Strona główna Blog Strona 211

Szybka diagnoza narządów wzroku dobrze służy pacjentom i gospodarce

Telemedycyna w okulistyce nie zastąpi bezpośredniej wizyty u specjalisty, ale dzięki szybkiej diagnostyce może uchronić wiele osób przed utratą wzroku. Do powszechnego jej stosowania niezbędne jest wprowadzenie odpowiedniego systemu finansowania tego rodzaju usług przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Konieczna jest także edukacja pacjentów oraz zwiększenie dostępności nowoczesnych technologii informatycznych w tym zakresie. W leczeniu zwyrodnienia plamki w siatkówce oka, związanej z wiekiem (AMD), pierwszy krok został już zrobiony, ale zdaniem prof. dr hab. n. med.Roberta Rejdaka, kierownika Kliniki Okulistyki Ogólnej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie,  to tylko częściowo odpowiada idei telemedycyny w okulistyce.

 –  Dlaczego te usługi odbiegają od tej idei?

Telemedycyna jest doskonałym wsparciem dla lekarzy i ogromnym ułatwieniem dla pacjentów w  szybkim diagnozowaniu zagrożeń wywołanych chorobą.  W okulistyce jest to niezmiernie ważne. Zbyt długie oczekiwanie na wizytę u specjalisty może bowiem skutkować bardzo poważnymi powikłaniami, albo utratą wzroku. Jednym z najpoważniejszych schorzeń siatkówki oka jest zwyrodnienie plamki, zwane AMD. Jest to choroba degeneracyjna, której geneza związana jest z wiekiem pacjentów. Występuje u starszych osób a jej postać zwana wysiękową może przebiegać błyskawicznie. Nie jesteśmy w stanie tej choroby wyleczyć, ale możemy skutecznie zatrzymać jej rozwój. Uratowanie wzroku pacjentom jest uzależnione od szybkiej diagnozy. Ta choroba siatkówki oka objęta jest od 2016 r. programem lekowym w ramach System Monitorowania Programów Terapeutycznych (SMPT) do leczenia wysiękowej postaci AMD. Okuliści w różnych ośrodkach zdrowia robią zdjęcia siatkówki oka oraz inne badania obrazowe, a następnie przesyłają je do zespołu koordynacyjnego. Specjaliści te zdjęcia analizują i podejmują decyzję, czy dany pacjent może być wprowadzony do systemu i do programu lekowego AMD. Działa to bardzo sprawnie i przynosi świetne efekty. Do tego programu zakwalifikowanych zostało już ok. 19 tys. osób. Z prawdziwą ideą telemedycyny ma to jednak niewiele wspólnego.

– Co o tym decyduje?

W tym systemie tylko okuliści konsultują się między sobą. Nam chodzi o to, żeby osoby spoza środowiska medycznego mogły takie zdjęcia przesyłać i przy wykorzystaniu inteligentnego systemu teleinformatycznego odpowiednio je selekcjonować. Wówczas wybrane zdjęcia z podejrzeniem poważnego schorzenia trafią natychmiast do specjalisty, który podejmie dalsze kroki w kontakcie z pacjentem. Powiadomi go o zagrożeniu i bezzwłocznie przystąpi do jego leczenia. Dopiero wtedy będą to prawdziwe usługi telemedyczne w okulistyce, tak jak to się dzieje w innych krajach. I my do tego dążymy w ścisłej współpracy z prof. Markiem Rękasem, kierownikiem Kliniki Okulistyki Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie, który jest współtwórcą systemu SMPT i szefem zespołu koordynacyjnego programu lekowego AMD, a zarazem konsultantem krajowym ds. okulistyki w Polsce.

– Podejmowane były już takie próby?

Wielokrotnie, przy każdej okazji o tym mówimy i apelujemy do Ministerstwa Zdrowia oraz Narodowego Funduszu Zdrowia. W naszej ocenie, powinno się zacząć od  opracowania strategii rozwoju telemedycyny w Polsce, przyjęcia odpowiednich standardów, od których zależy finansowanie takich usług przez NFZ oraz oszacowania nakładów na ten cel. Ważna jest także debata publiczna w tej sprawie z udziałem wszystkich zainteresowanych. Mamy świadomość, że wprowadzenie takiego systemu nie jest proste, bo nawet jeśli  pojawią się programy  związane z telemedycyną,  to nie łatwo będzie przekonać do tego pacjentów. Zwłaszcza ludzi starszych, ale skoro w wielu krajach udało się to dobrze zorganizować, to dlaczego u nas ma się nie powieść? Taka forma świadczenia usług medycznych i opieki zdrowotnej, łącząca w sobie elementy telekomunikacji, informatyki oraz medycyny jest dla wszystkich bardzo korzystna. Dla przykładu, wprowadzenie telemedycyny w Wielkiej Brytanii wyeliminowało o jedną trzecią liczbę kosztownych operacji narządów wzroku, dzięki podjętemu wcześniej leczeniu pacjentów.  To są już duże oszczędności w systemie finansowania ochrony zdrowia. Skuteczność korzystania z usług telemedycznych wynosi 80 proc. Podobnie jest w Stanach Zjednoczonych, w których telemedycyna stała się dziedziną dochodową.

– Kto z niej czerpie zyski?

– Amerykański systemu telemedycyny w okulistyce jest odmienny od europejskiego, ale pewne wzorce możliwe są do powielania. W małych miejscowościach, gdzie utrudniony jest dostęp do specjalisty znaleziono sposób na szybkie diagnozowanie pacjentów. Aparatura do  robienia zdjęć dna oka oraz sprzęt OCT, czyli  optyczna koherentna tomografia do badania warstwy siatkówki zamontowane są w krążącym po mieście samochodzie mobilnym i każdy może skorzystać z usługi zrobienia specjalistycznego zdjęcia. Tę aparaturę obsługuje technik, który wykonuje dziennie zdjęcia u 120 pacjentów, natomiast ich analizą komputerową zajmuje się już sztuczna inteligencja. Taki system skriningowy, zwany Pegasus ma za zadanie przeprowadzenie wśród osób badania  przesiewowego, aby sprawdzić jaki jest stan ich narządów wzroku. System dokonuje selekcji zdjęć i wybiera spośród  np. tysiąca setkę, w której dostrzega objawy choroby.  Najczęściej dotyczy to cukrzycowego obrzęku plamki w siatkówce oka, bardzo niebezpiecznego schorzenia. Te zdjęcia trafiają natychmiast do okulisty i on podejmuje dalsze decyzje. Osoby z objawami choroby otrzymują automatycznie informacje, że mają się zgłosić do ośrodka referencyjnego i tam są poddawane diagnostyce i szybkiej terapii. Wczesne wykrycie schorzenia zapobiega poważnym następstwom w przyszłości. To jest bardzo dobry  sposób na ratowanie ludziom wzroku, którzy płacą tylko dolara czy dwa za zrobienie zdjęcia. Dla prywatnej firmy świadczącej tego typu usługi w samochodzie mobilnym, wyposażonym w ten sprzęt jest to z kolei niezły zarobek, bo takie zdjęcia można przecież robić codziennie.

– W Polsce też można wykorzystać takie rozwiązanie?

–  Każdy sposób umożliwiający diagnozowanie narządów wzroku jest jak najbardziej pożądany. Taki mobilny sprzęt można zamontować w furgonetkach, albo w gabinetach lekarzy rodzinnych w ramach usług telemedycznych. Zdjęcia mógłby też robić diabetolog, tak jak w Wielkiej Brytanii. Trzeba się przyjrzeć różnym systemom. Trudno powiedzieć, który jest najlepszy, ale jeśli w ogóle go nie ma to lepiej wprowadzić jakikolwiek model. Później można go udoskonalać, w zależności od tego jakimi środkami dysponujemy. Najgorzej jest nie robić nic, bo skutki takiego zaniechania odczuwają pacjenci i budżet państwa. Nieleczona choroba cukrzycowego obrzęku plamki DME  eliminuje z rynku pracy ludzi młodych do 40 roku życia oraz dużą grupę pacjentów powyżej 50 roku życia ze schorzeniem  AMD, czyli zwyrodnieniem plamki. Obie te choroby generują ogromne koszty dla polskiej gospodarki, prawie 2 mld zł rocznie. Profilaktyka w badaniu narządów wzroku i wczesne leczenie pacjentów kosztowałoby państwo dużo mniej. Usługi telemedyczne rozwiązałyby skutecznie wiele trudnych problemów. Warto spróbować.

Dziękuję za rozmowę

Z prof. Robertem Rejdakiem, kierownikiem Kliniki Okulistyki Ogólnej  lubelskiego Uniwersytetu Medycznego rozmawiała Jolanta Czudak

 

 

 

Eliksir młodości i gwarancji dobrego zdrowia

Jedna filiżanka borówek dziennie wystarczy, żeby odczuć wyraźną poprawę zdrowia i zapobiec wielu groźnym chorobom cywilizacyjnym. Duże ilości fitoestrogenu, czyli hormonu roślinnego, w tych wartościowych owocach, skutecznie blokują działanie enzymów przyczyniających się do powstawania niektórych nowotworów. Zawarte w owocach borówki antocyjany zapobiegają nadciśnieniu tętniczemu. Błonnik i antyoksydanty (przeciwutleniacze) biorą udział w usuwaniu z organizmu toksyn i szkodliwych produktów przemiany materii.

Borówki mają silne właściwości bakteriobójcze i przeciwwirusowe. Zalety tych owoców można jeszcze długo wymieniać. Bez wątpienia zasługują na miano owocu XXI wieku. Ich spożycie rośnie na całym świecie. Są smakowitą przekąską i dobrze wpasowują się w poszukiwanie praktycznych sposobów na zdrowy styl życia. Są najbogatszym źródłem antyoksydantów, dlatego pomagają nie tylko zapobiegać chorobom nowotworowym, cukrzycy typy drugiego i układu krążenia, ale regenerują też mózg i układ nerwowy.  Dobrze działają na wzrok i młody wygląd skóry.

– Przeciwutleniacze to nasi sprzymierzeńcy, wpływający na powstrzymywanie procesów starzenia – zapewniała Ewelina Szczęsna  z Fundacji Promocji Polskiej Borówki podczas konferencji w PAP pod koniec czerwca. –  Borówki fantastycznie odmładzają nasz organizm od środka i bardzo dobrze działają na skórę. Są składnikiem wielu regenerujących i nawilżających kosmetyków. Badacze uznali borówkę za owoc XXI wieku. To nie jest nadużyciem marketingowym tylko wypadkową jej wyjątkowych wartości.  

Przyzwyczailiśmy się nazywać borówkę amerykańską, bo moda na jej uprawę przyszła do nas z USA i Kanady. Tymczasem nasi krajowi plantatorzy mają olbrzymie sukcesy w uprawie tych owoców. Polska z produkcją na poziomie 16 tys. ton zajmuje 7 miejsce w światowym rankingu największych producentów. Uprawiana w naszym kraju borówka eksportowana jest do ponad 25 krajów na 4 kontynentach. Produkcja tych owoców zwiększyła się w ciągu kilkunastu lat przeszło 20-krotnie. Od początku lipca do końca września Polska jest kluczowym jej dostawcą na najbardziej wymagające rynki.

Sezon na zbiór owoców rozpoczyna się od uroczyście obchodzonego Dnia Polskiej Borówki. Plantatorzy i konsumenci spotkają się 1 lipca na Targu Śniadaniowym na Żoliborzu w Warszawie.

(JC)

Hipercholesterolemia rodzinna nie boli, ale zabija młodych

Ten „cichy zabójca” prowadzi do miażdżycy u dzieci, a u 20-40 latków do wystąpienia choroby niedokrwiennej, zawału serca i udaru mózgu. Szacuje się, że w Polsce nawet jedna na 250 osób może być chora. Wykrywalność hipercholesterolemii rodzinnej w Polsce szacuje się na poziomie 1-2 proc. Jak poprawić wykrywalność tej choroby i zwiększyć szanse pacjentów na normalne życie eksperci  debatowali podczas konferencji w PAP.

Hipercholesterolemia rodzinna to choroba o podłożu genetycznym, która powoduje zwiększenie stężenia złego cholesterolu LDL we krwi. Do 18 r. życia choroba, prócz podwyższonego poziomu LDL, nie cechuje się żadnymi widocznymi objawami.

Wśród młodych, wysportowanych i pozornie zdrowych dzieci i młodzieży, podczas rutynowych kontroli związanych np. z udziałem w zawodach sportowych stwierdza się nie raz hipercholesterolemię rodzinną. To wierzchołek góry lodowej, ponieważ zdecydowana większość dzieci nie przechodzi takich badań. Podobnie jest z dorosłymi. Często o chorobie dowiadują się dopiero wtedy, gdy z zawałem czy udarem trafiają do szpitala.

Problem chorych zaczyna się w okresie wieku dojrzałego. – Odmiana heterozygotyczna hipercholesterolemii rodzinnej, niezdiagnozowana i nieleczona, u pacjentów w wieku 20-40 lat zwiększa aż stukrotnie ryzyko wystąpienia incydentu sercowo-naczyniowego i skraca życie – mówił podczas konferencji prof. Maciej Banach, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego i dyrektor Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. – Odpowiednie kompleksowe leczenie znacznie zmniejsza to ryzyko. Niestety w Polsce zdiagnozowano 3 tys. przypadków hipercholesterolemii, czyli o chorobie wie tylko ok. 2 proc. wszystkich osób, które sa nią dotknięte. Szacujemy, że w Polsce cierpi na nią blisko 150 tys. osób – dodał.

Wczesna diagnoza kluczowa w leczeniu przypadłości

Eksperci podkreślają, że im szybciej choroba zostanie zdiagnozowana i im szybciej chory podejmie leczenie, tym większe ma szanse na normalne życie. Dlatego tak ważne są badania przesiewowe wykonywane już we wczesnym dzieciństwie.

– Mamy możliwości terapeutyczne dla pacjentów już od 6 r. życia. Najczęściej jednak trafiają do nas dzieci powyżej 12 roku życia, już mające zmiany miażdżycowe – mówiła prof. Małgorzata Myśliwiec, kierownik Katedry i Kliniki Kardiologii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Dlatego jej zdaniem, Polska wzorem innych państw, powinna wprowadzić badanie krwi w ramach bilansów zdrowia dziecka. Uchroni to przed poważnymi konsekwencjami nie tylko dzieci, ale i ich bliskich. W przypadku stwierdzenia hipercholesterolemii rodzinnej bada się całą rodzinę. W przypadku gdy np. u rodzica zdiagnozowano chorobę, na 50 proc. występuje ona też u dziecka.

Metody leczenia

Osoby cierpiące na hipercholesterolemię rodzinną wymagają codziennego podawania leków obniżających stężenie cholesterolu LDL we krwi, takich jak statyny i ezetymib. Dla ok. 90 proc. pacjentów standardowe leczenie przynosi dobre efekty. Problem stanowi pozostałe 10 proc. W tej chwili ich leczenie polega m.in. na stosowaniu LDL aferezy, polegającej na regularnym filtrowaniu z osocza krwi cząsteczek cholesterolu. Jest to duża ingerencja, wymaga wielogodzinnego pobytu w placówce medycznej, zwykle dwa razy w miesiącu. Procedura jest kosztowna dla NFZ, a na dodatek wiązać się może z powikłaniami. Część pacjentów nie chce się jej poddać. Ponadto podczas, gdy leczenie lekami jest łatwo dostępne, terapia LDL aferezą oferowana jest w Polsce jedynie przez nieliczne ośrodki.

– Mamy bardzo skuteczne leki, które mogą dla większości pacjentów nie reagujących na standardowe leczenie zastąpić tę procedurę, ale te nowoczesne leki są drogie. Dlatego dla tej niewielkiej grupy pacjentów musimy postawić na szczególne rozwiązania. Trwają prace nad programem lekowym wdrażającym w Polsce leczenie, które jest już dostępne w innych krajach – mówił prof. Marcin Gruchała, kierownik Katedry i Kliniki Kardiologii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Nadzieja dla chorych. Program lekowy dla pacjentów z hipercholesterolemią

– Dla tej grupy pacjentów pojawiła się ostatnio alternatywna, innowacyjna terapia, nie wymagająca częstych kontroli u specjalisty.  Lek w postaci zastrzyku podskórnego, niestety z przyczyn ekonomicznych nie jest jeszcze w Polsce  refundowany dla pacjentów – mówił prof. Gruchała.  – Budujące jest to, że spodziewamy się w niedługim czasie uruchomienia programu lekowego dla tej grupy chorych – dodał.

Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji na początku 2018 roku zaopiniowała pozytywnie program lekowy dotyczący alirokumabu, czyli jednego z inhibitorów PCSK9, i zarekomendowała objęcie refundacją tego produktu leczniczego.

Opłacalne leczenie

Szacuje się, że łączne koszty związane z zawałami, udarami serca i chorobami naczyń obwodowych to w przypadku osób z hipercholesterolemią rodzinną ok. 250 mln zł rocznie. Można do tego doliczyć koszty związane z rehabilitacją i niezbędną opieką osób bliskich np. po udarze u pacjenta z hipercholesterolemią – mówiła dr Magdalena Władysiuk, Prezes Stowarzyszenia CEESTAHC, wiceprezes HTA Consulting.

– Oszacowaliśmy koszt programu lekowego dotyczącego hipercholesterolemii na poziomie 25 mln zł w skali roku. Koszty prewencji są znacznie mniejsze niż koszty hospitalizacji lub leczenia poudarowego i pozawałowego – komentował prof. Banach.

Eksperci wspólnie apelowali o to, by wykonywać badania kontrolne.

Politykazdrowotna.com

 

Kraje UE tracą co roku 60 mld euro przez podróbki. W Polsce te straty wynoszą rocznie 2,7 mld euro

Podrabiane produkty zalewają europejskie rynki. Straty z tego powodu wynoszą rocznie  60 mld euro.  Stanowi to 7,5 proc. sprzedaży w 13  kluczowych sektorach gospodarki. Wyniki opublikowano w najnowszym raporcie Urzędu Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO). W ocenie badaczy, na podróbkach tracą też pracownicy. Urząd wyliczył, że firmy przez nasilające się piractwo wytwarzają mniej produktów, a przez to, redukują również zatrudnienie. EUIPO twierdzi, że chodzi o 434 tysiące miejsc pracy.

W ciągu ostatnich 5 lat EUIPO śledziło koszty ekonomiczne podrabiania produktów w sektorach uznanych za podatne na naruszenia praw własności intelektualnej. Należą do nich: kosmetyki i higiena osobista, odzież, obuwie i akcesoria, artykuły sportowe, zabawki i gry, biżuteria i zegarki, torebki i walizki, nagrania muzyczne, napoje spirytusowe i wina, środki farmaceutyczne, pestycydy, smartfony, baterie i opony.

Fałszerzy do tego procederu zachęcają wysokie zyski ze sprzedaży podrobionych towarów,  duży popyt, łagodne kary i szybki zwrot z inwestycji. W miarę rozwoju technologii i kanałów dystrybucyjnych równolegle ze wzrostem asortymentu podrabianych produktów, tryb funkcjonowania takich gangów staje się coraz bardziej złożony – czytamy w raporcie. 

Fałszerze obecni są przede wszystkim w internecie. Na stronach z podrabianymi produktami zarabiają dodatkowo, wyświetlając jeszcze  reklamy „wysokiego ryzyka” (dotyczące stron dla dorosłych, gier czy złośliwego oprogramowania).

Z badań Urzędu Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej wynika, że „konsumentów do nabywania towarów podrobionych motywują niskie ceny, łatwy dostęp i niski stopień stygmatyzacji społecznej powiązanej z takimi zakupami”.

Zwalczanie naruszeń praw własności intelektualnej bywa z kolei uciążliwe dla przedsiębiorstw – szczególnie mniejszych. – Spośród MŚP, które ucierpiały na skutek naruszenia przepisów, 12 proc. nie podjęło żadnych działań. Skutki te były szczególnie widoczne w przypadku mikroprzedsiębiorstw, które wskazały, że negatywny wpływ na ich działalność był większy niż w przypadku dużych przedsiębiorstw – informuje Urząd w raporcie.

W sprawozdaniu oszacowano się, że w Polsce roczne straty spowodowane sprzedażą podrabianych produktów w 13 sektorach gospodarki wynoszą prawie 12 proc.

Jest to równowartość około 2,7 miliarda euro (11,4 mld PLN) lub 72 euro (301 PLN) na jednego mieszkańca Polski rocznie.

Dane te stanowią część cyklu prac badawczych prowadzonych przez EUIPO w ciągu ostatnich 5 lat i po raz pierwszy zostały opublikowane w jednym sprawozdaniu.

Przedstawiony raport podsumowujący te wyniki łączy również badania nad wpływem własności intelektualnej na gospodarkę UE oraz koszty podrabiania produktów i piractwa na handel międzynarodowy. Analiza dokonuje również syntezy działań podejmowanych w celu zwalczania naruszeń praw własności intelektualnej przez organy krajowe, regionalne i międzynarodowe.

Źródło EUIPO

Ratunek dla osłabionych włosów

Liczne zapowiedzi naukowe poprzedzające odkrycie cudownych leków na łysienie androgenowe i plackowate wciąż się nie sprawdziły. Miliony ludzi na całym świecie nadal mają problemy z włosami. Choć nie ma widocznego przełomu w tej dziedzinie, co jakiś czas pojawiają się metody i preparaty, które powstrzymują wypadanie włosów i pomagają je zagęścić. Unikatowa formuła 7 peptydów i kwasu hialuronowego Dr.CYJ Hair Filler pobudza krążenie i poprawia ukrwienie skóry głowy, a także odżywia mieszki włosowe. Taki zabieg można wykonać w gabinecie Kosmetologii Medycznej Wiolety Szot.

Na ludzkiej głowie znajduje się średnio 100 000 włosów, rosnących 1–2 cm miesięcznie. Codziennie wypada nam ok. 50-100 włosów i jest to zjawisko normalne. Jeżeli natomiast dostrzegamy, że włosów wypada więcej niż 100 dziennie, może to wskazywać na początek  łysienia androgenowego lub plackowatego. Specjaliści zapewniają, że metoda Dr.CYJ Hair Filler jest skuteczna w powstrzymaniu tego procesu.

Kuracja trwa 2 miesiące i wymaga przeprowadzenia 4 sesji w odstępach co 2 tygodnie. Dla podtrzymania efektu zaleca się jej powtórzenie po 6 miesiącach. Wskazana jest dla osób, które chcą zatrzymać wypadanie włosów i przyspieszyć ich odrost oraz je pogrubić i zagęścić.

– Zalecana jest zarówno dla kobiet jak i mężczyzn, w leczeniu problemów z włosami o różnym nasileniu i podłożu – wyjaśnia  Wioleta Szot, dyplomowana pielęgniarka i kosmetolog. – Przyczyną może być niedobór składników potrzebnych do prawidłowego wzrostu włosów, stres, częste odchudzanie  lub zaburzenia hormonalne, które powodują łysienie. Zdecydowana większość przypadków dotyczy mężczyzn, ale u kobiet o dużej wrażliwości mieszka włosowego na androgeny również może do niego dojść.  Kuracja peptydowa wpływa znacząco na poprawę kondycji osłabionych  wypadaniem włosów.

Preparat Dr.Cyj Hair Filler zawiera siedem opatentowanych peptydów połączonych ze stabilizowanym kwasem hialuronowym, który ułatwia przenikanie i wprowadzenie w głąb skóry substancji i aktywnych składników preparatu. Niewielkie dawki peptydów przyczyniają się do zahamowania procesu wypadania włosów i działają dokładnie w tych miejscach, gdzie powinny wywołać korzystne zmiany w komórkach. Po wniknięciu w skórę głowy, peptydy naśladują naturalne substancje, obecne w organizmie, oddziałując na procesy komórkowe odpowiedzialne za wzrost włosów.

Innowacyjnym działaniem w leczeniu problemów z włosami jest powolne uwalnianie substancji aktywnych, które pozwala na stopniowe i długotrwałe wnikanie składników leczniczych  w głąb skóry. Zapewnia to ciągłe pobudzanie komórek do regeneracji nawet przez 2 tygodnie po zabiegu.

–  Działanie to stymuluje mikrokrążenie skóry głowy, odżywia i odnawia osłabione mieszki włosowe oraz przyspiesza porost włosów – tłumaczy Wioleta Szot. – Pojedynczy zabieg z wykorzystaniem produktu DR.CYJ Hair Filler trwa ok. 30 min.  Polega na wykonaniu serii mikro wkłuć z podawaną niewielką ilością skoncentrowanego preparatu. Praktycznie jest bezbolesny i nie trzeba dokonywać znieczulenia, ponieważ w przeciwieństwie do mezoterapii wymaga mniej wkłuć. Zauważalne efekty terapii widoczne są już po 15 dniach od rozpoczęcia cyklu 4 zabiegów, który przebiega w dwutygodniowych odstępach.

Należy pamiętać, że każdy zabieg z zakresu medycyny estetycznej, obarczony jest przeciwwskazaniami. Kuracji peptydowej nie można wykonywać u kobiet w ciąży i w okresie laktacji, u osób z aktywną chorobą nowotworową, a także u pacjentów z otwartymi ranami oraz stanami zapalnymi w obrębie skóry głowy.  Pozostały osoby mogą bez obawa poddać się takiej kuracji.

Produkt DR.CYJ Hair Filler został doceniony w konkursie organizowanym przez Stowarzyszenie Lekarzy Dermatologów Estetycznych i otrzymał tytuł: Perły Dermatologii Estetycznej 2017 w kategorii produktów zabiegowych: zdrowe włosy. Taka rekomendacja zachęca do sprawdzenia skuteczności tego preparatu w poprawie kondycji i wyglądu włosów.

Więcej informacji na facebooku Kosmetologia Medyczna Wioleta Szot

(JC)

Choroby siatkówki oka eliminują z ryku pracy tysiące osób. To generuje wysokie koszty dla polskiej gospodarki – rocznie prawie 2 mld złotych

Siatkówka to najważniejsza część oka, dzięki której widzimy. Jej uszkodzenie na skutek choroby lub starzenia się organizmu może doprowadzić do całkowitej utraty wzroku. Wśród takich zagrożeń jest zwyrodnienie plamki związanej z wiekiem (AMD) jak również cukrzycowy obrzęk plamki (DME). Wczesne wykrycie i rozpoznanie obu tych schorzeń może uratować wzrok i zredukować koszty leczenia. Od prawie 10 lat istnieją skuteczne terapie dzięki stosowaniu leków z grupy anty-VEGF. W Polsce tylko nieliczni pacjenci objęci są taką metodą leczenia. O skutkach niedostosowania systemu leczenia do potrzeb społecznych debatowano podczas konferencji poświęconej analizie raportu opracowanego przez fundację – Instytut Innowacyjna Gospodarka, zatytułowanego „Ocena ekonomicznych kosztów i obciążenia społecznego zaburzeń siatkówki ze szczególnym uwzględnieniem DME i AMD”.

 Wiedza polskiego społeczeństwa w zakresie chorób siatkówki  oka jest niska. Tylko 1/3 badanych deklaruje, że na ten temat „coś słyszała”. Niemal co trzeci Polak (32 proc.) nigdy nie był u okulisty. Z przeprowadzonych badań wynika, że 40 proc. osób które słyszało o chorobach siatkówki, nie zna ich następstw zdrowotnych.

 Zwyrodnienie plamki (AMD)

Jest to choroba niewielkiego obszaru w centrum siatkówki oka, który pozwala na widzenie jedynie szczegółów znajdujących się bezpośrednio w centrum pola widzenia. To schorzenie  charakteryzuje się powolnym i bezbolesnym postępem.

– AMD może być wykryte podczas rutynowego badania okulistycznego – wyjaśniał prof. dr hab. Marek Rękas, konsultant krajowy ds. okulistyki. –  W niektórych przypadkach choroba rozwija się szybko, powodując ciężką i nieodwracalną ślepotę w ciągu kilku miesięcy. Czasem trwa to tylko parę tygodni. Wysiękowe zwyrodnienie plamki jest najgroźniejsze, ponieważ ma zdecydowanie bardziej agresywny przebieg. Powoduje nagłą i ciężką utratę widzenia. Występuje u kilkunastu procent dotkniętych nim osób. Wczesne wykrycie i rozpoznanie tej jednostki chorobowej może uratować wzrok.

Wzrost liczby chorych na AMD sprawia, że intensywnie poszukuje się nowych sposobów leczenia wysiękowych postaci tego schorzenia. Obecnie dostępnych jest kilka metod leczenia AMD, które spowalniają postęp choroby i zapobiegają dalszej utracie wzroku. Nowe metody leczenia ukierunkowane są na hamowanie wzrostu naczyń poprzez działania przeciw czynnikowi wzrostu śródbłonka naczyń (VEGF). Do najnowszych należą te, które są związane z podawaniem odpowiednich leków do wnętrza gałki ocznej za pomocą iniekcji.

Cukrzycowy obrzęk plamki (DME)

 Cukrzyca stanowi główny powód utraty widzenia w wielu rozwiniętych krajach, w tym także w Polsce. Ścisła kontrola poziomu cukru we krwi, masy ciała i ciśnienia tętniczego może opóźnić rozwój zmian cukrzycowych w oku, a tym samym zachować na dłużej pełny komfort życia z tą chorobą. Lekarze powinni to zawsze uświadamiać pacjentom.

Cukrzycowy obrzęk  plamki DME  rozwija się w przebiegu długotrwałej cukrzycy, niezależnie od jej typu. Choroba uszkadza maleńkie naczynia krwionośne w siatkówce oka, co może prowadzić do bezpowrotnej utraty wzroku.

– Stałe badania kontrolne narządu wzroku pozwalają w porę podjąć właściwe leczenie cukrzycowego obrzęku plamki  – przekonywała dr n. med. Anna Matysiak – Woźniak z Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. – Podstawowym celem terapii jest zahamowanie postępu zmian chorobowych w obszarze plamki oraz utrzymanie możliwie najlepszej ostrości widzenia. Wybór metody leczenia jest uzależniony od stopnia zaawansowania cukrzycowego obrzęku plamki. Medycyna dysponuje kilkoma metodami stosowanymi w leczeniu tego schorzenia. Terapia preparatami anty-VEGF polegająca na iniekcji dogałkowej wykazuje wysoką skuteczność zarówno w zmniejszaniu cukrzycowego obrzęku plamki, jak i poprawie widzenia u chorych.

Wprowadzenie przez Ministerstwo Zdrowia w 2015 roku programu lekowego związanego z leczeniem wysiękowej postaci AMD było przełomem w Polsce. Przeznaczenie przez państwo ok. 100 mln zł rocznie na ten cel  przyczyniło się znacząco do rozwiązywania tego problemu. W przypadku DME również najbardziej racjonalną formą leczenia jak i finansowania powinno być wprowadzenie podobnego mechanizmu. Do tego czasu pacjenci z cukrzycowym obrzękiem plamki powinni być leczeni w ramach grupy B84 bez ograniczeń wpływających na dostępność leczenia preparatami anty-VEGF dla chorych z cukrzycą ,  podsumowuje prof. Marek Rękas.

Objęcie pacjentów leczeniem w postaci powtarzalnych iniekcji wewnątrzgałkowych wymaga jednak zmian organizacyjnych  w oddziałach okulistycznych a także wprowadzenia celowych nakładów ze strony państwa  na ten cel.

Koszty społeczne i ekonomiczne braku skutecznego systemu leczenia obu schorzeń

Nieleczona choroba DME eliminuje z rynku pracy ludzi młodych do 40 roku życia oraz dużą grupę pacjentów powyżej 50 roku życia ze schorzeniem AMD.

Raport  Instytutu Innowacyjna Gospodarka, przeanalizował koszty całkowite związane z występowaniem AMD i DME w społeczeństwie za rok 2016 bazując na informacjach pozyskanych z Narodowego Funduszu Zdrowia, Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i Kas Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego. Z przeprowadzonego badania wynika jednoznacznie, że obie choroby powodują znaczące koszty gospodarcze, które sięgają prawie 2 mld zł.

Koszty pośrednie cukrzycowego obrzęku plamki DME są 12-krotnie wyższe niż koszty bezpośrednie, a koszty wysiękowej postaci zwyrodnienia plamki związanego z wiekiem AMD 4-krotnie przekraczają bezpośrednie koszty leczenia. W sumie całkowite koszty pośrednie obu tych schorzeń to obciążenie dla polskiej gospodarki rzędu 1,84 mld zł.

Największy udział w utraconym dochodzie podatkowym na skutek obu chorób stanowił podatek VAT, co świadczy, że ograniczeniu uległy wydatki konsumpcyjne chorych. Może to
świadczyć o obniżeniu się ich standardu życiowego. Jednocześnie prawie połowę utraconych dochodów stanowiły składki na ubezpieczenia społeczne, co sugeruje przyczynianie się do pogłębiania problemu wielkości zasobów finansowych na świadczenia społeczne.

– Z korzyścią dla wszystkich interesariuszy ochron zdrowia warto podejść do problemu kosztów gospodarczych, a więc i społecznych, związanych z chorobami w sposób holistyczny i długookresowy, gdyż koszty leczenia stanowią inwestycję w zdrowie, a więc i w kapitał ludzki będący czynnikiem wzrostu gospodarczego- mówiła prof. dr hab. Ewelina Nojszewska, autorka wyliczeń z SGH w Warszawie. Warto postawić na skuteczność kliniczną leczenia, nawet jeśli koszty bezpośrednie będą wyższe, gdyż pozwoli to obniżyć w sposób znaczący koszty pośrednie i wartość pieniężną pogorszenia jakości życia. Jest to swojego rodzaju gra strategiczna umożliwiająca wygranie wszystkim.

Raport „Ocena ekonomicznych kosztów i obciążenia społecznego zaburzeń siatkówki ze szczególnym uwzględnieniem DME i AMD” dostępny jest do pobrania na stronie internetowej Instytutu.

Jolanta Czudak

Najpierw fundacja Smart Building, a potem fabryka domów drewnianych

Przekonanie samorządów, przedsiębiorców oraz indywidualnych odbiorców do rozwoju prefabrykowanego budownictwa drewnianego i kompozytowego uzależnione jest od preferencyjnego dofinansowania. O perspektywach  utworzenia rządowego programu dla wsparcia takich projektów, a także o międzynarodowej współpracy w dostępie do środków i najlepszych technologii dyskutowali  20 czerwca uczestnicy konferencji International Press Conference Smart Building. Wzięli w niej udział m.in. przedstawiciele samorządów, instytucji finansowych, partnerzy grupy kapitałowej Smart Technology oraz przedsiębiorcy z Niemiec, Ukrainy i Słowacji.

„Smart Building – Budownictwo Przyszłości” jest pierwszym w Polsce programem, który został stworzony w odpowiedzi na panujący w Polsce deficyt mieszkaniowy. Dzięki łączeniu światowej klasy liderów z polskimi partnerami powstaje ogromny potencjał do rozwoju prefabrykowanego budownictwa drewnianego w naszym kraju, które jest dużo tańsze od tradycyjnego. Na zakup takiego domu  stać będzie wiele osób, w tym młodzi ludzi, którzy chcą się usamodzielnić.

Koordynator programu Smart Building, dr inż. Jerzy Matraszek przedstawił uczestnikom konferencji jego cele i najważniejsze założenia – Powołujemy fundację Smart Building , która połączy doświadczenie innowacyjnych firm produkcyjnych o wieloletniej tradycji, z możliwościami wykonawczymi i finansowymi.  Będziemy się zajmować certyfikacją technologii i produktów, nadzorem nad jakością materiałów prefabrykowanych  i całym procesem budowania. Kolejnym krokiem będzie budowa fabryki domów drewnianych, wyposażona w ciąg technologiczny, pozwalający na wykonywanie kompozytowych ścian przy wykorzystaniu precyzyjnych obrabiarek, sterowanych numerycznie.

W Niemczech i na Słowacji takie fabryki  działają z niezwykłą skutecznością. Co 7 minut powstaje tam kompozytowa ściana , gotowa do zamontowania w budynku jednorodzinnym lub wielolokalowym. Współpraca z  takimi producentami stwarza okazją do rozwoju drewnianego budownictwa prefabrykowanego w Polsce. W tej technologii można budować nie tylko budynki mieszkalne, ale także obiekty użyteczności publicznej, takie jak m.in. przedszkola czy żłobki.

Jednym z kolejnych  zadań fundacji ma być także powołanie Europejskiego Centrum Drewna, jako jednostki badawczo-naukowej, wspomagającej procesy projektowania oraz tworzenia nowoczesnych materiałów.

Grupa Kapitałowa Smart Technology specjalizująca się w budownictwie prefabrykowanych domów drewnianych liczy na zainteresowanie tą technologię samorządowców na terenie całego kraju.

 

(JC)

150 mln zł na dokończenie budowy stopnia wodnego w Malczycach

Stopień wodny na Odrze w Malczycach budowany jest od kilku dekad.  Na dokończenie realizacji tej niezwykle ważnej  inwestycji dla bezpieczeństwa przeciwpowodziowego regionu Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej udzieli Państwowemu Gospodarstwu Wodnemu Wody Polskie prawie 151 mln zł niskooprocentowanej pożyczki. Umowę o finansowe wsparcie przedsięwzięcia, które przyniesie wiele korzyści ekologicznych i społecznych podpisano 21 czerwca.

 Inwestycja jest realizowana na Dolnym Śląsku, w obszarze działania PGW WP – Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej we Wrocławiu, w rejonie miejscowości Malczyce. Udzielenie pożyczki umożliwia program priorytetowy NFOŚiGW pn. Przeciwdziałanie zagrożeniom środowiska z likwidacją ich skutków, Część 1) Dostosowanie do zmian klimatu. Dodatkowo inicjatywa ma być wsparta środkami z rezerwy celowej budżetu państwa. Koszty całkowite tej inwestycji są szacowane na ponad  273  mln zł. Umowę o otwarciu linii pożyczkowej dla projektu podpisali 21 czerwca br. w siedzibie NFOŚiGW: zastępca prezesa  NFOŚiGW Anna Król oraz prezes PGW Wody Polskie Przemysław Daca.

W środku Anna Król, zastępca prezesa NFOŚiFW  i Przemysław Daca prezes PGW Wody Polskie

Przy realizacji projektu przewidziany został bardzo szeroki zakres prac. Nastąpi dokończenie budowy przegrody istniejącego koryta Odry, którą zaprojektowano jako jaz stały o długości 300 m (w tym długość części przelewowej wyniesie 130 m). Kompleksowego wykończenia i oddania do użytku będzie wymagała także baza elektrowni wodnej o mocy 9 MW, stanowiąca kolejny krok w wykorzystaniu w Polsce odnawialnych źródeł energii (OZE). Przewidziana została także finalizacja budowy śluzy żeglownej o długości 190 m, szerokości 12 m i wysokości 12 m oraz awanportu śluzy (głębokość górnego awanportu wynosi 3,5 m, a dolnego – odpowiednio  – od 2,5 m do 9,10 m). W planie uwzględniono również odtworzenie zniszczonych dróg dojazdowych do obiektu. Cała inwestycja ma zostać sfinalizowana do końca grudnia 2019 r.

Budowa stopnia wodnego w Malczycach przyczyni się istotnie do zapewnienia bezpieczeństwa przeciwpowodziowego regionu i będzie  również chronić okoliczne tereny przed przesuszeniem. Jest to ważny kroki w kierunku zorganizowania w Polsce odpowiedniego systemu dużej retencji.

Obiekt zapewni utrzymanie optymalnego poziomu wód gruntowych i zarazem ustabilizuje poziom wody w rzece, co będzie miało duże znaczenie dla żeglugi. Od dłuższego czasu trwają bowiem starania o uzyskanie i stałe utrzymanie 4 klasy żeglowności na Odrze. Niezbędnym warunkiem jest właśnie budowa stopni wodnych.

Elektrownia ulokowana przy stopniu wodnym, niezależnie od bieżącej pracy, będzie mogła zostać włączona do krajowego systemu elektroenergetycznego. Wzmocni to generalną wydolność energetyczną w Polsce. A co istotne, energia wyprodukowana przez odnawialne źródło – w tym przypadku spiętrzoną wodę – będzie powodować obniżenie emisji CO2 do atmosfery.      

Funkcją podstawową przedsięwzięcia w Malczycach jest przeciwdziałanie dużej erozji wgłębnej na Odrze, która wystąpiła poniżej stopnia wodnego w Brzegu Dolnym. Trzeba także przypomnieć, że brak tej formy uregulowania rzeki negatywnie wpływał na okoliczne tereny, które były bardzo suche – wyjaśnił po podpisaniu umowy prezes Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie, Przemysław Daca. – Oprócz tego inwestycja doprowadzi do przedłużenia szlaku wodnego o kolejne kilkadziesiąt kilometrów od stopnia wodnego w Brzegu Dolnym, a docelowo umożliwi uzyskanie parametrów międzynarodowej drogi wodnej. Śluza również będzie miała taki ważny atrybut: 5 klasę żeglugową – dodał szef PGW WP.

 Prezes Przemysław Daca podkreślił ponadto, że stopień wodny na Odrze w Malczycach będzie zaopatrzony w elektrownię wodną, która – produkując czystą, „zieloną” energię, przyniesie zarazem dochody.

I będziemy mieć jeszcze walor działania przeciwpowodziowego, czyli wsparcie dla bezpieczeństwa mieszkańców okolicznych gmin, którzy od wielu lat są żywo zainteresowani finalizacją inwestycji. Jak pamiętam, na spotkaniach, które odbywały się w rejonie dolnośląskim, zawsze padało pytanie z ich strony: „Kiedy wreszcie zostanie ukończona budowa stopnia wodnego w Malczycach?”. Ten obiekt to taki „wyrzut sumienia” polskiej gospodarki wodnej, obok zbiornika Świnna Poręba. Tym bardziej więc się cieszę, że możemy dokończyć inwestycję i skupić się na pozostałych, długoterminowych zadaniach, które zostały wyznaczone Wodom Polskim przez ministra Marka Gróbarczyka – podsumował prezes PGW WP Przemysław Daca.

Sławomir Kmiecik, rzecznik prasowy NFOŚiGW

 

Mgiełka dla ochłody na otwockich ulicach

Upały w mieście są trudne do zniesienia. Kiedy żar leje się z nieba temperaturę podnoszą  jeszcze mocno rozgrzane skwarem budynki i ulice. Prawie nie ma czym oddychać.  Na szczęście istnieją sprawdzone metody, aby zminimalizować dokuczliwe działanie słońca w zurbanizowanym terenie. Chwilową ulgę mogą  przynieść przechodniom kortyny wodne. Najlepsze są mgłowe, bo przyjemnie nawilżają nie mocząc ubrania.  Z takiej ochłody mieszkańcy Otwocka  korzystają w siedmiu punktach miasta.

Po raz kolejny uruchomiło je w mieście Otwockie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji. Ustawione są w tych samych miejscach co przed rokiem. Mieszkańcy już się do nich przyzwyczaili i wiedzą gdzie szukać ochłody w upalne dni, które w tym roku  szczególnie obfitują. Zaczęły się na długo przed astronomicznym latem.

– Klimat się zmienia na naszych oczach i musimy się do tych  warunków szybko dostosowywać – mówi Mieczysław Kostyra, prezes OPWiK. – Skutki upału wszyscy odczuwamy. Są uciążliwe dla ludzi i zgubne dla środowiska. Każda inicjatywna, która pomaga nam lepiej chronić się przed skwarem  jest cenna. Kurtyny mgielne są tylko jedną z nich. To jest część naszej kampanii promującej DomoVięe, której logo oprócz naszego jest umieszczone przy każdej kurtynie.

Kampania ma pobudzić świadomość wśród mieszkańców, że DomoVita to źródło życia . Trzeba ją regularnie pić dla zachowania dobrego zdrowia i chłodzić się nią w upalne dni dla poprawy komfortu i samopoczucia.  To woda z miejskiej sieci o właściwościach takich samych jak źródlana.

Otwockie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji przywiązuje dużą uwagę do ekologii i oszczędzania wody,  dlatego zainstalowane w mieście urządzenia charakteryzują się minimalnym jej zużyciem.

– To jest ok. 60 litrów na godzinę – zapewnia inżynier Stanisław Lasocki z OPWiK. –  Dla porównania kurtyna strażacka zużywa nawet kilkaset litrów na minutę. Dzienny koszt działania jednej instalacji to ok. 3 zł. Rachunek za 7 takich kurtyn wynosi 21 zł. Te koszty ponosi Urząd Miasta, dlatego staramy się działać oszczędnie wykorzystując  najlepsze rozwiązania w tym zakresie. Dzięki temu mogliśmy  ustawić tyle kurtyn w mieście. Niejedna dużo większa aglomeracji ma ich znacznie mniej.

Troska o mieszkańców to priorytet dla władz miasta i spółki OPWiK. Dobra woda w nowoczesnej  sieci wodociągowej to samo zdrowie. Przy utrzymującej się od dłuższego czasu suszy w niektórych studniach wysycha woda.  Zmieniają się coraz intensywniej uwarunkowania hydrologiczne. Im mniej wody z przydomowych ujęciach, tym większe zagrożenie, że może jej w końcu zabraknąć. Bezpieczniej jest korzystać ze zdrowej i wszechstronnie przebadanej woda z sieci. OPWiK zapewnia bardzo dobre warunki na podłączenie nieruchomości do miejskiego systemu.  Warto się nad tym zastanowić zanim będzie na późno, bo w studni zamiast wody zostanie tylko piasek.

(JC)

Dzieci chętnie piją DomoVitę

 Po łyk wody ze źródełek  DomoVity  uczniowie kilku otwockich szkół podstawowych ustawiali się w długich kolejkach. Każdy chciał spróbować jak smakuje. Estetyczne poidełka wzbudzały ogromną ciekawość. Otwockie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji zamontowało je w większości placówek jeszcze przed wakacjami. Pozostałe pojawią się w szkołach na początku lipca. Z inicjatywy OPWiK   zadowoleni są także nauczyciele, którzy doskonale wiedzą, że  wyrabianie  dobrych i zdrowych nawyków zaczyna się  od najmłodszych lat.

Woda jest głównym składnikiem organizmu, w którym pełni wiele ważnych funkcji życiowych. Stanowi prawie ¾ masy ciała, u dorosłego człowieka, a trochę mniej u dzieci. Powodów dlaczego trzeba ją regularnie pić jest bez liku, ale najważniejszy to jej dobroczynny wpływ na nasze zdrowie i samopoczucie. Już 10 procentowy ubytek wody z organizmu powoduje całkowitą niezdolność do wykonywania wysiłku fizycznego. Jeśli te straty przekraczają  ponad  20 procent to człowiek umiera.

– Małe dzieci są szczególnie narażone na odwodnienie, dlatego powinny pić dużo wody, przede wszystkim w upalne dni – zauważa Beata Szydłowska, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 12 w Otwocku. –  Uczniowie nie będą już musieli dźwigać napojów przynoszonych  w plecakach z domu, ani kupować ich w szkolnym sklepiku . Jeśli  przyzwyczają się do spożywania DomoVity, to  będą to robiły także w domach, do których z sieci miejskiej płynie taka sama woda, wydobywana z ujęć głębinowych.  Kampania zachęcająca do regularnego picia  zdrowej wody, którą od roku prowadzi OPWiK jest rewelacyjna. Jesteśmy za to niebywale wdzięczni kierownictwu spółki.

W Szkole Podstawowej nr 12 są dwa źródełka DomoVity. Jedno obok stołówki, a drugie przy gabinecie pielęgniarskim, do którego uczniowie chętnie zaglądają.  Dla bezpieczeństwa najmłodszych dzieci, z klas zerowych, nie zamontowano ich na szkolnych korytarzach, tak jak  zrobiono to w innych szkołach.

– Wybraliśmy najlepsze miejsca na ich lokalizację, bo wszyscy mają do nich znakomity dostęp – podkreśla dyrektorka szkoły. – Te poidełka bardzo ładnie wyglądają. Są takie designerskie i przykuwają uwagę. Marzy nam się trzecie w pobliżu sali gimnastycznej. Mamy ok. 800 uczniów i dwa poidełka to dla nich ciut za mało. Jestem przekonana, że  OPWiK spełni nasze oczekiwania, bo kierownictwo spółki jest dla nas bardzo życzliwe.

Źródełka DomoVity będą zamontowane łącznie w dziesięciu otwockich szkołach podstawowych.  Na razie są w sześciu. Podwójne znajdują się tylko w szkole nr 12, bo jest największa. W pozostałych placówkach będą instalowane w lipcu.

– Terminy montażu uzależniamy od dostarczenia nam  od wykonawcy zamówionych banerów z podświetlaną reklamą DomoVity, do których poidełka są przytwierdzane– wyjaśnia inżynier Stanisław Lasocki z OPWiK. –  Taka atrakcyjna reklama w szkołach przykuwa uwagę i o to nam chodzi. Prace przy instalowaniu poidełek trwają zwykle przez kilka dni. Sami je wykonujemy. Uruchomienie źródełka poprzedzone jest zawsze badaniami wody w naszym akredytowanym laboratorium. Takie badanie twa przez 72 godziny. Musimy mieć absolutną pewność, że woda w szkolnym źródełku spełnia  najwyższe parametry wskazane w rozporządzeniu ministra zdrowia.

Kampania DomoVity zainicjowana przez OPWiK  nastawiona  jest na wiele lat. Nie da się bowiem w ciągu roku, ani dwóch wyrobić dobrych nawyków. Początek został już zrobiony i teraz kampania będzie nabierała tempa. Wiele miast w Polsce posiada  wodę bardzo dobrej jakości  dlatego ten pożyteczny pomysł  powinien z czasem ogarnąć cały kraj. Wszędzie można montować takie poidełka, nie tylko w szkołach. Bierzmy przykład z innych krajów. We Włoszech spotykamy je na każdym kroku.  Nie ma żadnych przeszkód, aby w Polsce też tak zrobić. Bieżąca i świeża woda ze źródełek DomoVity jest bez porównania lepsza od przechowywanej w plastikowych baniakach i opakowaniach z tworzyw sztucznych.

(JC)

 

 

 

Ostatnie artykuły

Pomerania

Pomerania zakończyła montaż 29 turbin

Budowa farmy wiatrowej na Pomorzu, należącej do międzynarodowej grupy energetycznej Ignitis Group, osiągnęła znaczący etap rozwoju. Ostatnia turbina wiatrowa została zainstalowana pod...
dr Mariusz Blewniewski

Na nietrzymanie moczu cierpi kilka milionów Polaków

W Polsce żyje 2–3 mln osób z zespołem pęcherza nadreaktywnego. W Europie z powodu tej choroby cierpi blisko 50 mln pacjentów. OAB...
Małgorzata Pacholec

Interdyscyplinarne podejście do leczenia chorób oczu

Choroby oczu dotykają coraz więcej osób. Jaskra, zaćma - to te najczęściej występujące, ale nie należy zapominać także o całej gamie schorzeń...
webinar

Wzajemne wsparcie w badaniach i wdrożeniach

Porozumienie  o współpracy zawarte pomiędzy Agencją Badań Medycznych i Narodowym Centrum Nauki stworzy nowe możliwości realizacji wspólnych projektów zespołom badawczym.  Dokument podpisany...
prof. Robert Rejdak

Europejskie rekomendacje gwarantują bezpieczeństwo epidemiologiczne zabiegów okulistycznych

Właśnie został wydrukowany artykuł naukowy autorstwa 13 okulistów z międzynarodowej grupy EUROCOVCAT, który ukazał się w prestiżowym piśmie naukowym Diagnostics o...