Cyfrowa transformacja ułatwia dostęp do usług medycznych

Transformcja cyfrowa usług medycznych

Rozwiązania informatyczne w chmurze odgrywają coraz większą rolę w funkcjonowaniu jednostek ochrony zdrowia. Usprawniają pracę lekarzy i poprawiają jakość obsługi pacjentów. Przykładem placówki medycznej, która z powodzeniem wykorzystuje technologię cloud computing jest Sanatorium Uzdrowiskowe MSWiA w Sopocie. Decyzja o wdrożeniu chmury była tu podyktowana chęcią stworzenia środowiska umożliwiającego opracowywanie, przechowywanie, indeksowanie i udostępnianie elektronicznej dokumentacji medycznej (EDM).

– Dzięki temu personel medyczny oszczędza czas, który może przeznaczyć na leczenie pacjentów, co w dłuższej perspektywie przekłada się na zmniejszenie kolejek do sanatorium – mówi Agnieszka Kowalczyk, dyrektor SP ZOZ Sanatorium Uzdrowiskowego MSWiA w Sopocie. – W ciągu pierwszego roku Sanatorium MSWiA w Sopocie przetworzyło ponad 410 tys. zdarzeń medycznych. Każdego miesiąca indeksowanych jest ponad 500 dokumentów. Od rozpoczęcia projektu wysłano i zaktualizowano ponad 4600 indeksów.

Jak podaje Ministerstwo Zdrowia w 2023 r. nakłady na ochronę zdrowia zaplanowane zostały na kwotę 157,3 mld zł, czyli 6 proc. PKB. Część z tych środków zostanie przeznaczona na wdrożenie narzędzi cyfrowych. Ułatwiają one pracę personelowi medycznemu, usprawniają zarządzanie placówkami, a także poprawiają dostęp do usług. W Polsce wiele jednostek ochrony zdrowia z powodzeniem przeszło już cyfrową transformację. Jedną z nich jest właśnie Sanatorium Uzdrowiskowe MSWiA w Sopocie, które od roku korzysta z rozwiązań chmurowych dostarczanych przez Krajowego Operatora Chmury Medycznej (Chmura dla zdrowia) – spółkę powołaną przez Asseco Poland i Chmurę Krajową.

Ogromną bolączką polskiej ochrony zdrowia są długie kolejki do sanatoriów. Czas oczekiwania na leczenie uzdrowiskowe wynosi kilkanaście miesięcy, a w przypadku niektórych placówek nawet kilka lat. Powikłania po przebyciu COVID-19 sprawiają, że liczba osób chętnych do kontynuacji leczenia szpitalnego lub ambulatoryjnego wzrosła. Ministerstwo Zdrowia ogłosiło w tym roku projekt zmian mających na celu zwiększenie dostępu do sanatoriów i premiowanie placówek, które świadczą lepsze usługi. To pacjent, a nie jak wcześniej lekarz, będzie mógł wybrać, gdzie chce się leczyć. Jak zauważają eksperci z Asseco, ważną rolę w zwiększeniu konkurencyjności będą odgrywały narzędzia informatyczne w chmurze, które ułatwiają zarządzanie jednostką ochrony zdrowia.

Bezpieczeństwo danych wrażliwych ma kluczowe znaczenie w służbie zdrowia. Ich właściwa ochrona wymaga zatrudnienia wysoce wykwalifikowanych specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa, co wiąże się z potrzebą zabezpieczenia środków na ten cel w budżecie placówki medycznej.

Lidia Roman

Salon optyczny dla dzieci jak z bajki

Małgorzata Zarzycka

Pełno w nim zabawek i różnych atrakcji, które odwracają uwagę dzieci od faktycznego  celu wizyty w salonie optycznym przy Trakcie Brzeskim 58C w Warszawie.  Pomieszczenie przypomina raczej bajkowy plac zabaw, niż miejsce diagnostyczno-terapeutyczne, w którym specjaliści badają wzrok najmłodszym pacjentom. W trzech doskonale  wyposażonych  gabinetach mogą przyjmować jednocześnie: okulista, optometrysta i ortoptysta. Na piętrze jest galeria dla dorosłych z modowymi oprawkami, a na parterze dla małych pacjentów.

Zawsze dobierzemy  dla każdego dziecka designerskie okulary spośród 5 tys. modeli oprawek dostępnych  w naszej kolekcji i 7 tys. dla dorosłych, zapewnia Małgorzata Zarzycka, która oprowadza mnie po Galerii Optycznej.

Idea utworzenie tak uniwersalnego salonu diagnostyczno-terapeutycznego była państwa zamierzeniem od początku, czy pojawiła się w trakcie działalności biznesowej?

Zaczynaliśmy od działalności biznesowej i sprzedaży markowych oprawek do okularów najbardziej znanych, światowych producentów. Firma powstała w 2011 roku, a 5 lat później postanowiliśmy zrobić coś wyjątkowego dla ludzi w zakresie optyki. Najpierw dla dorosłych, którzy mogli u nas korzystać z usług optometryty i badać sobie wzrok przy użyciu bardzo nowoczesnej aparatury oraz dokonywać doboru szkieł i oprawek spośród bardzo bogatej oferty. Z czasem, kiedy zauważyliśmy jak duże problemy ze wzrokiem mają nawet najmłodsze dzieci uznaliśmy, że należy je także objąć profesjonalnym zakresem naszych usług. I tak zrodził się pomysł stworzenia salonu diagnostyczno-terapeutycznego dla najmłodszych pacjentów, który otworzyliśmy uroczyście w tym roku z okazji Dnia Dziecka.

Impreza była połączona z promocją kompleksowych usług, adresowanych dla najmłodszych pacjentów?

Takie było założenie. Zapewniliśmy dzieciom dużą dawkę różnorodnych atrakcji, żeby zapamiętały to miejsce  i chętnie do niego wracały z rodzicami na badania.  I tak się stało, bo kojarzą nas z wielobarwnym światem bajek  i postaci z komiksów. Bez jakichkolwiek obaw i stresów poddają się badaniom wzroku, zaabsorbowane kolorowym otoczeniem i zabawkami, które się tu znajdują. Nie ma tu osób w białych fartuchach, nikt im nie wpuszcza do oczu kropli,  dlatego czują się u nas bardzo swobodnie, jak u siebie w domu. Specjaliści to wykorzystują, żeby  przeprowadzić im kompleksowe badania wzroku.  Czasem rodzice mają nawet problem, żeby zabrać stąd swoje pociechy, bo tak im się u nas podoba.  Zależało nam, żeby tu stworzyć  dla dzieci taką miłą atmosferę, sprzyjającą wizycie u specjalisty  i  nasi klienci potwierdzają, że to się nam w pełni udało.

Jakim badaniom poddawane są dzieci w państwa salonie diagnostyczno-terapeutycznym?

Badamy z reguły widzenie obuoczne u dzieci, czyli jak oczy współpracują ze sobą, przy tworzeniu widzenia trójwymiarowego. To jest bardzo istotne, żeby widzieć pojedynczo, ostro i trójwymiarowo. Korzystamy z wysokiej klasy elektronicznych urządzeń diagnostycznych i sprzętu optycznego, dzięki którym możemy to precyzyjnie ustalić. W badaniu okulistyczno-optometrycznym kontrolowane są funkcje wzrokowe oraz wewnętrzne struktury oka. Przeprowadzamy w gabinecie szereg testów, które pozwalają ocenić czy pacjent nie ma żadnych zaburzeń przy patrzeniu z daleka i z bliska. Dzieci reagują na badanie optometryczne i ortoptyczne raczej entuzjastycznie, ponieważ polega to na oglądaniu różnego rodzaju obrazków i opowiadaniu tego co się tam widzi. Wiadomo bowiem,  że maluchy nie znają jeszcze liter, dlatego metoda musi być dostosowana do ich poziomu wiedzy i rozwoju. Te badania są nieinwazyjne, niestresujące dlatego dzieci bardzo szybko i chętnie się otwierają i współpracują z osobą, która je przeprowadza. W przypadku wykrycia nieprawidłowości zarówno  małym jak i dorosłym pacjentom rekomendowana jest indywidualna terapia widzenia albo kierujemy ich do specjalisty w danej dziedzinie. 

Jak długo trwa takie badanie wzroku?

Badanie w zależności od wieku dziecka i jego koncentracji trwa od pół godziny do ok. 60 minut. Pozwala to na dokładne ustalenie ewentualnych zaburzeń zęzowych, krótkowzroczności czy dalekowzroczności (nadwzroczności) u małego pacjenta. Przy krótkowzroczności mamy do czynienia z sytuacją, gdy dziecko nie widzi wyraźnie przedmiotów znajdujących się z daleka. Przy nadwzroczności nie widzi natomiast przedmiotów położonych zarówno daleko, jak i blisko. W jednym i drugim przypadku zalecane jest stosowanie okularów korekcyjnych, których zadaniem jest skorygowanie istniejącej wady wzroku. Wyniki badań są natychmiastowe. Rodzice dostają informację czy dziecko ma zeza lub inną dolegliwość i z jakimi specjalistami należy się skontaktować w celu dalszego leczenia. Niezdiagnozowane i nieskorygowane wady wzroku mogą mieć swoje konsekwencje w problemach z nauką i koncentracją, mogą być przyczyną dalszych zaburzeń takich jak dysgrafia czy dysleksja.

Na czym polega indywidualna terapia widzenia, stosowana w państwa salonie diagnostyczno-terapeutycznym?

Terapia widzenia jest to nadzorowany przez specjalistę, indywidualny program ćwiczeń wzrokowych. Nasze gabinety wyposażyliśmy w urządzenia specjalistyczne, które umożliwiają ich prowadzenie. Dzięki odpowiednim ćwiczeniom, można usprawnić narząd wzroku,  poprzez udoskonalenie funkcji wzrokowych, a tym samym uzyskać lepsze wyniki w procesie widzenia u danej osoby. W przypadku wykrycia nieprawidłowości związanych z akomodacją, czyli zdolnością oka do ustawiania ostrości na różną odległość, bądź widzeniem obuocznym, oferujemy ułożenie indywidualnie zaplanowanej terapii, mającej na celu poprawę koordynacji i współpracy pomiędzy oczami. Rehabilitacja widzenia skierowana jest nie tylko do dzieci, ale do osób w każdym wieku. Długość i efektywność trwania takiej terapii uzależniona natomiast od stopnia zaburzeń widzenia i wieku, w którym została wykryta nieprawidłowość.  

Kto częściej korzysta z państwa usług – dorośli czy dzieci?

Jedni i drudzy chętnie  korzystają z naszych usług. Rodzice przychodzą do nas z dziećmi i  sami również badają sobie wzrok, bo  jest to bardzo ważne dla każdego. Niezwykle istotne jest to w pierwszych latach życia dziecka, ponieważ zaburzenie nierozpoznane, a co za tym idzie nieleczona wada, może doprowadzić do zeza lub niedowidzenia. Profilaktyczne badania dzieci mają więc kluczowe znaczenie dla jakości widzenia w dorosłym życiu. Przy zakupie okularów te usługi są u nas darmowe. Mamy ogromny wybór oprawek zarówno dla dorosłych jaki dla dzieci, inspirowanych postaciami z bajek, dlatego klienci chętnie nas odwiedzają. Stale mamy jakieś nowości i modele odpowiadające najnowszym trendom. Podczas tych wizyt można więc połączyć przyjemne z pożytecznym, a co najważniejsze zadbać o dobry wzrok i oczy, bo na miejscu mamy właściwych do tego specjalistów. 

Rozmawiała Jolanta Czudak

KRASP za włączeniem kobiet w prace Rady ds. Szkolnictwa Wyższego, Nauki i Innowacji

Przedstawiciele Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, powołani do Rady ds. Szkolnictwa Wyższego, Nauki i Innowacji zgłosili Kancelarii Prezydenta konieczność włączenia kobiet w prace tej rady – poinformował KRASP.

Prezydent Andrzej Duda we wtorek w Pałacu Prezydenckim powołał Radę ds. Szkolnictwa Wyższego, Nauki i Innowacji. To dziewiąta rada powstała w ramach Narodowej Rady Rozwoju. Wraz z prezydentem liczy 18 członków, wszyscy to mężczyźni.

„Rektorzy Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, Uniwersytetu Warszawskiego, Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie i Szkoły Głównej Handlowej zostali powołani przez prezydenta w skład Rady ds. Szkolnictwa Wyższego, Nauki i Innowacji. Tuż po nominacji przedstawiciele KRASP zgłosili Kancelarii Prezydenta konieczność włączenia kobiet w prace rady” – głosi wpis opublikowany w piątek na Twitterze przez Konferencję Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP).

Do zadań Rady ds. Szkolnictwa Wyższego, Nauki i Innowacji należy m.in. przygotowywanie opinii i ekspertyz dla prezydenta RP; identyfikowanie aktualnych problemów w zakresie szkolnictwa wyższego, nauki i innowacji oraz dokonywanie analizy zidentyfikowanych problemów; przegląd i analiza rozwiązań prawnych oraz opracowywanie założeń i projektów prezydenckich inicjatyw legislacyjnych dotyczących szkolnictwa wyższego, nauki i innowacji.

Rada ma także wspierać działania prezydenta związane ze szkolnictwem wyższym, nauką i innowacją; tworzyć forum debaty i dialogu w tym zakresie; promować działania i inicjatywy służące innowacyjności w nauce i gospodarce.

Nauka w Polsce, Danuta Starzyńska-Rosiecka

Polski patent na wykrywanie genetycznej predyspozycji do agresywnego raka piersi

prof. Andrzej Pławski
Prof. Andrzej Pławski kierownik Innowacyjnego Centrum Medycznego Instytutu Genetyki Człowieka PAN w Poznaniu

Poznańscy naukowcy opatentowali metodę wykrywania genetycznej predyspozycji do agresywnego nowotworu raka piersi. Dokonali tego: prof. Andrzej Pławski oraz inż. Emilia Lis-Tanaś z Innowacyjnego Centrum Medycznego Instytutu Genetyki Człowieka PAN w Poznaniu. Obecnie 5-10 proc. zachorowań na nowotwory piersi związane jest z predyspozycjami genetycznymi.

Urząd Patentowy RP wydał decyzję o udzieleniu patentu na rzecz Instytutu Genetyki Człowieka PAN na wynalazek pt.: „Sposób i zestaw diagnostyczny do wykrywania wariantów genów RECQL i PALB2 u polskich pacjentek z nowotworem piersi”.

Poznańscy specjaliści zapewniają w informacji przekazanej PAP, że opatentowany wynalazek posłuży do szybkiego i precyzyjnego wykrywania najczęstszych mutacji punktowych w genach RECQL i PALB2. Zmiany w tych genach wywołują wyjątkowo agresywną postać nowotworu piersi ze złym rokowaniem oraz zachorowaniem w bardzo młodym wieku. Najczęstsze mutacje tych dwóch genów w populacji europejskiej to trzy mutacje punktowe c.1667_1667+3delAGTA w genie RECQL oraz c.509_510delGA i c.172_175delTTGT w genie PALB2 oraz delecja eksonu 9 genu PALB2.

Wykrywanie jednoczesne mutacji punktowych oraz zmian obejmujących większe fragmenty DNA sprawia problemy diagnostyczne, ponieważ wymaga użycia kosztownych i pracochłonnych analiz. Opracowana w Instytucie Genetyki Człowieka PAN metoda wykrywania tych mutacji opiera się na zastosowaniu nowatorskiej metody C-HRM (comparative‑high resolution melting) – jednoczesnego wykrywania mutacji punktowych i mutacji typu zmiana liczby kopii. Metodę tę w 2014 r. opracował i opublikował zespół prof. Pławskiego.

Zdaniem specjalisty rozpoznanie genetycznego podłoża wystąpienia raka piersi, ale nie tylko, również raka prostaty czy jajnika, jest istotne dla zastosowania właściwej terapii. „Nosicielstwo mutacji w genach związanych z naprawą uszkodzeń DNA jest istotne dla profilaktyki i podjęcia właściwego leczenia. Reakcja na leczenie nosicielek mutacji jest zupełnie inna niż w przypadku nowotworów występujących sporadycznie bez mutacji w genach naprawy uszkodzeń DNA” – zaznacza prof. Andrzej Pławski, cytowany w prasowym komunikacie.

Z tego względu – wyjaśnia specjalista – szybka metoda identyfikacji najczęstszych mutacji w genach naprawy uszkodzeń DNA daje większe możliwości poprawienia skuteczności leczenia takich nowotworów. „Mutacje genów RECQL i PALB2 mogą występować u ok. 1 proc. pacjentek z rakiem piersi i są to zwykle przypadki z wcześniejszym wiekiem zachorowania i gorszym rokowaniem” – zwraca uwagę kierownik Innowacyjnego Centrum Medycznego przy Instytucie Genetyki Człowieka PAN.

PAP – Nauka w Polsce

29 listopada – I Ogólnopolska Konferencja Robotyczna w Warszawie

Konsorcjum Chirurgii Robotycznej od dwóch lat aktywnie wspiera w Polsce rozwój robotyki w chirurgii mikroinwazyjnej. Podczas I Ogólnopolskiej Konferencji Robotycznej  29 listopada w Warszawie transmitowany będzie przebieg zabiegu bezpośrednio z Bloku Operacyjnego.

Uwaga skoncentrowana będzie na możliwościach robotyki w chirurgii jamy brzusznej. Zabieg resekcji głowy trzustki – przeprowadzony i omawiany  zostanie w czasie rzeczywistym przez prof. dr hab. n. med. Marka Durlika, z Polskiej Akademii Nauk.

W czasie konferencji prezentowane będą systemy robotyczne w Polsce i na świecie oraz nowatorskie dokonania tego typu w gastroenterologii. Uczestnikom przedstawione zostaną  również najnowsze wytyczne Europejskiego Urologicznego Stowarzyszenia Robotycznego (ERUS) dotyczące kształcenia chirurgów.

Deweloperzy spowalniają budowę nowych mieszkań

Do budowy nieco ponad 7 tys. nowych mieszkań przystąpili w październiku deweloperzy. To kolejny miesiąc z rzędu, kiedy ten wskaźnik spada. W sumie od początku roku deweloperzy rozpoczęli budowę 100 tys. nowych lokali. To prawie 1/3 mniej niż jeszcze rok wcześniej. Taki stan rzeczy może być jednak dobrą informacją dla osób inwestujących w nieruchomości.

O ile liczba spadających budów może wskazywać na spowolnienie w branży i prawdopodobne kłopoty części deweloperów, to jak to zwykle w gospodarce, ktoś inny od razu ten niedobór wykorzysta. Nie musi to też oznaczać kryzysu. Na przełomie 2008/2009, czyli w okresie kryzysu finansowego, liczba nowo rozpoczynanych budów spadła o połowę. Teraz spadki sięgają 30-35%. Są miasta, jak Rzeszów czy Radom, gdzie liczba nowych budów rośnie.

Spadająca zdolność kredytowa powoduje, że mieszkań sprzedaje się zdecydowanie mniej. Właśnie dlatego spora cześć branży deweloperskiej wstrzymuje budowy. Co nie oznacza, że rezygnuje całkowicie z inwestycji. Nie można bowiem zapominać, że etap budowy jest poprzedzony zakupem nieruchomości, uzgodnieniami i wreszcie koniecznością spełnienia wielu formalności. Zamiast zaczynać budowy, deweloper może negocjować zakup gruntów pod przyszłe inwestycje.

Największe miasta, w których popyt na nieruchomości mieszkaniowe zawsze jest największy, najszybciej doświadczają skutków spowolnienia. Tymczasem inwestycje deweloperskie realizowane w mniejszych miastach cały czas bronią się przed spadkami sprzedaży. W pierwszym półroczu tego roku wyraźnie zwiększyło się zainteresowanie budowaniem w miastach powiatowych. To zasługa upowszechnienia się pracy zdalnej, ale też i tego, że mieszkania w mniejszych miejscowościach są po prostu tańsze. Kupienie nieruchomości w największych metropoliach, szczególnie na kredyt, może być wyjątkowo trudne. Z danych GUS wynika, że w 18 z 66 miast na prawach powiatu nie widać spowolnienia aktywności deweloperskiej – mówi Michał Sapota, prezes Heritage Real Estate Investment Trust.

Jaką perspektywę powinni przyjąć ci, którzy w nieruchomości inwestują? Krótkotrwałe spadki cen w największych miastach albo wyhamowanie wzrostów może sprawić, że lokale będą interesujące z perspektywy inwestorów. Wszystko dlatego, że za około dwa lata, gdy sytuacja gospodarcza ustabilizuje się, liczba dostępnych nowych nieruchomości w największych miastach będzie niższa. Może to spowodować większe zainteresowanie najmem, co oznacza, że osoby lub firmy z kapitałem – przede wszystkim gotówkowym – będą mieć szansę na zwiększenie zyskowności. Już teraz warto poszerzać więc swój portfel nieruchomości na wynajem. Gdy sytuacja na rynku kredytów ulegnie poprawie i zwiększy się zainteresowanie ze strony kupujących, mieszkań na sprzedaż nie będzie wiele.

Kolejnym krokiem będzie więc wzrost cen. Ci, którzy nie zdecydują się na zakup, będą musieli je wynająć. I właśnie dlatego najbliższe miesiące będą najlepszym czasem na zakup nieruchomości inwestycyjnie. Warto też już teraz zainteresować się mieszkaniami na przedmieściach dużych aglomeracji, aby utrzymać wartość pieniądza w czasie.

Bartosz Sosnówka

29 listopada – konferencja PIE o efektywności energetycznej w Katowicach

Działania na rzecz efektywności energetycznej i energooszczędności są szczególnie ważne w aktualnej sytuacji na rynku energii. Problematyce tej poświęcona jest konferencja organizowana przez Polską Izbę Ekologii  we współpracy z Fundacją na rzecz Efektywnego Wykorzystania Energii oraz Instytutem Technologii Paliw i Energii, która rozpoczyna się o godzinie 10.00  w Hotelu Courtyard by Marriott w Katowicach.

Jej celem jest pokazanie aktualnych problemów na rynku energii oraz przedstawienie proponowanych rozwiązań i działań jakie należy podjąć w myśl zasady: myśl globalnie, działaj lokalnie. Konferencja skierowana jest do samorządów, przedstawicieli administracji rządowej, przedstawicieli administracji górniczej, wytwórców oraz konsumentów energii, przedsiębiorców, w tym członków Izby, organizacji pozarządowych, biznesu, świata nauki oraz mediów.

Istnieje wiele motywacji, które mogą skłaniać do poprawy efektywności energetycznej czy energooszczędności i podjęcia tematyki konferencji Polskiej Izby Ekologii. Ograniczanie zużycia energii obniża koszty eksploatacji i może przyczynić się do oszczędności w wydatkach konsumentów, pod warunkiem, że oszczędności energetyczne są wyższe niż dodatkowe koszty, związane z wdrażaniem energooszczędnych technologii. Ponadto służy ograniczaniu emisji gazów cieplarnianych i innych zanieczyszczeń, co w efekcie przynosi także inne korzyści – np. w poprawie zdrowia publicznego i ograniczenia wydatków zdrowotnych. Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej, poprawa efektywności energetycznej budynków, procesów przemysłowych i transportu mogłaby zmniejszyć światowe zapotrzebowanie na energię o jedną trzecią do 2050 r. oraz pomóc kontrolować światowe emisje gazów cieplarnianych.

W aktualnej sytuacji na rynku paliw i energii działania w tym obszarze nabierają dodatkowego znaczenia. Zaoszczędzona energia będzie stanowić wypełnienie luki w aktualnej/trudnej sytuacji na rynku nośników energii. Głównym źródłem są: technologie energooszczędne, ocieplanie budynków i budowa domów pasywnych, wspólne użytkowanie samochodów itp.

Druga część konferencji pokazująca badaną (finansowaną przez NCBiR) perspektywiczną ścieżkę udziału górnictwa w transformacji energetycznej jest podporządkowana tezie, że  bezpieczeństwo energetyczne i rozwój zrównoważony polskiej gospodarki, w perspektywie realizacji Europejskiego Zielonego Ładu, wymaga implementacji rozwiązań hybrydowych.

Więcej informacji o konferencji i jej  programie  na stronie

Styl życia przyczyną  bezsenności

prof. Adam Wichniak

Zaburzenia lękowe, depresja i choroby somatyczne nie są już główną przyczyną bezsenności, dziś doprowadza do tego przede wszystkim niekorzystna zmiana stylu życia i zaburzenia rytmu dobowego – twierdzi prof. Adam Wichniak, specjalista zaburzeń snu.

W Europie problemy ze snem ma już 30 proc. społeczeństwa, coraz częściej narzekają z tego powodu ludzie młodzi. A bezsenność stała się chorobą cywilizacyjną, podobnie jak depresja. Ostatnio przyczyniła się do tego pandemia oraz lockdown. Dziś inne są jednak powody bezsenności.

„Jeszcze 5-10 lat temu główną przyczyną bezsenności były zaburzenia lękowe, depresja i choroby somatyczne. Dziś najważniejsza jest zmiana stylu życia” – twierdzi w informacji przekazanej PAP prof. Adam Wichniak z III Kliniki Psychiatrycznej i Ośrodka Medycyny Snu w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.

Wyjaśnia, że coraz więcej czasu w ciągu dnia spędzamy w pomieszczeniach zamkniętych, gdzie dociera do nas za mało słonecznego światła. Wieczorem z kolei mamy za dużo światła, bo korzystamy ze sztucznego oświetlenia i urządzeń elektronicznych. „Ten nadmiar światła zaburza nasz rytm okołodobowy. Ponadto chodzimy spać i wstajemy o różnych porach. I co bardzo ważne – brakuje nam aktywności fizycznej. Wszystko to sprawia, że sen staje się krótki, płytki i przerywany” – zaznacza.

Zapominamy, że jakość snu jest naszą podstawową potrzebą i podstawą naszego zdrowia fizycznego i psychicznego. „Gdy śpimy tyle, ile organizm potrzebuje, wstajemy wypoczęci, pełni sił do życia” – przypomina specjalista. W pandemii wiele osób odczuwało lęk przed zachorowaniem zarówno własnym, jak i najbliższych osób, poważnym problemem była też utrata poczucia bezpieczeństwa (fizycznego i ekonomicznego).

„Do tego, z powodu pracy zdalnej, braku konieczności dojazdu do pracy, wiele osób mogło dowolnie sterować porannymi godzinami snu. Wielu Polaków nie dbało też o to, aby wychodzić na zewnątrz przynajmniej raz dziennie na 30-60 minut. Całe dnie spędzali przed ekranami komputerów. Jednak u 20 proc. społeczeństwa pandemia polepszyła sen. Dotyczy to osób, które ucieszyły się z pracy zdalnej, bo mogły pracować w bezpiecznym, prywatnym otoczeniu” – zwraca uwagę prof. Adam Wichniak. Poprawił się ich stan psychiczny.

Zdaniem specjalisty, aby lepiej się wysypiać, trzeba wzmocnić mechanizmy regulujące sen. Konieczna jest zmiana stylu życia – regularny wysiłek fizyczny, stałe pory snu oraz wprowadzenie zasad zdrowego snu (higieny snu). „Można również korzystać z preparatów wzmacniających regulację snu, np. z melatoniny lub innych leków o działaniu melatoninergicznym w przypadku zaburzeń rytmu snu, bądź leków stosowanych przy zaburzeniach psychicznych (np. leków przeciwdepresyjnych) w przypadku gorszego stanu emocjonalnego. Jednak im intensywniej żyjemy, tym bardziej powinniśmy dbać o okołodobowy rytm snu” – zaznacza specjalista Instytutu Psychiatrii i Neurologii.

Ostrzega, że niektóre leki nasenne mogą uzależniać, szczególnie wtedy, gdy są nadużywane. Tłumaczy, że uzależnienia są pochodzenia psychologicznego i biologicznego. „Biologicznie uzależniają leki dostępne na receptę (głównie przeciwlękowe oraz nasenne). I niestety te leki są w Polsce bardzo chętnie przyjmowane przewlekle. Z kolei w uzależnieniu psychologicznym pacjent nabiera przekonania, że śpi dobrze tylko dlatego, że przyjmuje tabletkę. Dlatego warto pamiętać, że dobrej jakości snu nie zawdzięczamy temu, że przyjmujemy lek, tylko temu, że dbamy o wysiłek fizyczny, zdrowy styl życia, odprężenie się przed snem itd. A jeśli to nie pomaga – poprzez wpływ na mechanizmy regulujące sen” – twierdzi specjalista.

O czym warto pamiętać, żeby się wysypiać? O tym, że sen jest najlepszy wtedy, gdy jest cicho, ciemno i chłodno. „Co do ciemności, mam jedno zastrzeżenie: jest ona pożądana w nocy, natomiast w ostatniej godzinie snu lepiej jest, gdy w pomieszczeniu się rozjaśnia. Kiedy więc mamy grube kotary, to dobrze by było, żeby ktoś z domowników, kto wcześniej wstaje, je rozchylał” – doradza.

Przydatna może być lampka symulująca świt, która rozjaśniając się przygotowuje nas na aktywność. „Budzenie się z ciemności dla większości osób jest nieprzyjemne. Dlatego w miesiącach jesienno-zimowych często wydaje się nam, że sen nie daje odpoczynku. Powodem tego jest brak efektu świtu” – wyjaśnia prof. Adam Wichniak.

Pomocna może być fototerapia nazywana „pigułką światła”. „Można ją stosować rano, tuż po obudzeniu się, przez okres od 2 do 6 tygodni. Potem trzeba wrócić do zdrowych zasad higieny snu” – uważa specjalista.

Najważniejsze – dodaje – jest unikanie emocji przed snem, a także dbanie o wysiłek fizyczny (najlepiej pięć razy w tygodniu przez 30-60 minut) oraz stosunkowo krótki czas poświęcany na sen w nocy (dla większości osób jest to 7-7,5 godziny). Poza tym zachowanie stałych pór wstawania rano i unikanie silnych źródeł światła przed snem oraz w nocy. Urządzenia elektroniczne należy wyłączać 60 minut przed udaniem się do łóżka. Drzemki w ciągu dnia są dobre, ale tylko dla osób, które dobrze śpią w nocy.

W razie przedłużających się problemów ze snem należy zwrócić się do lekarza. Prof. Adam Wichniak uważa, że bezsenność może być leczona przez lekarzy rodzinnych i w poradniach zdrowia psychicznego albo w ośrodkach medycyny snu o profilu psychiatryczno-neurologicznym. „Bo trzeba pamiętać, że jeśli ktoś przewlekle nie jest w stanie odprężyć się przed snem, prawdopodobnie ma trudności ze zdrowiem psychicznym i powinien szukać opieki psychologa lub psychiatry” – dodaje.

PAP – Nauka w Polsce, Zbigniew Wojtasiński

Innowacyjne metody leczenia raka prostaty niedostępne w Polsce

prof. Piotr Radziszewski

Dzięki innowacyjnym terapiom, które pojawiły się w ostatnich latach, wcześnie wykryty i poddany właściwemu leczeniu rak prostaty może być już dziś chorobą przewlekłą, a nie śmiertelną. Jednak w Polsce sytuacja chorych z tym typem nowotworu wciąż jest daleka od stanu w rozwiniętych krajach Europy czy w USA. Dotyczy to zwłaszcza chorych z przerzutowym rakiem prostaty wrażliwym na hormonoterapię, dla których nowoczesne leczenie wciąż nie jest refundowane.

Polska ma w tym czteroletnie opóźnienie względem innych krajów. Eksperci wskazują, że rozszerzenie programu lekowego na tę grupę chorych zwiększy możliwość skutecznej terapii nowotworu prostaty. Włączenie jej na wczesnym etapie choroby pozwoli pacjentom na normalne życie społeczne i zawodowe.

– Świadomość mężczyzn na temat raka prostaty wzrasta, ale nie tak, jak byśmy tego chcieli. Nadal to jest nowotwór wstydliwy. O ile kobiety chodzą do ginekologa z otwartą przyłbicą i chwała im za to, o tyle mężczyźni niestety wciąż traktują pójście do urologa jako temat tabu i pozbawienie ich męskości. A przecież my tę męskość ratujemy – mówi agencji Newseria Biznes prof. dr hab. n. med. Piotr Radziszewski, kierownik Kliniki Urologii Ogólnej, Onkologicznej i Czynnościowej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

To podejście ma znaczenie w statystykach dotyczących wykrywalności i śmiertelności tego nowotworu. W Polsce rak prostaty jest najczęściej wykrywanym wśród mężczyzn nowotworem (obok raka płuca i jelita grubego). Co więcej, dane Krajowego Rejestru Nowotworów pokazują, że zarówno liczba zachorowań, jak i zgonów szybko rośnie. W 2014 roku na nowotwór złośliwy gruczołu krokowego zachorowało 12,4 tys. mężczyzn, a 4,4 tys. zmarło. W 2018 roku te liczby wyniosły już odpowiednio 16,4 oraz 5,6 tys. To oznacza, że w ciągu pięciu lat liczba zachorowań na raka prostaty wzrosła o 25 proc., a zgonów – o 20 proc. Opublikowany w ubiegłym roku raport Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Instytutu Onkologii („Wpływ pandemii COVID-19 na system opieki onkologicznej”) pokazał też, że w latach 2015–2020 to właśnie w raku prostaty odnotowano największy przyrost liczby zgonów.

– Jako urolodzy i onkolodzy chcemy dojść do tego, co obserwujemy w krajach Europy Zachodniej, a zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, czyli że zacznie nam rosnąć wykrywalność, która zatrzyma się na stałym poziomie, a z drugiej strony zacznie spadać śmiertelność. Wierzę, że w ciągu następnych 5–10 lat będziemy w stanie nadgonić te 20-letnie opóźnienia – mówi prof. Piotr Radziszewski.

Wybór metody leczenia raka prostaty zależy od jego zaawansowania, typu i oczekiwanej długości przeżycia. Nowotwory ograniczone do gruczołu krokowego są leczone metodami radykalnymi (chirurgicznymi lub radioterapią). Natomiast kiedy nie ma możliwości leczenia radykalnego, szansą dla chorych jest zastosowanie innowacyjnej hormonoterapii. Dotyczy to właśnie leczenia hormonowrażliwego raka z przerzutami.

– Nowoczesne leczenie polega na działaniu na receptor androgenowy, czyli na stosowaniu inteligentnych leków, które blokują ten receptor. I tutaj niestety mamy problem. Mamy średnio czteroletnie opóźnienie względem reszty świata, ponieważ w Polsce dostępu do tego leczenia nie ma – mówi kierownik Kliniki Urologii Ogólnej, Onkologicznej i Czynnościowej WUM. – Rak hormonowrażliwy z przerzutami to jest ten typ nowotworu, w którym możemy wiele zrobić i istotnie wydłużyć pacjentom życie. Pacjentów z chorobą przerzutową, z dużą objętością przerzutów jesteśmy w stanie leczyć mniej lub bardziej standardowo. Natomiast pacjenci z małą objętością przerzutów są w stanie skorzystać z nowoczesnych terapii wydłużających życie.

W przypadku pacjentów z przerzutowym, hormonowrażliwym rakiem prostaty głównym celem leczenia w ciągu ostatnich dekad było osiągnięcie kastracyjnego poziomu testosteronu i zahamowanie postępu choroby, który uzyskiwano poprzez chirurgiczne usunięcie jąder albo zastosowanie farmakologicznej terapii deprywacji androgenowej. Do niedawna była to jedyna forma stosowana do momentu rozwoju oporności na kastrację. Lekarze podkreślają, że dziś już wiadomo, że sama terapia deprywacji androgenów nie jest optymalna – niezależnie od tego, czy rak jest na etapie hormonowrażliwości, czy już oporności na zastosowane leczenie kastracyjne. Są już zarejestrowane innowacyjne nowe leki przynoszące dużo wyższą korzyść kliniczną jak np. apalutamid czy enzalutamid. Terapia przedłuża przeżycie i opóźnia progresję choroby na wiele lat. Cechuje się też wysokim profilem bezpieczeństwa i jest dobrze tolerowana. W Polsce do tej pory nie jest jednak refundowana w tym rozpoznaniu.

– Czekamy na to, żebyśmy mogli stosować terapię sekwencyjną i leczyć pacjentów z rakiem prostaty na wczesnym etapie. Dzięki nowoczesnemu leczeniu rak prostaty może być dziś chorobą przewlekłą, którą można przez długie lata kontrolować – mówi prof. Piotr Radziszewski.

W Polsce jest w tej chwili dostępne leczenie w opornym na kastrację raku prostaty z przerzutami lub bez nich. Pozostała do wypełnienia nisza to właśnie refundacja leków do zastosowania na wcześniejszym etapie choroby u chorych z hormonowrażliwym rakiem prostaty z przerzutami. Eksperci wskazują, że gdyby program lekowy objął ten etap choroby, to temat raka prostaty zostałby w Polsce rozwiązany na dłuższy czas.

– Oczekiwania urologów są takie, aby w 2023 roku program terapeutyczny raka prostaty był skonstruowany tak, żeby spełniał wytyczne Europejskiego Towarzystwa Urologicznego, Amerykańskiego Towarzystwa Urologicznego i wytyczne towarzystw onkologicznych. Chodzi o to, żeby te wytyczne były tożsame z tym, co możemy naszym pacjentom w Polsce zaoferować – mówi kierownik Kliniki Urologii Ogólnej, Onkologicznej i Czynnościowej WUM. – Wbrew pozorom to nie będą ogromne nakłady finansowe, ponieważ przełoży się to na poprawę funkcjonowania pacjentów. A są to pacjenci na wczesnym etapie rozwoju nowotworu, którzy mogą pracować. Tak więc jeżeli oni nie będą inwalidami, to – mówiąc kolokwialnie – zarobią na siebie.

Chorych z hormonowrażliwym rakiem prostaty z przerzutami cechuje występowanie objawów w narządach odległych. Są to np. bóle kostne i nagłe złamania. Zastosowanie nowoczesnego leczenia u tej grupy pacjentów wiąże się nie tylko z istotnym wydłużeniem ich czasu przeżycia wolnego od progresji choroby, ale również wydłużeniem czasu do wystąpienia tych dodatkowych objawów. Chorzy mogą więc w miarę normalnie funkcjonować w życiu społecznym i zawodowym. Tym bardziej że terapia jest w formie tabletek, więc pacjenci mogą je przyjmować samodzielnie w domu, bez konieczności wizyt w szpitalu.

Newseria.pl

Nowe funkcje systemu ELA

Z najnowszych danych systemu ELA wynika, że dyplom jest ceniony na rynku pracy. Absolwenci, którzy uzyskali dyplom częściej doświadczają pracy, charakteryzuje ich niższe ryzyko bezrobocia, a ich zarobki są porównywalne lub wyższe od osób, które porzuciły studia.

Najnowsze aktualizacje systemu OPI pozwalają także na zobrazowanie sytuacji zawodowej i edukacyjnej studentów, umożliwiają opis aktywności zawodowych i procesów kształcenia doktorantów oraz stanowią wsparcie dla uczelni aplikujących do rankingów międzynarodowych. Nowe funkcje ELA dostępne są dla wszystkich za darmo od 24 listopada 2022 r.

ELA, to obok systemów POL-on, RAD-on i platformy edukacyjnej NAVOICA, jst jednym z najbardziej popularnych narzędzi OPI. Dodawane są do niego nowe funkcje, służące społeczności akademickiej, uczelniom oraz twórcom polityk edukacyjnych i ekspertom rynku pracy. Najnowsze aktualizacje potwierdzają, że dyplom ukończenia studiów jest cenny i nie warto porzucać kształcenia przed jego zdobyciem.

– Absolwenci studiów nie tylko zazwyczaj lepiej zarabiają, ale także mają mniejsze ryzyko bezrobocia – mówi dr inż. Jarosław Protasiewicz, dyrektor Ośrodka Przetwarzania Informacji. Korzystniejszą sytuację absolwentów na rynku pracy w przypadku studiów I stopnia potwierdzają Względne Wskaźniki Bezrobocia i Względne Wskaźniki Zarobków. O ile w pierwszych dwóch latach po uzyskaniu dyplomu absolwenci studiów I stopnia mają wyższe ryzyko bezrobocia, to już w trzy lub więcej lat, Względny Wskaźnik Bezrobocia (WWB) spada znacznie poniżej wartości otrzymanej dla osób, które porzuciły studia.

Natomiast Względny Wskaźnik Zarobków (WWZ) jest wyższy w przypadku absolwentów z dyplomem już od pierwszego roku po dyplomie, a w trzecim i w czwartym roku absolwenci z dyplomem zarabiają niemal dwukrotnie więcej niż osoby, które porzuciły studia. Nieco mniejsze różnice, ale nadal na korzyść absolwentów z dyplomem, występują wśród osób, które rozpoczęły studia II stopnia, dodaje.

Absolwenci z dyplomem, o ile mają wyższe ryzyko bezrobocia w pierwszym roku po uzyskaniu dyplomu, to już od drugiego roku ich ryzyko bezrobocia znacząco spada.

– Zarobki absolwentów i osób, które porzuciły studia są zbliżone w ciągu pierwszych trzech lat po dyplomie, ale już w czwartym roku zarabiają nieco więcej niż ci, którzy porzucili studia – mówi dr hab. Mikołaj Jasiński, ekspert Ośrodka Przetwarzania Informacji.  Osoby, które porzuciły studia mają większe ryzyko bezrobocia. Również w poszczególnych dziedzinach widzimy, że ryzyko bezrobocia, szczególnie od trzeciego roku po uzyskaniu dyplomu jest znacząco niższe wśród absolwentów z dyplomem, niż wśród osób, które porzuciły studia.

Nowe funkcje systemu ELA

Jesienna aktualizacja systemu ELA koncentruje się na trzech celach: opisie sytuacji zawodowej i edukacyjnej studentów, opisie aktywności zawodowych i procesów kształcenia doktorantów oraz wsparciu informacyjnym uczelni aplikujących do rankingów międzynarodowych. W jesiennej odsłonie tegorocznej edycji ELA pojawia się kolejny typ raportów, dotyczący aktywności zawodowej studentów. Raport ten składa się z trzech sekcji. Pierwsza sekcja zawiera informacje o aktywności studentów na rynku pracy na kolejnych latach studiów. Druga część raportu poświęcona jest rynkopracowym uwarunkowaniom modyfikacji ścieżek kształcenia studentów. Wskaźniki charakteryzujące aktywność studentów na rynku pracy przedstawiane są w tej sekcji w okresie roku akademickiego, w którym nastąpiły poszczególne typy modyfikacji ścieżek kształcenia. Trzecia część raportu zawiera natomiast porównanie rezultatów na rynku pracy osiąganych po dropoucie i po uzyskaniu dyplomu. Wskaźniki aktywności zawodowej przedstawione w tej sekcji pozwalają na porównanie wyjścia na rynek pracy osób, które ukończyły edukację dyplomem i tych, którzy porzucili studia.

Charakterystyka ścieżek kształcenia doktorantów i ich aktywności zawodowej podczas przygotowywania rozprawy doktorskiej stanowi dopełnienie opisu społeczności akademickiej przez system ELA. W ramach nowej sekcji udostępnione są dwa typy raportów: „Ścieżki kształcenia doktorantów” oraz „Aktywność zawodowa doktorantów”. Raporty te prezentują wyniki na czterech poziomach: ogólnopolskim, poszczególnych dziedzin kształcenia w skali całego kraju, poszczególnych placówek kształcących doktorantów oraz poszczególnych dziedzin kształcenia w ramach tych placówek.

Aby ułatwić uczelniom aplikowanie do międzynarodowych rankingów, eksperci OPI udostępnili również informacje, przedstawione w postaci zintegrowanych wskaźników gotowych do wprowadzenia do formularzy rankingowych. W obecnej edycji udostępnione są wskaźniki wykorzystywane przez trzy najlepiej rozpoznawane rankingi międzynarodowe: Ranking szanghajski (Global Research University Profiles), QS World University Rankings i QS Graduate Employability Ranking oraz U-Multirank.

Sławomir Rybka

Ostatnie artykuły

UAM

UAM przystąpił do IBM Quantum Network Hub

Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (UAM) przystąpił w poniedziałek do IBM Quantum Network Hub, dzięki czemu naukowcy będą mieli dostęp do...
Marek Stawiński

Wpływ Internetu rzeczy na rozwój logistyki i zrównoważonego transportu

Inteligentne i zaawansowane technologicznie procesy, opierające się na algorytmach oraz infrastrukturze Internetu rzeczy, dostarczającej dane z wielu obszarów, sprawiają, że miasta stają...
prof. Zbigniew Błocki

Odwołania od decyzji NCN ws. grantów są możliwe

Narodowe Centrum Nauki jest chyba najbardziej transparentną instytucją w Polsce w obszarze finansowania nauki - powiedział PAP dyrektor NCN prof. Zbigniew Błocki....
Mózg wytycza kierunek szczęściu

Norweska badaczka uważa mózg to mięsień szczęścia

Ludzie szczęśliwi żyją dłużej i zdrowiej się odżywiają – podkreśla norweska badaczka Ragnhild Bang Nes. W swojej książce na temat szczęścia przyznaje,...

Pierwsze biometanownie w Polsce wyprodukują paliwo dla ciężarówek

Pierwsza biometanownia budowana na Mazurach przez PKN Orlen będzie produkowała paliwo do pojazdów bioLNG. W to paliwo inwestują też inne firmy. Na...