17,5 mln euro dla zagranicznych naukowców

prof. Zbigniew Błocki
prof. Zbigniew Błocki, dyrektor Narodowego Centrum Nauki

W ramach programu POLONEZ BIS Narodowe Centrum Nauki chce sprowadzić do Polski 120 zagranicznych naukowców. W naszym kraju przez 24 miesiące prowadziliby swoje badania podstawowe. Na ten cel NCN przeznaczyło 17,5 mln euro. Program badawczo-szkoleniowy jest współfinansowany w ramach grantu Marie Skłodowska-Curie COFUND – przypomniało w przesłanym do PAP komunikacie.

Rekrutacja odbędzie się w ramach trzech naborów. „POLONEZ BIS daje naukowcom dużą niezależność – podkreśla dyrektor NCN prof. Zbigniew Błocki, cytowany w komunikacie. – Do nich należeć będzie wybór tematów badań, dyscyplin oraz jednostek przyjmujących”.

O staże będą się mogli starać naukowcy posiadający doktorat lub przynajmniej 4-letnie pełnoetatowe doświadczenie badawcze, którzy w ciągu 3 lat przed dniem ogłoszenia konkursu co najmniej 2 lata mieszkali i pracowali poza Polską.

Kandydaci będą składać wnioski wspólnie z instytucjami przyjmującymi – swoimi przyszłymi pracodawcami w Polsce. Mogą nimi zostać m.in. ośrodki badawcze, uniwersytety, biblioteki naukowe, muzea, organizacje pozarządowe, szpitale, przedsiębiorstwa. „Warunkiem jest posiadanie siedziby na terenie Polski – wyjaśnia prof. Błocki. – Oprócz wzmocnienia i umiędzynarodowienia swoich zespołów instytucje zyskają 20 proc. ryczałt na koszty pośrednie związane z zarządzaniem projektem”.

Jak poinformowało NCN, POLONEZ BIS, oprócz 4 465 euro miesięcznego wynagrodzenia brutto, zapewni naukowcom do 100 000 euro na realizację projektów badawczych, w tym na zatrudnienie zespołów. Uzupełnieniem grantu będą oddelegowania do instytucji pozaakademickich i atrakcyjny program szkoleniowy. Realizację programu POLONEZ BIS wesprą organizacje partnerskie: firma Careers Research and Advisory Centre, fundacja Startup HUB Poland, fundacja Kobiety Nauki – Polska Sieć Kobiet Nauki, a także Interdyscyplinarne Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego UW.

Nabór wniosków w pierwszym konkursie rozpocznie się we wrześniu 2021 roku, ale już teraz NCN zachęca do zapoznania się z warunkami programu i śledzenia swoich mediów społecznościowych. „Na bieżąco będziemy informować o przygotowaniach, udzielać odpowiedzi na pytania kandydatów, a także dzielić się rezultatami pierwszej edycji programu” – wylicza Jolanta Palowska z Działu Współpracy Międzynarodowej NCN.

Więcej informacji na temat programu POLONEZ BIS można uzyskać, pisząc na adres: polonez@ncn.gov.pl

PAP – Nauka w Polsce

Sondy do podglądania koronawirusa w komórkach

SARS-CoV-2

Polscy naukowcy opracowują sondy fluorescencyjne do precyzyjnego śledzenia w żywych komórkach dwóch enzymów koronawirusa SARS-CoV-2, kluczowych dla powielania jego cząstek i infekowania kolejnych komórek. To pozwoli szybciej i skuteczniej testować m.in. nowe leki przeciwwirusowe.

O badaniach realizowanych przez prof. Marcina Drąga z Katedry Chemii Biologicznej i Bioobrazowania Politechniki Wrocławskiej oraz prof. Daniela Gryko z Instytutu Chemii Organicznej PAN w Warszawie poinformowała w czwartek Fundacja na rzecz Nauki Polskiej.

Koronawirus SARS-CoV-2 składa się z 29 różnych białek. Wśród nich są dwa wyspecjalizowane białka, które odpowiadają m.in. za replikację wirusa – powielanie jego cząsteczek i infekowanie kolejnych komórek w organizmie zakażonej osoby. Białka te, inaczej nazywane enzymami proteolitycznymi (proteazami), noszą nazwy: SARS-CoV-2-Mpro i SARS-CoV-2-PLpro. Proteaza SARS-CoV-2-Plpro dodatkowo wpływa na działanie układu odpornościowego człowieka i blokuje mechanizm obrony organizmu przed koronawirusem.

Już wcześniej zespół prof. Marcina Drąga – jako pierwszy na świecie – w błyskawicznym tempie rozpracował oba te enzymy – przypomina FNP. Dzięki temu znamy ich budowę oraz wiemy, z jakimi związkami i w jakim miejscu każdy z nich się łączy. To z kolei umożliwia znalezienie związków, które wybiórczo blokują aktywność tych enzymów, a zatem – zatrzymujących namnażanie się wirusa. „Takie związki mogą stać się lekami zwalczającymi wirusa, nie tylko bardzo skutecznie, ale i bezpiecznie dla ludzi, gdyż hamują one wyłącznie aktywność proteaz koronawirusa SARS-CoV-2, w żaden sposób nie wpływając na aktywność enzymów człowieka” – mówi prof. Marcin Drąg, cytowany w informacji prasowej.

Kolejnym celem naukowców jest opracowanie metodologii pozwalającej na monitorowane aktywności proteaz SARS-CoV-2-Mpro i SARS-CoV-2-PLpro w komórkach organizmu człowieka. Dzięki temu można będzie prześledzić np. to, ile procent komórek zostaje zainfekowanych przez wirusa i czy leki zaprojektowane do hamowania tych enzymów faktycznie to robią, i z jaką efektywnością.

Aby osiągnąć ten cel, prof. Marcin Drąg nawiązał współpracę z prof. Danielem Gryko, ekspertem w dziedzinie barwników funkcjonalnych. Zespół prof. Gryko odkrywa barwniki fluorescencyjne nowej generacji, charakteryzujące się bardzo dużą trwałością i dużą intensywnością fluorescencji. Związki te są następnie wykorzystywane w mikroskopii fluorescencyjnej.

Nowoczesna mikroskopia fluorescencyjna pozwala z dużą rozdzielczością obrazować i badać procesy zachodzące w żywych komórkach. Do przeprowadzenia obserwacji za pomocą zaawansowanego mikroskopu fluorescencyjnego niezbędne są cząsteczki posiadające zdolność zarówno pochłaniania światła, jak i fluorescencji. Są one często nazywane fluoroforami, barwnikami lub sondami. Dołącza się je do obiektu, który ma być uwidoczniony pod mikroskopem, np. proteazy wirusowej i w ten sposób można obserwować jej działanie. Aktualnie istnieją fluorofory, które pozwalają na obrazowanie proteaz SARS-CoV-2-Mpro i SARS-CoV-2-Plpro, jednak ich czułość jest niewystarczająca do prowadzenia precyzyjnych badań.

„Idealny fluorofor, pozwalający na wizualizację proteaz wirusa SARS-CoV-2 w komórkach z dużą czułością, powinien mieć niewielki rozmiar, aby jego dołączenie do proteazy nie zakłóciło jej aktywności. Ponadto musi odznaczać się dużą intensywnością fluorescencji oraz dużą zdolnością do pochłaniania światła. Naszym zadaniem jest opracowanie nowej klasy fluoroforów, które spełniałyby wszystkie te trzy warunki jednocześnie” – wyjaśnia prof. Daniel Gryko, cytowany w prasowym komunikacie.

Naukowcy podkreślają, że celem ich wspólnych badań jest zaprojektowanie sond fluorescencyjnych do wykrywania proteaz wirusa SARS-CoV-2 oraz przetestowanie ich po to, aby jak najszybciej, tj. w czasie kilkunastu miesięcy, stały się one dostępne komercyjnie i realnie przyczyniły się do zwalczania pandemii COVID-19.

Projekt badawczy jest finansowany przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej z funduszy europejskich z programu Inteligentny Rozwój (POIR). Środki w wysokości 4 mln zł (po 2 mln zł dla każdego zespołu badawczego) zostały przyznane w wyniku tematycznego konkursu na finansowanie nowych zadań badawczych związanych z pandemią Covid-19, który przeprowadziła Fundacja na rzecz Nauki Polskiej. Łączny budżet konkursu wynosił 15 mln zł. Środki zostały przyznane na realizację 14 projektów. (PAP)

Promieniowanie z komórek nie jest szkodliwe dla zdrowia

Telefonia komórkowa

Nie ma dowodów, które potwierdziłyby, że promieniowanie z telefonów komórkowych i stacji nadawczych szkodzi zdrowiu – oświadczył podczas wideoczatu w PAP prof. Krzysztof Dołowy z Katedry Fizyki i Biofizyki Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Wideoczat poświęcony był wpływowi technologii 5G na zdrowie. Został przeprowadzony w ramach kampanii informacyjno-społecznej „5G – Infrastruktura przyszłości”.

„Były prowadzone długotrwałe badania i na zwierzętach i na ludziach i tych badań były tysiące. Stwierdzono, że nie ma żadnego dowodu na to, że takie promieniowanie, które dociera do nas ze słupów, ze stacji nadawczych, lub promieniowanie, które wysyła nasz telefon do stacji nadawczej, może szkodzić zdrowiu” – powiedział Dołowy. Profesor zwrócił uwagę, iż badania wykazały, że nie ma związku między używaniem telefonów komórkowych a chorobami.

„W przypadku telefonii – czy to będzie 5G, czy telefony poprzednich generacji – te badania mają już kilkadziesiąt lat. Nie widać żadnej niepokojącej korelacji pomiędzy używaniem telefonu a jakimikolwiek chorobami. (…) Te badania zostały zrobione bardzo przyzwoicie i populacja ludzi używających telefonu jest ogromna. Wobec tego mamy świetne statystyki i tutaj nic oczywistego nie pojawiło się” – zaznaczył.

Gość wideoczatu odpowiadał m.in. na pytania czytelników Serwisu Samorządowego PAP o związek 5G z pandemią koronawirusa oraz o wpływ nowoczesnych technologii telekomunikacyjnych na układ odpornościowy. „To nieprawda. To się zaczęło, oczywiście, od sieci przesyłowych wysokiego napięcia, które próbowano korelować z rozmaitymi chorobami. Przy czym korelacja statystyczna to nie jest dowód naukowy” – wskazał.

„Co do wpływu na koronawirusa, z którym teraz mamy do czynienia. Nie, układ odpornościowy nie jest osłabiony. Rzeczywiście, to ma pewien związek z cywilizacją, bo im bliżej będziemy ze sobą, będziemy żyli w większym zagęszczeniu, blisko zwierząt, z których niektóre wirusy mogą się przenieść na nasz organizm, tym więcej może być takich chorób. Czyli to troszkę jest zależne od cywilizacji. Ale z drugiej strony mamy takie epidemie grypy, które nawiedzają nas co 20-30 lat. (…) Niestety, takie epidemie zawsze były i teraz też będą. Nie ma to żadnego związku z promieniowaniem elektromagnetycznym” – podkreślił.

Kolejną kwestią, omawianą podczas wideoczatu były fale milimetrowe, wykorzystywane w technologii 5G. „Krótkie fale milimetrowe mają ten minus, że one się gorzej rozprzestrzeniają i muszą być gęściej nadajniki umieszczone. Teraz jedyny efekt, jaki może wywołać taka fala milimetrowa, to jest tylko ogrzewanie organizmu. Podobnie było w 2G, 3G i 4G. Teraz to ogrzewanie jest minimalne; ktoś może powiedzieć: w kuchence mikrofalowej jest potężne. Prawda, ale tutaj jest ułamek, jedna dziesięciotysięczna, czy jeszcze mniej mocy jest emitowane” – mówił Dołowy

„W telefonie komórkowym nie ugotowalibyście państwo herbaty w żaden sposób, w ogóle nie zauważylibyście państwo, że telefon komórkowy ogrzał wam herbatę. Więc tutaj efektu różnicy długości fali nie ma” – dodawał. Naukowiec odniósł się jednocześnie do mitów mówiących o wyższości internetu kablowego nad 5G.

„Kablowy internet jest oczywiście fajny. Jedynym jego ograniczeniem jest to, że jak podłączy się pięć osób w jednym mieszkaniu, to to się po prostu zatka. Nie będzie płynnie działał internet, jak jest za duże obciążenie sieci. Wiemy, że dzisiaj, w dobie koronawirusa, gdy kilkaset osób próbuje jednocześnie słuchać jakiejś lekcji, to mamy kłopot z wideo czy z głosem. To wynika z tego, że przepustowość jest za mała” – wyjaśniał.

„Stąd pomysł na 5G, żeby ta przepustowość była tysiące czy setki razy większa. Szkodliwości nie ma, a jak ktoś ma kabel, to na razie go będzie używał, póki nie zobaczy, że sąsiad może przy pomocy 5G zrobić coś, czego my nie jesteśmy w stanie zrobić na kablu” – oświadczył profesor Krzysztof Dołowy podczas wideoczatu w PAP.

Źródło: PAP

Poczucie rytmu

Dance

Zaangażowanie, poświęcenie i bezinteresowność to potrzebne cechy, aby osiągnąć spełnienie marzeń. Czy April będzie miała jakąkolwiek nadzieję na poprowadzenie swojego zespołu do zwycięstwa?  Fabuła filmu inspiruje do podążania za głosem serca.

Poczucie rytmu o amerykański komediodramat, który miał swoją premierę miał 19 czerwca 2020 w serwisie Netflix. Jego twórcą jest Elissa Down czyli australijska reżyserka, która jest znana głównie z wielu nagradzanych filmów krótkometrażowych.

Film przedstawia historię April Dibrina (Sofia Carson), dziewczyny z małego miasteczka, która marzy o zostaniu światowej sławy tancerką na Broadwayu. Po nieszczęściu zostaje umieszczona na czarnej liście społeczności tanecznej w Nowym Jorku. Dziewczyna wraca do domu w Wisconsin, tam jej pierwsza nauczycielka tańca Pani Barb (Donna Lynne Champlin) oferuje jej możliwość uczenia młodej grupę tancerzy. April początkowo kpi z okazji, ale tylko do momentu, gdy dowiaduje się, że konkurs ocenia Welly Wong (Rex Lee), potężny nowojorski producent.

To naprawdę przyjemny film wywołujący poczucie nadziei, miłości i osiągnięć a także potrzebie bezinteresowności. Fabuła jest prosta trochę przewidywalna, ale z pewnością roztopi wasze serca. To nie tylko opowieść skupiająca się na konkursie tańca jest to również podróż dorastania ambitnej, ale lekkomyślnej młodej duszy. W dzieciach i ich więzi tkwi serce filmu, tancerka uczy się życzliwości od swoich uczniów.

Mogę powiedzieć, że jest to bardzo dobry film, który inspiruje do podążania za głosem serca. Każdy z nas ma marzenia, nie rezygnujmy z nich gdy wydają nam się nierealne do spełnienia.

Sylwia Rogala

Pierwsze na świecie rozwiązania polskich uczonych neutralizujące SARS-CoV-2

Innowacyjna maseczka z kompozytową ochronną warstwą AntiVir1 i bezalkoholowy roztwór odkażający w stu procentach eliminują i neutralizują rozprzestrzenianie się koronawirusa, a także innych drobnoustrojów.  Warstwa kompozytowa maseczki blokuje przedostawanie się SARS-CoV-2 do organizmu, skutecznie go wyłapuje, zatrzymuje i hamuje dalszy rozwój, prowadząc do jego pełnej destrukcji. Jest to pierwsze tak skuteczne rozwiązanie na świecie oparte na zastosowaniu unikatowej, nowoczesnej technologii „CATCH AND KILL”.

Metoda polega na zamianie pasywnej ochrony antywirusowej na ochronę aktywną, prowadzącą do całkowitego wyeliminowania zarówno SARS-CoV-2 jak i innych chorobotwórczych ustrojów niebezpiecznych dla człowieka przenoszonych droga kropelkową. Jej twórcami są dwa wybitni polscy uczeni prof. Adam Januszko i prof. Leszek Stobiński.

Zarówno chemicznie aktywna maseczka jak i bezalkoholowy roztwór odkażający posiadają  certyfikaty CIOP i PZH i mają wręcz nieprawdopodobną skuteczność, potwierdzoną badaniami– dla maseczki wynosi ona 99,8 proc. w unicestwianiu wirusów, a dla roztworu 100 proc.

–  Wspólnie z prof. Leszkiem Stobińskim z Politechniki Warszawskiej opracowaliśmy oba rozwiązania wykorzystując naszą wiedzę i wieloletnie doświadczenie naukowe m.in. w dziedzinie nanotechnologii  – wyjaśnia prof. Adam Januszko z AWL. – Dodatkowo jako specjalista od ochrony przed skażeniami, szukając rozwiązań do walki z koronawirusem, pomyślałem o adaptacji wojskowych masek filtrosorpcyjnych, które są wykorzystywane do ochrony dróg oddechowych, oczu i twarzy przed działaniem bojowych środków trujących i biologicznych. Wzorując się na nich, stworzyliśmy  maseczkę z kompozytową ochronną warstwą AntiVir1, powstrzymującą przechodzenie przez nią drobnoustrojów, eliminując ich dalszą aktywność biologiczną. 

Stężenie kompozytu zawierającego nanostruktury jest  całkowicie bezpieczne dla ludzi i środowiska, co zostało potwierdzone certyfikatami PZH. Są to główne czynniki mające wpływ na skuteczność zastosowanej tu technologii, prowadząc do zatrzymania i ograniczenia dalszego przenoszenia drobnoustrojów chorobotwórczych typu SARS-CoV-2 i innych patogenów niebezpiecznych dla ludzi.

– Drugim sposobem na skuteczną neutralizację wirusów jest zastosowanie roztworu-kompozytu, bazującego na wodzie – kontynuuje prof. Adam Januszko. – Dezynfekcja tym roztworem polega na przeniesieniu silnych właściwości utleniających związków chemicznych i chemicznie modyfikowanych nanostruktur stałych do wody. Naniesienie na powierzchnię odkażaną opracowanego roztworu wodnego o właściwościach utleniających, skutecznie eliminuje wszelkie mikroorganizmy i ogranicza ich dalszą „ekspansję” . Chcę dodać, że skuteczność kompozytu dotyczy nie tylko SARS-CoV-2, ale także innych drobnoustrojów.

Zastosowane materiały – składniki roztworu wodnego, wykazują wysoką aktywność przeciwbakteryjna i przeciwwirusową, udokumentowane w badaniach CIOP i PZH. Opracowana technologia nie jest kosztowna i czasochłonna w przygotowaniu.

– Oba wyroby są gotowe do wprowadzenia na rynek – podsumowuje profesor. – Przed kilkoma miesiącami powstała spółka Health Protection 2020 i przystąpiła do produkcji maseczek, które eliminują i zatrzymują rozprzestrzenianie się koronawirusa oraz bezalkoholowego roztworu odkażającego pomieszczenia. Maseczki będziemy sprzedawać hurtowo za 65 gr. za sztukę. Do stłumienia pandemii  w Polsce potrzeba ogromnej produkcji. Kupiliśmy maszynę do wytwarzania maseczek. Nasza spółka może dziennie wyprodukować ich milion. Zachęcamy do podjęcia z nami współpracy dla dobra ludzi i ratowania świata przed tą pandemią. Opracowaliśmy prosty, ale niezwykle efektywny sposób, żeby rozprawić się z wirusem ostatecznie.

Opatentowanie wynalazków byłoby ryzykowne dla autorów ze względu na konieczność ujawniania wszystkich szczegółów opracowanych rozwiązań, dlatego będą udostępniać licencje na sprzedaż maseczek i odkażającego roztworu.

Jolanta Czudak

Do 30 listopada można wnioskować o zwolnienie ze składek

ZUS

Przedsiębiorcy, którzy chcą uzyskać zwolnienie z obowiązku opłacania składek na ubezpieczenie społeczne w ramach Tarczy 5.0 do 30 listopada mają czas na złożenie wniosku – przypomina Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Przedsiębiorcy mogą skorzystać ze zwolnienia z opłacania składek za lipiec, sierpień i wrzesień 2020 r. Prawo do tej formy pomocy przysługuje płatnikom sektora turystycznego, hotelarskiego, organizacji i obsługi targów, konferencji i wystaw.

„Przepisy wskazują tutaj kilka warunków. To m.in. prowadzenie działalności przed 30 czerwca 2020 r. Na dzień złożenia wniosku musi być prowadzona jako przeważająca działalność gospodarcza o PKD wskazanym w ustawie. Należy również wykazać 75-procentowy spadek przychodów z tej działalności w porównaniu z przychodami z tej działalności z tych samych miesięcy 2019 r. (porównujemy pierwszy miesiąc z wniosku o zwolnienie z tym samym miesiącem 2019 r.). Wnioski o zwolnienie można składać do końca listopada” – wyjaśnia prezes ZUS prof. Gertruda Uścińska.

W ramach tarczy 5.0 prowadzący firmy mogą wnioskować także o świadczenie postojowe. Prawo do niego uzyskają osoby prowadzące działalność jako agenci turystyczni i przewodnicy turystyczni. W przypadku agentów turystycznych warunkiem otrzymania pieniędzy (2080 zł) będzie rozpoczęcie prowadzenia działalności gospodarczej przed 1 kwietnia 2020 r.

Przedsiębiorcy, którzy chcą skorzystać ze świadczenia postojowego, muszą mieć przestój w prowadzeniu biznesu w następstwie wystąpienia COVID-19. Nie mogą też podlegać ubezpieczeniom społecznym z innego tytułu, chyba że podlegają ubezpieczeniom emerytalnym i rentowym z tytułu prowadzenia pozarolniczej działalności gospodarczej.

Nieco inne warunki muszą spełnić przewodnicy turystyczni. Ich działalność powinna mieć charakter sezonowy i w 2019 r. być wykonywana przez okres nie dłuższy niż 9 miesięcy. O pomoc mogą ubiegać się przewodnicy, którzy zawiesili działalność gospodarczą, ale po 31 sierpnia 2019 roku.

Tarcza 5.0 wprowadza również dodatkowe świadczenie postojowe. Na taką pomoc mogą liczyć prowadzący działalność gospodarczą, którzy wcześniej otrzymali postojowe. Prawo do dodatkowego świadczenia będzie przysługiwało przedsiębiorcom sektora turystycznego, hotelarskiego, organizacji i obsługi targów oraz konferencji. Chodzi m.in. o transport turystyczny, wystawianie i występowanie w przedstawieniach teatralnych, prowadzenie dyskotek, salonów gier elektronicznych, plaż i jarmarków. (PAP)

Chorzy na osteoporozę z ograniczoną pomocą

Osteoporoza

Na osteoporozę choruje w Polsce aż 2,1 mln osób, a liczba nowych przypadków rośnie. Nieleczona prowadzi do niepełnosprawności i trwałego kalectwa, a nawet śmierci. Tymczasem pandemia COVID-19 spowodowała kilkumiesięczny przestój w diagnostyce i terapii tej choroby. Dane NFZ pokazują, że liczba porad udzielonych w poradniach leczenia osteoporozy spadła w tym roku o ponad 20 proc., a wizyt w gabinetach reumatologów i ortopedów – o 1/3. Lekarze alarmują, że opóźnienia będą mieć nieodwracalne konsekwencje dla tysięcy pacjentów, i apelują do Ministerstwa Zdrowia o wdrożenie prostych rozwiązań, które odciążą system.

Osteoporoza jest chorobą szkieletu i kości, która prowadzi do częstych złamań (najczęściej kręgosłupa, kości przedramienia i szyjki kości udowej) nawet przy niewielkich urazach. Polega na rozrzedzeniu tkanki kostnej (osłabieniu struktury przestrzennej i mineralnej kości), która przez to staje się osłabiona i podatna na złamania. Dlatego osteoporozę nazywa się „złodziejem kości” albo „cichą epidemią”, ponieważ liczba zachorowań na nią szybko rośnie. Szacuje się, że do 2035 roku może zwiększyć się aż trzykrotnie.

Z danych NFZ pozyskanych przez Fundację My Pacjenci wynika, że obecnie mniej pacjentów kierowanych jest na kluczowe badanie diagnostyczne – densytometrię (spadek o 35,7 proc.), a liczba zlecanych operacji wszczepienia endoprotezy stawu biodrowego spadła o 1/3 w stosunku do ubiegłego roku.

– Osteoporoza, jak każda choroba przewlekła, wymaga stosowania się pacjenta do zaleceń lekarskich i zachowania ciągłości terapii. Nieprzestrzeganie tych zasad i brak ciągłości leczenia skutkuje bowiem wzrostem ryzyka złamań i niesprawności funkcjonalnej, a także wzrostem śmiertelności – podkreśla prof. dr hab. n. med. Ewa Marcinowska-Suchowierska, przewodnicząca Zespołu Ekspertów ds. Osteoporozy przy Narodowym Instytucie Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji.

Obecnie w grupie wiekowej 50+ na osteoporozę choruje w Polsce 2,1 mln osób, z których zdecydowaną większość (1,7 mln) stanowią kobiety. Czynnikami ryzyka, które przyspieszają rozwój choroby, są m.in. otyłość i niska aktywność fizyczna, alkohol i palenie papierosów oraz niskie spożycie wapnia w codziennej diecie. Ryzyko zachorowania wzrasta wraz z wiekiem – proces utraty tkanki łącznej zaczyna się po 30. roku życia, a u kobiet nasila w okresie menopauzy. Osteoporoza przez długi czas może nie dawać żadnych objawów i rozwijać się w ukryciu, ale nieleczona prowadzi do niepełnosprawności, kalectwa, a nawet śmierci.

– Brak leczenia osteoporozy i kontynuacji leczenia wcześniej zdiagnozowanych pacjentów może w najbliższym czasie skutkować znacznym wzrostem liczby złamań osteoporotycznych. To przełoży się z kolei na wzrost wydatków NFZ związanych z leczeniem zabiegowym i spowoduje nasilenie niepełnosprawności u starszych osób po przebytych złamaniach – wskazuje prof. dr hab. n. med. Marek Brzosko, konsultant krajowy w dziedzinie reumatologii oraz prezes zarządu głównego Polskiego Towarzystwa Reumatologicznego.

Lekarze alarmują, że te opóźnienia będą mieć nieodwracalne konsekwencje dla tysięcy pacjentów. Jak wskazują, część problemów można rozwiązać poprzez usprawnienie teleporad, aby zapewnić chorym na osteoporozę ciągłość leczenia i stosowanej farmakoterapii.

– Dziś w trakcie teleporady u specjalisty pacjenci napotykają istotny problem. Lekarz nie ma możliwości zlecenia badań diagnostycznych, co uniemożliwia zarówno kontynuację leczenia chorych, jak i wdrożenie leczenia u nowych pacjentów – mówi Magdalena Kołodziej, prezes Fundacji My Pacjenci.

Organizacje pacjenckie – wspierane przez Rzecznika Praw Pacjenta – od kilku miesięcy apelują też do resortu zdrowia o przyjęcie innego prostego rozwiązania, które pomogłoby poprawić sytuację. Chodzi o umożliwienie lekarzom specjalistom wypisywanie leków z listy „S”, czyli dla pacjentów 75+. Pod względem prawnym jest to możliwe do realizacji.

– Trudno zrozumieć, dlaczego w dobie pandemii, kiedy kontakt z lekarzem jest utrudniony, ciągle przesuwa się uruchomienie tej funkcjonalności – mówi Magdalena Kołodziej.  Fundacja My Pacjenci apeluje także o pomoc seniorom w leczeniu, o zwrócenie uwagi, dopytanie, czy osoby te biorą leki, czy mają w najbliższym czasie zaplanowane wizyty u lekarzy specjalistów, czy potrzebują pomocy w kontakcie z ochroną zdrowia.

Eksperci współpracujący z fundacją w ramach Zespołu Continuum Curatio podkreślają też, by pacjenci nie bali się kontaktu z placówkami ochrony zdrowia. Zapewniają, że badanie czy wizyta tradycyjna, jeśli tylko są możliwe, będą bezpieczne, bez ryzyka zakażenia się koronawirusem, ponieważ przychodnie i szpitale wdrożyły liczne procedury, by to zapewnić. (Newseria.pl)

Polska platforma telemedyczna dla pracodawców

Platforma telemedyczna

Eksperci Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie we współpracy z firmą Grupa casusBTL opracowali aplikację zintegrowaną z innowacyjnym systemem telemedycznym do analizy objawów zakażenia koronawirusem. W oparciu o tę platformę podmioty mogą już świadczyć kompleksowe usługi telemedyczne. Dostępne na rynku polskie rozwiązanie ma zapobiegać zakażeniom w miejscu pracy, a przez to przyczyniać się do redukcji absencji i optymalizacji kosztów w przedsiębiorstwach i instytucjach publicznych. Zdaniem ekspertów poprawi to bezpieczeństwo zdrowotne pracowników i ich bliskich.

Nawet jeden zakażony COVID-19 pracownik może szybko zarazić innych członków personelu i przez to spowodować znaczące braki kadrowe, zachwianie płynności produkcji lub świadczenia usług, a tym samym – paraliż całej firmy. Jego skutki finansowe mogą być poważnym zagrożeniem dla funkcjonowania przedsiębiorstwa, dlatego polskie firmy wdrażają wszelkie dostępne rozwiązania nakierowane na walkę z koronawirusem.

„Z transmisją COVID-19 w zakładach pracy przedsiębiorcy w Polsce próbują walczyć przede wszystkim za pomocą wypracowanych procedur bezpieczeństwa, takich jak częsta dezynfekcja, noszenie maseczek ochronnych i utrzymywanie dystansu pomiędzy pracownikami. Niestety, nie mają wpływu na moment, w którym osoba zarażona pojawia się w pracy. W podmiotach medycznych ta sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana. Z problemem zmierzył się Wojskowy Instytut Medyczny w Warszawie, tworząc oprogramowanie MKS <<COVID-19>> i zapraszając naszą firmę do współpracy w zakresie rozwoju i komercjalizacji projektu. Tak rozpoczął się kilkumiesięczny proces tworzenia platformy telemedycznej <<SYGMO for COVID-19>>” – mówi Adrian Szulczyński, prezes zarządu Grupy casusBTL.

Polskie kompleksowe rozwiązanie

„SYGMO for COVID-19” to zintegrowany system działający w oparciu o: aplikację z ankietą samokontroli, dostępną z poziomu telefonów lub komputerów pracowników, platformę telemedyczną wspierającą analizę występowania symptomów choroby zakaźnej (w tym COVID-19) oraz zespół lekarzy specjalistów medycyny zakaźnej, oceniających ryzyko zakażenia i pełniących rolę konsultantów.

„W Wojskowym Instytucie Medycznym już w pierwszych dniach pandemii COVID-19 uświadomiliśmy sobie, że podstawowym warunkiem bezpieczeństwa epidemiologicznego szpitala i utrzymania płynności jego działalności jest trafne i szybkie zidentyfikowanie osób podejrzanych o zakażenie koronawirusem – mówi płk dr hab. med. Paweł Krzesiński, kierownik Kliniki Kardiologii i Chorób Wewnętrznych Wojskowego Instytutu Medycznego i dodaje: – Prototypowa aplikacja powstała w kilka tygodni. Do dziś korzysta z niej blisko 2 tys. osób, a liczba przesłanych raportów telemedycznych przekroczyła 110 tys. Na podstawie analizy ankiety pracownicy centrum monitorującego interweniowali już ponad 100 razy. Czy było warto realizować ten projekt? Nie ma wątpliwości”.

„Zastosowane w <<SYGMO for COVID-19>> algorytmy wspierające analizę danych podlegają stałej weryfikacji i doskonaleniu w oparciu o: najnowsze wyniki badań naukowych, wytyczne postępowania, obowiązujące przepisy oraz opinie ekspertów. To pozwala stale rozwijać i skalować opracowane rozwiązanie. Co istotne, platforma może być zaimplementowana i docelowo integrowana z istniejącymi systemami, na przykład kadrowymi. Nie bez znaczenia był dla nas aspekt bezpieczeństwa, dlatego raz wprowadzone w centrum monitorowania dane nie opuszczają go” – mówi płk dr inż. Piotr Murawski, szef Oddziału Teleinformatyki Wojskowego Instytutu Medycznego, kierownik zespołu odpowiedzialnego za opracowanie technologii rozwiązania.

Pierwsze wdrożenia

Potencjał nowej platformy telemedycznej „SYGMO for COVID-19” wykorzystuje już Centrum Nowoczesnej Medycyny Enterna Medica, które w oparciu o własne Centrum Telemedycyny i Telemonitoringu wprowadziło na rynek abonamentową usługę wsparcia przedsiębiorstw i instytucji w zminimalizowaniu ryzyka rozprzestrzenienia się chorób wirusowych w zakładach pracy. Przedsiębiorstwo lub instytucja publiczna może wykupić określoną liczbę abonamentów usługi medycznej „SYGMO for COVID-19” dla swoich pracowników. Personel otrzymuje instrukcje do instalacji aplikacji wraz z unikalnymi danymi do logowania.

Jak zaznaczają przedstawiciele Enterna Medica, w realiach ograniczonego dostępu do konsultacji w stacjonarnych placówkach ochrony zdrowia rozwiązania z zakresu telemedycyny ułatwiają uzyskanie porady i kontakt z lekarzem. Zapotrzebowania na zdalne teleporady w skali masowej nie przewidziały ani państwowe systemy opieki zdrowotnej, ani sieciowe spółki prywatne, dlatego innowacyjne rozwiązania telemedyczne są dziś zdaniem przedsiębiorców chętnie implementowane na rynku.

„System ochrony przed transmisją koronawirusa działa w oparciu o codzienny wywiad epidemiologiczny z pracownikami, jego weryfikację przez konsultantów-lekarzy oraz schemat zaleceń w przypadku wystąpienia niepokojących symptomów. W razie podejrzenia infekcji COVID-19 pracownik zostanie skierowany na konsultacje z lekarzem specjalistą medycyny rodzinnej lub najbliższą stacją sanitarno-epidemiologiczną. Aplikację wyróżnia szeroki zakres analizowanych danych, w tym potencjalnych symptomów infekcji. To ważne, ponieważ sama wartość temperatury ciała nie jest miarodajna dla oceny ryzyka zakażenia. Aby właściwie ocenić potencjalne zagrożenie, trzeba wziąć pod uwagę znacznie więcej zmiennych. Jeśli wskazania algorytmu analizującego wiele czynników dodatkowo weryfikuje wykwalifikowany medycznie konsultant, poziom bezpieczeństwa dodatkowo wzrasta” – wyjaśnia prof. dr hab. n.med. Zbigniew Kalarus, członek zarządu Enterna Medica Centrum Nowoczesnej Medycyny.

„W niezwykle trudnym czasie pandemii COVID-19 chcieliśmy dać przedsiębiorcom i instytucjom narzędzie pozwalające im skutecznie chronić zdrowie pracowników oraz strategiczne zasoby firmy. Większe poczucie bezpieczeństwa personelu przekłada się bezpośrednio na kondycję przedsiębiorstwa, także finansową. W okresie pandemii i spodziewanej recesji właściciele firm liczą co prawda każdą złotówkę, jednak z naszych obserwacji wynika, że nie są skłonni do oszczędności na zdrowiu personelu. Słusznie wierzą, że dobra kondycja pracowników to większa płynność pracy i środków finansowych, dlatego poszukują skutecznych i kompleksowych rozwiązań, które pomogą im ochronić przed skutkami epidemii personel i całe przedsiębiorstwo” – dodaje Adrian Szulczyński.

Holistyczna strategia ochrony

Jak podkreślają twórcy rozwiązania, zaletą usługi oferowanej w oparciu o „SYGMO for COVID-19” jest holistyczne podejście do problemu ochrony przed chorobami zakaźnymi. Kwestionariusz, poza pytaniami o typowe dolegliwości i objawy, zawiera dodatkowo pytania epidemiologiczne, które umożliwiają wczesną identyfikację osób zakażonych. Choć przebieg infekcji SARS-CoV-2 może być bezobjawowy, to dane medyczne jednoznacznie wskazują, że liczba wirionów (cząstek wirusa) w materiale z nosogardła jest zdecydowanie większa u chorych objawowych, a ich propagacja (namnażanie się) jest największa w ciągu pierwszych pięciu dni od pojawienia się objawów. Choć obecnie brak całkowicie pewnych metod służących zapobieganiu szerzenia się epidemii, zdaniem ekspertów polskie rozwiązanie umożliwia systematyczne podejście do problemu. W opinii klinicystów to kluczowe dla skutecznego zapobiegania rozprzestrzeniania się infekcji.

„Popularne w przedsiębiorstwach abonamenty medyczne oferowane pracownikom w formie tak zwanych benefitów nie uwzględniały wydarzenia takiego jak epidemia i konieczności istnienia kompleksowego systemu opartego na: wywiadzie, weryfikacji, specjalistycznej konsultacji i profesjonalnych zaleceniach lekarskich dla ochrony przed rozprzestrzenianiem się chorób zakaźnych. Tymczasem podobne rozwiązanie jest niezbędne, i to zarówno ze względu na prognozy dotyczące COVID-19, który może stanowić istotne zagrożenie dla zdrowia publicznego jeszcze przez wiele miesięcy, jak i na inne, potencjalnie nie mniej groźne infekcje wirusowe” – podkreśla dr hab. n.med. Włodzimierz Mazur, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, konsultant medyczny projektu „SYGMO for COVID-19”.

Więcej informacji o rozwiązaniu jest dostępnych na stronie: http://enterna-medica.pl/uslugi_medyczne/sygmo.

Przegląd terapii covidowych

Eksperci

Najnowsze wyniki badań oraz ich wpływ na dalsze leczenie chorych z COVID-19 omówione zostały podczas  kolejnego spotkania krajowych ekspertów, zwołanego przez prezesa Agencji Badań Medycznych dr Radosław Sierpiński w porozumieniu z ministrem zdrowia dr Adamem Niedzielskim. Jego celem jest monitorowanie obecnej sytuacji dotyczącej skuteczności leczenia pacjentów zakażonych wirusem.

 W spotkaniu uczestniczyli: prof. Andrzej Horban – główny doradca premiera do spraw COVID-19, prof. Krzysztof Tomasiewicz –  kierownik Katedry i Kliniki Chorób Zakaźnych UM w Lublinie oraz prof. Robert Flisiak – prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych.  

W ramach dyskusji prof. Krzysztof Tomasiewicz, odniósł się do badania zaprezentowanego na łamach „New England Journal of Medicine„, które jak podkreślił wpisuje się w nurt prac, które jednoznacznie nie rozstrzygają o skuteczności wykorzystania osocza ozdrowieńców w leczeniu chorych zakażonych wirusem SARS-CoV-2. Osocze, podawane w ramach badania dr Ventura Simononovich’a charakteryzowało się dużą rozbieżnością przeciwciał, co może mieć znaczący wpływ na wyniki końcowe. Ponadto, analiza statystyczna, oparta na tak małej grupie uczestników może prowadzić do niedoskonałych wniosków.

W podobnym tonie, najnowsze doniesienia skomentował prof. Robert Flisiak, – dotychczas wszystkie publikacje dotyczące wykorzystania osocza ozdrowieńców w leczeniu chorych z COVID-19 nie dawały stuprocentowego potwierdzenia, ale też nie zanegowały z całą pewnością skuteczności wykorzystywania tej terapii, w związku z czym publikacja argentyńskich badaczy nie dodaje merytorycznie nic nowego. Jednocześnie prof. Flisiak podkreśla istotę wspomagającego podania osocza u pacjentów we właściwym momencie terapii. Wyniki te potwierdzają wnioski z rejestru SARS-ter, prowadzonego przez Polskie Towarzystwo Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych, które ma szansę uzyskać dofinansowanie Agencji Badań Medycznych i może stanowić krajowy rejestr terapii covidowych w Polsce.

Na ostateczne wyniki badań, które będą w stanie z całą pewnością potwierdzić skuteczność wykorzystania osocza ozdrowieńców w leczeniu COVID-19 lub jej brak będziemy musieli jeszcze poczekać – komentuje prof. Andrzej Horban.

Jak podsumowali zgodnie zebrani eksperci, leczenie remdesivirem i osoczem ozdrowieńców nadal wydają się metodami, które powinny być uwzględnione w standardzie leczenia COVID-19, przy jednoczesnej bieżącej weryfikacji badań w tym zakresie. MS

Strategia farmaceutyczna dla Europy

Krzysztof Kopeć

Komisja Europejska przyjęła 25 listopada br. strategię farmaceutyczną dla Europy.  Dzięki niej Unia Europejska ma zyskać zdolność zaspokajania zapotrzebowania na leki, również w czasach kryzysu. – Mamy nadzieję, że będzie to także bodziec do rozwoju przemysłu farmaceutycznego w Polsce  – mówi Krzysztof Kopeć, prezes PZPPF.

Jak podkreśla Medicines for Europe – europejska organizacja zrzeszająca producentów leków, realizacja strategii musi nadać priorytet polityce dotyczącej leków generycznych, a także biologicznych konkurujących na rynku. Stanowią one bowiem 70 proc. farmaceutyków przepisywanych w Europie, które są potrzebne pacjentom każdego dnia. Leki te ułatwiają też leczenie chorych na COVID-19 w szpitalnych oddziałach.

Miejsce Polski w europejskiej strategii

Zgodnie z zapisami tego dokumentu, budowanie strategicznej autonomii UE w dziedzinie leków wymaga dywersyfikacji łańcuchów produkcji i dostaw leków, zapewnienia strategicznych rezerw oraz wspieranie produkcji farmaceutycznej i inwestycji w Europie. – Polska ma potencjał, aby rozwijać produkcję substancji czynnych i leków u siebie. Dzięki wyszkolonej i doświadczonej kadrze, a także istniejącej infrastrukturze możemy rozwijać nasz przemysł farmaceutyczny. Dlatego wierzymy, że Rząd będzie zabiegał, aby rola Polski w europejskiej strategii farmaceutycznej była znacząca – mówi Krzysztof Kopeć, prezes PZPPF Krajowi Producenci Leków.

Potrzebny jest dialog

Realizacja Strategii farmaceutycznej dla Europy obejmuje ambitny plan działań ustawodawczych i nieustawodawczych, które zostaną zainicjowane w nadchodzących latach. Przewiduje też zainicjowanie usystematyzowanego dialogu ze wszystkimi podmiotami z branży farmaceutycznej i organami publicznymi w celu określenia słabych punktów w globalnym łańcuchu dostaw leków krytycznych. Krajowi producenci mają nadzieję, że nasz resort zdrowia taki dialog będzie z nimi prowadził. – Dla nas ważna jest stabilność cen naszych leków, a o tym decyduje resort  zdrowia. Tylko to pozwoli nam realizować długoterminowe inwestycje – tłumaczy Krzysztof Kopeć.

Produkcja bardziej ekologiczna

Strategia zakłada też promowanie bardziej ekologicznej produkcji leków i substancji czynnych oraz ich utylizacji z poszanowaniem środowiska. – Wytwarzanie leków i ich składników w Europie ze względu na koszty pracy, energii i wymogi ochrony środowiska jest droższe niż w Azji. Potrzebne są więc systemowe rozwiązania chroniące rynek wewnętrzny UE oraz pacjentów przed ograniczeniem dostępności farmakoterapii ze względu na wzrost cen leków. Konieczne będą też zachęty dla wytwórców decydujących się na zwiększenie produkcji w Europie. Firma realizująca takie kapitałochłonne inwestycje musi mieć gwarancję zbytu i ceny – tłumaczy Krzysztof Kopeć.

Absorbcja środków pomocowych wymaga przewidywalne polityki cenowej

Strategia farmaceutyczna jest powiązana z Nową Strategią Przemysłową dla Europy, programem Europejski Zielony Ład oraz unijnym Funduszem Odbudowy (po koronakryzysie), a to oznacza, że będzie miała wpływ na podział środków związanych z tymi działaniami. – Europejski Instrument Odbudowy (Recovery and Resilience Facility – RRF)  przewiduje 750 mld euro pomocy dla państw członkowskich. Polska jest czwartym co do wielkości beneficjentem tego programu. Nasz kraj ma otrzymać 23,1 mld euro w postaci bezzwrotnych grantów oraz 34,2 mld euro w formie ewentualnych pożyczek. Ważnym jest aby krajowe firmy, które zdecydują się na inwestycje wspomagane tymi środkami mogły też liczyć na racjonalną politykę cenową resortu zdrowia. Tylko to zagwarantuje, że poczynione inwestycje przyczynią się do rozwoju przemysłu farmaceutycznego w Polsce i zapewnią wzrost gospodarczy naszego kraju – mówi Grzegorz Rychwalski, wiceprezes PZPPF Krajowi Producenci Leków. 

Strategia zostanie omówiona na szczeblu politycznym na posiedzeniu Rady EPSCO 2 grudnia 2020 r. 

Komunikat PZPPF

Ostatnie artykuły

Pomerania

Pomerania zakończyła montaż 29 turbin

Budowa farmy wiatrowej na Pomorzu, należącej do międzynarodowej grupy energetycznej Ignitis Group, osiągnęła znaczący etap rozwoju. Ostatnia turbina wiatrowa została zainstalowana pod...
dr Mariusz Blewniewski

Na nietrzymanie moczu cierpi kilka milionów Polaków

W Polsce żyje 2–3 mln osób z zespołem pęcherza nadreaktywnego. W Europie z powodu tej choroby cierpi blisko 50 mln pacjentów. OAB...
Małgorzata Pacholec

Interdyscyplinarne podejście do leczenia chorób oczu

Choroby oczu dotykają coraz więcej osób. Jaskra, zaćma - to te najczęściej występujące, ale nie należy zapominać także o całej gamie schorzeń...
webinar

Wzajemne wsparcie w badaniach i wdrożeniach

Porozumienie  o współpracy zawarte pomiędzy Agencją Badań Medycznych i Narodowym Centrum Nauki stworzy nowe możliwości realizacji wspólnych projektów zespołom badawczym.  Dokument podpisany...
prof. Robert Rejdak

Europejskie rekomendacje gwarantują bezpieczeństwo epidemiologiczne zabiegów okulistycznych

Właśnie został wydrukowany artykuł naukowy autorstwa 13 okulistów z międzynarodowej grupy EUROCOVCAT, który ukazał się w prestiżowym piśmie naukowym Diagnostics o...