajni w nocy co pół godziny sprawdzać, czy źrebie przyszło już na świat. Ja tę wartę pełniłam w dzień. Dwa dni po Walentynkach, 16 lutego po północy, Pasja urodziła Polę. Obydwoje z mężem i synami przez wiele godzin, obserwowaliśmy w napięciu każdy ruch klaczy i noworodka. Patrzyliśmy czy jest dobrą i troskliwą mamą, a także czy źrebaczek wydalił z siebie pierwszy stolec, tak zwana smółkę. Czekaliśmy na to kilka godzin w stajni, mimo siarczystego mrozu. Byliśmy w kontakcie z weterynarzem, robiliśmy źrebaczkowi lewatywkę i pierwsza kupka poszła około godziny 17.00. Co to była za radość! Nawet teraz głos mi drży kiedy o tym mówię. Nasi mali wówczas synowie towarzyszyli nam przez cały ten czas w stajni opatuleni w ciepłe kurtki i czapki. Wszyscy bardzo to przeżywaliśmy i nawet nie czuliśmy tego zimna. Koniom taki mróz nie przesadza, a nam było aż gorąco z emocji. Paula ma już teraz dziewięć lat i bardzo ją kochamy, tak jak pozostałe konie.
Mam wrażenie, że całe stado odwzajemnia Wasze uczucia, bo panuje tu niezwykły spokój. Jak buduje się zaufanie zwierzęcia, które waży kilkaset kilogramów, a mimo to potrafi zaufać człowiekowi bez reszty?
Zawsze powtarzam, że koniom trzeba dać przede wszystkim serce i czas. Zaufania nie da się kupić ani przyspieszyć. Ono rodzi się każdego dnia podczas wspólnej pracy i zwykłego przebywania razem. Myślę, że właśnie dlatego w naszej stajni panuje taki spokój. Konie czują się tutaj bezpiecznie. Wyczuwają nasze emocje i niczego nie udają. Jeśli jesteśmy zdenerwowani, niekonsekwentni albo próbujemy coś wymusić, natychmiast to odczytają. Dlatego uważam, że zanim zaczniemy uczyć konia czegokolwiek, sami musimy nauczyć się cierpliwości i spokoju. Nasze konie żyją bardzo zgodnie ze sobą. Kiedy wchodzi jakiś nowy członek do stada, to muszą się ze sobą dogadywać. Tylko raz mieliśmy takiego konia, któremu po pół roku podziękowaliśmy, bo był agresywny. Nasze konie żyją w symbiozie z kotką, która pewnego dnia pojawiła się w naszej stajni. Sama sobie wybrał to miejsce. Dostała na imię Pakita i szybko uznała, że należy do końskiego stada. Spaceruje między nimi, śpi w stajni, a czasami wskakuje nawet na ich grzbiety. Dla nas jest to już codzienność, ale odwiedzający często przecierają oczy ze zdumienia. Widok kota jadącego na koniu naprawdę wywołuje uśmiech.
A jak na Pakitę reagują inne konie, które czasowo przebywają w Hirlandii, oddane tu tylko na jakiś czas pod opiekę ?
Podobnie jak nasze stado, wszystkie ją akceptują. Prowadzimy tu hotel dla koni, bo jest to skromne źródło dochodów w utrzymaniu naszego stada. Nie możemy jednak go zwiększać, bo łąki wysychają przez zmiany klimatu i musimy już w sierpniu dokarmiać konie sianem. To jest duży koszt. Nie zarabiamy na stadninie, nie taki był bowiem nasz cel. One mają tu spokojnie sobie żyć. Każdy koń, który do nas trafia, wnosi własną historię. My staramy się dopisać do niej dobry rozdział. Myślę, że właśnie dlatego Hirlandia jest dla nich miejscem, w którym tak dobrze się czują. W zakupie pierwszych koni pomogli nam rodzice, bo my nie mieliśmy na to pieniędzy. Wspierali nas w tych moich pasjach. Studia też wybierałam pod tym kątem. Chciałam iść na zootechnikę, ale ponieważ było zbyt mało chętnych, z konieczności trafiłam na wydział rolniczy. Jestem inżynierem rolnictwa o specjalizacji agroturystyka, ale to też jest bliskie mojemu sercu.
Pracowałaś kiedyś w swoim zawodzie?
Na Mazurach, skąd pochodzę, ciężko było o pracę. Jedynie w urzędzie lub w szkole było to możliwe. Na kilka lat wyjechaliśmy z mężem i synkami do Warszawy, ale tęskniłam tam za Mazurami. Po nocach śniły mi się konie i stadnina. Za pierwszą wypłatę kupiłam projekt wymarzonej stajni, choć nie miałam jeszcze ani jednego konia. Wszyscy pukali się w głowę co ja robię, bo nie mam pieniędzy na taką inwestycję. Projekt przeleżał w szufladzie kilka lat. Czasem go wyjmowałam, oglądałam i znowu odkładałam. Nigdy jednak nie przestałam wierzyć, że kiedyś przyjdzie moment, kiedy stanie się rzeczywistością. Miałam działkę we wsi Dłużcu, którą dostałam od rodziców w prezencie ślubnym i tam planowałam budowę stajni. Z czasem pojawiła się możliwość uzyskania dofinansowania z funduszy unijnych. Napisałam projekt, udało się zdobyć wsparcie, potem przyszedł czas na kredyt i mnóstwo pracy. Nic nie wydarzyło się z dnia na dzień. To były małe kroki, wykonywane przez wiele lat. Marzenia nie spełniają się same. Czasami trzeba im po prostu pomóc, żeby je urzeczywistnić.
O koniach mówisz jak o domownikach, a nie o hodowli. Panuje tu rzeczywiście wyjątkowa atmosfera. Czuje się ją również w Twojej pracowni, gdzie powstają ceramiczne rzeźby koni, kotów i wielu innych zwierząt. Kiedy odkryłaś w sobie ten twórczy talent?
Z gliną było trochę tak, jak z końmi. Czułam wewnętrznie, że chcę spróbować. Nie wiem dokładnie, skąd to się wzięło. Podejrzewam, ze inspiracją były sceny z filmu „Uwierz w ducha”, gdzie Demi Moore tworzyła rzeźby z gliny. Jako nastolatka trochę się na to zafiksowałam. Kiedy w Pieckach na Mazurach pojawiła się jedna z pierwszych edycji Festiwalu Ceramiki i po zanurzyłam ręce w glinie przy kole garncarskim poczułam, że chcę to robić. Tak przeżywałam ten moment, że nie mogłam zasnąć przez cała noc. To było dla mnie niezwykłe doświadczenie. Niedługo po tym pojawiło się ogłoszenie o naborach na warsztaty ceramiki w Domu Kultury w Mrągowie. Natychmiast się tam zapisałam. Raz w tygodniu uczestniczyłam w zajęciach, ale to było dla mnie za mało. Chciałam tworzyć znacznie częściej i dlatego otworzyłam wtedy swoją pracownię.
W Twojej i pracowni trudno znaleźć dwie identyczne rzeźby. Mam wrażenie, że każda z nich opowiada własną historię. Co najbardziej Cię inspiruje?
Bardzo inspiruje mnie natura. Ptaki, konie, koty, ryby, liście czy ludzkie dłonie pojawiają się w moich pracach nieprzypadkowo. Każdy z tych motywów niesie jakąś emocję albo wspomnienie. Nie tworzę tylko po to, żeby coś ładnie wyglądało. Chciałabym, żeby każda praca zatrzymała człowieka choć na chwilę i wywołała jakiś uśmiech, wzruszenie albo refleksję. Czasem pojawia się też odrobina humoru. Moje żaby mają wystające zęby, ryby potrafią się uśmiechać, a niektóre zwierzęta wyglądają tak, jakby chciały zaraz rozpocząć rozmowę z oglądającym. Bardzo lubię, kiedy sztuka nie jest śmiertelnie poważna. Świat i tak dostarcza nam wystarczająco dużo trosk. Jeśli moja praca potrafi poprawić komuś humor, to znaczy, że spełniła swoje zadanie.
Jak projektujesz swoje rzeźby? Robisz wcześniej jakieś szkice?
Bardzo rzadko siadam do pracy z dokładnie zaplanowaną wizją. Najczęściej wszystko zaczyna się od emocji albo od spotkania z naturą. Wystarczy spacer, rozmowa, obserwacja zwierząt czy światło o zachodzie słońca. Później biorę do ręki glinę i pozwalam, żeby sama poprowadziła mnie dalej. Nie lubię tworzyć dwóch identycznych prac. Każda powinna mieć własny charakter, tak jak każdy człowiek czy każde zwierzę jest inne. Dlatego moje rzeźby często powstają intuicyjnie. Zdarza się, że zaczynam od jednego pomysłu, a kończę z zupełnie inną formą. To jest najpiękniejszy moment twórczości kiedy materiał zaczyna ze mną współpracować.
Patrząc na Twoje życie, trudno oprzeć się wrażeniu, że potrafisz zamieniać marzenia w rzeczywistość. Była wymarzona stajnia, pojawiły się konie, własna pracownia ceramiczna, kot, którego najpierw namalowałaś, a potem naprawdę zagościł w Twoim domu. Co powiedziałabyś ludziom, którzy boją się zrobić pierwszy krok?
Myślę, że warto marzyć odważnie, ale jeszcze ważniejsze jest to, żeby zrobić ten pierwszy krok. Nawet jeśli wydaje się bardzo mały. Gdy kupowałam projekt stajni za pierwszą pensję, nie miałam ani koni, ani pieniędzy na budowę. Wielu ludzi uważało, że to nierozsądne. A jednak właśnie od tego wszystko się zaczęło. Podobnie było z ceramiką. Poszłam na pierwsze warsztaty z czystej ciekawości, nie przypuszczając, że stanie się ona moją drugą wielką pasją. Z czasem kupiłam piec do wypalania ceramiki, na który początkowo też nie miałam pieniędzy. W życiu wiele rzeczy wydarzyło się dlatego, że odważyłam się spróbować. I mocno wierzyłam w to, że mi się uda.
Na ścianie w Twojej pracowni oprócz obrazu kota, wisi też obraz balonu. Czy to oznacza, że kolejne marzenie czeka już na swoją kolej?
Rzeczywiście, kiedyś namalowałam kota, a po dwóch latach Pakita sama pojawiła się w naszej stajni i jest z nami do dziś. Od niedawna na ścianie mojej pracowni wisi obraz balonu. Kto wie… może kiedyś naprawdę nim polecę. Bardzo bym chciała to zrobić. Uśmiecham się na tę myśl, ale już nauczyłam się, że życie potrafi pięknie zaskakiwać. Dzisiaj wiem jedno – marzenia nie spełniają się same. Trzeba im pomóc. Czasami wystarczy zrobić pierwszy krok, a potem cierpliwie iść dalej. Nawet jeśli droga jest długa. Właśnie wtedy marzenia dojrzewają i pewnego dnia stają się częścią naszego życia.
Mam obok siebie wspaniałego męża i synów, którzy od lat wspierają moje pomysły, nawet te najbardziej szalone. To ogromne szczęście mieć rodzinę, która nie pyta „czy na pewno warto?”, tylko mówi „spróbuj”. Bez nich wiele marzeń byłoby znacznie trudniejszych do zrealizowania.
Epilog
Kiedy nasza rozmowa dobiegła końca Karolina podeszła do jednej z półek i zdjęła z niej ceramicznego kota. Delikatnie podała mi go do rąk. „To dla Ciebie” – powiedziała z uśmiechem i dodała widząc moje zaskoczenie „widziałam błysk w Twoich oczach, kiedy pierwszy raz na niego spojrzałaś.”
Dzisiaj ten prezent od Karoliny Obłoczyńskiej-Burcz, który jest ceramiczną interpretacją egipskiej bogini Bastet, stoi na moim kominku. Patrzę na niego każdego dnia i przypomina mi nie tylko niezwykłą artystkę z mazurskiej pracowni, ale przede wszystkim kobietę, która potrafi dostrzec emocje drugiego człowieka. Może właśnie dlatego konie jej ufają. I może właśnie dlatego zwykły kawałek gliny potrafi w jej dłoniach zamienić się w historię, która zostaje z nami na długo w naszych sercach.
Japonia pozostaje jednym z najbardziej zaawansowanych technologicznie krajów świata. Dla wielu startupów rozpoczęcie działalności na tym rynku wciąż jest jednak dużym wyzwaniem. Od konieczność znalezienia odpowiednich partnerów biznesowych do zrozumienia lokalnych realiów prowadzenia biznesu, po samą odległość.
Program Calling2Scale Gunma: Gateway to Japan powstał właśnie po to, aby skrócić tę drogę. To międzynarodowy program realizowany przez Europejski Instytut Innowacji i Technologii (EIT) we współpracy z prefekturą Gunma, który pomoże europejskim startupom nawiązać współpracę z japońskimi firmami i przygotować się do wejścia na rynek Japonii.
Nie networking, lecz współpraca z potencjalnymi klientami
Calling2Scale Gunma nie skupia się na tworzeniu kolejnych prezentacji dla inwestorów czy dopracowywaniu modelu biznesowego. Największą wartością programu jest możliwość pracy nad konkretnymi wyzwaniami biznesowymi zgłoszonymi przez japońskie przedsiębiorstwa. Startupy otrzymają wsparcie ekspertów, poznają specyfikę japońskiego rynku, a przede wszystkim będą mogły nawiązać relacje z potencjalnymi partnerami biznesowymi i przygotować grunt pod projekty pilotażowe (Proof of Concept) oraz długoterminową współpracę. Program jest pierwszym krokiem dla startupów, które myślą o ekspansji do Japonii, a w dalszej perspektywie także na pozostałe rynki Azji.
Jak wygląda program i nad jakimi wyzwaniami będą pracować startupy?
Program trwa trzy miesiące i łączy działania online z wyjazdem do Japonii. Wybrane startupy wezmą udział w sześciu warsztatach online, indywidualnych spotkaniach z przedstawicielami japońskich przedsiębiorstw oraz pięciodniowym Immersion Lab w prefekturze Gunma i Tokio, obejmującym spotkania biznesowe, wizyty w firmach i sesje networkingowe. Każdy zakwalifikowany startup otrzyma również 2 200 euro dofinansowania na pokrycie kosztów podróży i zakwaterowania.
Program został przygotowany we współpracy z japońskimi korporacjami – Sanden, Gunseisha, JINS, Taiyo Yuden, Nippon Kayaku oraz Kyowa Industrial – które zgłosiły konkretne wyzwania biznesowe i technologiczne. Startupy aplikują do jednego z nich i od początku programu pracują z potencjalnym partnerem nad możliwościami wdrożenia swojego rozwiązania. Wśród poszukiwanych technologii znajdują się m.in. rozwiązania z zakresu sztucznej inteligencji dla elektromobilności, gospodarki obiegu zamkniętego, inteligentnych okularów, magazynowania energii i technologii wodorowych, odkrywania leków oraz cyfrowych bliźniaków, robotyki i Internetu Rzeczy dla nowoczesnego przemysłu.
Dlaczego warto?
Udział w programie oznacza przede wszystkim dostęp do ludzi i organizacji, do których trudno dotrzeć samodzielnie.
Startupy otrzymają:
możliwość nawiązania współpracy z japońskimi przedsiębiorstwami,
praktyczną wiedzę o prowadzeniu biznesu w Japonii,
wsparcie ekspertów w zakresie wejścia na rynek i rozwoju międzynarodowego,
kontakty z inwestorami, partnerami biznesowymi i przedstawicielami lokalnego ekosystemu innowacji,
dostęp do międzynarodowej społeczności EIT zrzeszającej tysiące partnerów w Europie i na świecie.
„Największą wartością Calling2Scale Gunma jest to, że startupy nie zaczynają od szukania kontaktów, ale od odpowiedzi na konkretne potrzeby japońskich przedsiębiorstw. Dzięki temu od początku rozmawiają z partnerami, którzy są zainteresowani wdrażaniem rozwiązań, przeprowadzeniem PoC. To znacznie zwiększa szanse na nawiązanie współpracy i skuteczne wejście na rynek japoński” – mówi Antonina Kurmanowicz, EIT Community Hub Officer w Polsce.
Najważniejsze terminy
3 sierpnia – 3 września 2026 r. (godz. 17:00 CET) – nabór do programu
9 października – 13 listopada 2026 r. – warsztaty online i spotkania z partnerami
Od 24 listopada 2026 r. – tygodniowy pobyt Immersion Lab w Japonii.
Startupy z Polski, które chciałyby dowiedzieć się więcej o programie lub skonsultować możliwość udziału, mogą również skontaktować się z EIT Community Hub Poland (kontakt: poland@eitcommunity.pl) który wspiera w przygotowaniu aplikacji do programów EIT.
System wsparcia innowacji w Polsce nie zawsze nadąża za potencjałem naukowców i przedsiębiorców. Choć dostępne są dotacje, ulgi podatkowe i programy badawczo-rozwojowe, wiele wartościowych technologii nie trafia na rynek lub rozwija się poza granicami kraju. Jak to zmienić, aby ich twórcy mogli je komercjalizować w Polsce i wprowadzać na krajowy i globalny rynek, pytamy prof. Jerzego Małachowskiego, dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju
Panie Profesorze, jakie są największe bariery związane z rozwojem i komercjalizacją innowacji z perspektywy NCBR, którym Pan kieruje?
Świat nauki i biznesu nie zawsze posiada zbieżne interesy. Po obu stronach istnieją bariery we współpracy, które utrudniają komercjalizację wynalazków. Kluczowe jest partnerskie podejście w identyfikowaniu potrzeb rynkowych, zgodnych z interesem gospodarczym, biznesowym i naukowym. Obie strony muszą być gotowe do elastycznego reagowania na zmieniające się warunki. Wymaga to również wsparcia administracji publicznej. W moim przekonaniu potrzebujemy wspólnego działania tych trzech środowisk – nauki, biznesu i administracji publicznej. Każde z nich ma do odegrania inną rolę. Naukowcy powinni tworzyć rozwiązania odpowiadające na realne potrzeby rynku. Przedsiębiorcy muszą być gotowi do podejmowania ryzyka związanego z wdrażaniem nowych technologii, a państwo powinno tworzyć warunki sprzyjające tej współpracy i wspierać ją odpowiednimi instrumentami.
Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, dysponujące wielomiliardowym budżetem, od lat stara się pełnić rolę instytucji, która łączy ze sobą te światy. Wspieramy wspólne projekty nauki i biznesu, tworzymy programy dla konsorcjów naukowo-przemysłowych oraz inicjujemy przedsięwzięcia ułatwiające transfer wiedzy i technologii. Jestem przekonany, że właśnie konsekwentne budowanie takich partnerstw jest najkrótszą drogą od dobrego pomysłu do jego skutecznego wdrożenia.
Mamy w Polsce wielu zdolnych naukowców, ambitnych przedsiębiorców i coraz więcej wartościowych technologii, a jednak nie udaje się ich wprowadzić na rynek. Co oprócz braku takiego partnerstwa jest tego przyczyną?
Dobrych pomysłów nam nie brakuje, tylko brak spójności w działaniu. Polska dysponuje znaczącym potencjałem naukowym i coraz większą liczbą ambitnych przedsiębiorców, ale wciąż uczymy się tej współpracy między tym światem nauki i biznesu. To właśnie od niej zależy, czy wyniki badań pozostaną w laboratoriach, czy staną się fundamentem rozwoju polskiej gospodarki. Problem pojawia się właśnie na etapie przełożenia wyników badań na rozwiązania funkcjonujące na rynku, dlatego napotykamy bariery związane z komercjalizacją wyników badań i transferem technologii. Istotnym wyzwaniem pozostaje również właściwe zarządzanie własnością intelektualną oraz budowanie kompetencji niezbędnych do prowadzenia projektów wdrożeniowych. Nie można też pominąć kwestii finansowania. Projekty badawczo-rozwojowe z natury obarczone są ryzykiem, dlatego przedsiębiorcy często ostrożnie podchodzą do inwestowania własnych środków w technologie, których sukces rynkowy trudno przewidzieć.
Rolą Narodowego Centrum Badań i Rozwoju jest tworzenie instrumentów, które ograniczają to ryzyko i zachęcają do współpracy. Wspieramy przedsięwzięcia łączące naukę z biznesem oraz rozwijamy programy, których celem jest zwiększenie skuteczności komercjalizacji wyników badań. To właśnie tam, gdzie spotykają się wiedza naukowa, doświadczenie przedsiębiorców i odpowiedzialne wsparcie państwa, powstają rozwiązania mające największą szansę na sukces.
Niektórzy przedsiębiorcy uważają, że łatwiej jest rozwijać wartościowe technologie poza granicami Polski i tam zabiegać o kapitał. Co trzeba zmienić w systemie finansowania innowacji, aby ich twórcy chcieli komercjalizować swoje pomysły w kraju?
Najważniejsze jest stworzenie w Polsce pełnej ścieżki rozwoju innowacji – od pomysłu i badań, przez budowę prototypu, aż po wdrożenie rynkowe, skalowanie działalności i ekspansję zagraniczną. Sam grant na badania nie wystarczy. Innowator potrzebuje również kapitału na rozwój, dostępu do nowoczesnej infrastruktury, partnerów przemysłowych i pierwszego klienta, który zaufa nowej technologii. Szczególnie trudnym momentem jest etap pomiędzy zakończeniem badań a dalszym rozwojem produktu zanim wprowadzony zostanie na rynek. Wiele bardzo dobrych projektów nie przegrywa dlatego, że są słabe technologicznie, ale dlatego, że brakuje im finansowania, możliwości przeprowadzenia pierwszego wdrożenia albo partnera gotowego podjąć ryzyko. Dlatego tak istotne jest, aby publiczne wsparcie było coraz silniej powiązane z komercjalizacją. Powinniśmy rozwijać instrumenty, które pomagają przejść od wyników badań do obecności na rynku.
W moim przekonaniu ważną rolę może odegrać również państwo jako pierwszy odbiorca innowacyjnych rozwiązań. Zamówienia przedkomercyjne, projekty pilotażowe czy testowanie nowych technologii w administracji, ochronie zdrowia, energetyce, cyberbezpieczeństwie czy obronności mogą stworzyć polskim firmom warunki do zdobycia pierwszych referencji i budowania wiarygodności. To często właśnie tego impulsu najbardziej potrzebują młode, innowacyjne przedsiębiorstwa. Wartościowe rozwiązania pozostaną wtedy w Polsce, a ich twórcy nie będą musieli szukać partnerów za granicą. Naszym celem jest, aby technologie opracowane przez polskich naukowców i przedsiębiorców znajdowały zastosowanie w polskiej gospodarce, tworzyły miejsca pracy i wzmacniały konkurencyjność naszych firm.
Skoro system wsparcia innowacji dostosowany do różnych etapów rozwoju technologii byłby bardziej skuteczny dla beneficjentów, czy on obejmuje też lukę pomiędzy zakończeniem badań a rozpoczęciem komercjalizacji technologii?
Przejście przez tzw. „dolinę śmierci”, czyli krytyczny moment między zakończeniem badań naukowych a komercjalizacją, jest bez dwóch zdań największym problemem dla innowacji. To faza, w której wyczerpują się początkowe fundusze, a projekt nie generuje jeszcze zysków z rynku. Z powodu braku kapitału, niespełnionych oczekiwań klientów lub wygórowanych kosztów wdrożenia takie projekty często znikają. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju stara się w tym pomagać, aby nowatorskie rozwiązania trafiły na rynek, ale luka innowacyjna, to nie tylko kwestia finansowania. To brak ciągłości i dobrze ugruntowanych mechanizmów współpracy między instytucjami. Dlatego też konieczne są długofalowe strategie współtworzone przez UE i państwa członkowskie. Opracowanie strategii innowacji dla Polski oraz określenie odpowiednich kluczowych wskaźników efektywności dla jej skutecznego wdrożenia na pewno by w tym procesie pomogło. Dlatego tak jak wspomniałem konieczne jest wzmocnienie roli administracji publicznej jako pierwszego odbiorcy innowacji poprzez szersze wykorzystanie mechanizmów unijnych z obszaru innowacyjnych zamówień publicznych. Są to mechanizmy PCP (ang. Pre-Commercial Procurement) oraz PPI (ang. Public Procurement of Innovative Solutions). Wszystkie te elementy są warunkiem, aby polskie technologie mogły być skalowane i konkurować globalnie. Instytucje państwowe wykorzystują je, aby stymulować gospodarkę i pozyskiwać nowoczesne technologie, na które nie ma jeszcze gotowych odpowiedzi na rynku.
Panie Profesorze, czy transfer technologii do gospodarki wymaga specjalnych zachęt dla ich twórców?
Naukowcy powinni być wynagradzani za zaangażowanie w komercjalizację wyników ich badań, a oprócz tego konieczna jest komercjalizacja patentów. Elementy te powinny stać się znaczącym kryterium ewaluacji uczelni i kariery naukowej. Dotychczasowy model grantowy NCBR dobrze wspierał fazę badawczą, lecz nie zawsze budował odpowiedzialność za efekt rynkowy ani nie sprzyjał długofalowemu prowadzeniu projektów aż do komercjalizacji. Dlatego naturalnym kierunkiem rozwoju jest przejście od prostego rozdzielania grantów do bardziej hybrydowych instrumentów, które łączą finansowanie dotacyjne z elementami kapitałowymi lub zwrotnymi oraz pozwalają na aktywniejszą rolę NCBR jako partnera projektowego, a nie wyłącznie instytucji finansującej. W takim podejściu publiczne środki mogą być częściowo powiązane z sukcesem komercyjnym, np. poprzez mechanizmy success fee, reinwestowanie środków czy udział w przychodach z licencji, co wzmacnia kulturę odpowiedzialności za wdrożenie i skalowanie technologii. Ważnym fundamentem tej ewolucji jest nasze doświadczenie w prowadzeniu zamówień przedkomercyjnych (PCP). NCBR od lat rozwija metodykę problem-driven research i przeprowadził kilkanaście pełnoskalowych postępowań PCP w ramach programu Inteligentny Rozwój. W praktyce PCP jest nie tylko narzędziem zamówień publicznych, ale także formą wczesnego inwestowania publicznego, angażującego NCBR w sposób znacznie bardziej aktywny niż klasyczne granty. Ewolucja modelu wsparcia NCBR opiera się więc na doświadczeniach wyniesionych z PCP i rozwija je w kierunku szerszych, systemowych instrumentów inwestycyjnych. Jestem przekonany, że przejście od roli podmiotu finansującego badania do roli partnera, który współtworzy technologie, współdzieli ryzyko ich rozwoju i uzyskuje udział w sukcesie ich komercjalizacji, stanowi kluczowy element budowania większej skuteczności polskich projektów B+R i ich przełożenia na wzrost gospodarczy.
Skuteczny system wspierania innowacji wymaga nie tylko odpowiednich instrumentów finansowania, ale także zaufania do procesu wyboru najlepszych projektów. Jak NCBR dba o to, aby ocena wniosków była rzetelna, przejrzysta i oparta wyłącznie na merytorycznych kryteriach?
Zaufanie do procesu oceny projektów jest jednym z fundamentów skutecznego systemu wspierania innowacji. Dlatego naszym celem jest zapewnienie procedur, które są przejrzyste, przewidywalne i jednakowe dla wszystkich wnioskodawców. Każdy konkurs prowadzony jest według jasno określonych kryteriów, a projekty oceniają eksperci posiadający kompetencje odpowiadające ich tematyce. Dbamy również o zachowanie bezstronności i eliminowanie ewentualnych konfliktów interesów. Jednocześnie warto pamiętać, że część kryteriów wynika z obowiązujących przepisów oraz zasad programów krajowych i europejskich. Rolą NCBR jest ich rzetelne wdrożenie oraz zapewnienie, aby były stosowane w jednakowy sposób wobec wszystkich uczestników konkursów.
W ostatnich latach konsekwentnie rozwijamy także rozwiązania zwiększające transparentność całego procesu. Cyfryzacja procedur, doprecyzowanie kryteriów oraz możliwość odnoszenia się do uwag ekspertów w przewidzianych przypadkach sprawiają, że ocena projektów staje się jeszcze bardziej wiarygodna i oparta na merytorycznej analizie.
W praktyce zdarza się jednak, że ten sam projekt otrzymuje od ekspertów bardzo różne oceny. Jak to pogodzić z bardziej obiektywną i mniej zróżnicowaną decyzją?
Przełomowe rozwiązania z natury wymykają się utartym schematom. Różnice w ocenach zdarzają się i są naturalnym elementem procesu oceny innowacyjnych projektów. Mówimy przecież o przedsięwzięciach, które często wykraczają poza dotychczasowe rozwiązania i wymagają eksperckiego osądu. Dlatego w NCBR stosujemy mechanizmy pozwalające wyjaśniać istotne rozbieżności między ocenami. Jeżeli pojawiają się znaczące różnice, uruchamiane są dodatkowe procedury przewidziane w regulaminach konkursów. Ich celem jest zapewnienie, aby końcowa ocena była wynikiem rzetelnej analizy merytorycznej, a nie pojedynczej opinii.
Naszym priorytetem jest zachowanie wysokiej jakości procesu oceny oraz jednakowego traktowania wszystkich wnioskodawców. Dlatego stale doskonalimy procedury i współpracujemy z ekspertami reprezentującymi różne specjalizacje, aby decyzje były możliwie najbardziej obiektywne.
Czy sztuczna inteligencja może w przyszłości wspierać ekspertów w ocenie projektów badawczo-rozwojowych?
Sztuczna inteligencja już dziś staje się narzędziem, które może usprawniać wiele procesów, również w instytucjach finansujących badania i rozwój. Widzę jej duży potencjał przede wszystkim w analizie danych, porządkowaniu informacji, identyfikowaniu powiązań czy wspieraniu pracy ekspertów od strony organizacyjnej. Trzeba jednak wyraźnie podkreślić, że ocena innowacyjnych projektów nie może opierać się wyłącznie na algorytmach. Projekty badawczo-rozwojowe często dotyczą rozwiązań przełomowych, wykraczających poza dotychczasowe doświadczenia. W takich przypadkach niezbędna jest wiedza ekspercka, doświadczenie oraz umiejętność spojrzenia na projekt w szerszym kontekście naukowym, technologicznym i gospodarczym.
Jestem przekonany, że sztuczna inteligencja będzie coraz cenniejszym wsparciem dla ekspertów, ale nie zastąpi ich odpowiedzialności za końcową ocenę. Najlepsze efekty osiągniemy wtedy, gdy połączymy możliwości nowoczesnych narzędzi analitycznych z wiedzą i doświadczeniem ludzi. W NCBR uważnie obserwujemy rozwój takich technologii. Każde rozwiązanie, które zwiększy sprawność procesów i jednocześnie zachowa wysokie standardy rzetelności oraz transparentności oceny projektów, zasługuje na analizę i odpowiedzialne wykorzystanie.
Rozmawiała Jolanta Czudak
Prelegent CETEF’26
Prof. Jerzy Małachowski, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, będzie jednym z prelegentów V Środkowoeuropejskiego Forum Technologicznego CETEF’26, które odbędzie się 19–20 października 2026 r. w Poznaniu.
Forum zgromadzi ponad 1000 przedstawicieli nauki, przemysłu, administracji publicznej i biznesu, którzy będą dyskutować o roli zaawansowanych technologii w budowaniu bezpieczeństwa technologicznego, energetycznego, cyfrowego i gospodarczego Europy.
Więcej informacji o wydarzeniu dostępnych jest na stronie: https://cetef.eu/
Dzięki wsparciu Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, projekt realizowany przez Gispro Technologies wspólnie z Politechniką Morską w Szczecinie wkracza w ostatnią fazę. Naukowcy tworzą w nim inteligentne narzędzie, które wykorzystując algorytmy AI, będziewspierać aktualizację danych o obiektach topograficznych w Polsce. System będzie samodzielnie wykrywał nowe obiekty i zmiany w terenie, znacząco przyspieszając proces wprowadzania i aktualizacji danych przestrzennych.
Baza Danych Obiektów Topograficznych 1:10 000 (BDOT10k) to bardzo szczegółowa, cyfrowa mapa Polski, zawierająca informacje o obiektach w terenie. Zawiera m.in. informacje o budynkach, drogach, zbiornikach wodnych czy terenach zielonych. Korzystają z niej urzędy administracji centralnej i samorządowej, geodeci i kartografowie, służby ratunkowe czy projektanci dróg oraz innych inwestycji.
Obecnie nowopowstałe obiekty – budynki, drogi czy mosty – wprowadza się do baz danych w sposób niezautomatyzowany, poprzez inwentaryzację w terenie lub analizę aktualnych zobrazowań fotogrametrycznych (tj. zdjęć lotniczych czy satelitarnych). Jest to proces czasochłonny, kosztowny, a także podatny na błędy. Dlatego Główny Urząd Geodezji i Kartografii zgłosił się do Narodowego Centrum Badań i Rozwoju z zapotrzebowaniem na opracowanie narzędzia, w którym sztuczna inteligencja wspomoże człowieka w wykrywaniu nowych obiektów, wskazywaniu zmian w terenie oraz szybszym aktualizowaniu BDOT10k.
– To przykład tego, jak sztuczna inteligencja może skutecznie wspierać państwo w realizacji jego zadań. GUGiK zidentyfikował konkretną potrzebę, NCBR, wykorzystując program INFOSTRATEG, stworzyło przestrzeń do rozwiązania problemu, a nauka i biznes połączyły siły, aby opracować innowacyjne narzędzie odpowiadające na rzeczywiste wyzwania administracji publicznej. Dzięki temu efekty prac badawczo-rozwojowych nie trafią na półkę, lecz będą wykorzystywane w praktyce, wspierając rozwój nowoczesnych usług publicznych – powiedział prof. dr hab. inż. Jerzy Małachowski, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.
Projekty realizowane w ramach programu strategicznego INFOSTRATEG podzielone są na trzy fazy, a do kolejnych etapów przechodzą wyłącznie najlepiej ocenione inicjatywy. W toku realizacji programu, projekt „Prace badawczo-rozwojowe nad opracowaniem metod automatycznej detekcji obiektów topograficznych z wykorzystaniem algorytmów uczenia maszynowego”, realizowany przez Gispro Technologies w konsorcjum z Politechniką Morską w Szczecinie, jako jedyny spośród pomysłów zgłoszonych w V konkursie przeszedł właśnie do ostatniej, trzeciej fazy prac. Prowadzone w jego ramach prace mają się zakończyć do końca marca 2027 roku, a jego całkowita wartość to 5 872 850 złotych.
Innowacja w skali świata
Projekt zakłada opracowanie innowacyjnej w skali globu technologii automatycznego wykrywania obiektów topograficznych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji (machine learning i deep learning) na potrzeby bazy danych BDOT10k. W pierwszej fazie prac naukowcy skupili się na detekcji obiektów z kategorii budynków, budowli i urządzeń oraz sieci komunikacyjnych. Z kolei druga faza obejmowała również sieci wodne, sieci uzbrojenia terenu oraz pokrycie terenu.
–Przygotowaliśmy już rozbudowane, wieloźródłowe bazy danych treningowych w ramach pięciu kategorii. Dane, obejmujące łącznie obszar ok. 35,5 tys. km², pochodzą m.in. z ortofotomap, numerycznych modeli terenu i pokrycia terenu, chmur punktów LiDAR oraz zasobów wektorowych BDOT10k. Na tej bazie opracowaliśmy i rozwinęliśmy algorytmy uczenia maszynowego. Powstał również prototyp aplikacjiz intuicyjnym interfejsem graficznym, który umożliwia automatyczną detekcję obiektów oraz zapis wyników do dalszej analizy – tłumaczy dr inż. kpt. ż.w. Arkadiusz Tomczak, prof. Politechniki Morskiej w Szczecinie, kierownik B+R projektu.
W ostatniej, trzeciej fazie zespół skoncentruje się na dalszym trenowaniu i testowaniu modeli, zwiększaniu dokładności oraz powtarzalności detekcji, a także rozszerzaniu rozwiązania, tak aby objęło docelowo wszystkie klasy obiektów przewidziane w projekcie. Prace będą zmierzały do osiągnięcia wymaganej skuteczności modeli na danych testowych oraz do przygotowania ostatecznej, konfigurowalnej wersji aplikacji. Rozwijane będą również funkcje raportowania i porównywania wykrytych obiektów z bazą BDOT10k. W wyniku projektu powstaną modele AI umożliwiające automatyczne rozpoznawanie obiektów, określanie ich położenia, kształtu oraz wybranych atrybutów zgodnych z wymaganiami BDOT10k. Skuteczność rozwiązania zostanie potwierdzona poprzez uzyskanie co najmniej 95 proc. poprawnych wykryć dla wszystkich objętych projektem klas obiektów.
Szybsze działanie, mniejsze koszty
W efekcie realizacji projektu, Główny Urząd Geodezji i Kartografii otrzyma kompletne rozwiązanie wraz z dokumentacją techniczną, instrukcją wdrożenia i obsługi oraz wskazaniem możliwych kierunków dalszego rozwoju modeli i aplikacji. Urząd planuje wykorzystać je jako wsparcie procesów związanych z weryfikacją i aktualizacją bazy BDOT10k.
–Automatyczna analiza danych fotogrametrycznych, czyli pozyskanych ze zdjęć lotniczych i satelitarnych oraz lotniczego skanowania laserowego zgromadzonych w państwowym zasobie geodezyjnym i kartograficznym, pozwoli szybciej wykrywać nowe obiekty oraz zmiany zachodzące w przestrzeni. To z kolei usprawni i przyspieszy aktualizację Bazy Danych Obiektów Topograficznych (BDOT10k), jednocześnie ograniczając koszty tego procesu. Dziś wykorzystanie sztucznej inteligencji i nowoczesnych technologii jest naturalnym kierunkiem rozwoju administracji. Zmiany w przestrzeni zachodzą bardzo szybko, a użytkownicy danych – zarówno administracja publiczna, jak i przedsiębiorcy czy obywatele – oczekują informacji, które odzwierciedlają rzeczywisty stan terenu. Aktualne dane są niezbędne do podejmowania trafnych decyzji. Baza Danych Obiektów Topograficznych (BDOT10k) jest jednym z podstawowych źródeł informacji wykorzystywanych w planowaniu przestrzennym, procesach inwestycyjnych, zarządzaniu kryzysowym oraz działaniach wielu służb i instytucji publicznych. Im bardziej aktualne są zawarte w niej dane, tym większa jest ich wartość dla administracji i wszystkich podmiotów korzystających z informacji przestrzennej. Nowe narzędzie ma wspierać specjalistów odpowiedzialnych za prowadzenie i aktualizację baz danych przestrzennych. Sztuczna inteligencja pomoże szybciej analizować bardzo duże zbiory danych i wskazywać miejsca, w których zaszły zmiany wymagające weryfikacji. Końcowa ocena i decyzja o aktualizacji danych pozostaną jednak po stronie ekspertów – wskazuje dr inż. Anna Bober, Zastępca Głównego Geodety Kraju.
Bezpośrednie korzyści z realizacji projektu to szybsza aktualizacja map, skrócenie czasu pracy geodetów i kartografów, większa aktualność danych wykorzystywanych przez administrację publiczną, lepsze planowanie przestrzenne, inwestycje i zarządzanie kryzysowe, a także wsparcie dla urzędów, służb ratunkowych i firm, które korzystają z map i danych przestrzennych.
Więcej informacji nt. V konkursu INFOSTRATEG znajduje się na stronie: gov.pl/ncbr
Pomimo miliardowych środków przeznaczonych na rozwój infrastruktury cyfrowej, dostęp do ultraszybkiego internetu w Polsce nadal pozostaje ograniczony. Około 1,3 mln adresów pozostaje poza zasięgiem sieci. Najwyższa Izba Kontroli wskazuje, że realizacja programu Fundusze Europejskie na Rozwój Cyfrowy 2021–2027 przebiega zbyt wolno, a problemy z jakością danych oraz malejące zainteresowanie operatorów telekomunikacyjnych stwarzają ryzyko nieosiągnięcia zakładanych celów.
Polska w końcówce unijnego rankingu
Według danych przywołanych przez NIK, w 2024 r. Polska zajmowała 25. miejsce wśród państw Unii Europejskiej pod względem dostępu do internetu szerokopasmowego. Na koniec 2025 r. poza zasięgiem stacjonarnego internetu o przepustowości co najmniej 100 Mb/s pozostawało około 1,3 mln punktów adresowych, czyli 14,5 proc. wszystkich adresów w kraju.
Operatorzy rezygnują z inwestycji
Kontrola wykazała, że wielu przedsiębiorców telekomunikacyjnych, mimo uzyskania pozytywnej oceny wniosków o dofinansowanie, wycofywało się z realizacji projektów po analizie ich opłacalności. W efekcie na koniec 2025 r. inwestycje prowadziło jedynie 61 spośród 118 operatorów, którzy otrzymali pozytywną ocenę swoich projektów. Z tego powodu budżet działania został zmniejszony z 4,5 mld zł do 1,8 mld zł, a część środków przeniesiono na inne cele.
Wydatkowano zaledwie 6 proc. zakontraktowanych środków
NIK zwraca uwagę, że do 30 września 2025 r. beneficjenci rozliczyli jedynie 110,6 mln zł, czyli około 5,9 proc. przyznanego dofinansowania. Oznacza to, że po upływie około 60 proc. czasu przeznaczonego na realizację projektów wykorzystano zaledwie niewielką część dostępnych środków.
Błędne dane opóźniały inwestycje
Jednym z głównych problemów wskazanych przez kontrolerów była niewystarczająca jakość danych dotyczących infrastruktury telekomunikacyjnej i punktów adresowych. Nieaktualne lub niekompletne informacje powodowały konieczność wielokrotnej zmiany zakresu projektów już w trakcie ich realizacji, co wydłużało inwestycje i obniżało ich opłacalność. NIK podkreśla, że odpowiedzialność za jakość tych danych była rozproszona pomiędzy różne instytucje.
Postęp budowy sieci pozostaje niewielki
Spośród 17 szczegółowo skontrolowanych projektów aż 12 realizowano z nieprawidłowościami. Do zakończenia kontroli wybudowano niespełna 10 proc. planowanej długości sieci, a zasięgiem objęto jedynie około 25 proc. planowanych punktów adresowych. W większości projektów usługi dostępu do internetu nie zostały jeszcze uruchomione dla mieszkańców.
Problemy powtarzają się od lat
Najwyższa Izba Kontroli zauważa, że podobne nieprawidłowości wykazano już wcześniej podczas kontroli realizacji Narodowego Planu Szerokopasmowego. Nadal nie rozwiązano problemu nieaktualnych danych o infrastrukturze telekomunikacyjnej, co utrudnia skuteczne planowanie inwestycji i zwiększa ryzyko nieosiągnięcia celu powszechnego dostępu do szybkiego internetu. W związku z tym NIK wnioskuje do Ministra Cyfryzacji i Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej o poprawę jakości danych wykorzystywanych przy planowaniu kolejnych inwestycji.
Komentarz redakcji
Rozwój infrastruktury cyfrowej jest dziś jednym z podstawowych warunków rozwoju gospodarczego, edukacji, administracji elektronicznej i nowoczesnych usług publicznych. Raport NIK pokazuje jednak, że nawet znaczące środki finansowe nie gwarantują sukcesu, jeśli inwestycje opierają się na niepełnych danych i napotykają bariery organizacyjne oraz ekonomiczne. W dobie transformacji cyfrowej szybki internet staje się infrastrukturą równie istotną jak drogi, sieci energetyczne czy wodociągi. Dlatego skuteczne zarządzanie projektami i rzetelne planowanie powinny być traktowane jako warunek powodzenia całego procesu cyfryzacji kraju.
Pod lupą NIK to cykl „Liderów Innowacyjności” poświęcony najważniejszym ustaleniom Najwyższej Izby Kontroli. Analizujemy wyniki kontroli, wyjaśniamy ich znaczenie oraz pokazujemy konsekwencje dla państwa, gospodarki, samorządów i obywateli.
Trwa zapowiedziane przez redakcję portalu Liderzy Innowacyjności wyjaśnianie okoliczności związanych z wieloletnimi problemami dotyczącymi zagospodarowania przestrzennego Kępy Okrzewskiej i Kępy Oborskiej w...
Europa stoi dziś przed jednym z najważniejszych technologicznych wyzwań w swojej historii. Od decyzji podejmowanych obecnie w obszarze badań, innowacji i współpracy...
Degradacja gleb, niedobór materii organicznej, susza i rosnące wymagania środowiskowe stawiają rolnictwo przed koniecznością poszukiwania nowych rozwiązań. Firma Ekotechnologie znalazła na to...
Dwie pozornie odległe pasje - miłość do koni i ceramika artystyczna mogą się wspaniale uzupełniać. Udowodniła to Karolina Obłoczyńska-Burcz – właścicielka stadniny...
Japonia pozostaje jednym z najbardziej zaawansowanych technologicznie krajów świata. Dla wielu startupów rozpoczęcie działalności na tym rynku wciąż jest jednak dużym wyzwaniem....