Czworo naukowców z Polski laureatami prestiżowych grantów ERC

Dr Katharina Bogusławski

Czworo naukowców z Polski znalazło się w gronie 408 laureatów ERC Starting Grants – prestiżowych grantów przyznawanych przez Europejską Radę ds. Badań Naukowych (ERC). Dwójka badaczy reprezentuje UMK z Torunia, i po jednym Uniwersytet Jagielloński oraz Instytutu Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego PAN. Listę zdobywców grantów ogłoszono we wtorek w południe.

W tej edycji ERC przeznaczyła w sumie na wszystkie granty 636 mln euro. Projekty zostaną zrealizowane w 26 krajach europejskich. Najwięcej w Niemczech (81 projektów), Wielkiej Brytanii (70), Holandii (40), Francji (39) – poinformowało biuro prasowe ERC.

Starting Grants mogą otrzymać naukowcy od 2 do 7 lat po doktoracie, na projekt trwający do 5 lat. ERC wspiera nowatorskie pomysły we wszystkich dziedzinach nauk. Laureaci mają swobodę w wyborze programu badawczego i budowy własnego zespołu.

Wśród badaczy, którzy zrealizują grant w polskich ośrodkach znalazła się dr hab. Katharina Bogusławski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Pokieruje ona projektem „Devising Reliable Electronic Structure Schemes through Eclectic Design”. ERC przyznała jej grant w wysokości ponad 1,2 mln euro.

„Planuję przełamać paradygmaty obliczeniowe stosowane w elektronice organicznej, np. do projektowania bardziej wydajnych ogniw fotowoltaicznych” – wyjaśnia badaczka cytowana w komunikacie Narodowego Centrum Nauki (NCN). Część wyników jej badań może mieć zastosowanie w przemyśle. W ramach projektu ma powstać także instrument obliczeniowy black box, z którego będą mogli korzystać użytkownicy chcący modelować materiały przy użyciu chemii kwantowej.

Jak podało NCN, Boguslawski jest chemiczką kwantową, w swoich badaniach łączy chemię, fizykę, matematykę i informatykę stosowaną. Skupia się na rozwoju nowatorskich metod obliczeniowych pozwalających na modelowanie właściwości cząsteczek chemicznych o dużych rozmiarach, bez konieczności robienia badań eksperymentalnych.

Drugim laureatem grantu ERC z UMK jest dr hab. Piotr Wcisło, który zrealizuje projekt „New experimental methods for trapping cold molecular hydrogen”. Jak informuje NCN, badania potrwają 5 lat, a naukowiec otrzyma 1,9 miliona euro. Wcisło bada najprostsze układy atomowe i molekularne, których strukturę można wyliczyć z podstawowych praw teorii kwantowej, i mierzy ich własności niezwykle dokładnie, wykorzystując najnowocześniejsze techniki laserowe.

Molekuła wodoru jest bardzo atrakcyjna do badania fizyki podstawowej, bo to najprostsza molekuła jaka istnieje w przyrodzie – ma tylko dwa protony i dwa elektrony. Można ją bardzo dokładnie wyliczyć z zasad teorii kwantowej, bardzo trudno ją jednak mierzyć eksperymentalnie, gdyż słabo oddziałuje z polami elektromagnetycznymi. „W środowisku w ogóle się nie dyskutuje o tym, żeby pułapkować molekułę wodoru. A my we wniosku nie dość, że pokazaliśmy, że nie ma fundamentalnych fizycznych ograniczeń, żeby to zrobić, to jeszcze zaproponowaliśmy konkretny schemat, jak to zrobić, wykorzystując m.in. bardzo silne lasery i nadprzewodzące cewki” – wskazał badacz z UMK, cytowany w komunikacie prasowym Narodowego Centrum Nauki.

ERC Starting Grant zdobył również dr Adam Kłosin z Instytutu Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego Polskiej Akademii Nauk w Warszawie, który zrealizuje projekt „The spatial organization of gene regulation in embryonic development”. Adam Kłosin jest biologiem komórkowym i genetykiem badającym mechanizmy regulacji genów u eukariontów. Naukowiec chce zbadać procesy regulujące organizację przestrzenną ekspresji genów podczas rozwoju embrionalnego i podczas odpowiedzi na stres w zarodkach organizmu modelowego, nicienia Caenorhabditis elegans – podaje NCN.

„Grant jest przeznaczony na badania procesów regulacji działania genów. Komisja doceniła mój projekt, ponieważ to, czym się zajmuję, było do tej pory badane na komórkach, a my chcemy przetestować nasze założenia na organizmach modelowych – nicieniach” – mówi Adam Kłosin cytowany w komunikacie prasowym Instytutu Nenckiego.

Jak podał Instytut, grant w wys. 1,95 mln rozłożony na 5 lat pozwoli na zakup wysoko wyspecjalizowanego sprzętu badawczego, w tym przypadku mikroskopu, materiałów niezbędnych do przeprowadzenia analiz oraz zatrudnienie dodatkowych naukowców.

Czwartym zdobywcą grantu jest dr inż. Rafał Kucharski, specjalista od transportu i uczenia maszynowego z Wydziału Matematyki i Informatyki Uniwersytetu Jagiellońskiego – kierownik projektu „Playing urban mobility games with intelligent machines. Framework to discover and mitigate human-machine conflicts”. ERC przyznała mu 1,49 mln euro, a projekt będzie trwał pięć lat.

NCN wyjaśniło, że Kucharski zbada, jaki wpływ będzie miała sztuczna inteligencja na mobilność miejską. „To jak funkcjonują miasta i że pewne drogi się korkują, a linie tramwajowe czy autobusowe są bardziej obciążone wynika z interakcji między ludźmi i z naszych decyzji, o której godzinie wyjechać, jaki środek transportu i trasę wybrać. Jeśli decyzję zaczną podejmować za nas roboty czy maszyny ze sztuczną inteligencją, to jest ryzyko, że z nami wygrają” – mówi naukowiec, cytowany w komunikacie NCN. Jego zdaniem, może się okazać, że właściciele samochodów wyposażonych w sztuczną inteligencję mniej czasu stracą w korkach, a ci którzy nie dysponują dostępem do technologii, będą ponosić coraz większe koszty, bo ograniczone zasoby zostaną wykorzystane przez sztuczną inteligencję. „W moim projekcie chcę sprawdzić, czy faktycznie tak będzie, jak będziemy współistnieć z maszynami i jak ewentualnie tym negatywnym scenariuszom przeciwdziałać” – tłumaczy Kucharski.

Jako podała ERC, w rozstrzygniętej właśnie edycji spłynęło niemal 3 tys. propozycji projektów naukowych. Granty otrzyma 408 z nich. Pracę dzięki finansowaniu ERC otrzyma ponad 2 000 naukowców po doktoracie, doktorantów i innych pracowników administracyjnych.

Europejska Rada ds. Badań przyznaje granty ERC Starting Grants od 2007 r. Jej budżet wynosi ponad 16 mld euro i jest częścią programu Horizon Europe. Członków Rady Naukowej – ciała zarządzającego – wybiera Komisja Europejska.

PAP – Nauka w Polsce, Urszula Kaczorowska

Jak bardzo biało-czerwona będzie polska elektrownia jądrowa?

Polska elektrownia jądrowa będzie kosztować około 100 mld zł, z czego połowę wchłonie nasza gospodarka. Na ile można wierzyć takim zapowiedziom oraz co zrobi rząd, aby ich wyegzekwowanie było realne?

Kurz już nieco opadł po „jądrowej ofensywie” polskiego rządu z przełomu października i listopada. Pozostało jednak kilka istotnych pytań. Choćby o to, jakie były kryteria wyboru na partnera technologicznego amerykańskiej firmy Westinghouse i jak ta najdroższa w historii Polski inwestycja zostanie sfinansowana?

Ponadto jak do tego wszystkiego ma się „prywatny” czy „komercyjny” – jak mówią przedstawiciele rządu – projekt w Pątnowie, który może wybudować koreańskie KHNP? Choć chyba nie taki całkiem prywatny, jeśli KHNP list intencyjny w tej sprawie podpisało nie tylko z właścicielem Pątnowa, którym jest ZE PAK z grupy Zygmunta Solorza, ale również z państwowym PGE.

Jak budować, to z przytupem

Na decyzje związane z energetyką jądrową wyczekiwano latami, więc ostatnie przyspieszenie mocno kontrastuje z wcześniejszym kluczeniem wokół tematu przez kolejnych decydentów.

Na tym jednak nie koniec, bo wicepremier Jacek Sasin zapowiada w ciągu kilku miesięcy wskazanie lokalizacji trzeciej elektrowni, a Jarosław Kaczyński mówi, że Francuzi nie są jeszcze skreśleni (oczywiście jeśli będą mniej krytyczni wobec polskiego rządu na arenie UE).

Jeśli jednak mamy już za te elektrownie jądrowe się zabierać, to nie ma się co ograniczać. Dlatego wicepremier Sasin ostatnio stwierdził nawet, że w jego ocenie „trzy elektrownie to wciąż za mało”. Wychodzi więc na to, że Zjednoczona Prawica ma temat bardzo dobrze przygotowany i w nadchodzących latach Polska stanie się jednym z największych jądrowych placów budowy. I to być może nie tylko w skali europejskiej…

Pozostańmy jednak delikatnie sceptyczni i załóżmy, że największą szansę na wejście w fazę realizacji ma „rządowy” projekt z Amerykanami. Być może za jakiś czas pojawi się też więcej przesłanek wskazujących na to, że „prywatny” Pątnów ma szansę wejść na wyższy poziom niż tylko list intencyjny.

I tu pojawia się kolejne ważne pytanie, czyli jądrowy local content. W Programie Polskie Energetyki Jądrowej (PPEJ) rząd założył, że zaangażowanie krajowego przemysłu w wartości całego projektu wyniesie 40 proc. W przeciwieństwie do programu offshore, udziału krajowego przemysłu nie wpisano jednak do ustawy i nie przewidziano sposobu jego oceny.  Tomasz Elżbieciak

Ile deklarowali potencjalni dostawcy? Na ile rzeczywiste są obietnice? Jak ma wyglądać jądrowy offset? O tym w dalszej części artykułu na portalu WysokieNapiecie.pl  LINKI: https://wysokienapiecie.pl/78504-bialo-czerwona-elektrownia-jadrowa/#dalej

26 listopada – Dzień Niedoboru Żelaza

Żelazo jest niezbędne do produkcji czerwonych krwinek oraz zapewnienia sprawnego funkcjonowania serca i mięśni szkieletowych. Odgrywa również istotną rolę w zwalczaniu infekcji i chorób, utrzymaniu odpowiedniego poziomu energii, prawidłowym funkcjonowaniu mózgu.

Niedobór żelaza i niedokrwistość z niedoboru żelaza mogą dotyczyć każdego. To powszechne schorzenia, występujące na całym świecie i dotykające zarówno mężczyzn, jak i kobiety, osoby młode, jak i starsze.

Niedobór żelaza jest najbardziej rozpowszechniony wśród kobiet w okresie przedmenopauzalnym, wśród kobiet w ciąży oraz dzieci w wieku poniżej 5 lat. W Europie niedobór żelaza dotyka do 33% kobiet w okresie przedmenopauzalnym, do 77% kobiet w ciąży oraz do 48% dzieci.

Niedokrwistość z niedoboru żelaza występuje, gdy poziom żelaza zmagazynowanego w organizmie jest tak niski, że organizm nie jest już w stanie wytworzyć wystarczającej ilości hemoglobiny do budowania zdrowych czerwonych krwinek. Hemoglobina to białko znajdujące się wewnątrz czerwonych krwinek, które przenosi tlen do tkanek i narządów w całym organizmie.

Mimo poważnych konsekwencji i dużej częstości występowania niedoboru żelaza, schorzenie to jest wciąż zbyt rzadko rozpoznawane. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że ich zdrowie i samopoczucie jest zagrożone. Objawy niedoboru żelaza i niedokrwistości z niedoboru żelaza są trudne do sprecyzowania, mogą przyjmować różną postać i być związane z wieloma innymi schorzeniami.

Standardowa diagnostyka pod kątem niedokrwistości obejmuje morfologię krwi. Jednak, w celu wykrycia niedoboru żelaza, konieczne jest przeprowadzenie dalszych badań diagnostycznych. Ferrytyna w surowicy jest uznawana za jeden z najdokładniejszych parametrów w diagnozowaniu niedoboru żelaza i badanie jej poziomu zalecane jest przez Światową Organizację Zdrowia. Ale poziom

ferrytyny w surowicy, może się zmienić pod wpływem takich chorób jak grypa, a tym samym, w celu postawienia prawidłowej diagnozy może być konieczne sprawdzenie dodatkowych parametrów. Należą do nich: TSAT lub wysycenie transferyny w surowicy, całkowita ilość żelaza
w surowicy krwi,  TIBC – czyli całkowita zdolność wiązania żelaza.

Warto zaznaczyć, że istnieje wiele sposobów leczenia niedoboru żelaza i zależą one od poziomu niedoboru i historii chorób pacjenta. Sposoby te obejmują: zwiększenie ilości żelaza w diecie, doustna suplementacja żelazem lub przyjmowanie go w formie dożylnej (poprzez infuzję lub zastrzyk).

Konsekwencje podnoszenia płacy minimalnej dla gospodarki

Dr Dariusz Maciej Grabowski

Rozerwanie więzi między wydajnością pracy a dochodem jest wstępem do anarchii gospodarczej. Jej pierwszym i nieuniknionym przejawem staje się inflacja.

Zabieram głos w sporze o przyczyny wysokiej inflacji w Polsce, bo jest mi obca postawa braku odwagi i przemilczania. A tak dzieje się w przypadku  dyskusji o urzędowo podnoszonej płacy minimalnej. Rzadziej myśli się o płacy minimalnej w kategoriach państwa, odpowiedzialności i obowiązku, a częściej staje się ona interesem partii i wyborczej kalkulacji.

Przypomnijmy. W roku 2015 płaca minimalna brutto wynosiła 1750 złotych, w roku przyszłym wyniesie 3600 złotych miesięcznie. A zatem w latach 2015-2023 płaca brutto wzrośnie o ponad 100%, a płaca netto o ponad 116%.  Jeśli zważymy płacę minimalną wskaźnikiem inflacji, zakładając, że w przyszłym roku wyniesie on 10% to wzrost realny płacy minimalnej w tym okresie sięgnie około 60%.

Ponieważ płaca jest dochodem z pracy, należy odnieść jej poziom i tempo  wzrostu do zmian w wydajności pracy, by sprawdzić czy została zachowana  podstawowa relacja ekonomiczna – nakładu do wyniku. (…)

Ponieważ poziom płacy minimalnej ma bezpośredni wpływ na wysokość większości wynagrodzeń, a rząd ogłosił się zwolennikiem reguły, że płaca minimalna powinna równać się połowie płacy średniej to oczywisty jest wniosek, że  Polska stała się gospodarką szybko rosnących kosztów pracy. Jednocześnie w badanym okresie nie podążała za tym dynamika wzrostu wydajności. Oznacza to, że konkurencyjność polskich przedsiębiorstw w wymianie międzynarodowej w efekcie arbitralnego podnoszenia płacy minimalnej znacznie się obniżyła.

Zagadnienie nabiera dramatycznego wymiaru jeśli uwzględnić fakt, że około 30% dochodu średniej polskiej rodziny pochodzi z polityki socjalnej państwa. Dane krańcowe dla grup społecznych o niskich dochodach są jeszcze bardziej wyraziste. Wskazują na uzależnienie poziomu konsumpcji nie od płac, a od wysokości świadczeń społecznych. Oznacza to, że dochody realne i poziom konsumpcji rodzin uzyskujących płace zbliżone do minimalnych i korzystających z polityki socjalnej są znacznie wyższe i porównywalne z podobnymi dochodami w Europie Zachodniej.

Stawiam tezę

Rozerwanie więzi między wydajnością pracy a dochodem jest wstępem do anarchii gospodarczej. Jej pierwszym i nieuniknionym przejawem staje się inflacja. Dynamika inflacji to  efekt impulsu płacowego generowanego wzrostem płacy minimalnej. Czas trwania inflacji w Polsce zależy głównie od zaangażowania się polityków w podtrzymywanie dochodów najliczniejszych grup społecznych, na których zależy im w przyszłorocznych wyborach.

Szybki wzrost płacy minimalnej naturalną koleją rzeczy wpływa na żądania płacowe grup o wyższych zarobkach i kwalifikacjach. Otwiera to pole do konfliktów pracowniczych. Jednocześnie następuje pauperyzacja środowisk, których płace są waloryzowane poniżej poziomu inflacji. Pensja początkującego nauczyciela w Polsce liczona w euro z uwzględnieniem siły nabywczej wynosi rocznie 14 338, na Litwie 23 709, we Francji 24 563, w Niemczech 50 357.  Na co stać początkującego nauczyciela o płacy netto wynoszącej dziś 3,351 złotych? Innym zjawiskiem, nie mniej bolesnym, jest rezygnacja młodych Polaków ze studiów, gdyż ich rodziców nie stać na czesne i czynsz. Dziś ponad 10% potencjalnych studentów rezygnuje z nauki z powodu drożyzny. Młodzi ludzie wciąż upatrują szansy w emigracji. Nawet w sektorze prywatnym zanika tradycja „z ojca na syna”.

Niebezpieczne zjawisko

Dla przedsiębiorców polityka wzrostu poprzez konsumpcję grup o niskich dochodach oznacza wzrost funduszu płac, spadek zyskowności i zdolności inwestycyjnych. Zjawisko to staje się niebezpieczne w momencie, gdy inflacja przyspiesza w wyniku działania czynników zewnętrznych, jakimi są rosnące ceny surowców z importu. Rodziny najuboższe kupują tam, gdzie taniej –w zagranicznych sieciach handlowych. Na konta sieci płyną złotówki z podniesionej płacy minimalnej. Firmy zagraniczne praktycznie nie płacą podatków dochodowych w Polsce, nie podlegają żadnej kontroli.

Jednocześnie dramatycznie zmniejsza się liczba polskich rodzinnych sklepów. Część przedsiębiorców, by przetrwać ulega żądaniom płacowym, godzi się na wypłaty „pod stołem”. Takie branże jak gastronomia, budownictwo, zakłady usługowe zmuszone są do  funkcjonowania głównie w oparciu o szarą strefę. Statystyki odzwierciedlają postępującą zapaść polskiej małej i średniej przedsiębiorczości.  W ostatnim dziesięcioleciu o 28% wzrosła liczba mikrofirm zatrudniających do 9 osób (głównie samozatrudnieni). Natomiast spadła o 10 % liczba małych i średnich firm  zatrudniających od 50 do 200 osób. Tak karleje polska klasa średnia,  mówiąc żargonem ekonomisty – „dokonuje się wypłukiwanie średniaka”.  

Skutki inflacji

Dla konsumentów inflacja oznacza radykalne zmiany w sposobie i poziomie życia, konsumpcji, hierarchii celów. Niszczy projekty, marzenia, zobowiązania, jest przyczyną prywatnych tragedii. Płaca minimalna, która według polityków miała być remedium na problemy egzystencjalne – poprzez generowanie inflacji, pogłębia rozwarstwienie społeczne na tych, którzy na inflacji zyskują i tych, którzy na niej tracą. Na trwałe antagonizuje duże grupy społeczne. O paradoksie – inflacja z największą siłą uderza właśnie w najbiedniejszych. Ich konsumpcja bowiem składa się głównie z dóbr i usług drożejących najbardziej.

Wzrost płacy minimalnej w czasie wysokiej inflacji zamiast spłaszczać różnice płacowe między różnymi branżami – powiększa je. Sektory: surowcowy czy paliwowo-energetyczny korzystają z możliwości podnoszenia cen produktów bądź usług często ponad poziom inflacji, co pozwala im podnosić płace także ponad ten poziom. Jednocześnie większość przedsiębiorstw nie mająca przywileju dyktowania cen, by przetrwać, musi ograniczać płace pracowników i ich poziom konsumpcji.   

Dla budżetu państwa przyspieszenie inflacji poprzez wzrost płacy minimalnej, politykę socjalną i tzw. tarcze antykryzysowe okazuje się  być korzystne. Wydatki, jakie ponosi z tego tytułu dotyczą tylko części społeczeństwa dla której państwo jest pracodawcą. Tymczasem dochody państwa ze wzrostu cen uwidocznione w podatku VAT i innych narzutach są znacznie większe, bo dotyczą wszystkich obywateli. Oznacza to, że państwo jako kreator polityki gospodarczej może być zainteresowane trwaniem inflacji, bo to pozwoli zlikwidować ogromny nawis pieniężny „wydrukowany” w czasie pandemii.

Związkowcy akcentują, że udział funduszu płac w polskim PKB jest niski i trzeba zrobić wiele, by go podnieść. Można się z nimi zgodzić, ale zapominają oni o jednym. Upadek komunizmu w Europie, wejście Chin i innych państw Azji na drogę przyspieszonego rozwoju, rewolucja informatyczna – wszystko to radykalnie zmieniło reguły gospodarowania na świecie. Wygrali ci, którzy zainwestowali w badania naukowe, nowe działy przemysłu i usług, postawili na wynalazczość i organizację pracy. Polska po 1989 roku postąpiła przeciwnie. Większość dużych zakładów pracy zostało zlikwidowanych bądź stało się własnością kapitału zagranicznego. Staliśmy się gospodarką opartą na branżach pracochłonnych, o niskim postępie technicznym i niskiej zyskowności. Zatem dochody, które uzyskują Polacy pochodzą nie z kapitału, ale mało innowacyjnej pracy. To patenty i wynalazki uprawniają dziś do wysokich dochodów, a tych ze świecą szukać. Ten kto ich nie ma, a jest właścicielem „pracy prostej” musi zgodzić się na płacę realną niższą od swoich aspiracji.  To jest właśnie przypadek Polski, gdzie udział funduszu płac w PKB jest niższy od krajów wysokorozwiniętych.    

Zachwianie proporcji

W procesach gospodarczych potrzebna jest strategia, a nie zasłanianie się iluzoryczną „niewidzialną ręką rynku”. Strategia dla Polski nakazywała i nakazuje rozwój poprzez wzrost inwestycji, które obniżają koszty wytwarzania dóbr konsumpcyjnych i dzięki temu czynią polskie przedsiębiorstwa konkurencyjnymi i zyskownymi. To, co nam zafundowano przez ostatnie siedem lat było zaprzeczeniem tej reguły. Sprzeczność między wydajnością a dochodem wygenerowana polityką społeczną rządu została doprowadzona do skrajności. Poprzez wzrost konsumpcji bez przewyższającego je tempa wzrostu wydajności pracy wepchnięto gospodarkę w spiralę inflacji, zadłużania obywateli i budżetu państwa, spadek konkurencyjności przedsiębiorstw – w sumie utratę sterowności gospodarki.   

Polska potrzebuje strategii, która zapewni obywatelom szybko rosnące dochody z pracy i poziom konsumpcji wynikający ze wzrostu wydajności pracy, a nie jej kosztów. Celem powinno być zniesienie sprzeczności między wzrostem konsumpcji relatywnie taniejących dóbr i usług, a wzrostem rentowności przedsiębiorstw. Dzięki rosnącej wydajności i zyskowności polskich firm następować powinno rozszerzenie rynku i wzrost dochodów wszystkich grup społecznych.

Dariusz Maciej Grabowski

Dr Dariusz Maciej Grabowski był doradcą ekonomicznym premiera Jana Olszewskiego oraz autorem programu gospodarczego Ruchu Odbudowy Polski. Jest jednym z liderów Ruchu Społecznego Powszechnego Samorządu Gospodarczego.

W Uniwersytecie Szczecińskim zainaugurowano katedrę UNESCO

prrof. Waldemar Tarczyński
Rektor Uniwersytetu Szczecińskiego prof. dr hab. Waldemar Tarczyński podczas uroczystego odsłonięcia tablicy i inauguracji prac katedry UNESCO Zrównoważonego Rozwoju Społecznego na Uniwersytecie Szczecińskim. PAP/Marcin Bielecki

Uroczystym odsłonięciem tablicy zainaugurowano prace katedry UNESCO na rzecz Zrównoważonego Rozwoju Społecznego w Uniwersytecie Szczecińskim. To dziesiąte takie miejsce w Polsce. Katedry odgrywają strategiczną rolę we wzmacnianiu powiązań między wiedzą, badaniami, edukacją i politykami publicznymi.

„Jest to kolejny element umiędzynarodowienia Uniwersytetu Szczecińskiego, ale cele są znacznie bardziej istotne. Walka o rozwój społeczny, o zrównoważony rozwój, o prawa człowieka, o otwarty dostęp do edukacji jest czymś, do czego powołane są uczelnie wyższe” – powiedział podczas inauguracji rektor Uniwersytetu Szczecińskiego prof. Waldemar Tarczyński.

Obecnie istnieje 850 katedr uniwersyteckich i sieci badawczych UNITWIN w ponad 110 krajach, w tym 10 w Polsce. „Wspólnie z naukowcami z całego świata będziemy zastanawiać się jak idee UNESCO możemy rozwijać, przekonując do tego nasze społeczeństwo” – dodał prof. Tarczyński.

Katedra UNESCO Zrównoważonego Rozwoju Społecznego w Uniwersytecie Szczecińskim za główny obszar swojej działalności podejmuje szerokorozumianą problematykę społeczną m.in.: wyrównywania szans, integracji społecznej, dialogu międzykulturowego, praw człowieka czy otwartej, dostępnej edukacji w społeczeństwie demokratycznym.

„Pod tym hasłem +zrównoważony rozwój społeczny+ mieści się takie projektowanie przyszłości, które nie ogranicza potrzeb przyszłym pokoleniom. Włącza w proces rozwoju grupy, które były do tej pory pomijane” – poinformował kierownik katedry UNESCO dr hab. Maciej Kowalewski. „Krótko mówiąc: przeciwdziałanie negatywnym skutkom zmian klimatu, polityki równościowe, dbałość o prawa człowieka, przeciwdziałanie konfliktom zbrojnym – to zwykle mieści się w tym haśle” – doprecyzował.

Program Katedr UNITWIN/UNESCO został utworzony w 1992 r. W tym roku obchodzone jest jego 30-lecie funkcjonowania. Jest to międzysektorowa i interdyscyplinarna sieć służąca współpracy i dzieleniu się wiedzą instytucji szkolnictwa wyższego na całym świecie. Sieć promuje międzynarodową współpracę międzyuniwersytecką.

PAP – Nauka w Polsce, Małgorzata Miszczuk

Firmy chcą zmniejszyć ślad węglowy. Czy tylko na papierze?

Krzysztof Starzyk

Dosyć szybko można zmniejszyć ślad węglowy kupując zieloną energię. Trudniej jest przyczynić się do rzeczywistej redukcji emisji gazów cieplarnianych. Coraz więcej firm, banków, funduszy dobrowolnie dba o to, aby zmniejszać swój ślad węglowy. To jednak wcale nie oznacza, że przechodzą dekarbonizację i zmniejszają emisje dwutlenku węgla – wskazuje najnowszy raport agencji Bloomberg.

Przedsiębiorstwa, w tym sektor energetyczny, objęte unijnym systemem handlu prawami do emisji CO2 (EU ETS), od lat zmniejszają swoje emisje, co weryfikują corocznie w sprawozdaniach do Komisji Europejskiej. Inaczej jest z przedsiębiorstwami, których EU ETS nie dotyczy. Kupienie gwarancji pochodzenia zielonej energii to najkrótsza droga, aby na papierze zmniejszyć swoją emisyjność. Jednocześnie wśród dużych odbiorców rośnie znaczenie korporacyjnych długoterminowych umów cPPA. Kryzys energetyczny motywuje też do tego, aby przeprowadzać inwestycje w efektywność energetyczną generującą trwałe oszczędności kosztów i redukcje emisji CO2. To nie daje tak spektakularnych redukcji śladu węglowego, ale znacznie bardziej przyczynia się do realnego obniżania emisji CO2 na świecie – wskazuje Bloomberg Green.

Co zawiera ślad węglowy

Firma, które zamierza dobrowolnie ograniczyć emisje CO2 lub swój ślad węglowy powinna je obliczać zawsze dla jednego roku kalendarzowego – wskazuje Krzysztof Starzyk, doradca ds. śladu węglowego. – Należy także pamiętać, że dwutlenek węgla CO2 to tylko jeden z gazów cieplarnianych, a w śladzie węglowym dochodzą jeszcze emisje metanu CH4 oraz podtlenku azotu N2O. Dlatego każda firma powinna odnosić się do obliczonego śladu węglowego wyrażonego w kilogramach (tonach) ekwiwalentu CO2e (CO2+CH4+N2O) i wtedy będzie to przejrzyste i wiarygodne, chociaż nie do końca – mówi Krzysztof Starzyk.

Jak dodaje, ślad węglowy oblicza się zgodnie ze standardem Green House Gas Protocol, ustanowionym ponad 20 lat temu przez World Resource Institute, wielostronne partnerstwo organizacji pozarządowych, biznesu i rządów. Obowiązkowe są w nim dwa zakresy: Zakres 1 ( Scope 1) dotyczący głównie paliw do urządzeń i pojazdów będących własnością firmy oraz Zakres 2 ( Scope 2), w skład którego wchodzi głównie zakupiona i zużyta energia elektryczna i cieplna. 

– Najszerszy dotyczący łańcucha dostaw Zakres 3, zawierający 15 kategorii, nadal nie jest obowiązkowy. Wiele firm nie ujmując tych emisji, wykorzystuje to, aby zaniżać swój ślad węglowy twierdząc jednocześnie, że szybko mogą być zeroemisyjne, ponieważ mogą osiągnąć szybkie zerowanie emisji z Zakresu 1 i 2. Ale to już się zmienia i ślad węglowy beż emisji Zakresu 3 będzie już niewiarygodny – ocenia Starzyk.

Czy czarna i zielona energia płyną w jednej sieci? Jak wygląda certyfikacja śladu węglowego? Jak to wygląda w praktyce? O tym w dalszej części artykułu na portalu WysokieNapiecie.pl  LINK: https://wysokienapiecie.pl/78232-firmy-chca-zmniejszyc-slad-weglowy-czy-tylko-na-papierze/#dalej

Plan naprawczy dla Polski nadzieją na rozwój

Liderzy organizacji społeczno-gospodarczych przygotują plan naprawczego dla Polski. Takie deklaracje złożyli organizatorzy Konwentu Antykryzysowego, który odbył się 20 listopada w Warszawskim Domu Technika. Uczestniczyło w nim prawie 300 małych i średnich przedsiębiorców z całego kraju.  Plan naprawczy dla Polski ogłoszony zostanie wiosną 2023 r podczas Kongresu Antykryzysowego.

Lista ważnych spraw dla polskiej gospodarki jest długa. Prezentowali ją liderzy wielu organizacji biorących udział w Konwencie Antykryzysowym. – Jeśli nasz kraj ma się rozwijać to nie ma tu miejsca dla niekompetencji i decyzji gospodarczych podejmowanych z pominięciem zachodzących w nim procesów – zaznaczył Jacek Czauderna, jeden z głównych inicjatorów tego wydarzenia, inaugurującego powstanie nowego nurtu społeczno-gospodarczego.

Wystąpienie Mariana Banasia, prezesa Najwyższej Izby Kontroli o kondycji finansowej państwa, poprzedziło obrady Konwentu Antykryzysowego.

– Przedsiębiorcy są „solą” polskiej gospodarki, podobnie jak i rolnicy. Wiem jaki trud spoczywa na każdym, kto chce pracować na swoim. Bez tych ludzi nie byłoby przedsiębiorczości, ani wpływów z podatków do budżetu państwa i gospodarka nie mogłaby się rozwijać. W dzisiejszym świecie liczą się tylko te  państwa, które mają silną gospodarkę i silną armię. Ten fundament powinna budować klasa średnia, której rząd stworzy do tego odpowiednie warunki. Niestety, władza nie liczy się z przedsiębiorcami, a do tego marnuje ogromne środki publiczne i zadłuża na pokolenia nasz kraj – podkreślał w swoim wystąpieniu prezes NIK.

Przedstawił kilka przykładów niebywałej niegospodarności ujawnionej wciągu ostatnich kilku lat przez Najwyższą Izbę Kontroli. Starty przy nietrafionej budowie Elektrociepłowni Ostrołęka wynoszą  prawie 1,5 mld zł a  do tego dojdą jeszcze wysokie kary umowne. Przy wyborach kopertowych zmarnowano ponad 70 mln zł. Miliard złotych wyniosły  straty spowodowane budową sieci internetowej w Lublinie na słupach przedsiębiorstw energetycznych, które zostały przeznaczone do likwidacji. Kolejna niegospodarność wyliczana przez prezesa NIK, dotyczy zakładu remontowego w Stoczni Szczecińskiej Gryfia, gdzie zainwestowano w restrukturyzację prawie 300 mln zł z budżetu państwa. Po dwóch latach strata wyniosła ponad 100 mln zł.

– Jesteśmy po dwóch bardzo ważnych kontrolach dotyczących budżetu i wydatków państwa. Wynika z nich, że stajemy się coraz mniej transparentnym i przejrzystym krajem, jeśli chodzi o wydatki publiczne. Na koniec 2021 roku zadłużenie państwa wyniosło bilion 148 mld zł, a deficyt budżetowy przekroczył 131 mld zł. Ponad 262 mld wydano poza oficjalnym budżetem i kontrolą Parlamentu, wbrew ustawie o zamówieniach publicznych z daleko idącą uznaniowością. To jest bardzo niebezpieczne zjawisko, podkreślił Marian Banaś.

Wskazał również na malejące znacząco nakłady inwestycyjne od 2015 roku. Wówczas były na poziomie 20 proc. PKB, a na koniec 2021 roku  wyniosły tylko 16 proc. Tymczasem średnia w Unii Europejskiej to 22 proc.  Stajemy się coraz biedniejsi, ponieważ tylko dzięki inwestycjom pozyskujemy wpływy do budżetu państwa. Polacy również tracą swoje oszczędności na skutek wysokiej inflacji, jakiej nie było w Polsce prawie od trzech dekad.  

Plan naprawczy dla Polski może być jedynym ratunkiem przed  bankructwem państwa do jakiego prowadzi obecna władza.  Liderzy organizacji społeczno-gospodarczych zadeklarowali wspólny udział w przygotowaniu tego programu.

– Wszystko co robimy kręci się wokół gospodarki i przedsiębiorczości, dlatego to będzie najważniejsze w naszych wspólnych działaniach – zapewnił Jacek Czauderna, założyciel i prezes Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej. – W biznesie poglądy polityczne, religijne czy sprawy aborcji nie powinny mieć żadnego znaczenia. To jest osobista sprawa każdego człowieka i państwo nie może się do tego wtrącać. Liczy się wiedza i kompetencje. Skupiać powinniśmy się na etyce, wolności gospodarczej, tolerancji, uczciwości oraz innych uniwersalnych wartościach, które mają zasadniczy wpływ na rozwój przedsiębiorczości i gospodarki.

Niestety, w Polsce wszystko jest postawione na głowie, dlatego plan naprawczy jest fundamentem do ratowania naszego państwa, w którym kluczowa rola należy do klasy średniej.  (JC)

Co drugi Polak może mieć za wysokie ciśnienie krwi

W Polsce prawdopodobnie ponad 11 mln osób ma nadciśnienie tętnicze (>140/90 mmHg), a kolejne 6–7 mln ma podwyższone ciśnienie krwi powyżej normy (130–139/80–89 mmHg). Oznacza to, że statystycznie problem ten dotyczy połowy z nas. Badanie przeprowadzone przez Huawei wykazało, że także prawie połowa respondentów w naszym kraju nie była świadoma skali tej choroby występującej u młodszych osób, a 44% nie wie jak obniżyć ciśnienie krwi.

O tym w jakim wieku należy zacząć mierzyć ciśnienie oraz o 8 sposobach na jego obniżenie opowiada kardiolog prof. Krzysztof J. Filipiak, zaproszony przez Huawei z okazji premiery Watch D – zegarka z certyfikatami CE dla urządzenia medycznego.

Ze względu na starzenie się społeczeństwa i niezdrową dietę, spożywanie alkoholu, behawioralne czynniki ryzyka, takie jak brak aktywności fizycznej, nadwaga i długotrwały stres psychiczny, liczba osób dotkniętych chorobami kardiologicznymi wzrasta z roku na rok. I jest to problem globalny – niezależny od miejsca zamieszkania czy wieku. Potwierdza to raport WHO: ​​„w ciągu ostatnich 30 lat liczba dorosłych w wieku 30-79 lat z nadciśnieniem wzrosła z 650 milionów do 1,28 miliarda. Prawie połowa z nich nie wiedziała, że ​​ma wysokie ciśnienie krwi”. Nadciśnienie, które jest tak często bagatelizowane, jest problemem zagrażającym nie tylko naszemu zdrowiu, ale nawet życiu.

Choroby układu krążenia stały się już jedną z głównych przyczyn zgonów, powinniśmy jak najczęściej mierzyć ciśnienie tętnicze” – mówi kardiolog prof. Krzysztof J. Filipiak.

W jakim wieku należy zacząć mierzyć ciśnienie?

Z badań Huawei wynika, że tylko ​​59% respondentów uważa, że ​​o serce należy dbać już w wieku 20 i 30 lat, gdy jesteśmy bardzo aktywni, uczymy się i pracujemy, a często nie mamy czasu, aby zająć się swoim zdrowiem. W Polsce blisko 35% respondentów uważa, że ​​o serce należy dbać dopiero po 40 roku życia, a polscy mężczyźni są jeszcze bardziej nieświadomi. Około 41% z nich uważa, że ​​należy dbać o serce po czterdziestce lub nawet później, a 7% nie wie, w jakim wieku należy zacząć.

Prof. Krzysztof J. Filipiak radzi, aby jak najwcześniej zadbać o serce. Jeśli to możliwe, należy monitorować jego podstawowe funkcje: tętno (tętno), EKG, ciśnienie tętnicze. Od jakiego wieku konkretnie? Wbrew pozorom nie należy czekać do emerytury. W przypadku ciśnienia dolna granica wieku wynosi 2 lata – już wtedy podczas badań bilansowych dokonywany jest pierwszy pomiar. W kolejnych laatch powinien być regularnie powtarzany. Im wcześniej wykryjemy ewentualne nieprawidłowości, tym wcześniej możemy interweniować i zapobiegać niekorzystnym zmianom w naszym układzie sercowo-naczyniowym. Wiele osób nie jest świadoma ryzyka.

Jak często i czym mierzyć ciśnienie?

Zdaniem profesora ciśnienie tętnicze należy mierzyć jak najczęściej, przynajmniej raz na pół roku. Kluczowe jest upowszechnienie tego badania, żeby jak najwięcej osób mogło takich pomiarów regularnie dokonywać. Pomóc w tym mogą szeroko zakrojone „screeningi” – badania przesiewowe wykonywane przez urządzenia codzienego użytku, w tym smartwatche, takie jak Watch D. Jest to pierwszy zegarek z funkcjami monitorowania ciśnienia krwi oraz analizy EKG, potwierdzonymi certyfikatem CE dla wyrobu medycznego. Oznacza to, że wyniki jego pomiarów są dokładne i wiarygodne, więc stanowi on świetną alternatywę dla tradycyjnego ciśnieniomierza – zwłaszcza dla osób młodych i aktywnych.

Ponieważ zegarka używamy codziennie, a wykonanie badania zajmuje dosłownie 30 sekund, staje się ono łatwo dostępne. Dzięki temu wiele osób prawdopodobnie dowie się, że ma nadmiernie podwyższone lub nieprawidłowe ciśnienie krwi, co może uratować im życie i zdrowie. Alarmujące (żółte) i podwyższone (czerwone) wartości wskazane na zegarku oznaczają, że należy udać się do lekarza. Diagnozę ostatecznie potwierdzi lekarzi zaleci, co robić dalej, by kontrolować swoje ciśnienie.

U zdrowej osoby do 65. roku życia ciśnienie skurczowe powinno wynosić 120–129 mmHg, a ciśnienie rozkurczowe 70–79 mmHg. Są to wartości, które Huawei Watch D pokazuje w swoich „zielonych zakresach”, z tolerancją ciśnienia rozkurczowego do 84 mmHg. Aktualne europejskie normy ciśnienia krwi wskazują u osób powyżej 65. roku życia na takie same wartości ciśnienia rozkurczowego i nieco wyższe możliwe wartości ciśnienia skurczowego rzędu 130–139 mmHg („zakres żółty”).

Jak możesz obniżyć ciśnienie krwi?

A co zrobić, gdy dowiemy się, że nasze ciśnienie jest zbyt wysokie? Czy wiemy, jak je obniżyć bez użycia leków? W Polsce metod obniżania ciśnienia nie umie wskazać 44% z nas i aż 56% w najmłodszej grupie respondentów (18–29 lat). To samo się tyczy grupy osób najbardziej aktywnych zawodowo, w wieku 30–44 lat, gdzie większość (51%) nie ma o tym pojęcia.

Kardiolog Krzysztof J. Filipiak sugeruje, że powinniśmy nie tylko znać definicję nadciśnienia tętniczego (pomiar powyżej 140/90 mmHg), ale też aktywnie wdrażać metody obniżania wartości ciśnienia krwi w sposób niefarmakologiczny: Rzucić palenie – biernie i czynnie;  Kontrolować wagę ciała – walczyć z nadwagą i otyłością; Ograniczyć spożywanie soli kuchennej i dodawanie jej do potraw;  Zwiększyć spożycie warzyw i owoców, ograniczyć tłuszcze zwierzęce; Ograniczyć spożycie alkoholu; Kontrolować inne czynniki ryzyka – zaburzenia gospodarki cukrowej i lipidowej (cholesterol, trójglicerydy); Zwiększyć i utrzymać systematyczność w zakresie aktywności fizycznej; Regularnie sprawdzać swoje ciśnienie krwi za pomocą urządzeń codziennego użytku, takich jak np. Watch D, który może zapewnić szybkie badanie przesiewowe w kierunku nadciśnienia.

Wprowadzenie i konsekwentne stosowanie się do tych 8 wskazówek może znacząco obniżyć nasze wartości ciśnienia krwi, a w rezultacie – zadbać o nasze zdrowie i życie.

SIBO – zespół rozrostu bakteryjnego

drIwona Manikowska

Dolegliwości ze strony układu pokarmowego nigdy nie powinny być bagatelizowane. Mogą być one objawem SIBO, czyli zespołu rozrostu bakteryjnego. Problem ten szczególnie często obserwuje się u osób chorujących na cukrzycę. Konieczne jest prawidłowe rozpoznanie choroby i wdrożenie leczenia, które znacznie poprawia jakość życia chorych. O tym, czym jest SIBO i jakie są jego objawy, opowiada nasz ekspert medyczny – doktor Iwona Manikowska z Happy Clinic.

Co właściwie kryje się pod tą enigmatyczną nazwą SIBO?

SIBO to skrót od angielskiej nazwy zespołu rozrostu bakteryjnego jelita cienkiego – small intestinal bacterial overgrowth. To schorzenie, które charakteryzuje się nadmiernym rozrostem flory bakteryjnej w jelicie czczym (tu odbywa się wchłanianie pokarmu) – typowej dla jelita grubego. Prowadzi to do szeregu zaburzeń w funkcjonowaniu układu pokarmowego. Pojawiają się problemy z trawieniem i wchłanianiem pokarmów – szczególnie witaminy B12 i tłuszczów.

Flora bakteryjna przewodu pokarmowego jest bardzo ważna dla naszego zdrowia. Jednak w prawidłowych warunkach w jelicie cienkim liczba bakterii jest niewielka i ograniczona. Zwiększa się ona dopiero w jelicie grubym. I tam powinna pozostać. Bakterie nie migrują z jelita grubego do innych odcinków przewodu pokarmowego. Nasz organizm doskonale się przed tym zabezpiecza poprzez sok żołądkowy, sok trzustkowy, śluz pokrywający nabłonek, immunoglobulinę A, ruchy perystaltyczne i zastawkę krętniczo-kątniczą.

Zaburzenie chociaż jednego z tych mechanizmów obronnych może skutkować nieprawidłowym rozrostem flory bakteryjnej w jelicie cienkim. Wówczas rozwijają się procesy chorobowe – upośledzenie wchłaniania witamin rozpuszczalnych w tłuszczach, zaburzenia trawienia tłuszczów, niedokrwistość megaloblastyczna, uszkodzenie kosmków jelitowych. Zwiększa się też wchłanianie antygenów bakteryjnych, co może skutkować rozwojem chorób zapalnych.

W jakich przypadkach dochodzi do nadmiernej kolonizacji bakteryjnej jelita cienkiego?

Przyczyną SIBO jest zaburzenie naturalnych mechanizmów obronnych przed przedostawaniem się bakterii z jelita grubego wyżej. Obserwuje się to przy: nabytych i wrodzonych zaburzeniach odporności; niedożywieniu i kacheksji; nieprawidłowościach anatomicznych jelit. Są to np. uchyłki jelita czy zespół ślepej pętli powstający po operacyjnym leczeniu otyłości. Przyczyna mogą być również: zaburzeniach motoryki jelit; zespół jelita drażliwego, a także stosowaniu leków prowadzących do zwiększenia pH soku żołądkowego (inhibitory pompy protonowej). Ryzyko SIBO zwiększa także cukrzyca.

Mówi się o tym, że SIBO staje się coraz częstszym problemem. Jaka to jest skala?

Tak naprawdę ciężko o rzetelne statystyki. Przez długi czas nie były one prowadzone. Ponadto stosuje się niejednolite kryteria diagnostyczne. Nie możemy też zapomnieć o tym, że sporo chorych nie szuka pomocy lekarskiej. A nawet, gdy już ją otrzymają – zostają nieprawidłowo zdiagnozowani. Szacuje się, że SIBO może występować nawet u 20 proc. populacji. Cierpi na nie nawet 78 proc. osób z zespołem jelita drażliwego, 67 proc. chorych na celiakię, 44 proc. chorych na cukrzycę.

Dlaczego osoby chorujące na cukrzycę są szczególnie narażoną na SIBO?

Nawet 75 proc. chorych na cukrzycę zgłasza objawy ze strony przewodu pokarmowego. Hiperglikemia wiąże się z szeregiem zaburzeń. Są to m.in.: zaburzenia funkcji motorycznej przewodu pokarmowego (wyraźne zwolnienie pasażu i przewlekłe zaparcia, a co za tym idzie namnażanie się bakterii w świetle jelita). Poza tym, zaburzenia hormonalne; wzrost stężenia glukozy we krwi; procesy zapalne; gastropareza, czyli opóźnione opróżnianie się żołądka.

Mój tata jest cukrzykiem od niemal 30 lat i bierze metforminę. Niestety, nikt w POZ nie rozpoznał u niego SIBO. Dopiero ja po rozmowie z nim zaleciłam wykonanie badań i udało się poznać przyczynę dokuczających mu dolegliwości. To bardzo ważne, ponieważ jakość życia chorych znacznie się wówczas poprawia.

To, co jeszcze mnie martwi, to brak wiedzy chorych na cukrzycę na temat suplementacji. Jeżeli są oni leczeni metforminą, powinni zażywać witaminy ADEK i witaminę B12. Naprawdę niewielu z nich ma tego świadomość.

Jakie objawy wskazują na SIBO? Co powinno zwrócić naszą uwagę?

W SIBO dochodzi do nadmiernego i intensywnego rozrostu bakterii, co powoduje wzmożoną fermentację węglowodanów. Efektem są gazy, które napinają ścianę jelita. Pojawiają się dyskomfort, ból brzucha, wzdęcia, zwiększenie obwodu brzucha. Objawy SIBO to także odbijanie, niestrawność, biegunka, zaburzenia wchłaniania, niedokrwistość z niedoboru żelaza, zmęczenie, osłabienie koncentracji, zmiana rytmu wypróżnień, utrata masy ciała. Dolegliwości różnią się nasileniem, czasem trwania i częstością występowania. U części osób są one bardzo subtelne, a u innych znacznie utrudniają codzienne funkcjonowanie.

Pani doktor, co zrobić, kiedy podejrzewamy u siebie SIBO?

Konieczne jest skonsultowanie się z lekarzem. Musi to być jednak osoba doświadczona, która rzetelnie podejdzie do diagnostyki, nie zbagatelizuje objawów zgłaszanych przez pacjenta. Takich specjalistów mamy w Happy Clinic.

Jak wygląda diagnostyka SIBO?

Podstawą diagnostyki SIBO są testy oddechowe. To nieinwazyjne badania, które pozwalają określić poziom gazów w wydychanym powietrzu. Nieprawidłowe jest stwierdzenie wodoru i/lub metanu. W normalnych warunkach komórki ludzkiego organizmu ich nie wytwarzają. Ich obecność wskazuje na metabolizm niestrawionych węglowodanów przez bakterie jelitowe. Oprócz tego wykonuje się badania laboratoryjne krwi, a niekiedy też badania endoskopowe.

Rozpoczęcie leczenia SIBO wiąże się z dość szybką poprawą jakości życia chorych. Jak wygląda terapia zespołu rozrostu bakteryjnego?

Rozpoczęcie leczenia SIBO przynosi wyraźną poprawę samopoczucia, ponieważ powoduje zmniejszenie liczby bakterii w jelicie cienkim, a tym samym ustąpienie objawów. Terapia powinna być dopasowana indywidualnie do każdej osoby, uwzględniając przyczynę SIBO – np. przy wadach anatomicznych może być konieczny zabieg chirurgiczny.

Podstawą leczenia SIBO jest antybiotykoterapia, która działa na tlenowe i beztlenowe bakterie. Nie jest to jednak idealna terapia ze względu na ryzyko antybiotykooporności. Pojawiły się jednak doniesienia o rifaksyminie. To również antybiotyk, ale taki, który nie wchłania się z jelita, nie działa więc ogólnoustrojowo. Rifaksymina ma dobry profil bezpieczeństwa. Wykazuje też szerokie spektrum aktywności wobec tlenowych i beztlenowych bakterii Gram-dodatnich i Gram-ujemnych. Nie możemy też zapomnieć o uzupełnieniu niedoborów witaminowych. Niekiedy do terapii wprowadza się probiotyki, jednak konieczne jest rozważenie, czy przyniesie to oczekiwane korzyści.

A co z dietą?

Dietoterapia przy SIBO jest oczywiście kluczowym elementem terapii. W badaniach stwierdzono, że bakterie w jelicie rozwijają się dzięki spożywaniu produktów fermentujących. Ich ograniczenie pozbawia je możliwości wzrostu i namnażania się. Przy SIBO polecana jest tzw. dieta FODMAP.

FODMAP to Fermentable Oligosaccharides, Disaccharides, Monosaccharides and Poliols – fermentujące oligosacharydy, disacharydy, monosacharydy i poliole. Mówiąc prościej, są to laktoza, fruktoza, fruktany, mannitol, ksylitol.  FODMAP nie jest jednak dietą na całe życie. Wprowadza się ją na określony czas i to w trzech etapach. Najpierw na 6–8 tygodni zastępuje się produkty zawierające dużą ilość FODMAP produktami z ich niską zawartością. Następnie konieczne jest stopniowe rozszerzanie diety o produkty zawierające więcej FODMAP. Skutkuje to opracowaniem spersonalizowanego jadłospisu, w którym brakuje produktów przyczyniających się do powstania objawów.

dr Iwona Manikowska, ekspert medyczny portalu Liderzy Innowacyjności

Zadzwoń do nas, lub wyślij SMS-a pod numer 606 992 192, aby umówić się na wizytę już dziś! Możesz też napisać na hello@manikowska.eu.

Eksperci z całego świata osiągnęli konsensus ws. walki z pandemią COVID-19

prof. Zbigniew Gaciong

Ponad 350 ekspertów z całego świata osiągnęło konsensus dotyczący metod trwałej eliminacji zagrożenia wirusem SARS-CoV-2 i podobnymi epidemiami, które mogą pojawić się w przyszłości. Rekomendacje dotyczące dalszych, szeroko zakrojonych działań opublikowało czasopismo naukowe „Nature”.

W debacie zorganizowanej w Warszawskim Uniwersytecie Medycznym polscy eksperci omówili dotychczasowe doświadczenia w zakresie walki z pandemią COVID-19, jak również odnieśli się do wypracowanego przez ekspertów globalnego konsensusu w celu ochrony zdrowia i życia osób najbardziej zagrożonych zakażeniem COVID-19.

Do października 2022 r. na świecie odnotowano ponad 630 mln przypadków zakażenia SARS-CoV-2 i ponad 6,5 mln zgonów. Według niektórych szacunków, liczba ofiar pandemii mogła przekroczyć nawet 20 mln.

Ponieważ COVID-19 nadal stanowi zagrożenie dla systemów opieki zdrowotnej, w szczególności poprzez budzące niepokój nowe warianty, 386 ekspertów z całego świata osiągnęło konsensus (#COVIDconsensus) dotyczący metod trwałej eliminacji zagrożenia, jakim jest wirus SARS-CoV-2 oraz zaleceń, które pozwolą bronić się przed pandemiami w przyszłości.

Wyniki badania przeprowadzonego przez Barcelona Institute for Global Health (ISGlobal) opublikował w najnowszym numerze magazyn „Nature”. Według specjalistów z różnych dyscyplin z ponad 100 państw, zagrożenie związane z COVID-19 nie zostało zażegnane. Dla ratowania zdrowia i życia osób najbardziej zagrożonych potrzebne są dalsze skoordynowane, szeroko zakrojone działania, które pozwolą bronić się przed pandemią bez zwiększania obciążeń społecznych.

Eksperci panelu ocenili, że reakcja świata na pandemię nie może być uznana za wystarczającą. Wskazali, że utrudniły ją czynniki polityczne, społeczne i behawioralne, m.in. takie jak fałszywe informacje rozprzestrzeniane nie tylko w mediach społecznościowych, niechęć do szczepień przeciwko SARS-CoV-2, brak globalnej koordynacji oraz niesprawiedliwa dystrybucja sprzętu, szczepionek i leków.

„Każdy kraj zareagował inaczej i często nieodpowiednio, co w znacznej mierze wynikło z braku porozumienia, a także jasno określonych celów” – powiedział prof. Jeffrey V. Lazarus, badacz ISGlobal i koordynator badania.

„Wirus SARS-CoV-2, który jest stosunkowo niewielkim drobnoustrojem, zawierającym kilkanaście genów, był w stanie w tak znaczący sposób wpłynąć na funkcjonowanie całego świata. COVID-19 był i jest wyzwaniem dla nauki, życia społecznego, medycyny, gospodarki. Chcę podkreślić, że nauka stanęła tu na wysokości zadania. Identyfikacja wirusa i opracowanie testu wykrywającego zakażenie trwało nie miesiące, nie lata a tygodnie. Szczepionka pojawiła się po jedenastu miesiącach, kiedy opracowanie tradycyjnej szczepionki trwa 15-20 lat. Z kolei w styczniu tego reku zarejestrowano pierwsze leki przeznaczone do zwalczania infekcji koronawirusem dla pacjentów niewymagających hospitalizacji” – powiedział w środę prof. Zbigniew Gaciong, rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego otwierając debatę.

Jak wskazał, „to, z czym zostawił nas COVID-19, to tzw. dług zdrowotny”. Miliony pacjentów onkologicznych oraz osób cierpiących na choroby przewlekłe doświadczyło niebezpiecznych opóźnień w dostępie do opieki zdrowotnej. Następstwa zdrowotne, w tym tzw. długi covid wciąż stanowi znaczące zagrożenie dla rekonwalescentów. Wiele osób nadal cierpi z powodu różnego rodzaju powikłań po przejściu zakażenia covid. Trwały ślad zostawia także w psychice, zwłaszcza u osób, które przeszły chorobę bardzo ciężko, lub straciły kogoś bliskiego.

Multidyscyplinarny panel specjalistów ds. ochrony zdrowia, w skład którego weszli także przedstawiciele organizacji pozarządowych i władz państwowych z ponad 100 krajów wydało dziesięć rekomendacji z najwyższym stopniem uzgodnień. Zdaniem ekspertów, aby uzyskać gotowość na wypadek kolejnej pandemii, należy przyjąć wspólne podejście dla całego społeczeństwa, w tym dla wielu dyscyplin i sektorów, np. biznesu, społeczeństwa obywatelskiego, sektora technologicznego.

Kolejną istotną kwestią jest koordynacja działań między poszczególnymi ministerstwami w celu zapewnienia większej efektywności systemu opieki zdrowotnej, w tym zmniejszenie obciążenia szpitali i wzmocnienie roli podstawowej opieki zdrowotnej. Zdaniem specjalistów, ważna jest również promocja wielosektorowej współpracy mającej na celu przyspieszenie rozwoju nowych terapii, które można zastosować na wszystkich etapach zakażenia COVID-19 (opieka ambulatoryjna, hospitalizacja, długi covid).

Kolejnym zaleceniem jest utrzymanie koncepcji „szczepienia plus” obejmującej masowe szczepienia przeciwko COVID-19. W opinii naukowców rządy, prywatni darczyńcy oraz branża farmaceutyczna powinni skoncentrować się na finansowaniu prac mających na celu opracowanie szczepionek zapewniających długotrwałą ochronę przed wieloma mutacjami SARS-CoV-2.

Zdaniem specjalistów, konieczne jest także wspólne opracowanie komunikatów, które budują i wzmacniają zaufanie do naukowców i przedstawicieli władz odpowiedzialnych za zdrowie publiczne i walkę z pandemią. Bardzo ważne w tym kontekście jest aktywne zwalczanie tzw. fake newsów dotyczące szczepionek. Według naukowców istotne jest dostarczanie precyzyjnych, łatwo dostępnych informacji o pandemii i sposobach reagowania na nią.

W celu niwelowania nierówności pandemicznych, eksperci rekomendują umożliwienie producentom z krajów o niskich i średnich przychodach dostępu do transferu technologii, dzięki której mogliby zaoferować szczepionki i leki wysokiej jakości w przystępnych cenach. Konieczne jest także usunięcie barier ekonomicznych w dostępie do wiarygodnych testów PCR lub antygenowych.

Ważne są także inne środki profilaktyczne, jak również dostęp do optymalnego leczenia i wsparcia finansowego. „Wyniki panelu wskazują, na co powinniśmy zwrócić uwagę i jak pracować, żeby następnym razem działać skuteczniej. Dotyczy to zarówno ewentualnej groźnej mutacji COVID-19, której pojawienia się nie można wykluczyć, jak i – szerzej – scenariusza reagowania na wybuch każdej pandemii” – powiedział prof. Mariusz Gujski, Dziekan Wydziału Nauk o Zdrowiu WUM, współautor artykułu i uczestnik badania.

PAP – Nauka w Polsce, Milena Motyl

Ostatnie artykuły

UAM

UAM przystąpił do IBM Quantum Network Hub

Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (UAM) przystąpił w poniedziałek do IBM Quantum Network Hub, dzięki czemu naukowcy będą mieli dostęp do...
Marek Stawiński

Wpływ Internetu rzeczy na rozwój logistyki i zrównoważonego transportu

Inteligentne i zaawansowane technologicznie procesy, opierające się na algorytmach oraz infrastrukturze Internetu rzeczy, dostarczającej dane z wielu obszarów, sprawiają, że miasta stają...
prof. Zbigniew Błocki

Odwołania od decyzji NCN ws. grantów są możliwe

Narodowe Centrum Nauki jest chyba najbardziej transparentną instytucją w Polsce w obszarze finansowania nauki - powiedział PAP dyrektor NCN prof. Zbigniew Błocki....
Mózg wytycza kierunek szczęściu

Norweska badaczka uważa mózg to mięsień szczęścia

Ludzie szczęśliwi żyją dłużej i zdrowiej się odżywiają – podkreśla norweska badaczka Ragnhild Bang Nes. W swojej książce na temat szczęścia przyznaje,...

Pierwsze biometanownie w Polsce wyprodukują paliwo dla ciężarówek

Pierwsza biometanownia budowana na Mazurach przez PKN Orlen będzie produkowała paliwo do pojazdów bioLNG. W to paliwo inwestują też inne firmy. Na...