Pandemia zwiększy innowacyjność województw

Grzegorz Maliszewski

Mazowsze, Małopolska, Dolny Śląsk i Pomorze – to liderzy innowacyjności regionów w Polsce. Wpływają na to wysokie uprzemysłowienie lokalnych gospodarek i ośrodki akademickie, które razem z firmami prowadzą działalność badawczo-rozwojową. Mniejsze miasta systematycznie zmniejszają jednak dystans do liderów, a postęp technologiczny po kryzysie będzie jeszcze bardziej dynamiczny. – Firmy i gospodarki chcące utrzymać konkurencyjność międzynarodową powinny inwestować w automatyzację – podkreśla Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium, współautor raportu „Indeks Millennium 2020 – Potencjał innowacyjności regionów”.

– Pandemia wpłynęła na innowacyjność województw, firm i całej gospodarki, ponieważ nastąpiła zmiana nawyków konsumentów i postaw przedsiębiorców, również w obszarze innowacyjności – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Maliszewski. – Trudno jest ocenić, jaki to był wpływ, ponieważ nie ma dostępnych danych pokazujących działalność innowacyjną w okresie pandemii. Zgodnie z indeksem, który przygotowaliśmy w Banku Millennium, widzimy, że proces innowacyjności ma charakter dynamiczny, a firmy i województwa są bardzo aktywne w tym obszarze. Pandemia powinna przyspieszyć innowacyjność, wydatki na digitalizację i automatyzację, ponieważ ten kierunek pozwala zminimalizować jej skutki.

Piąta edycja „Indeksu Millennium 2020 – Potencjału innowacyjności regionów”, przygotowana na podstawie ostatnich dostępnych danych GUS, pokazuje, że w dalszym ciągu na czele rankingu znajdują się województwa: mazowieckie, małopolskie, dolnośląskie i pomorskie – duże ośrodki gospodarcze i akademickie. W ciągu ostatniego roku zmiany w rankingu były minimalne, najczęściej obejmowały zmianę o jedno miejsce w górę lub w dół. W tegorocznej edycji badania awansowały województwa wielkopolskie, łódzkie, śląskie, świętokrzyskie i opolskie, natomiast spadły trzy województwa, a najsilniej – o trzy lokaty – lubelskie.

„Indeks Millennium” pokazuje trendy w innowacyjności regionów i gospodarki jako całości. Obejmuje zarówno czynniki, które dotyczą nakładów na działalność innowacyjną, czyli potencjał i kapitał ludzki, na co składają się liczba studentów i absolwentów, wydajność, nakłady na badania i rozwój, jak również efekty tych nakładów, czyli wydajność pracy, stopa wartości dodanej i patenty.

– Czynnikiem, który najczęściej odpowiada za zmiany w rankingu, w tym również za awans regionów, jest działalność badawczo-rozwojowa, czyli wydatki na badania i rozwój oraz liczba uzyskanych patentów – wyjaśnia ekspert. – Są to najbardziej dynamiczne zmienne w naszym rankingu, bo większość pozostałych, takich jak aktywność, potencjał akademicki czy wydajność pracy, są to procesy długoterminowe i podlegają mniejszej zmienności w poszczególnych latach.

Jak podkreśla główny ekonomista Banku Millennium, a zarazem jeden z autorów raportu, na poziom i potencjał innowacyjności regionów wpływa również szereg innych czynników nieuwzględnionych w indeksie, takich jak kultura innowacyjności czy też zaufanie i współpraca pomiędzy poszczególnymi podmiotami życia społeczno-gospodarczego.

– Te wątki staramy się uwzględnić w analizie jakościowej, bo nie wszystkie czynniki da się sparametryzować. To są elementy szczególnie ważne w przypadku małych ośrodków gospodarczych i naukowych, w mniejszych regionach, które w ten sposób mogą poprawić efektywność ponoszonych nakładów na innowacyjność – mówi Grzegorz Maliszewski. – W czasach pandemii współpraca i zaufanie poszczególnych podmiotów uczestniczących w procesie innowacyjności, czyli biznesu, akademii, władz centralnych i samorządowych, mogą pobudzić innowacyjność w warunkach kryzysu, kiedy nastroje są słabsze, a sytuacja finansowa firm gorsza.

Na dole rankingu Banku Millennium znajdują się województwa najmniejsze gospodarczo i akademicko – lubuskie, świętokrzyskie i warmińsko-mazurskie, które są niewielkimi ośrodkami akademickimi i biznesowymi, mało uprzemysłowionymi, i którym w związku z tym jest trudniej wygospodarować duży zasób środków potrzebnych na działalność innowacyjną. Główny ekonomista Banku Millennium zwraca jednak uwagę na fakt, że według tegorocznej edycji badania nastąpiło zmniejszenie dystansu województw do lidera, czyli województwa mazowieckiego. To może wskazywać, że mniejsze ośrodki akademickie są bardziej aktywne innowacyjnie i stopniowo nadrabiają dystans.

– Powinniśmy się spodziewać przyspieszenia innowacyjności. Kryzys wywołany pandemią pokazał, że firmy, które mają rozbudowany obszar digitalizacji i robotyzacji, mogą łagodniej przejść przez kryzys. Dlatego też, pomimo dużej niepewności w gospodarce, firmy i regiony powinny pamiętać o długoterminowych trendach związanych z digitalizacją, automatyzacją i postępem technologicznym – wskazuje. (Newseria.pl)

Lubelszczyzna rozwija telemedycynę

prof. Wojciech Załuska
Prof. Wojciech Załuska, rektor Uniwersytetu Medycznego w Lublinie

W diagnostyce medycznej i leczeniu chorób, a także w profilaktyce, przyszłość należy do telemedycyny, która intensywnie wkroczyła do opieki zdrowotnej wraz z pandemią SARS-CoV-2. Wykorzystanie nowoczesnych systemów teleinformatycznych i cyfrowych w przesyle danych pomiędzy ośrodkami w kraju i za granicą, pozwala na szybkie stawianie diagnozy w nagłych przypadkach i podejmowanie decyzji o specjalistycznym leczeniu. Lubelszczyzna ma szansę stać się pionierem w dziedzinie telemedycyny w Polsce.

Klinicyści z Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, od wielu miesięcy zabiegają o jej systemowe wprowadzenie w opiece zdrowotnej. Pod patronatem prof. Wojciecha Załuski, rektora uczelni przy aktywnym zaangażowaniu prorektora ds. cyfryzacji, prof. Roberta Rejdaka powstaje Lubelskie Centrum Telemedycyny. Środowisko akademickie ma w tych działaniach duże wsparcie marszałka województwa lubelskiego, Jarosława Stawiarskiego, który deklaruje udział w powstaniu platformy telemedycznej. – Chcemy być liderem takiego projektu i pragniemy by uczestniczyły w nim wszystkie szpitale, których jest 41 w województwie lubelskim. Dysponujemy dobrze przygotowaną do tego kadrą. Brakuje nam tylko środków o które aplikujemy z funduszy unijnych – informuje marszałek województwa lubelskiego.

Pandemia koronawirusa spowodowała bardzo szybki rozwój telemedycyny. Sytuacja i reżim epidemiologiczny sprawiły, że staje się podstawowym narzędziem opieki nad pacjentami. Wiele problemów można szybko i skutecznie rozwiązać właśnie tą drogą.

– Chcemy stosować telemedycynę na szeroką skalę m.in. w kardiologii, neurologii, kardiochirugii, czy nefrologii – wyznaje prof. Wojciech Załuska, rektor Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. – Pilotażowy program telemedycyny w okulistyce stosowany od trzech lat na Lubelszczyźnie pokazał imponujące efekty. W małych miejscowościach, gdzie dostęp do okulisty jest bardzo ograniczony, przebadano przy użyciu mobilnych urządzeń i kamer o dużej rozdzielczości dno oka u kilkuset przypadkowych osób. Wyniki potwierdziły, że ok. 30 proc. mieszkańców tych miejscowości jest zagrożonych różnymi chorobami oczu takimi jak np. zaćma, cukrzycowe zwyrodnienie plamki czy jaskra. Większość z nich nie miała o tym pojęcia. Wczesna diagnostyka pozwoliła przebadanym  nym osobom na podjęcie leczenia, ratując ich wzrok przed utratą widzenia.

Współfinansowany ze środków Fundacji Fulbrighta pionierski program, realizowany jest przez prof. Roberta Rejdaka, szefa Kliniki Okulistyki Ogólnej lubelskiego UM wspólnie z prof. Marco Zarbinem z Uniwersytetu Rutgersa w New Jersey, współtwórcą telemedycyny w Stanach Zjednoczonych. – Realizując ten projekt stworzyliśmy podstawy metodologiczne do stosowania tego typu rozwiązań telemedycznych – podkreśla prof. Robert Rejdak. – Udowodniliśmy ich skuteczność w szybkim diagnozowaniu pacjentów i teraz dążymy do rozszerzenia pilotażu na inne dziedziny. Współpracując z ośrodkami amerykańskimi rozwijamy Lubelskie Centrum Telemedycyny, które, mamy nadzieję, odegra w przyszłości wiodącą rolę w kraju.

Wybitny praktyk w zakresie telemedycyny, prof. Marco Zarbin specjalizuje się w leczeniu chorób siatkówki, ale ma też wiele dokonań w dziedzinie terapii genowych, leczenia schorzeń dziedzicznie uwarunkowanych oraz urazów oka innowacyjnymi metodami. Amerykański naukowiec od lat współpracuje z lubelskimi okulistami, a także z Wojskowym Instytutem Medycznym w Warszawie.

Za światowe osiągnięcia w rozwoju nowatorskich technologii i terapii lekowych prof. Marco Zarbin otrzymał przed kilkoma dniami Patenty Liderów Innowacyjności, przyznawane przez Stowarzyszenie Chirurgów Okulistów Polskich (SCOP) wspólnie z wydawcą magazynu „liderzy Innowacyjności”. Laudację wygłosił prof. Robert Rejdak, prezes SCOP. Drugim laureatem wyłonionym przez Kapitułę złożoną z ubiegłorocznych laureatów: prof. Marka Rękasa krajowego konsultanta ds. okulistyki i prof. Eberharta Zrennera, z Uniwersytetu w Tybindze, został wybitny polski retinolog prof. Jerzy Nawrocki, za wdrożenie innowacyjnych metod i technik chirurgii witreoretinalnej w Polsce.

Działania laureatów i lubelskiego środowiska okulistów dobitnie świadczą o tym, że wspólne projekty przynoszą najlepsze efekty przyczyniając się do rozwoju światowej okulistyki i telemedycyny, która jest przyszłością w diagnostyce medycznej, leczeniu chorób, a także w profilaktyce zdrowotnej. (JC)

Nowe metody leczenia cukrzycowego obrzęku plamki

prof. Robert Rejdak

Cukrzyca jest podstępną i bardzo niebezpieczną chorobą cywilizacyjną. Prowadzi do wielu poważnych powikłań, a jednym z najgroźniejszych jest cukrzycowy obrzęk plamki (DME). Zbyt późno zdiagnozowany lub źle leczony prowadzi do bezpowrotnej utraty widzenia. Najbezpieczniejszą formą leczenia DME w czasie pandemii COVID-19 powinny być terapie, które wymagają jak najrzadszego stosowania. Wśród dostępnych metod, interesującą formą leczenia cukrzycowego obrzęku plamki są doszklistkowe implanty sterydowe, podawane pacjentowi raz na 6 miesięcy, albo i rzadziej. Dodatkowo na rynku pojawiają się preparaty anty – VEGF o podobnej charakterystyce działania.

Specjalistą zajmującym się najnowszymi terapiami z zakresu retinologii jest prof. Robert Rejdak, szef Kliniki Okulistyki Ogólnej, prorektor Uniwersytetu Medycznego w Lublinie i prezes Stowarzyszenia Chirurgów Okulistów Polskich (SCOP).

– Panie profesorze, czym różnią się te metody od standardowych?

– W leczeniu cukrzycowego obrzęku plamki preparatami z grupy anty – VEGF podajemy choremu zastrzyki do gałki ocznej. Najpierw co miesiąc, a potem coraz rzadziej. Terapia obejmuje od 7 – 9 iniekcji w pierwszym roku, a w kolejnych latach ta liczba stopniowo maleje. W czasie pandemii musimy ograniczyć wizyty chorego w szpitalu ze względów bezpieczeństwa. Problemem dla pacjenta może być nawet samo dotarcie na taki zabieg, a przerywanie terapii może się skończyć utratą widzenia. Statystyki z pierwszego półrocza są przerażające. W wyniku przerwanego leczenia z różnych przyczyn związanych z pandemią, ok. 30 proc. chorych straciło wzrok. Nie możemy narażać pacjentów na tak bolesne ryzyko, dlatego bardzo dobrą metodą leczenia DME w sytuacji epidemii może być podawanie doszlistkowych implantów sterydowych. Robi się to raz na pół roku, a nawet rzadziej. Po 6 miesiącach pacjent wraca na kontrolę i sprawdzamy, czy istnieje potrzeba powtórnego podania implantu. Wizyta dwa razy w ciągu roku jest w obecnej sytuacji znacznie bezpieczniejsza dla pacjenta niż pojawianie się w szpitalu co miesiąc. Dodatkowo, pacjenci z DME często wymagają opieki, w związku z tym wizyta wiąże się z obciążeniem telemedycynęi ryzykiem także dla opiekuna. Pomiędzy wizytami związanymi z podaniem leku, pacjenci mogą odbywać wizyty w celu kontroli ciśnienia wewnątrzgałkowego bezpośrednio w rejonie.

– Jaka jest skuteczność leczenia chorego tą metodą?

– Porównywalna do iniekcji, ale zamiast zastrzyków, choremu podaje się doszklistkowy implant sterydowy. To jest biodegradowalny implant w postaci pręcika o średnicy ok. 0,46 mm i długości 6 milimetrów, który wstrzykuje się, z użyciem aplikatora w którym jest umieszczony, do ciała szklistego. Implant zawiera 700 mikrogramów deksametazonu, który stopniowo uwalnia się wewnątrz oka i równomiernie dawkuje przez okres do 6 miesięcy. Jest to skuteczna metoda leczenia DME. Sam ją wykorzystuję w terapii chorych, dlatego mogę to potwierdzić z własnego doświadczenia. Doszklistkowe implanty sterydowe stosuje się w Europie już od kilku lat. W takich krajach jak Włochy, czy Hiszpania, są rekomendowane w leczeniu cukrzycowego obrzęku plamki (DME). W Polsce ich dostępność jest ograniczona ze względu na brak refundacji tej terapii przez NFZ.

– Z powodu zbyt wysokich kosztów?

– Cena jednego doszklistowego implantu sterydowego dla szpitala wynosi około 4,5 tys. zł. Dla NFZ to nie jest nadmierny wydatek. Gdyby policzyć koszty iniekcji preparatami anty – VEGF, których trzeba podawać dużo więcej i częściej oraz kontrolować pacjenta co miesiąc, to łączna suma byłaby z pewnością jeszcze wyższa. Rachunek ekonomiczny przemawia na rzecz refundacji takich terapii. Jeśli osoba straci wzrok ze względu na brak dostępności do leczenia DME, to obciążenia dla państwa są dużo wyższe.

– Istnieje jakaś szansa na refundację tej terapii przez NFZ?

– Prowadzone są rozmowy w Ministerstwie Zdrowia dotyczące włączenia tej terapii do refundacji, jednak trudno przewidzieć czy i kiedy to nastąpi. Od ponad 4 lat okuliści czekają niecierpliwie na wprowadzenie programu lekowego dla chorych na cukrzycowy obrzęk plamki. Kilka lat temu z taką inicjatywą do Ministerstwa Zdrowia wystąpił prof. Marek Rękas, konsultant krajowy ds. okulistyki i do tej pory czyni intensywne starania o jego uruchomienie, żeby ratować chorych przed ślepotą. W Polsce ok. 3 mln osób choruje na cukrzycę. Z tego milion ma cechy retinopatii cukrzycowej, a 300 tys. może być zagrożonych wystąpieniem DME. Ratunkiem dla tej grupy chorych jest wprowadzenie programu lekowego z wyodrębnionym budżetem na zapewnienie skutecznego leczenia tej choroby.

– Dlaczego uruchomienie programu lekowego trwa tak długo?

– Pieniędzy nie starcza na wszystkie potrzeby służby zdrowia, dlatego to się przeciąga w czasie. Wszystkie argumenty społeczne, medyczne i finansowe przemawiają za szybkim wprowadzeniem programu lekowego dedykowanego leczeniu DME, żeby uchronić ludzi przed nieodwracalną niepełnosprawnością z powodu ślepoty. Systemowe rozwiązanie problemu przebadaDME jest konieczne. Ministerstwo Zdrowia zapewniało nas, że program lekowy dla chorych z cukrzycowym obrzękiem plamki pojawi się jesienią tego roku, ale pandemia koronawirusa pokrzyżowała te plany i jego wdrożenie znów się oddaliło w czasie. Mamy nadzieję, że za kilka miesięcy dojdzie do jego uchwalenia dla dobra chorych na DME.

– Ile środków potrzebnych jest na taki program?

– Budżet programu lekowego dla chorych na DME oszacowano wstępnie na ok. 100 mln zł rocznie. Zapewniłoby to systemowe leczenie 20 – 30 tys. chorym na cukrzycowy obrzęk plamki, którzy potrzebują najpilniejszej pomocy. Bardzo często są to ludzie młodzi, a nawet uczniowie czy studenci. Narażanie ich na utratę widzenia w tak młodym wieku jest przerażające. Z powodu ślepoty czeka ich wykluczenie z życia społecznego i aktywności zawodowej. Trzeba będzie przez całe życie wypłacać im renty, zasiłki oraz inne świadczenia, a to generuje gigantyczne koszty. Dwa lata temu wyliczono je, na około 2-3 miliardy zł rocznie. Dotyczy to skutków wszystkich schorzeń plamki żółtej. Jeśli zestawi się te wydatki z budżetem programu lekowego, który zapobiegnie wielu tragediom przede wszystkim dla młodych ludzi, to wniosek jest oczywisty. Wprowadzenie programu lekowego z refundowaną terapią preparatami z grupy anty – VEGF i doszklistkowymi implantami sterydowymi z pewnością dla wszystkich będzie najbardziej optymalne.

– Panie profesorze, czym dokładnie jest cukrzycowy obrzęk plamki?

– Plamka żółta jest centralną częścią siatkówki oka o średnicy półtora milimetra. Dzięki specyficznej budowie stanowi miejsce najostrzejszego widzenia. Powstają w niej barwne obrazy o największej rozdzielczości. Jeśli zostanie uszkodzona w następstwie cukrzycy to może doprowadzić do bezpowrotnej utraty widzenia, a tym samym do nieodwracalnej niepełnosprawności. Nie ma drugiego takiego organu, o tak małej powierzchni, od którego tyle zależy, gedlatego leczenie chorób plamki jest tak newralgiczne.

– Jakie sygnały ostrzegają przed tą chorobą?

– Choroba na początku przebiega bezobjawowo, dlatego nie ostrzega przed niebezpieczeństwem. Wahania poziomu glikemii, mają wpływ na mikrokrążenie siatkówki oka i mogą prowadzić do rozwoju retinopatii cukrzycowej, która jest jedną z najczęstszych przyczyn ślepoty w przedziale wiekowym 20 – 65 lat. Retinopatię można wykryć kiedy pojawią się zmiany morfologiczne w siatkówce oka m.in. mikrotętniaki, wysięki twarde czy np. krwotoczki. Z czasem pojawiają się metamorfopsje, czyli wykrzywienie linii prostych. To są jeszcze wczesne objawy, które szybko możemy zdiagnozować i podjąć skuteczne leczenie. Jeśli jednak choroba jest nie leczona, dochodzi do trwałych ubytków widzenia centralnego, a także do ciężkich powikłań, m.in. do krwotoku do ciała szklistego czyli trakcyjnego odwarstwienia siatkówki.

– Co oznacza utrata centralnego widzenia w wyniku postępu choroby?

– Uszkodzenie maleńkich naczyń krwionośnych w siatkówce oka zaburza widzenie. Nie można czytać, prowadzić samochodu, rozpoznawać twarzy, a nawet wpisywać PIN w bankomacie, czy numeru telefonu w smartfonie. To schorzenie uniemożliwia wykonywanie codziennych czynności. Pozbawia młode osoby aktywności życiowej, zawodowej, społecznej i rodzinnej. Jest to ogromny problem, który dotyczy dużej części społeczeństwa. Aby zapobiec tym dramatom musimy jak najszybciej wprowadzić program lekowy dla chorych na cukrzycowy obrzęk plamki. Ja wierzę, że już wkrótce do tego doprowadzimy. Kilkadziesiąt tysięcy pacjentów z nadzieją na to czeka od ponad czterech lat. Ich szybka diagnoza i podjęcie terapii są jedynym ratunkiem na zachowanie widzenia.

Z prof. Robertem Rejdakiem rozmawiała Jolanta Czudak

PE: Wolność mediów nie może być ograniczana

Magdalena Adamowicz

Parlament Europejski ostrzega przed próbami uciszania krytyków i ograniczania pluralizmu. Europosłowie ubolewają nad nękaniem dziennikarzy i atakami na nich, szczególnie ze strony polityków. Wskazuje, że Komisja Europejska musi regularnie oceniać interwencje państwa i przejrzystość struktur własności. Unia nie będzie finansować propagandy politycznej ani mediów kontrolowanych przez rząd.

Parlament jest głęboko zaniepokojony stanem wolności mediów w UE. Potępia nękanie i wywieranie presji na dziennikarzy oraz przemoc wobec nich. W rezolucji przyjętej stosunkiem głosów 553/54 (przy 89 głosach wstrzymujących się) Parlament zwraca uwagę na „podejmowane przez rządy niektórych państw członkowskich próby uciszenia krytycznych i niezależnych mediów oraz osłabienia wolności i pluralizmu mediów”. Europosłów szczególnie niepokoi stan mediów publicznych w niektórych krajach UE, gdzie stały się one przykładem „propagandy prorządowej”

Posłowie podkreślają, że wolność, pluralizm, niezależność mediów i bezpieczeństwo dziennikarzy stanowią kluczowe elementy prawa do wolności wypowiedzi i informacji oraz są podstawą demokratycznego funkcjonowania UE. „W ostatnich latach wolność mediów jest ograniczana”, brzmi ostrzeżenie zawarte w tekście rezolucji. Wybuch pandemii COVID-19 przyczynił się do jeszcze większego ograniczenia tej wolności.

Lepsza ochrona dziennikarzy, a zwłaszcza dziennikarek

Europosłowie zauważają, że „coraz częściej dochodzi do zastraszania dziennikarzy w celu ich uciszenia”. Nawiązują do morderstw Daphne Caruany Galizii oraz Jána Kuciaka i jego narzeczonej, które są przykładami niebezpieczeństw grożących dziennikarzom śledczym. Posłowie apelują do osób publicznych, by powstrzymały się od oczerniania dziennikarzy. Dopominają się także, by wprowadzić obowiązek prawny prowadzenia dochodzeń w sprawie ataków na dziennikarzy. Podkreślają, że szczególnie narażone są dziennikarki i należy zapewnić im dodatkową ochronę.

Magdalena Adamowicz (EPP, PL), sprawozdawczyni, powiedziała: “ Dziś jesteśmy świadkami ograniczania demokracji i przejmowania władzy przez kłamstwa. Nie ma wolności bez niezależności mediów, nie ma demokracji bez pluralizmu mediów. Media powinny służyć prawdzie, a nie kłamstwom. Powinny służyć wyborcom, a nie rządzącym, powinny być sprawdzać działania władzy. Media powinny chronić demokrację, ale media mogą ją również zabijać. Dlatego nie mogą nikomu służyć, muszą być niezależne”.

Zagrożenie pluralizmu z powodu nadmiernej koncentracji własności mediów

W rezolucji zwraca się uwagę, że własność mediów skupiona jest w rękach niewielkiej liczby podmiotów, co zagraża pluralizmowi. W związku z tym znacznie trudniej zapobiegać rozprzestrzenianiu się dezinformacji. Europosłowie domagają się, aby państwa UE podjęły działania na rzecz unikania koncentracji własności mediów oraz zagwarantowania przejrzystości. Krytykują rządy państw za zbyt agresywne ingerowanie w reklamę publiczną i podkreślają, że środki unijne nie mogą służyć do finansowania propagandy politycznej ani mediów kontrolowanych przez rząd.

W tym kontekście Parlament wzywa również Komisję Europejską, by w ramach dorocznej oceny praworządności oceniała, jak przejrzysta jest własność środków masowego przekazu w każdym państwie członkowskim, a także w jak dużym stopniu w sektor ten ingerują podmioty prywatne i organy władzy. Europosłowie są zdania, że próby ograniczania wolności mediów i pluralizmu należy traktować jako poważne i systematyczne nadużywanie władzy, które jest sprzeczne z podstawowymi wartościami UE. 

Mowa nienawiści i dezinformacja w internecie

Eurodeputowani domagają się solidniejszych ram prawnych, by można było zapobiegać nasilaniu się mowy nienawiści w internecie i zwalczać to zjawisko Chcą także intensywniejszej współpracy pomiędzy platformami internetowymi a organami ścigania. Podkreślają, że dobrowolne działania podejmowane przez niektóre platformy są „konieczne, choć wciąż niewystarczające”, by przeciwdziałać dezinformacji, nielegalnym treściom i obcej ingerencji. Niemniej platformy „nie mogą […] stać się prywatnymi organami cenzury”, a usuwanie nielegalnych treści musi podlegać zabezpieczeniom.

W przyjętym tekście wyrażono również obawy o obcą ingerencję w procesy demokratyczne, której celem jest polaryzacja postaw i zniweczenie pluralizmu i ostrzeżono przed potencjalnie szkodliwymi konsekwencjami manipulowania informacjami dotyczącymi pandemii COVID-19. (PE)

Pomiary pól elektromagnetycznych

Piotr Gozdek

Punkty pomiaru pól elektromagnetycznych będą badać m.in. częstotliwości wykorzystywane przez technologię 5G.  Jest to wyjście naprzeciw oczekiwaniom społecznym – powiedział Serwisowi Samorządowemu PAP Piotr Gozdek z Ministerstwa Klimatu i Środowiska. W październiku resort klimatu opublikował rozporządzenie, zgodnie z którym punkty pomiaru pól elektromagnetycznych staną w gminach miejskich i wiejskich. Rozporządzenie wejdzie w życie na początku 2021 roku.

„Ważne jest to, że bardzo duży nacisk kładzie się na pomiary pól elektromagnetycznych, dotyczących instalacji 5G. Mamy głęboką nadzieję, że poprzez wykorzystanie punktów pomiarowych nastąpi znaczna poprawa nastrojów społecznych ze względu na fakt, że resort podjął się tego działania w zakresie monitorowania urządzeń mobilnych” – oświadczył Gozdek.

Liczba punktów pomiarowych jest uzależniona od gęstości zaludnienia. „W miastach do 20 tysięcy będzie jeden punkt, dwa w miastach do 50 tysięcy, trzy punkty pomiarowe na 100 tysięcy i cztery punkty pomiarowe dla miast na 200 tysięcy mieszkańców” – wyjaśnił. Przedstawiciel resortu klimatu podkreślił, że monitoring przewidziany jest także na obszarach wiejskich.

„Pomiary będą realizowane w określonych cyklach czasowych. Tym niemniej taki stan, który planujemy do realizacji od przyszłego roku zapewni, że społeczeństwo polskie będzie doinformowane o rzeczywistym natężeniu pól elektromagnetycznych w środowisku” – zapewnił.

Gozdek wskazał jednocześnie, że rozporządzenie w sprawie pomiaru pól elektromagnetycznych przewiduje tak zwane pomiary interwencyjne. „Oznacza to, że jeżeli rodzą się jakieś obawy odnośnie przypuszczalnych przekroczeń, wówczas odpowiedni zespół pojedzie w dane miejsce i pod konkretny adres. Przyjedzie zespół pracowników z akredytowanego laboratorium badawczego i poprzez zastosowanie odpowiedniej aparatury będą te pomiary realizowane” – powiedział.

Według rozmówcy Serwisu Samorządowego PAP istotne jest także, że pomiary będą dokonywane w miejscach widocznych dla ludzi. „Każdy ma możliwość zobaczyć, jak te pomiary i te badania są prowadzone” – zaznaczył.

Wyniki badań można będzie znaleźć na stronach internetowych. Wyniki badań, które prowadzone były w Polsce dotychczas, są dostępne na stronie Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska.

Więcej na stronie www.samorzad.pap.pl

Finałowy tydzień GovTech Festival

Justyna Orłowska

W najbliższy weekend, 27-29 listopada, odbędzie się HackYeah, czyli wirtualna edycja największego stacjonarnego hackathonu w Europie. Łączna pula nagród dla programistów, którzy wezmą w nim udział, przekroczyła 400 tys. zł. Ostatni weekend listopada to także Game Jam, czyli maraton programowania gier organizowany we współpracy z Agencją Rozwoju Przemysłu, w którym oprócz atrakcyjnych nagród finansowych, do wygrania jest także wyjazd na Expo do Dubaju. W piątek, 27 listopada, w ramach GovTech Festival odbędzie się również finał HackJunior, czyli konkursu programowania dla uczniów szkół podstawowych.

HackYeah 2020 to szósta edycja największego stacjonarnego hackathonu w Europie, która w tym roku jest jednym z głównych wydarzeń trwającego przez cały miesiąc GovTech Festival. Najbliższa edycja odbędzie się w sieci w dniach 27-29 listopada 2020 r. Uczestnictwo w hackathonie jest darmowe, a pula nagród przekroczyła już 400 tys. zł. HackYeah zrzesza osoby wyspecjalizowane w przeróżnych językach programowania, a jego celem jest poszukiwanie rozwiązań oraz narzędzi, które będą odpowiedzią na realne problemy. Podczas najbliższej edycji HackYeah uczestnicy będą szukać rozwiązań w wielu kategoriach. Swoje wyzwania przedstawiły zarówno organizacje pozarządowe, biznesowi giganci, jak i instytucje publiczne, a uczestnicy przez 40 godzin będą tworzyć rozwiązania programistyczne m.in. w obszarach zdrowia, ekologii oraz cyfryzacji procesów administracyjnych. Zwycięskie zespoły będą miały szansę na dalszy rozwój swoich projektów i wdrażanie ich w życie.

„Hackathony to doskonała formuła poszukiwania rozwiązań programistycznych dla bieżących wyzwań, o czym przekonaliśmy się podczas poprzednich edycji HackYeah. Tym razem spotykamy się wyłącznie w formule online, wirtualnie łącząc poszukujących innowacyjnych rozwiązań z najzdolniejszymi programistami. Wśród wyzwań m.in. pomoc przy digitalizacji procesów podatkowych, czy aplikacje pozwalające na efektywne gospodarowanie zasobami wody. Każdy uczestnik hackathonu może więc nie tylko wziąć udział w świetnej zabawie, w której stawką są wysokie nagrody pieniężne, ale także zrobić coś dobrego dla społeczeństwa. To szczególnie ważne właśnie teraz, w czasie pandemii, by wspólnymi siłami wypracowywać optymalne rozwiązania cyfrowe służące nam wszystkim” – mówi Justyna Orłowska, pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów ds. GovTech.

Game Jam – maraton programowania gier

Częścią hackathonu HackYeah, który w tym roku stanowi jedno z głównych wydarzeń GovTech Festival, będzie także Game Jam, czyli maraton programowania gier wideo organizowany przez Agencję Rozwoju Przemysłu wspólnie z GovTech Polska. Podczas Game Jam powstaną gry, których motyw przewodni wybrany zostanie w głosowaniu internautów. Łączna pula nagród finansowych w Game Jam, które sponsorowane są przez GovTech Polska, wynosi 60 tys. zł, a nagrodą specjalną dla zwycięskiego zespołu będzie możliwość zaprezentowania gry podczas Światowej Wystawy Expo w Dubaju, co umożliwi partner wydarzenia – Polska Agencja Inwestycji i Handlu.

HackJunior, czyli programowanie dla najmłodszych

27 listopada w ramach GovTech Festival odbędzie się również finał i rozstrzygnięcie HackJunior, czyli konkursu dla młodzieży ze szkół podstawowych, którego celem jest promowanie wykorzystania nowych technologii w nauce oraz kreatywnego podejścia do rozwiązywania problemów. W konkursie HackJunior mogą wziąć uczniowie i nauczyciele ze szkół podstawowych z całej Polski, a prace konkursowe powinny zostać przesłane do 27 listopada. Zadanie polega na stworzeniu narzędzia edukacyjnego z elementami robotyki, programowania lub wykorzystania nowych technologii. Szkoły reprezentowane przez zwycięskie zespoły otrzymają nagrody rzeczowe, a każdy uczeń biorący udział w wyzwaniu otrzyma specjalny certyfikat uczestnictwa w HackJunior.

Cyfrowy Wolontariusz i Las GovTech Festival

GovTech Festival to także promocja cyfrowych aktywności poprzez inicjatywę Cyfrowego Wolontariatu. Dzięki temu przedsięwzięciu każdy może nie tylko rozwijać swoje cyfrowe umiejętności i pomagać w tym innym, ale także, dzięki współpracy GovTech Polska z Lasami Państwowymi, przyczynić się do odnowienia lasu na terenach dotkniętych klęskami żywiołowymi. Za każdą wypełnioną ankietę dotyczącą cyfrowych aktywności, Lasy Państwowe zasadzą w imieniu uczestników kolejne drzewa na terenach dotkniętych klęską żywiołową, tworząc w ten sposób Las GovTech Festival. Uczestnicy mogą ponadto sami zagłosować na nadleśnictwo, na terenie którego ich zdaniem las powinien zostać odbudowany w pierwszej kolejności. Inicjatywa jest częścią Solidarnościowego Korpusu Wsparcia Seniorów, którego głównym celem jest wsparcie osób starszych w trudnych czasach pandemii. W listopadzie inicjatywa rozszerzyła się o możliwość zgłoszenia chęci pomocy w kwestiach podnoszenia kompetencji cyfrowych u seniora. Poprzez akcję #WspierajSeniora każdy może pomagać innym w korzystaniu z narzędzi do komunikowania się na odległość czy załatwianiu spraw urzędowych przez Internet. Żeby zostać Cyfrowym Wolontariuszem i nieść pomoc osobom starszym, wystarczy wypełnić krótki formularz dostępny na stronie.

Czwarty tydzień GovTech Festival

W finałowym, czwartym tygodniu, w ramach GovTech Festival odbywają się także m.in.: warsztaty online pt. „Komputer dla Cyfrowych Debiutantów” poświęcone zakupom w sieci, konferencja „An Israeli Eye on A.I. – Embassy of Israel in Poland” organizowana przez ambasady krajów Grupy Wyszehradzkiej i Izraela, webinarium „Autonomia kontra automatyzacja – etyka sztucznej inteligencji”, wirtualny pokaz showroomu Fabryki Przyszłości, dwudniowe warsztaty pt. „{no}code Bootcamp” poświęcone skutecznemu zarządzaniu projektami w pracy zdalnej, „Cyber Future – Konferencja IT dla Biznesu”, debata „2021 rokiem Stanisława Lema – proroka technologii” oraz webinarium „Digital Ethics – konsument a technologie”.

GovTech Festival

GovTech Festival to trwający miesiąc projekt edukacyjno-technologiczny o globalnym zasięgu. W festiwalu, którego celem jest przybliżenie obywatelom cyfrowego świata poprzez cykl wydarzeń online, może wziąć udział każdy zainteresowany. Przez cały listopad w ramach GovTech Festival organizowane są webinaria, warsztaty i hackathony, które mają na celu przełamywanie analogowych barier, edukowanie oraz otwieranie społeczeństwa na nowe możliwości związane z cyfryzacją i digitalizacją. Udział we wszystkich wydarzeniach jest bezpłatny.

Źródło informacji: GovTech Polska

Gospodarstwa niezależne energetycznie i ekologiczne

Michał Skorupa

Przydomowa instalacja fotowoltaiczna stała się w ostatnich kilku latach popularnym sposobem na produkcję ekologicznej energii i obniżenie wysokości rachunków. Rozbudowanie jej o dodatkowe funkcje i urządzenia – własny magazyn energii i pompę ciepła, która umożliwia podgrzanie wody i dostarczenie ciepła do grzejników – zapewnia gospodarstwu domowemu niezależność energetyczną i pozwala uodpornić się na przerwy w dostawach prądu. Taki pakiet, który wprowadziła na rynek należąca do innogy spółka Foton Technik, można obecnie dofinansować środkami z rządowych programów Mój Prąd i Czyste Powietrze.

– Rynek magazynów energii, patrząc z perspektywy całej Europy, rozwija się równie dynamicznie i jest równie obiecujący, co rynek fotowoltaiki, pomp ciepła czy też relatywnie młody rynek związany ze stacjami do ładowania i szeroko rozumianą elektromobilnością. Widzimy, jak wzrasta świadomość użytkowników końcowych nie tylko w aspekcie obniżania swoich rachunków za energię i proekologii, ale także niezależności energetycznej – mówi agencji Newseria Biznes Michał Skorupa, prezes spółki Foton Technik z Grupy innogy.

Zapotrzebowanie na technologie magazynowania energii będzie rosnąć wraz z popularnością OZE. Na dużą skalę magazynowanie energii utrzymuje nadwyżkę, gdy produkcja energii wiatrowej i słonecznej przekracza popyt, a następnie uwalnia ją do sieci, kiedy warunki pogodowe są niekorzystne, a zasoby energii odnawialnej nie wystarczają do zaspokojenia konsumpcji. Dlatego też magazyny energii są kluczowe dla bezpieczeństwa energetycznego i bilansowania sieci elektroenergetycznej.

Polska Izba Magazynowania Energii podkreśla, że dodanie funkcji magazynowania do instalacji fotowoltaicznych pozwoliłoby na przechowywanie nadwyżek energii i zużywanie ich np. w nocy, dzięki czemu gospodarstwa domowe mogłyby osiągnąć nawet 90-proc. samowystarczalność.

– Łączenie produktów takich jak fotowoltaika, pompy ciepła i magazyn energii oraz możliwość centralnego zarządzania nimi, np. za pomocą aplikacji, niewątpliwie zapewnia niezależność energetyczną i cieplną. W ten sposób gospodarstwo domowe przyczynia się do ochrony środowiska, a jednocześnie poprawia warunki socjalno-bytowe, warunki życia właściciela – mówi prezes Foton Technik. – To właśnie magazyn energii daje tę niezależność, bo nadwyżka energii, która nie została spożytkowana na potrzeby własne, jest przechowywana przez klienta.

Należąca do Grupy innogy spółka Foton Technik wprowadziła na rynek pakiet usług Comfort Home, składający się właśnie z instalacji fotowoltaicznej, magazynu energii i pompy ciepła. Wszystkie trzy są ze sobą kompatybilne W przyszłości spółka zamierza rozbudować system o kolejne opcje, takie jak stacje ładowania dla samochodów elektrycznych czy urządzenia z zakresu inteligentnego domu (smart home).

– Fotowoltaika jest bazą, która pokrywa bieżące zapotrzebowanie na energię i zapewnia zasilanie pompy ciepła. Uzupełniamy ją o magazyn energii, dzięki czemu klientowi niestraszne będą przerwy w dostawach prądu. Niedługo wszystko to zepniemy jedną aplikacją, dzięki czemu będzie możliwość zarządzania tymi urządzeniami, np. podglądu, czy instalacja PV pracuje optymalnie, i sprawdzenia, w jakiej kondycji są pozostałe urządzenia – zapowiada Michał Skorupa

Gospodarstwa domowe, które chcą skorzystać z pakietu, mogą wystąpić o dotację w kwocie 5 tys. zł z programu Mój Prąd na sfinansowanie budowy instalacji fotowoltaicznej. Z kolei nowa edycja programu Czyste Powietrze, która ruszyła w maju tego roku, daje możliwość otrzymania dotacji na mikroinstalację fotowoltaiczną oraz pompę ciepła w wysokości maksymalnie 30 tys. zł.

Korzyścią jest nie tylko ograniczenie smogu i ekologiczny, zeroemisyjny dom. Gospodarstwa domowe mogą też odczuć realne, finansowe profity w postaci oszczędności na rachunkach za energię, zwłaszcza w obliczu rosnących cen. Dane Komisji Europejskiej przytaczane przez portal Gramwzielone.pl pokazują, że w pierwszym kwartale br. średnia cena energii dla odbiorcy końcowego w UE wzrosła o 1 proc. w porównaniu z tym samym okresem rok wcześniej, a największy wzrost cen (o 14 proc.) miał miejsce właśnie w Polsce i na Litwie.

– To rozwiązanie jest przeznaczone dla każdego budynku – nie tylko dla nowo budowanych domów, ale także dla tych już istniejących, zwłaszcza dla właścicieli domów wybudowanych po roku 1990, którzy dzisiaj myślą o wymianie źródła ciepła, pieców na bardziej przyjazne środowisku urządzenia, z jednej strony wysokosprawne, a z drugiej niskoemisyjne – wskazuje Michał Skorupa.

Fotowoltaika stała się w ostatnich kilku latach najpopularniejszym sposobem na produkcję ekologicznej energii i obniżenie wysokości rachunków. W tej chwili to najszybciej rosnący w Polsce segment OZE. Jak wynika z danych PSE, na początku października br. moc zainstalowana instalacji fotowoltaicznych w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym wyniosła 2682,7 MW. Oznacza to wzrost o 166,3 proc. rok do roku i o 6,1 proc. w skali miesiąca. Według prognoz Instytutu Energetyki Odnawialnej („Rynek fotowoltaiki w Polsce 2020”) ta branża ma przed sobą świetlaną przyszłość i w 2025 roku moc zainstalowana PV w KSE ma sięgnąć już 7800 MW.

Z danych NFOŚiGW wynika, że do 9 listopada br. w ramach programu Mój Prąd złożono ponad 200 tys. wniosków, przyznano dotację na niemal 500 tys. zł, a moc wygenerowana w przydomowych instalacjach fotowoltaicznych, np. na dachach domów, wyniosła 540 MW. Newseria.pl

Pełnomocnik ds. rozwoju sektora biotechnologii

Radosław Sierpiński

Premier Mateusz Morawiecki podpisał zarządzenie ustanawiające pełnomocnika Prezesa Rady Ministrów do spraw rozwoju sektora biotechnologii i niezależności Polski w zakresie produktów krwiopochodnych.  Został nim dr n. med. Radosław Sierpiński – p.o. prezes Agencji Badań Medycznych.

Dr. Sierpiński z wykształcenia jest lekarzem kardiologiem i menedżerem, specjalizującym się w zarządzaniu w sektorze medycznym, badaniach klinicznych, HTA i managemencie nauki. Posiada rozległe doświadczenie w zakresie badań i rozwoju w biotechnologii oraz szerokie kontakty z międzynarodowymi instytucjami naukowymi i instytucjami zarządzającymi ochroną zdrowia. W latach 2018-2019 był doradcą ministra zdrowia, a od 2019 roku kieruje Agencją Badań Medycznych.

Czym zajmie się pełnomocnik?

Do zadań pełnomocnika należeć będzie przede wszystkim monitorowanie działań w zakresie realizacji projektu utworzenia polskiego hub-u biotechnologicznego oraz utworzenia Narodowego Frakcjonatora Osocza.

Ponadto, dr Radosław Sierpiński będzie odpowiedzialny za przeprowadzanie analiz i proponowanie rozwiązań w zakresie wspierania rozwoju sektora biotechnologii i niezależności Polski w zakresie produktów krwiopochodnych, przygotowywanie propozycji zmian przepisów w tym zakresie oraz wypracowanie rozwiązań mających na celu kształtowanie wzajemnych relacji między podmiotami gospodarczymi, publicznymi i naukowymi.

Strategiczne projekty w zadaniach pełnomocnika

Powstanie polskiego hub-u biotechnologicznego Warsaw Health Innovation Hub jest inicjatywą wypracowaną we współpracy z Agencją Badań Medycznych, której ideą jest ścisłe partnerstwo publiczno-prywatne, pozwalające na identyfikację najpilniejszych problemów w systemie opieki zdrowotnej oraz ich szybkie i skuteczne rozwiązanie. Powstanie Warsaw Health Innovation Hub ma być wielopodmiotową platformą pragmatycznie wykorzystującą innowacyjne rozwiązania do pomocy pacjentom i poprawy systemu opieki zdrowotnej w Polsce, a w kolejnych etapach ma stanowić podwaliny pod budowę w Warszawie HUBu biotechnologicznego.

Powstanie Polskiego Frakcjonatora Osocza stanowi zaś odpowiedź na brak krajowego zabezpieczenia potrzeb pacjentów w zakresie pozyskiwaniu osocza dla produkcji preparatów krwiopochodnych oraz ich  przetwarzaniu i produkcji. Każdego roku Polska sprzedaje rocznie ponad 200 tys. litrów osocza pozyskanych od polskich dawców zagranicznym producentom preparatów krwiopochodnych. Polska nie posiada własnej fabryki osocza,  co uzależnia nasz kraj od polityki zagranicznych wytwórców i importerów.  Rola preparatów krwiopochodnych i ich zastosowanie systematycznie się zwiększa, co wykazała również panująca pandemia. Przetwarzanie surowca we własnym zakresie i produkcja preparatów krwiopochodnych w kraju ma zapewnić Polsce bezpieczeństwo medyczne i ekonomiczne.  (MS)

Przyszłość i nadzieje inwestycyjne w formule ppp

Kamila Król
Kamila Król, prezes zarządu Agencji City, organizator Forum Liderów PPP

W piątej edycji Forum Liderów PPP wzięła udział rekordowa liczba uczestników, zainteresowanych wykorzystaniem modelu partnerstwa publiczno-prywatnego w realizacji  inwestycji rewitalizacyjnych, z uwzględnieniem projektów deweloperskich i koncepcji przestrzeni zrównoważonych. Organizatorem cyklicznych konferencji jest Agencja City z siedzibą w Warszawie. W odróżnieniu od poprzednich edycji, ostatnia odbyła się w formule online.

Motywem przewodnim tegorocznej edycji konferencji Forum Liderów PPP była rewitalizacja, jako katalizator zmian poprawiających jakość życia dla lokalnych społeczności. Jej przeznaczeniem jest nie tylko nowe zagospodarowanie przestrzeni i renowacja budynków, ale przede wszystkim przywrócenie do życia zdegradowanych części miast i uzupełnienie ich o nowe funkcje, w tym społeczne. W dyskusjach panelowych prezentowane były przykłady rewitalizacji w oparciu o polskie studia przypadków, tj. zagospodarowania północnego cypla Wyspy Spichrzów w Gdańsku oraz planowanych w Warszawie inwestycji  dotyczących zagospodarowania kwartału zabudowy w okolicy Bazaru Różyckiego wraz z miejską częścią bazaru, a także projekt Osiedla Warszawy.

Każdy z czterech godzinnych paneli poświęconych był innej tematyce, informującej w sposób kompleksowy o przygotowaniu, realizacji i zarządzaniu projektami ppp. Moderatorem pierwszego panelu dotyczącego potencjału wykorzystania modelu partnerstwa publiczno-prywatnego w praktyce, przy wykorzystaniu najlepszych praktyk była prof.  Katarzyna Sobiech – Grabka z SGH, reprezentująca Instytut Rozwoju Miast i Regionów. Punktem wyjścia do dyskusji były statystyki realizacji projektów rewitalizacyjnych – Projekty te były zwykle punktowe, niespójne i nie były zintegrowane, oceniła profesor. Dodała, że rewitalizacja wymaga przede wszystkim patrzenia na szeroką perspektywę, powinna dotyczyć całych dzielnic lub co najmniej kwartałów ulic, obejmując kompleksowe planowanie wszystkich elementów, które składają się na poprawę jakości przestrzeni publicznej, uwzględniając dziedzictwo kulturowe, zabytki, szeroko pojętą infrastrukturę (drogową, mieszkaniową, komunikacyjną, edukacyjną i kulturalną), a ponad wszystko nastawienie prospołeczne.

Potwierdziła to prof. Katarzyna Pałubska, zastępca dyrektora Departamentu Ochrony Zabytków w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, analizując projekty związane z ochroną zabytków. – Istnieje potrzeba implementacji realnie zintegrowanych działań, gdzie gmina wskazywałaby kierunki rozwoju w sposób kompleksowy, uwzględniając duże obszary miejskie, jednak na ten moment brak jest spójności, w której byłoby widać odpowiedzialność i kreację ze strony organów publicznych. Miniestertwo wspiera działania rewitalizacyjne poprzez wskazywanie samorządom i właścicielom prywatnym, że dziedzictwo jest obszarem, który posiada własną wartość ekonomiczno- gospodarczą i potencjał finansowy, z którego należy korzystać.

Prezes Wojciech Ciurzyński z firmy Multibud, realizującej projekt zagospodarowania północnej Wyspy Spichrzów w Gdańsku, uznał   za jeden z najtrudniejszych obszarów inwestycji współpracę z konserwatorem zabytków – Na Wyspie Spichrzów jest mnóstwo obiektów zabytkowych, które trzeba uwzględnić w projekcie. Konserwator zabytków ma duży wpływ na ostateczną postać inwestycji, ale jego wizja powinna być spójna z podejściem architektonicznym, a często bywa odwrotnie. Dla inwestora realizacja projektu musi być przede wszystkim dochodowa i istotnym jest, aby konserwator rozumiał pozycję prywatnej firmy, która się tego zadania podejmuje. Często obawa przed konserwatorem i wysokimi kosztami renowacji zabytków jest barierą powstrzymującą prywatnych inwestorów przed zainteresowaniem inwestycją.

 W ocenie Bartosza Rozbiewskiego z Wydziału Polityki Przestrzennej w Biurze Architektury i Planowania Przestrzennego Miasta Stołecznego Warszawy, przed przystąpieniem do każdej inwestycji powinno się przeprowadzić dobre rozpoznanie rynku. – Prawidłowe przygotowanie projektu daje największą szansę na jego powodzenie. W urzędach nie zawsze są osoby, które mają wszechstronne doświadczenie, dlatego ważne jest aby zaprosić do procesu planowania na samym wstępie osoby, które mają wiedzę w tym zakresie i odpowiednie kwalifikacje. W Warszawie stosowane są w tym celu Warsztaty Trójstronne, w których uczestniczy lokalna społeczność, potencjalni inwestorzy i przedstawiciele urzędu.

Mirosław Nizio, architekt- urbanista, ocenił, że architekci również mogliby uczestniczyć w tego typu spotkaniach. On sam, realizując zamówienia rewitalizacyjne, organizował wielokrotnie konsultacje społeczne, których celem było przede wszystkim zrozumienie potrzeb społeczności i zdefiniowanie nowoczesnych funkcjonalności obszarów zdegradowanych, które będą zgodne z oczekiwaniami użytkowników.

Drugi panel moderowany przez Adrianę Mierzwę- Bronikowską  dotyczył aspektów prawnych i proceduralnych w procesie wyłaniania partnera, a trzeci najlepszych praktyk w przygotowaniu i strukturyzacji projektów rewitalizacyjnych. Paneliści koncentrowali na zagadnieniach związanych z konstruowaniem  poszczególnych elementów umowy, budżetem i zarządzaniem projektami. W dyskusji podkreślono, że specyfiką projektów rewitalizacyjnych jest ich rozmiar i zakres. Są to zwykle projekty bardzo duże i złożone, uwzględniające wiele obszarów.

Dyrektor Departamentu PPP w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej, Lilianna Bogusz, podkreśliła, że czynniki społeczne stają się priorytetem rewitalizacji, zgodnie z nowym podejściem wynikającym z Ustawy o Rewitalizacji, ponieważ osiągnięcie wyższego poziom rozwoju gospodarczego wiąże się ze wzrostem oczekiwań społecznych. Dyrektor Marcin Podlecki z firmy Mota Engil zaapelował do samorządów, aby rozmowy z potencjalnymi inwestorami odbywały się przed opracowaniem i opublikowaniem SIWZ, bo takie konsultacje znacznie usprawnią proces.

Mecenas Rafał Cieślak podkreślił jak ważny jest wybór odpowiedniej podstawy prawnej do projektu rewitalizacyjnego. W przeciwieństwie do innych przedsięwzięć, w projektach rewitalizacyjnych nie ma konieczności oparcia o jedną podstawę prawną, ponieważ może to być proces wielowątkowy, składający się z wielu podprojektów. Taka złożona struktura projektu generuje konieczność zorganizowania struktury organizacyjnej po stronie publicznej w taki sposób aby efektywnie zarządzać projektem.  Najlepsze praktyki organizacji zespołów omówiła Mecenas Agata Kozłowska. Jednym z decydujących elementów jest powołanie zespołu roboczego po stronie publicznej, w którym znajdują się osoby decyzyjne w kontekście zagospodarowania przestrzeni oraz budżetu, w odniesieniu do elementów prawnych i elementów organizacyjnych.

Trzeci panel, prowadzony przez Alinę Sarnacką, poświęcony był stosowaniu najlepszych praktyk w przygotowaniu i strukturyzacji projektów rewitalizacyjnych, realizowanych w formule ppp. Paneliści dyskutowali o rewitalizacji, jako procesie kompleksowym, który wymaga diagnostyki i wyznaczania obszarów, które mogą podlegać takim procesowym. Należy ustalić czy taki obszar ma potencjał rozwojowy, który umożliwia prowadzenie działalności biznesowej. Dopiero po przeprowadzonej analizie efektywności podmiot publiczny zadecyduje, czy zainicjować postepowanie ppp, a podmiot prywatny, czy nie jest narażony na zbytnie ryzyko inwestycyjne.

Moderator podkreśliła konieczność synergii pomiędzy podmiotami zaangażowanymi w procedurę ppp, gdzie oprócz inwestora i urzędu należy uwzględnić istotną rolę instytucji finansującej oraz doradców finansowych, prawnych i technicznych. Prawidłowa strukturyzacja projektu zależy w największym stopniu od fazy przygotowawczej, w której powinni uczestniczyć wszyscy interesariusze projektu.

Marzena Rytel, dyrektor CEE Infrastruktura w PwC podkreśliła, że ocena efektywności opiera się na analizie interesariuszy, analizie technicznej, prawnej, popytu, ryzyka, ekonomiczno- finansowej i podatkowej. Nieprawidłowe badanie rynku, opis niezgodny z interesem partnera prywatnego, kończy się zwykle brakiem ofert.

Podobne podejście do kwestii efektywności przedstawił dyrektor Maciej Kopański z firmy Baltcap. – Opis przedsięwzięcia musi być odpowiedzią na konkretne potrzeby, uwzględniające perspektywy wielu interesariuszy, ale musi być jednocześnie na tyle elastyczny, aby uwzględniał zmiany zachodzące na rynku. Jest to szczególnie ważne w odniesieniu do aktualnej sytuacji związanej z pandemią, gdzie drastycznie zmieniły się uwarunkowania i schematy zachowań konsumentów.

Dyrektor Biura Rozwoju Gospodarczego w Urzędzie Miasta St. Warszawy, Grzegorz Kaczorowski, ocenił, wbrew opiniom teoretyków, że najbardziej efektywne są projekty, które mają silny aspekt komercyjny, ponieważ budują zaplecze gospodarcze dla rewitalizowanego obszaru, dając przy tym największy skutek rewitalizacyjny, w postaci lepszej tkanki miejskiej, uwzględniającej potencjał obszaru, który umożliwia utrzymanie się biznesu, a tym samym gwarantuje samowystarczalność nowej przestrzeni.

W dyskusji podkreślono rolę instytucji finansującej jako trzeciego partnera w projektach ppp. Dyrektor Sławomir Listkiewicz z Banku Pekao S.A. ocenił, że ważne jest uświadomienie sektorowi publicznemu, że podmioty sektora finansowego są głównym, kluczowym dostawcą kapitału do takich dużych projektów. Dlatego duże, skomplikowane projekty, wymagające dłuższego czasu przygotowania, powinny być włączane do dialogu rynkowego na jak najwcześniejszym etapie.

Ostatni panel, moderowany przez mec. Tomasza Korczyńskiego był podsumowaniem kilkugodzinnej dyskusji i prezentacją wniosków, które z niej wynikają. Przedstawiciel firmy Warbud, która jest liderem na polskim rynku w dziedzinie realizacji zadań inwestycyjnych w formule ppp, dyr. Przemysław Szulfer, podkreślił, że przy realizacji projektów ppp korzystają z doświadczenia firm na rynkach francuskich, niemieckich. Jednak jest to trudne, ponieważ nadal jesteśmy kilka kroków za tymi krajami, które w pewnym stopniu na ppp zbudowały szereg obiektów infrastrukturalnych, wpisały ppp w strategię rozwoju i rozwoju infrastruktury publicznej. – U nas mówi się cały czas o znaczeniu ppp dla rozwoju gospodarki, ale nadal nie wykorzystujemy potencjału jaki za sobą niesie ten model. Czas pandemii przekłada się w dużym stopniu na finanse samorządów, dlatego ta sytuacja może przełożyć się na wzrost popularności formuły ppp wśród samorządów, skomentował. 

W dyskusji omówiono szczegółowo znaczenie finansowania dla projektu z perspektywy partnera prywatnego.  Dyrektor Szulfer przyznał, że warunki finansowania negocjowane są z bankiem jeszcze przed złożeniem oferty, ponieważ koszt finansowania jest ważnym komponentem ceny. Podejście to poparła Anna Łopaciuk, manager w banku BGK, która podkreśliła, że im wcześniej rozpocznie się rozmowę z bankami, tym szybciej dojdzie do zamknięcia finansowego. Bank dokonuje oceny projektu po otrzymaniu pełnej dokumentacji obejmującej model finansowy, raporty techniczne, prawne, weryfikujące wszelkie ryzyka oraz umowę.

Zdaniem ekspertów popularność ppp będzie coraz większa, ponieważ potrzeby inwestycyjne samorządów są rosnące, a wpływy budżetowe w obecnej sytuacji pandemicznej nie pozwalają na pokrycie kosztów tych inwestycji. Należy jednak pamiętać, że ppp to nie jest forma finansowania inwestycji publicznych, a forma ich realizacji. Czynniki finansowe nie powinny być jedyną motywacją do uruchomienia ppp.

Według Macieja Żywno z firmy Unibep, na rynku brakuje partnerskiego podejścia, w którym uczestnicy ppp rozumieją wspólny cel. Nadal funkcjonują barykady pomiędzy sektorem publicznym, a prywatnym, stosuje się licytację kto weźmie więcej ryzyk, nie ma przeświadczenia, że inwestycja jest wspólnym przedsięwzięciem, a sukces czy porażka, będzie sukcesem bądź porażką obu stron. Dlatego konieczne jest budowanie mentalności, w której partner publiczny i prywatny będą faktycznie partnerami wspólnie dążącymi do jednego celu.

Eksperci zgodnie ocenili, że podstawową barierą dla rozwoju ppp była do tej pory duża dostępność funduszy unijnych, jednak w perspektywie kolejnych lat, kiedy dofinansowanie rewitalizacji przestanie być dostępne, popularność ppp będzie rosła.

Wśród panelistów i uczestników konferencji byli przedstawiciele wszystkich interesariuszy projektu inwestycyjnego: jednostek samorządowych, organów administracji rządowej, jednostek badawczo- rozwojowych, kancelarii, doradców, inwestorów, ekspertów branżowych, przedstawicieli instytucji finansujących i doradczych, przedstawicieli świata nauki oraz mediów branżowych.

Kończące się programy dofinansowań unijnych determinują zapotrzebowanie na nowe skuteczne rozwiązania pozyskiwania środków finansowych na realizację zadań publicznych, strategii rozwoju i rewitalizacji. W odpowiedzi na potrzebę rynkową zgłaszaną przez liczne samorządy, na stronie Forum Liderów PPP (www.forumliderowppp.pl/katalog-ekspertów) powstał Katalog Ekspertów PPP, gdzie zamieszczane są wizytówki osób posiadających praktyczne doświadczenie w skutecznej realizacji projektów ppp w Polsce i za granicą. Instytucje wdrażające formułę ppp mają szansę porównać doświadczenie poszczególnych firm i osób oraz nawiązać kontakt jeszcze przed przystąpieniem do realizacji inwestycji. Katalog zawiera również linki do profili w LinkedIn, umożliwiające wirtualny networking w każdym momencie. Eksperci zamieszczający wizytówki gotowi są udzielić wsparcia na każdym etapie realizacji inwestycji.

Wirtualną konferencję obejrzało na żywo ponad 400 osób. Zapis wydarzenia dostępny w kanale YouTube, o nazwie Forum Liderów PPP, uzyskał około 1000 dodatkowych odsłon.

Forum Liderów PPP to wydarzenie cykliczne, które odbywa się co roku pod patronatem ministerstwa odpowiedzialnego za rozwój partnerstwa publiczno- prywatnego w Polsce. W tym roku zostało objęte patronatem honorowym Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej.  

Źródło: Forum Liderów PPP

Superkomputer pomoże badaczom z Białegostoku

superkomputer

Polska jest jednym z najszybciej sekularyzujących się społeczeństw na świecie. Odpowiedź na pytanie, dlaczego tak się dzieje nie jest oczywista. W uzyskaniu jej pomóc ma badaczom superkomputer, który wkrótce zacznie działać na Uniwersytecie w Białymstoku. Zadaniem badaczy będzie stworzenie komputerowych modeli zjawisk społecznych dotyczących wiary.

W listopadzie naukowcy pod kierunkiem dr hab. Konrada Talmont-Kamińskiego z Instytutu Socjologii Uniwersytetu w Białymstoku zainaugurowali szeroko zakrojony projekt badawczy. Jego celem jest odpowiedź na szereg pytań, m.in.: dlaczego w rozwiniętych społeczeństwach postępuje zeświecczenie? Od czego to zjawisko zależy i do czego może prowadzić?

Naukowiec otrzymał na to zadanie ponad 5,5 mln zł w konkursie organizowanym przez Narodowe Centrum Nauki. Partnerem białostockiej uczelni w projekcie jest NORCE Norwegian Research Centre AS. Zadaniem badaczy będzie stworzenie komputerowych modeli zjawisk społecznych dotyczących wiary.

„Często teorie naukowe przedstawiają zjawiska w prosty i ograniczony sposób. Tymczasem procesy społeczne, w tym przypadku sekularyzacyjne, są bardzo złożone i nie są linearne; jest w nich bardzo wiele zmiennych. Dlatego pomocne w ich poznaniu i zrozumieniu są nowoczesne narzędzia” – opowiada PAP dr hab. Konrad Talmont-Kamiński.

Dlatego w ramach projektu zostanie zakupiony komputer o dużej mocy obliczeniowej (jego szacowany koszt to 250 tys. zł) ze specjalistycznym oprogramowaniem, który – jak ocenia kierownik grupy badawczej – pozwoli na bardziej rozbudowane symulacje niż sprzęt używany dotąd w innych projektach o podobnej tematyce na świecie. Do modelowania naukowcy wykorzystają wiele danych ilościowych pochodzących z takich źródeł, jak European Values Study (EVS) czy Pew Research Center. Jeszcze kilka lat temu tego typu sprzęt był poza finansowym zasięgiem naukowców. Ceny takich superkomputerów jednak w ostatnich latach szybko spadają.

Czy wykorzystanie takiej technologii uszczegółowi obecnie znany obraz dotyczący procesów sekularyzacyjnych? Poniekąd tak – przyznaje naukowiec. „To taka różnica jakby powiedzieć, że jutro będzie padało; a: jutro spadnie 5 cm deszczu” – precyzuje. Na potrzeby analiz naukowcy będą zbierać dane również wśród Polaków. W behawioralnych badaniach laboratoryjnych ma wziąć nawet 200 osób; odbędą się też ankietowe badania na reprezentatywnej grupie. Jednak z uwagi na pandemię na razie badacze planują wykonać część analiz za pośrednictwem internetu.

Część badań będzie również prowadzona z anglojęzycznymi osobami z całego świata – wszystko po to, aby uzyskać jak najszerszy obraz. Naukowiec zauważa, że w licznych tzw. krajach rozwiniętych od lat – w niektórych nawet od prawie 200 – zmniejsza się przywiązanie ludzi do jakiejkolwiek zorganizowanej formy kultu religijnego.

„Coraz więcej osób nie identyfikuje się z żadną religią. Warto przy tym nadmienić, że Polska jest tym społeczeństwem na świecie, które sekularyzuje się najszybciej” – zaznacza. Naukowiec określa religię jako ideologię magiczną. Przez ideologię rozumie on systemy przekonań, które mają funkcje wywoływania zachowań prospołecznych. Na potrzeby swoich badań wyróżnia też ideologie sekularne. W ich przypadku, zwłaszcza nacjonalizmu, nie obserwuje on znacznego odwrotu.

Socjologowie mają szereg teorii wyjaśniających postępujący w Polsce proces zeświecczenia. Dr hab. Talmont-Kamiński skłania się do następującej: wraz z poczuciem bezpieczeństwa egzystencjalnego i z długotrwałym poczuciem dobrostanu (brakiem niepokojów społecznych czy zapewnieniem świadczeń w przypadku choroby czy utraty pracy) maleje liczba osób wierzących. Nie tłumaczy to jednak znaczących różnic w liczbie wiernych między Czechami a Polską – a są to przecież społeczeństwa dość do siebie podobne – zauważa naukowiec. Stąd wsparcie w postaci superkomputera może przynieść nowe odpowiedzi.

W tym kontekście okres pandemii jest dla zespołu Talmont-Kamińskiego interesującym zjawiskiem. Czy przedłużająca się niepewna sytuacja epidemiczna spowoduje odwrócenie trendu i zintensyfikowane religijności wśród Europejczyków, w tym Polaków? Naukowiec przestrzega przed zbyt pochopnymi wnioskami.

„Poziom religijności zwykle nie zmienia się w jednoznaczny sposób wraz z wiekiem. Kilkumiesięczny okres pandemii może jedynie wpłynąć na lekkie pogłębienie religijności wśród obecnych nastolatków wchodzących w okres dorosłości. Zakładając, że pandemia nie będzie trwała przez kilka lat, to trend sekularyzacji będzie się raczej kontynuował” – przewiduje. PAP – Nauka w Polsce

Ostatnie artykuły

Pomerania

Pomerania zakończyła montaż 29 turbin

Budowa farmy wiatrowej na Pomorzu, należącej do międzynarodowej grupy energetycznej Ignitis Group, osiągnęła znaczący etap rozwoju. Ostatnia turbina wiatrowa została zainstalowana pod...
dr Mariusz Blewniewski

Na nietrzymanie moczu cierpi kilka milionów Polaków

W Polsce żyje 2–3 mln osób z zespołem pęcherza nadreaktywnego. W Europie z powodu tej choroby cierpi blisko 50 mln pacjentów. OAB...
Małgorzata Pacholec

Interdyscyplinarne podejście do leczenia chorób oczu

Choroby oczu dotykają coraz więcej osób. Jaskra, zaćma - to te najczęściej występujące, ale nie należy zapominać także o całej gamie schorzeń...
webinar

Wzajemne wsparcie w badaniach i wdrożeniach

Porozumienie  o współpracy zawarte pomiędzy Agencją Badań Medycznych i Narodowym Centrum Nauki stworzy nowe możliwości realizacji wspólnych projektów zespołom badawczym.  Dokument podpisany...
prof. Robert Rejdak

Europejskie rekomendacje gwarantują bezpieczeństwo epidemiologiczne zabiegów okulistycznych

Właśnie został wydrukowany artykuł naukowy autorstwa 13 okulistów z międzynarodowej grupy EUROCOVCAT, który ukazał się w prestiżowym piśmie naukowym Diagnostics o...