Strona główna Blog Strona 447

Sztuczna inteligencja przejmuje coraz więcej zadań od człowieka

Sztuczna inteligencja posiada olbrzymi potencjał. Zautomatyzowane maszyny i roboty zastępują człowieka w coraz bardziej wymagających zawodach.  Są już przygotowane do wykonywania wielu różnych czynności, które dotychczas były zarezerwowane tylko dla ludzi. Tych zmian nie da się już powstrzymać. W przemyśle i na rynku pracy dokonuje się rewolucja, która całkowicie odmieni nasz świat.

Badacze przewidują, że sztuczna inteligencja (AI) w ciągu kolejnych lat przejmie od człowieka wiele zadań, a w 2053 r. będzie zdolna wykonywać pracę chirurga. Prognozują również, że jest 50 proc. szans na to, że AI przewyższy we wszystkich kompetencjach człowieka w ciągu 45 lat, a wszystkie zawody zostaną zautomatyzowane w ciągu 120 lat. Specjalistyczne oprogramowanie bazujące na maszynach statystycznych już powoli zaczyna wypierać człowieka z różnych miejsc.

Polska ma potencjał, aby stać się regionalnym centrum rozwoju sztucznej inteligencji, ale firmy w niewielkim  jeszcze stopniu decydują się na taką transformację.  Nie wszyscy przedsiębiorcy dostrzegają potencjalne korzyści wynikające z inwestowania w sztuczną inteligencję. Zintegrowana automatyzacja wpływa na  znaczne zwiększenie wydajności i precyzyjną powtarzalność procesów produkcyjnych. Usprawnia podejmowanie czynności  związanych z łańcuchem dostaw, a nawet pomaga lepiej dostosować działania marketingowe do oczekiwań klientów.

Polskie firmy, które pracują nad rozwiązaniami związanymi ze sztuczną inteligencją to głównie doświadczone zespoły, które od dawna działają na rynku IT. Pracują nad technologiami, które mają bardzo konkretne zastosowanie np. wykrywanie oszustw, prognozowanie zachowań klientów czy diagnostyka w ochronie zdrowia. Technologie wykorzystywane są do rozpoznawania twarzy i przetwarzania obrazów, języka, tworzenia wirtualnych asystentów oraz w autonomicznych pojazdach i robotach.

Takich rozwiązań będzie przybywać coraz więcej. Światowi giganci tworzą swoje ośrodki i centra badawcze. W Krakowie takie centrum ma Samsung. Specjaliści pracują w nim m.in. nad technologiami przetwarzania języka naturalnego. Podobnie jak eksperci Amazona w centrum badawczym w Gdańsku.

W Polsce inwestycje w sztuczną inteligencję są jednak niewielkie. W ubiegłym roku wyniosły zaledwie kilkanaście milionów euro. Te pieniądze wyłożyły przede wszystkim fundusze venture capital i tzw. inwestorzy zalążkowi, angażujący się w biznesy na wczesnym etapie ich działalności. Głównie  są to startupy, które budują swoje produkty z wykorzystaniem technologii sztucznej inteligencji, a konkretnie uczenia maszynowego.

Przykładem jest startup Ada, który stworzył inteligentnego asystenta, pomagającego w wynajmie lub kupnie nieruchomości. Zbiera informacje od klientów i na ich podstawie dopasowuje oferty z bazy do ich preferencji. Z pomocą Ady można umówić się też na spotkanie z wynajmującym, w przyszłości ma pomóc właścicielom w zarządzaniu wynajmem kilku nieruchomości.

Warto też przypomnieć o pierwszym dużym sukcesie Polaków w dziedzinie związanej ze sztuczną inteligencją, czyli IVONIE – technologii przetwarzającej tekst na mowę, którą w 2013 roku kupił Amazon. Dziś IVONA potrafi przemówić 47 głosami w 24 językach.

Wśród firm wykorzystujących technologie cyfrowe, które wprowadzają sztuczną inteligencję na większą skalę, poziom zwrotu  nakładów z inwestycji jest coraz atrakcyjniejszy.

Inwestycje w sztuczna inteligencję w Polsce są nadal znikome w porównaniu z USA czy Chinami, ale istnieje duże prawdopodobieństwo, że znacznie wzrosną. Banki planują wprowadzenie takich rozwiązań w najbliższych latach.  Technologia ta powoli zaczyna być wykorzystywana też w prywatnej służbie zdrowia. Firmy z branży e-handlu zaczynają korzystać z uczenia maszynowego do systemów rekomendacji, a telekomy i ubezpieczyciele inwestują w tę technologię, aby usprawnić procesy operacyjne i zwiększyć bezpieczeństwo.

Technologie sztucznej inteligencji są w stanie gruntownie zmienić społeczeństwo, dlatego władze państwowe i przedsiębiorcy nie powinni odwlekać tych decyzji.

Czwarta rewolucja przemysłowa radykalnie odmieni nasz świat. Wielu ekspertów nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Ludzie już dziś muszą poważnie zastanowić się nad swoją karierą i przyszłością. Wiele zawodów zostanie częściowo lub w znacznym stopniu zautomatyzowanych. Roboty nie wyręczą nas tylko w zdolności twórczego myślenia i kreatywności rozwiązywania problemów, bo tego jeszcze nie potrafią.  To jest dopiero jakaś pieśń przyszłości. To nadal będzie zarezerwowane  tylko dla ludzi. Jednak zachodzących obecnie zmian najwyraźniej nic nie powstrzyma, a my oczywiście musimy się do nich dostosować.

PPP czyli prywatyzacja terminowa

Do modelu partnerstwa publiczno-prywatnego oprócz dużych miast przekonują się coraz częściej również małe samorządy. Ta atrakcyjna formuła realizacji zadań publicznych przynosi partnerom i lokalnej społeczności wiele korzyści. Przykładów takich inicjatyw stale przybywa. Każdego roku kilkadziesiąt podmiotów publicznych, w tym głównie samorządy, podejmują wysiłek wyłonienia partnera prywatnego do realizacji lokalnych inwestycji. Nie ulega wątpliwości, że w miarę wyczerpywania się środków unijnych, tendencja ta będzie rosła.

Po niefortunnych doświadczeniach związanych z prywatyzacją przedsiębiorstw państwowych z lat 90. ubiegłego stulecia dość trudno było budować podmiotom publicznym zaufanie do partnerów prywatnych. Sprzedaż za bezcen majątku państwowego  sprzed lat nie ma jednak nic wspólnego z  formą działania PPP, która pozwala firmom uzyskać prawo do własności publicznej i czerpać z niej korzyści majątkowe przez około 15 lub 30 lat. Umiejętne zarządzanie tą własnością jest opłacalne dla obu partnerów. Podobnie było z zakładami państwowymi, które zostały przejęte przez odpowiedzialnych właścicieli. Z badań przeprowadzonych w 2013 roku wynika, że te z nich, które trafiły w ręce doświadczonych menedżerów, przetrwały ten proces i dobrze funkcjonują do dziś.

W miejsce prywatyzacji pojawiła się przed dekadą nowa forma działania, która pozwala firmom korzystać z własności publicznej i czerpać z niej korzyści majątkowe przez czas określony w umowie.  Jest nią partnerstwo publiczno – prywatne (PPP), czyli przekazanie własności publicznej partnerowi prywatnemu pod wieloletnie eksploatowanie w zamian za realizację celu publicznego na poziomie zaspokajającym potrzeby lokalnych społeczności. Tak więc można powiedzieć, że PPP zastępuje prywatyzację, ale tylko na pewien czas.

Jednak ta formuła jest na tyle świeża, że niewiele małych i średnich firm posiada o tym wystarczającą wiedzę. Zwykle PPP realizują duże korporacje we współpracy ze znanymi firmami architektonicznymi i dużymi kancelariami prawnymi, podczas gdy wiele małych projektów mogłoby być realizowanych lokalnie. Przykładowo, jeżeli gmina ma do renowacji chodniki miejskie, może te chodniki przekazać w ramach PPP firmie prywatnej, która je  wymieni na własny koszt i własną odpowiedzialność, ale w zamian za to przez kolejne 25 lat będzie pobierała od gminy opłatę za ich dostępność. Korzyść dla samorządu jest taka, że nie musi wykładać pieniędzy jednorazowo na tę inwestycję. Opłaty za jej wykonanie będą rozłożone w budżecie na wiele lat i nie wpłyną na obciążenie długu publicznego w danym samorządzie.

Pomimo tych korzyści, przetargi publiczne, dotyczące szczególnie mniejszych przedsięwzięć, kończą się często brakiem ofert przedsiębiorców. Powodem jest zbyt mała wiedza na temat PPP. Często nie mają rozeznania, jakie projekty mogą być realizowane przez małe firmy lokalne?

Przykładem może być rewitalizacja miejskiego parku. Załóżmy, że Urząd Miasta boryka się z problemem rewitalizacji przestrzeni publicznej, z powodu niewystarczających środków budżetowych. Ogłasza przetarg publiczny na realizację tego celu w formule PPP. Projektem interesuje się właściciel lokalnej firmy budowlanej, który do współpracy angażuje architekta krajobrazu, posiadającego doświadczenie w projektowaniu ogrodów. Architekt tworzy nowy projekt parku z uwzględnieniem atrakcyjnych stref wypoczynku. Park wymaga również renowacji systemu oświetlenia, dlatego podmiot prywatny zaprasza do współpracy zakład energetyczny oferujący energooszczędne latarnie. Wspólnie z architektem krajobrazu i firmą energetyczną tworzą konsorcjum, które odnowi park. W zamian za zaprojektowanie przestrzeni na nowo, zakupienie i posadzenie nowej roślinności, wstawienie mebli oraz wymianę latarni, konsorcjum podpisuje z miastem umowę na zarządzanie parkiem i czerpanie zysków z dodatkowej działalności gospodarczej. W tym celu w parku powstaje np. strefa kawiarni, cukierni i lodziarni, oraz amfiteatr. Konsorcjum zarządza parkiem przez 25 lat. W tym czasie oprócz przychodów z dodatkowej działalności gospodarczej, konsorcjum pobiera od Urzędu Miasta opłaty za dostępność, konserwację i energię pobieraną przez latarnie.

Jak widać, małym firmom zaangażowanie w przedsięwzięcia PPP, może zapewnić dostęp do nowego obszaru rynku, który obejmuje długotrwałe świadczenie usług, co istotnie poprawi ich sytuację biznesową, a tym samym umożliwi zwiększenie konkurencyjności.

PPP jest obecnie gorącym tematem, ponieważ rozwiązuje wiele problemów sektora publicznego. Przede wszystkim jest szansą na realizację inwestycji przez firmy, które nie są najtańsze, w przeciwieństwie do inwestycji realizowanych za pomocą zamówień publicznych, gdzie kluczowym kryterium jest niska cena (w polskim prawie najczęściej przetargi publiczne wygrywa podmiot oferujący najniższą cenę, za czym zwykle nie idzie jakość).

Obecnie rynek PPP  stale się rozwija, a liczba przetargów na projekty realizowane w tej formule systematycznie wzrasta. Jest ich już w kraju prawie 150. Przykładem inwestycji wykonanych w formule PPP jest budowa hali sportowej w gminie Karczmiska, utworzenie Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego w Kobylnicy oraz modernizacja 2300 punktów oświetlenia ulicznego w Ząbkach. Administracja rządowa w tym modelu wybudowała nowy gmach Sądu Rejonowego w Nowym Sączu. Przykładów efektywnych realizacji projektów w formule PPP jest coraz więcej na których wzorują się inne samorządy. Inicjatywy w zakresie promocji PPP podejmowane na szczeblu centralnym, w tym planowana nowelizacja ustawy o PPP, przyczyniają się do skutecznego upowszechnienia tego modelu w realizacji zadań publicznych i zachęcają samorządy do wykonywania wiele inwestycji w tym atrakcyjnym modelu.

Kamila Król

 

Rekordowe zamówienie Kolei Mazowieckich za 2,2 mld zł

 Koleje Mazowieckie nie zwalniają tempa w realizacji gigantycznego zamówienia na 71 elektrycznych zespołów trakcyjnych. Klimatyzowane pociągi będą wyposażone w urządzenia informacji wizualno-dźwiękowej, bezprzewodowy dostęp do Internetu, monitoring, platformę dla osób niepełnosprawnych oraz miejsca dla wózków inwalidzkich, dziecięcych i rowerów. Zainstalowany interkom umożliwi bezpośredni kontakt pasażerów z maszynistą w sytuacji awaryjnej. Przedstawiciele spółki podpisali 7 maja trzy umowy na realizacje gigantycznego zamówienia za 2,2 mld zł.  

Pierwszą – na unijne dofinansowanie zakupu 6 pięcioczłonowych pociągów typu FLIRT w ramach RPO WM 2014-2020. Kolejna to umowa ze spółką Stadler Polska na wykonanie 6 dofinansowanych z UE pojazdów, a także umowa przedwstępna dotycząca zamówienia 55 pięcioczłonowych składów.

Podpisując umowę na dostawę 6 pierwszych pojazdów FLIRT, Koleje Mazowieckie kontynuują realizację podpisanej 17 stycznia br. umowy ramowej dotyczącej zakupu 71 elektrycznych zespołów trakcyjnych – 61 pięcioczłonowych oraz 10 dwuczłonowych. Umowa opiewa na ponad 2,2 mld zł i będzie zrealizowana przy wsparciu środków unijnych. Wartość dofinansowania w ramach RPO WM 2014-2020 to ponad 96 mln zł. Kolejne dofinansowanie pochodzi z POIiŚ i wynosi 580 mln zł. Na realizację inwestycji Koleje Mazowieckie otrzymały także kredyt na ponad miliard zł z Banku Gospodarstwa Krajowego i PKO Banku Polskiego.

Trudno sobie wyobrazić rozwój Mazowsza bez przewozów kolejowych. Koleje Mazowieckie od 13 lat umożliwiają mieszkańcom dotarcie do pracy czy szkoły. Obecnie są też najnowocześniejszym przewoźnikiem regionalnym w kraju. Tak duży kontrakt to z jednej strony zwiększenie komfortu podróżowania i możliwości operacyjnych spółki. Z drugiej to impuls rozwojowy dla całego województwa. Nowoczesne pociągi będą produkowane w Siedlcach, co oznacza m.in. stworzenie nowych miejsc pracy. Dodatkowo firma Stadler współpracuje z wieloma mazowieckimi partnerami, m.in. dostawcami części do pociągów. To dla nich gwarancja stabilności pracy – podkreśla marszałek Adam Struzik.

Jakie będą nowe pociągi? Jednoprzestrzenne, klimatyzowane, wyposażone w urządzenia informacji wizualno-dźwiękowej oraz bezprzewodowy dostęp do internetu. Pociągi będą osiągały prędkość maksymalną 160 km/h. Będą również wyposażone w wewnętrzny i zewnętrzny monitoring, platformę dla osób z niepełnosprawnościami, miejsca dla wózków inwalidzkich, dziecięcych i rowerów, toalety z obiegiem zamkniętym oraz interkom umożliwiający kontakt pasażera z maszynistą w sytuacji awaryjnej, a także defibrylatory AED. Wszystkie zakupione pojazdy FLIRT będą w pełni zgodne z Technicznymi Specyfikacjami Interoperacyjności (TSI), ponadto pojazdy wyposażone będą w moduły Europejskiego Systemu Kontroli Pociągu poziomu 2 ERTMS (ETCS + GSM-R).

 Unijne dofinansowanie na zakup 6 pierwszych pociągów typu flirt

Projekt pn. „Zakup 6 sztuk nowych pięcioczłonowych Elektrycznych Zespołów Trakcyjnych” uzyskał dofinansowanie na poziomie 79 proc. kwoty wydatków kwalifikowalnych w ramach działania 7.2 Infrastruktura kolejowa RPO WM 2014-2020. Wartość całkowita projektu to ponad 153 mln zł (brutto), z czego unijne dofinansowanie to 96 mln zł. Umowę w tej sprawie podpisali marszałek Adam Struzik, prezes zarządu Kolei Mazowieckich Robert Stępień, oraz członek zarządu KM Czesław Sulima.

– Nasze plany inwestycyjne są bardzo ambitne, dlatego musieliśmy zapewnić ich właściwe finansowanie. Zakupy taborowe tej skali to ogromne wyzwanie, ale już dzisiaj mogę powiedzieć, że fundusze na realizację projektu są zapewnione. Pierwsze pojazdy, zakupione dzięki dofinansowaniu z RPO WM, wyjadą na tory już w IV kwartale 2019 r. Oznacza to lepsze warunki podróży i możliwość rozszerzenia oferty przewozowej dla naszych pasażerów – mówi Robert Stępień, prezes zarządu Kolei Mazowieckich.

Umowa wykonawcza na prawie 206 mln (brutto) podpisana!

Koleje Mazowieckie i spółka Stadler Polska podpisali umowę wykonawczą na dostawę 6 pierwszych pojazdów dofinansowanych z RPO WM 2014-2020. Ze strony Stadlera umowę podpisali Christian Spichiger, wiceprezes wykonawczy na Europę Środkową i Wschodnią w firmie Stadler i prezes zarządu spółki Stadler Polska oraz Stanisław Skalski, członek zarządu Stadler Polska. Spółkę KM reprezentowali Robert Stępień, prezes zarządu oraz Czesława Sulima, członek zarządu.

Wartość umowy na pierwsze 6 pojazdów wyprodukowanych przez spółkę Stadler Polska to ok. 206 mln zł (brutto). Co ważne, kwota podpisanej umowy obejmuje nie tylko zakup samych pojazdów, ale także świadczenie usług serwisu i utrzymania, dostawę symulatora oraz szkolenia pracowników.

– Dzisiejsza umowa ze Stadlerem rozpoczyna proces produkcji pierwszych pojazdów FLIRT najnowszej generacji. Z fazy przygotowywań formalnych wchodzimy w etap realizacji założeń naszej polityki taborowej, której celem jest wycofanie z eksploatacji najstarszego taboru i zastąpienie go nowym. Kolejne umowy wykonawcze będziemy podpisywać zgodnie z harmonogramem przyjętym dzisiaj umową przedwstępną. W rezultacie do 2022 r. na torach Mazowsza przybędzie 61 pięcioczłonowych elektrycznych zespołów trakcyjncyh. Należy podkreślić, że wraz z pojazdami kupujemy ich utrzymanie, szkolenia dla pracowników, a także nowy symulator jazdy –mówi Czesław Sulima, członek zarządu, dyrektor eksploatacyjny KM.

Dwa pierwsze zamówione pociągi FLIRT wyjadą na mazowieckie tory w IV kwartale 2019 r. Zgodnie z harmonogramem dostaw umowy ramowej na 71 ezt, przewidziano je do obsługi relacji Warszawa – Działdowo. Wraz z pojazdami zostanie dostarczony symulator. Pozostałe pociągi będą pojawiały się sukcesywnie. Ostatni musi zostać dostarczony KM w terminie 21 miesięcy od dnia podpisania umowy wykonawczej.

– Bardzo się cieszymy, że możemy podpisać dziś pierwszą umowę realizacyjną oraz umowę przedwstępną na kolejne pojazdy i rozpocząć proces ich produkcji. Umowy te są dla nas niezmiernie ważne – pozwalają bowiem nie tylko utrzymać obecne zatrudnienie w naszym zakładzie w Siedlcach, ale także stworzyć nowe, atrakcyjne miejsca pracy. Od stycznia utworzyliśmy już ponad 50 nowych etatów, docelowo będzie ich ponad 200  – mówi Christian Spichiger, wiceprezes wykonawczy na Europę Środkową i Wschodnią w firmie Stadler i prezes zarządu Stadler Polska sp. z o.o.

Umowa przedwstępna na kolejne 55 pociągów

Kolejna umowa między Kolejami Mazowieckimi a firmą Stadler Polska to umowa przedwstępna przyjmująca harmonogram określający terminy podpisania umów wykonawczych na 55 pozostałych pojazdów. Zgodnie z jej zapisami KM i Stadler zobowiązują się do podpisania kolejnych umów wykonawczych w następujących terminach: na dostawę 12 pięcioczłonowych pojazdów do 31 marca 2019 r, kolejnych 12 pięcioczłonowych pojazdów do 29 lutego 2020 r, 15 pięcioczłonowych pojazdów do 31 sierpnia 2020 r oraz umowę na dostawę 16 pięcioczłonowych pojazdów do 31 marca 2021 roku.

55 sztuk pięcioczłonowych elektrycznych zespołów trakcyjnych ma obsługiwać trasy leżące w Warszawskim Obszarze Funkcjonalnym (Warszawa i 39 ościennych gmin), tj. Warszawa – Tłuszcz – 16 skladów, Góra Kalwaria -Czachówek – Warszawa – Modlin – (15), Sochaczew – Warszawa – Celestynów – (12), Skierniewice – Warszawa – Mińsk Mazowiecki – (12).

Zakupione pojazdy zastąpią elektryczne zespoły trakcyjne serii EN57, które spółka zamierza wycofać z eksploatacji. Do 2022 r. planowane jest wycofanie 39 elektrycznych zespołów trakcyjnych starej generacji.

 Informacja prasowa UMWM, KM i spółki Stadler Polska

 

 

Domy wydrukowane w technologii 3D

Drukarka 3D zbudowała 100-metrowy betonowy dom w 45 godzin w ramach projektu „3D Housing 05”. System „betonowego druku” został opracowany przez holenderską firmę CyBe. Przy projekcie domu współpracowali architekci z biura projektowego Arup i producent materiałów budowlanych Italcementi. Projektowanie domu zajęło dwa miesiące, a sama budowa trwała 48 godzin i zakończyła się w połowie marca br.

Budynek składa się z czterech pomieszczeń – salonu, sypialni, kuchni oraz łazienki z ubikacją. Druk każdego z modułów trwał 60-90 minut. Po wydrukowaniu ścian resztę czasu zajął montaż pozostałych elementów, tj. dachu, drzwi i okien.

Na świecie istnieje też kilka innych pomysłów na redukcję czasu i kosztów za pomocą drukarek materiałów budowlanych.

Robot BatiPrint3D z uniwersytetu w Nantes tworzy matrycę ścian za pomocą pianki, która następnie wypełniana jest betonem. Trwałość polimeru powinna wynosić około 100 lat, a jego dodatkową funkcją jest izolacja termiczna. Nad  pokazowym domem o powierzchni 95 m kw. maszyna pracowała 18 dni.

Teksańska firma ICON opracowała technologię drukowania w 12 do 24 godzin jednorodzinnego cementowego domu o powierzchni 60 metrów kwadratowych. Dom powstaje na drukarce Vulcan. Maksymalna powierzchnia budynku, który jest w stanie wydrukować urządzenie, to 74 m kw. Dom składa się z salonu, sypialni, łazienki i przedpokoju, a jego cena szacowana jest na 10 tys. dolarów (34 tys. zł). Jeden z założycieli ICON Jason Ballard deklaruje, że firma planuje obniżyć koszt takiego budynku do 4 tys. dol.

Był beton i pianka polimerowa. Ale to nie jedyne materiały, po które sięgają inżynierowie. Projekt „3D Printed House 1.0” firmy Emerging Objects prowadzi eksperymenty pod hasłem Saltygloo nad tworzywem powstałym na bazie skrystalizowanej soli i kleju. Konstrukcja z solnych paneli jest mocna i lekka, nadaje się do wytwarzania elementów wystroju wnętrz i jest neutralna dla środowiska naturalnego.

Instytucja World’s Advanced Saving Project postawiła na jeszcze bardziej radykalne rozwiązanie. Jej drukarka BigDelta tworzy budynki, korzystając wyłącznie z gliny i błota. Zdaniem twórców budowa domu o wysokości do 12 metrów kosztuje zaledwie 53 dolary. W założeniach projekt skierowany jest do najuboższych mieszkańców Ziemi.

które można składać niczym klocki. Taki pomysł rozwija bot laboratory ze swoją Oprócz druku całego domu na miejscu istnieje też pomysł drukowania poszczególnych elementów, technologią snap-together. Według twórców złożenie 3-metrowej konstrukcji zajmuje zaledwie kilka minut, łącznie z wypakowaniem elementów z ciężarówki. Ich druk za pomocą robota Euclid zajmuje do 18 godzin, wytworzone są z wytrzymałego plastiku.

Nie tylko Europa i Ameryka pracują nad nowymi rozwiązaniami w mieszkalnictwie. W mieście Binzhou w chińskiej prowincji Szantung powstał dom o tradycyjnym azjatyckim układzie. Firma twierdzi, że budynek zbudowano w dwa miesiące, a jego cena ma wynosić 5 tys. juanów (ok. 275 zł) za m kw.

Redakcja portalu wnp.pl

Nowe podejście do ochrony skóry w kosmetologii

PAP-Nauka w Polsce

Głównym mechanizmem odpowiedzialnym za starzenie komórek jest utlenianie białek w komórkach, a nie uszkodzenia DNA – przekonują eksperci w rozmowie z PAP. Na bazie tego odkrycia opracowywany jest właśnie preparat mający przeciwdziałać starzeniu skóry.  Bakteryjne białko, które odpowiada za ochronę przed karbonylacją, badacze chcą umieścić w kremie, mającym przeciwdziałać starzeniu skóry. Z badań prowadzonych na różnych rodzajach komórek wynika, że wykazuje ono bardzo silny efekt ochronny. Preparat na rynku może ukazać się za dwa lata.

  – My biolodzy zwykliśmy uważać, że jeśli komórka nie działa sprawnie, to musi to mieć koniecznie źródło w genach. Tymczasem nasze badania wskazują, że to nie same mutacje w DNA, ale utlenianie białek jest przyczyną starzenia się  – powiedział PAP prof. Miroslav Radman, współzałożyciel Śródziemnomorskiego Instytutu Nauk o Życiu (MedILS) w Splicie (Chorwacja), jeden z pionierów badań nad rolą białek w procesach starzenia.

Jak tłumaczył, białka utleniane są w warunkach stresu oksydacyjnego, czyli nadmiaru wolnych rodników tlenowych (ROS) w komórkach. Wolne rodniki powstają m.in. pod wpływem promieniowania UV, zanieczyszczeń powietrza i innych czynników stresujących dla komórek, ale też w trakcie procesu oddychania tlenowego w mitochondriach komórkowych. Powodują one uszkodzenia w DNA, jak również modyfikację chemiczną białek – tzw. karbonylację, pod wpływem której białka przestają prawidłowo funkcjonować.

Problem w tym, że o ile spontaniczne mutacje w DNA są naprawiane (komórka posiada bowiem bardzo dobrze działające mechanizmy ich naprawy), to karbonylacja białek jest procesem nieodwracalnym, tłumaczył prof. Radman.

– Karbonylacja jest nie do naprawienia. Jedynym sposobem, by komórka pozbyła się białka karbonylowanego, jest zniszczenie go w całości i zastąpienie nowo zsyntetyzowanym białkiem – wyjaśnił. Dodał, że w trakcie procesu starzenia się karbonylowane białka gromadzą się w komórkach w tempie wykładniczym – jest ich np. znacznie więcej w komórkach skóry starej niż młodej.

Karbonylowane białka nie mogą spełniać swojej prawidłowej funkcji, np. w procesie naprawy DNA.  – Dlatego takie uszkodzenia białek przyczyniają się do znacznego wzrostu spontanicznych mutacji w komórce. Na przykład jeśli częstość karbonylacji białek wzrasta dwukrotnie, to odsetek mutacji spontanicznych w DNA zwiększa się stukrotnie – tłumaczył prof. Radman.  – Z tej przyczyny poziom białek karbonylowanych jest wprost proporcjonalny do odsetka obumierających komórek.

Z eksperymentów prowadzonych przez zespół prof. Radmana wynika, że dotyczy to zarówno komórek nicieni, muszek owocowych, gryzoni, jak i komórek ludzkich.

Dr Francois-Xavier Pellay z MedILS wyjaśnił PAP, że niektóre białka w komórkach łatwiej podlegają procesowi karbonylacji.

Naukowcy z MedILS, zaobserwowali w swoich doświadczeniach, że pewne drobne zmiany w DNA genu (tzw. polimorfizm genu), powodujące niewielkie zmiany w strukturze białka, zwiększają zarazem jego podatność na proces karbonylacji.

Prof. Radman dał za przykład białko o nazwie alfa-synukleina, które odgrywa rolę w rozwoju choroby Parkinsona. Badania wykazały, że pewna niewielka zmiana w DNA genu, który koduje alfa-synukleinę, 10-krotnie zwiększa podatność tego białka na karbonylację.  – To wpływa na los pacjenta, bo podnosi jego ryzyko zachorowania na chorobę Parkinsona – tłumaczył badacz. Dodał, że mutacje zwiększające wrażliwość na karbonylację nie ujawniają się od razu, ale w trakcie życia człowieka, np. po 50-60 latach.

– Jeżeli będziemy wiedzieć, która sekwencja DNA zwiększa ryzyko utleniania danego białka, to w przyszłości możliwe będzie prognozowanie predyspozycji do danej choroby już po przyjściu dziecka na świat. Gdy będzie to białko obecne w nerkach, to będzie zwiększać ryzyko choroby nerek. I podobnie w przypadku białek w innych narządach – wyjaśnił.

Dr Pellay zaznaczył, że poziom białek karbonylowanych rośnie również w chorobach zapalnych skóry, takich jak łuszczyca. Ta wiedza może pomóc w przyszłości w diagnozowaniu zmian łuszczycowych, a nawet ich leczeniu.

Obecnie naukowcy z MedILS w ścisłej współpracy z badaczami z grupy kosmetycznej NAOS pracują nad stworzeniem preparatu, który będzie chronił białka w komórkach skóry przed karbonylacją i w ten sposób będzie przeciwdziałał starzeniu skóry.

Udało im się m.in. wyizolować ochronne białko z bakterii Deinococcus radiodurans, które żyją w stratosferze (naukowcy łapią je na szalki, gdy spadają wraz z deszczem czy śniegiem) i są bardzo odporne na działanie różnych czynników uszkadzających, jak promieniowanie UV czy promieniowanie gamma.  – Promieniowanie gamma powoduje fragmentację DNA, ale te bakterie są w stanie szybko naprawić uszkodzenia. Nasze badania wykazały, że nie jest to związane z jakąś specjalną metodą naprawy DNA, ale z obecnością u nich związku zdolnego do ochrony białek przed karbonylacją  – tłumaczył dr Pellay.

Bakteryjne białko, które odpowiada za ochronę przed tym procesem, badacze chcą umieścić w kremie, mającym przeciwdziałać starzeniu skóry. Z badań prowadzonych na różnych rodzajach komórek wynika, że wykazuje ono bardzo silny efekt ochronny.

Zdaniem założyciela i prezydenta grupy NAOS, biologa i farmaceuty Jeana-Noela Thorela, preparat ten może być dostępny na rynku za około dwa lata. Jak powiedział specjalista w rozmowie z PAP, będzie on reprezentować zupełnie nowe podejście do ochrony skóry w kosmetologii – czyli zapobieganie starzeniu, zamiast naprawianie powstałych w jego wyniku zmian. – Naszym zdaniem prewencja jest znacznie skuteczniejsza i tańsza niż metody naprawcze – zaznaczył Thorel.

Ma to być jednak tylko początek zmian, jakie czekają nas w kosmetologii. Naukowcy z MedILS opracowują nie tylko metody hamujące starzenie skóry, ale też sposoby na jej odmładzanie – również bez użycia inwazyjnych i operacyjnych metod.

Badania uczonych z ogromnym zainteresowaniem śledzą zwolennicy stosowania bezinwazyjnych oraz inteligentnych metod skojarzonych  w kosmetologii.

Czytaj  http://liderzyinnowacyjnosci.com/inteligentne-metody-skojarzone-w-kosmetologii/

 

Siłą Programu LIFE są beneficjenci

Jedynym instrumentem finansowym Komisji Europejskiej, wspierającym od prawie 26 lat inicjatywy ekologiczne, które mają największy wpływ na rozwiązywanie problemów  środowiskowych, klimatycznych i przyrodniczych jest Program LIFE. Jego budżet przekracza 3,4 mld euro. Polscy wnioskodawcy coraz odważniej sięgają po te środki. Potwierdza to  kilkusetosobowa frekwencja uczestników Dnia Informacyjnego LIFE, podczas którego zainaugurowano w Warszawie kolejny nabór wniosków do tego programu. Pod wrażeniem tak dużego zainteresowania była Maja Mikosińska, reprezentująca Komisję Europejską na tej kwietniowej konferencji, zorganizowanej  tradycyjnie przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

– W Polsce mamy dużo mniejsze doświadczenie niż inne europejskie kraje w sięganiu po środki z Programu LIFE. NFOŚiGW jako instytucja współfinansująca projekty, włączony  jest w jego realizację dopiero od dziesięciu lat. Czy to osłabia pozycję polskich wnioskodawców w aplikowaniu o dotacje na projekty środowiskowe i przyrodnicze?

– Dwukrotnie dłuży staż innych krajów czy większe doświadczenie w aplikowaniu o środki unijne nie ma znaczenia. Najważniejszy jest dobry pomysł na rozwiązanie określonych problemów środowiskowych i przyrodniczych, które są istotne dla Europy oraz profesjonalne przygotowanie wniosku. Przez ponad 25 lat w ramach Programu LIFE  udzielono wsparcia dla ok. 4700 projektów  w ochronie przyrody, środowiska i walki ze skutkami zmian klimatycznych. Liderami w realizacji inicjatyw ekologicznych, finansowanych z Programu LIFE są Włosi i Hiszpanie, ponieważ spełniają te warunki. Wszystkie kraje unijne mają takie same szanse, bo do składanych propozycji podchodzimy bardzo obiektywie. Każdy projekt jest oceniany przynajmniej przez dwóch niezależnych ekspertów, którzy nie widzą wzajemnie swojej oceny w kwalifikowaniu wniosków.

– W jaki sposób wybierany jest projekt przy rozbieżnościach w punktacji?

– Jeżeli takie rozbieżności występują, to wniosek jest analizowany ponownie przez trzeciego eksperta.  Bez względu jednak na to, czy są jakieś różnice w ocenie, czy ich nie ma, i tak wszyscy spotykamy się później na tzw. panelach dyskusyjnych. Omawiane są tam wszystkie kwestie, oczywiście łącznie  z kontrowersyjnymi. Analizujemy też najlepsze wnioski, czy zasługują na taką wysoką punktację. W tych spotkaniach uczestniczą też eksperci z agencji wykonawczej EASME ds. Małych i Średnich Przedsiębiorstw oraz urzędnicy z poszczególnych departamentów Komisji Europejskiej. Dopiero po tych spotkaniach  gdzie, porównywane są wszystkie wnioski, mogą nastąpić  jakieś drobne korekty w punktacji. Ten proces dość długo trwa, ponieważ do przeczytania, omówienia, a później do oceny mamy zazwyczaj po kilkaset wniosków. Czasami beneficjenci są zniecierpliwieni, ale przy takim systemie oceny nie da się tego przyspieszyć. Ten system jest naprawdę przejrzysty, transparentny i sprawiedliwy. My nie możemy kierować się żadnymi sympatiami, ani uprzedzeniami do kogokolwiek.

– W jakim języku najlepiej jest składać wnioski o dofinansowanie projektów z Programu LIFE?

–  Generalnie język w jakim napisane są projekty nie ma żadnego znaczenia. Jest tylko jeden wymóg, żeby eksperci, którzy go oceniają mówili w tym języku. Jeżeli wniosek jest złożony po polsku to z reguły oceniają go Polacy, albo osoby, które biegle posługują się tym językiem, bo mają np. polskie korzenie. Jeśli do oceny specjalistycznego projektu nie mamy ekspertów polskojęzycznych, to taki projekt jest tłumaczony na angielski. To niestety,  zazwyczaj wydłuża trochę procedurę. Od tegorocznego naboru wniosków mamy też jedną zasadniczą zmianę, ponieważ po raz pierwszy wprowadzona została dwuetapowa procedura aplikowania o dofinansowanie projektów  LIFE z podprogramu „Środowisko”. Najpierw wnioskodawca musi złożyć do Brukseli dziesięciostronicowy dokument koncepcyjny i dopiero po jego akceptacji przez Komisję Europejską będzie mógł przystąpić  do drugiego etapu. Istnieje obligatoryjny wymóg, aby ta wstępna koncepcja, składana dla projektów środowiskowych do 12 czerwca br. i dla przyrodniczych o dwa dni dłużej do KE, była przedstawiona w języku angielskim. Ten obowiązek nie dotyczy jednak pełnego wniosku jaki będzie składany w drugim etapie.

– Co zadecydowało o zmianie tej procedury w tegorocznym naborze?

– Wprowadzenie tej zmiany wychodzi naprzeciw oczekiwaniom wielu wnioskodawców, praktycznie ze wszystkich unijnych krajów. Od dłuższego czasu występowali z sugestiami  uproszczenia procedury składania wniosków. Skarżyli się na konieczność wypełnienia bardzo skomplikowanych i szczegółowych formularzy oraz zbyt długiego oczekiwania na odpowiedź zwrotną  ze strony Komisji Europejskiej. Często się okazywało, że ten wysiłek włożony w przygotowanie wniosku, nie przekładał na później na podpisanie umowy o przyznanie dotacji i dlatego dokonano tej zmiany. Jeśli ta dwuetapowa procedura się sprawdzi w projektach środowiskowych, to od przyszłego roku będą nią objęte również projekty klimatyczne. Te zmiany z aprobatą przyjęli  uczestnicy Dnia Informacyjnego LIFE, zorganizowanego przez NFOŚiGW. Kilkusetosobowa frekwencja na kwietniowej konferencji, podczas której zainaugurowano tegoroczny nabór wniosków do Programu LIFE, była dla mnie bardzo miłą niespodzianką. Niedawno brałam udział w podobnej konferencji w jednym z europejskich krajów i tam zainteresowanie było dużo mniejsze.  Mam nadzieję, że przełoży się to w tegorocznym naborze na rekordową liczbę projektów z Polski.  Doceniam działania NFOŚiGW, który pomaga potencjalnym beneficjentom w przygotowaniu wniosków do tego programu. Jako urzędnik Komisji Europejskiej zajmowałam się przez jakiś czas innymi sprawami, ale od października ubiegłego roku ponownie wróciłam do Programu LIFE i naprawdę jestem pod dużym wrażeniem aktywności Narodowego Funduszu. Zachęcam wszystkich zainteresowanych do aplikowania o wsparcie projektów tradycyjnych oraz zintegrowanych.

– Jaka jest różnica między projektami tradycyjnymi i zintegrowanymi?

–  Projekty zintegrowane należą do specjalnej kategorii, ponieważ są realizowane na dużo szerszą skalę niż tradycyjne.  Polegają na wdrożenie konkretnego planu lub strategii, która jest wymagana przez prawodawstwo Unii Europejskiej. To może być np. plan gospodarowania odpadami, dorzeczem rzek, regionalny plan poprawy jakości powietrza.  Mogą to być także plany ochronne polegające na zachowaniu lub odtworzeniu siedlisk przyrodniczych. Zakładamy, że w każdym Państwie Członkowskim zrealizowane zostaną przynajmniej 3 takie projekty. Do tej pory w Polsce  realizowany jest tylko jeden taki projekt zintegrowany i dotyczy ochrony powietrza w województwie małopolskim. Jest koordynowany przez marszałka województwa małopolskiego i angażuje łącznie aż 62 partnerów w tę ekologiczna inicjatywę. Rozpoczął się trzy lata temu i potrwa do końca 2023 roku. Ten projekt jest bardzo dobrze oceniany w Komisji Europejskiej, która rekomenduje go innym krajom. Tu również obowiązuje dwustopniowy etap naboru.  Napisanie takiego wniosku jest dużo trudniejsze, niż tradycyjnego dlatego można wystąpić do Komisji Europejskiej o pomoc techniczną. To są granty do 100 tys. euro. Nabór został trochę wcześniej otwarty, dlatego zamyka się 6 czerwca. Dokumenty koncepcyjne w tych wszystkich projektach będą oceniane do października. Unijnych ekspertów czeka bardzo pracowite lato.

 – Nie będzie pani miała wakacji?

– Jestem do tego przyzwyczajona. z Komisja Europejska jestem związana od 11 lat, natomiast moja praca z programem LIFE w Komisji trwa w sumie 4 lata. Odpowiadam za programy realizowane w Polsce, Czechach, na Słowacji i w Szwecji. Wcześniej pracowałam w Departamencie Pomocy Humanitarnej, bo jest to zgodne z moim wykształceniem. Najpierw studiowałam w Łodzi stosunki międzynarodowe, a później byłam na dwuletnich studiach podyplomowych w Belgii, które skupiały się na zarządzaniu pomocą humanitarną. Po tych studiach trafiłam do KE właśnie do tego Departamentu Pomocy Humanitarne. W międzyczasie zdałam egzamin i zostałam urzędnikiem nominowanym w KE. Przez 5 lat zajmowałam się południowym Sudanem, a potem ochroną środowiska, która jest bardzo bliska mojemu sercu. Mam ogromną satysfakcję kiedy wizytując poszczególne projekty dofinansowane z Programu LIFE, mogę podziwiać imponujące efekty naszej wspólnej pracy z beneficjentami, którzy są siłą tego programu.

Dziękuję za rozmowę

Z Mają Mikosińska, ekspertem EASME, Agencji Wykonawczej Komisji Europejskiej ds. Małych i Średnich Przedsiębiorstw, rozmawiała Jolanta Czudak.

 

Patent na innowacyjną Polskę

Pomysłowość wynalazców nie zna granic, dlatego każdą epokę cechują fascynujące odkrycia. Przełomowe wynalazki nie tylko zmieniają nasze życie na lepsze, ale wpływają też na budowanie przewagi konkurencyjnej na światowych rynkach.  Bogaty dorobek twórców  innowacyjnych rozwiązań stanowi fundament postępu technologicznego i rozwoju gospodarczego kraju. Nowe technologie i produkty wymagają jednak coraz skuteczniejszej ochrony prawnej przed piractwem. Taką ochronę od stu lat zapewnia Urząd Patentowy Rzeczypospolitej Polskiej, powołany w 1918 roku dekretem Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego. Od 16 lat prezesem urzędu jest dr Alicja Adamczak.

– Jak radzili sobie Polacy z ochroną swoich wynalazków przed powstaniem Urzędu Patentowego RP?

– Tradycje ochrony rozwiązań technicznych na ziemiach polskich  trwają od wielu pokoleń. Badania historyczne dowodzą , że taka potrzeba istniała już na wczesnym etapie rozwoju techniki. To był początek rodzimego wkładu do dziedzictwa cywilizacyjnego. Najstarszy polski przywilej o charakterze patentowym król Władysław Jagiełło przyznał już w latach dwudziestych XV wieku konstruktorowi maszyny odwadniającej kopalnie. Przywileje o podobnych charakterze wydawali też kolejni królowie.  Ochrona własności przemysłowej była też częścią polskiego  życia gospodarczego nawet w trudnych czasach rozbiorów. Polacy wymyślali i patentowali swoje wynalazki w Petersburgu, Berlinie i Wiedniu,  zanim w grudniu 1918 roku na mocy dekretu Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego, powstał Urząd Patentowy Rzeczypospolitej Polskiej. Jubileusz urzędu i stulecie istnienia krajowego systemu ochrony własności przemysłowej skłoniły prof. Sławomira Łotysza do wydania wspaniałej książki zatytułowanej „Polscy wynalazcy”. Jest to bogaty zbiór biografii wybitnych  rodzimych twórców i autorów rozwiązań technicznych  na przestrzeni dwóch ostatnich wieków. Niektórzy są mniej znani w Polsce, niż za granicą, ponieważ wielu utalentowanych rodaków przebywało na emigracji z różnych powodów. Tam działali rozwijając swoje pasje i umiejętności. Bez względu jednak na  miejsce, z którym byli związani, polscy wynalazcy wnieśli ogromny wkład w rozwój światowej cywilizacji.

 – Korzystamy teraz z ich dorobku w Polsce?

– Z pewnością w  mniejszym zakresie niż byśmy chcieli, ponieważ  wielu rodaków patentowało swoje wynalazki poza granicami kraju. W Polsce z takiej ochrony twórcy korzystają dopiero od 100 lat. Powołanie Urzędu Patentowego RP było bez wątpienia przełomowym momentem w dziejach odradzającego się państwa po 123 latach niewoli. Kilka miesięcy po utworzeniu urzędu, Naczelnik Państwa Józef Piłsudski wydał w 1919 roku trzy kolejne dekrety, które były pierwszymi nowoczesnymi regulacjami w zakresie ochrony własności przemysłowej, niezbędnej dla rozwoju gospodarczego kraju.  W tym samym roku Polska przystąpiła też do Konwencji paryskiej z 1883 roku. Był to podstawowy akt międzynarodowy regulujący zasady ochrony własności przemysłowej, w tym patentowania wynalazków. Postęp techniczny dokonany w ciągu ostatnich stu lat  nie byłby możliwy bez ustawowej ochrony własności intelektualnej, która się dzieli się na dwie dziedziny: własność przemysłową oraz prawo autorskie i prawa pokrewne. Własność przemysłowa obejmuje m.in. patenty na wynalazki, prawa ochronne na wzory użytkowe i znaki towarowe. Posiadane prawa do wynalazków, technologii, wzornictwa, znaków towarowych oraz innych przedmiotów własności przemysłowej budują  znacznie większą wartość przedsiębiorstw, generują zyski i zapewniają im  konkurencyjną pozycję na rynku. Od tworzenia nowych rozwiązań zależy innowacyjność gospodarki, dlatego tak ważna jest synergia nauki z przemysłem i biznesem

 – Lepsze perspektywy rozwoju  gospodarczego przemawiają za patentowaniem wynalazków?

– Korzyści jest dużo więcej. Patent przyznaje autorowi wyłączne prawo do wynalazku. Oznacza to, że jedynie osoba, która nim dysponuje może dany wynalazek wytwarzać, używać bądź sprzedawać. To zapewnia jej korzystną pozycję rynkową w stosunku do konkurencji. Patent chroni ten wynalazek przed kradzieżą i piractwem intelektualnym. Właściciel ma możliwość powstrzymania osób nieuprawnionych do zaniechania produkcji lub sprzedaży opatentowanego produktu czy rozwiązania. Może wytoczyć przeciwko naruszającemu jego prawo powództwo cywilne, żądając nie tylko zaprzestania naruszania, ale także stosownego odszkodowania. Taka ochrona patentowa zwykle trwa przez 20 lat. Właściciel patentu ma prawo do udzielenia licencji osobom trzecim, co stanowi  dla niego dodatkowe źródło przychodów. Patent podnosi prestiż produktu, dlatego często  taką informację umieszcza się w kampanii marketingowej. W wielu projektach unijnych firmom obejmującym swoje produkty ochroną patentową przyznawane są dodatkowe punkty, przy ubieganiu się o ich dofinansowanie.

– Jak długo czeka się na uzyskanie ochrony prawnej w urzędzie patentowym?

– Na decyzję o uzyskaniu patentu w Polsce czeka się średnio 3,3 roku, a w Europejskim Urzędzie Patentowym ok. 5,5  roku. Ten okres oczekiwania w naszym kraju znacznie się skrócił i mamy wiodącą pozycję w Europie.  czas oczekiwania na decyzje jest zbliżony do terminów rozpatrywania zgłoszeń stosowanych w Australii i Stanach Zjednoczonych. Krótszy jest tylko w Chinach (2,9), a najkrótszy w Korei Południowej 2,8 roku. Procedura wymaga zachowania  wielu określonych działań dlatego ten proces nie może być błyskawiczny. Najpierw eksperci muszą sprawdzić czy zgłoszenie spełnia wymagane prawem warunki. Może się np. okazać, że jest źle napisane, występują w nim braki, albo niewłaściwie zdefiniowany jest przedmiot zgłoszenia. Wniosek trzeba poprawić. Zdarza się, że taka korespondencja ze zgłaszającym trwa bardzo długo. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, kiedy zgłoszenie przygotowuje ktoś, kto nie jest profesjonalistą i kto nie miał kontaktu z rzecznikiem patentowym. Urząd patentowy może też uznać, że jakieś rozwiązanie nie jest nowe, albo powiela cudze pomysły i wtedy wnioskodawca odwołując się od tej  decyzji wstępuje na drogę sądową.  To są naprawdę skomplikowane i długotrwałe procesy. Najkrócej trwa procedura rozpatrywania zgłoszeń o udzielenie prawa do ochrony znaków towarowych, bo tylko pół roku. Pod tym względem jesteśmy konkurencyjni w stosunku do urzędu  unijnego ds. własności intelektualnej, który chroni znaki towarowe i wzory przemysłowe na terytorium wszystkich krajów Unii Europejskiej.

– Bazy rejestrujące innowacyjne wynalazki rozrastają się z każdym dniem. Jak eksperci sobie radzą ze sprawdzaniem tych wszystkich zgłoszeń?

– Bez nowoczesnych narzędzi informatycznych  wykonywanie takiej pracy byłoby niemożliwe. Co roku do urzędów patentowych na całym świecie wpływa ok. 3 mln nowych rozwiązań. Te bazy szybko się rozrastają.  Tylko dzięki informatycznym narzędziom i ogromnej wiedzy oraz doświadczeniu naszych ekspertów można  sprawnie te rejestry przeszukiwać i automatycznie je selekcjonować. Patentowane rozwiązanie musi być światową nowością i nie może być wcześniej nigdzie ujawnione. Jeśli podobne rozwiązanie ktoś wcześniej zgłosił do urzędu patentowego, to wychwycimy to, choćby to było rozwiązanie po chińsku czy japońsku. Działając w trybie krajowym i międzynarodowym, w ubiegłym roku w UPRP wydaliśmy prawie 5 tys. decyzji w sprawach o udzielenie patentu, w tym ponad 3 tys. decyzji pozytywnych.  Z każdym rokiem wprowadzamy kolejne ułatwienia dla naszych wnioskodawców, wychodzące naprzeciw umiędzynarodowieniu zgłoszeń. To zapewnia nam konkurowanie na rynkach zagranicznych, ponieważ posiadanie monopolu w postaci patentu na tych rynkach powoduje, że firmy mają szansę żeby rozwijać tam swoją działalność  gospodarczą, eksportować, udzielać licencji, a także wprowadzać swoje prawa do obrotu.  To jest też swoisty patent na innowacyjną Polskę, na czym naszym rodakom ogromnie zależy. Mamy w Polsce wielki potencjał intelektualny i przemysłowy i chodzi o to, żeby jak najlepiej go wykorzystać w tworzeniu innowacyjnej gospodarki.

Dziękuję za rozmowę

Z dr Alicją Adamczak, prezesem Urzędu Patentowego Rzeczypospolitej Polskiej rozmawiała Jolanta Czudak

 

 

Dobre rozwiązania budują lepszy świat

Bez przełomowych odkryć i wynalazków nie istniałby współczesny świat. Jedne powstały z przypadku, inne z potrzeby cywilizacyjnego rozwoju. Jednak wszystko co nas otacza zawdzięczamy niezwykłej pomysłowości i kreatywności ich twórców. Dzieje polskiej wynalazczości dokumentowane są od wieków w historycznych annałach, ale dopiero od 100 lat są nierozerwalnie związane z historią Urzędu Patentowego Rzeczypospolitej Polskiej.

Ta centralna instytucja była jedną z pierwszych jakie utworzono po odzyskaniu przez Polskę niepodległości po 123 latach niewoli. Powołana została w grudniu 1918 r dekretem Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego.

Odwołując się do doświadczeń minionego stulecia  uczestnicy konferencji „100 lat Ochrony Własności Przemysłowej w Polsce”  zorganizowanej 26 kwietnia  z okazji Światowego Dnia Własności Intelektualnej, wskazywali na fundamentalne znaczenie  korzystania z tej ochrony dla umacniania potencjału intelektualnego, ekonomicznego oraz odpowiedzialnego rozwoju Polski. Wydarzenie było częścią programu obchodów jubileuszu 100-lecia ustanowienia Urzędu Patentowego Rzeczypospolitej Polskiej i systemu ochrony własności przemysłowej na ziemiach polskich. Wszystkie inicjatywy realizowane przez Urząd Patentowy w ramach uroczystości jubileuszowych zostały objęte Patronatem Honorowym Prezydenta RP Andrzeja Dudy.

Kwietniowa konferencja poświęcona była zarówno historycznym aspektom jak i perspektywom rozwoju systemu ochrony dóbr niematerialnych w najbliższych latach. W ciągu stu lat nieprzerwalnej działalności do Urzędu Patentowego RP wpłynęło ponad milion 300 tys. zgłoszeń, z czego 890 tys. uzyskało ochronę.  Udzielono przeszło 303 tys. patentów na wynalazki, zarejestrowano 70 tys. wzorów użytkowych, 470 tys. znaków towarowych, 43 tys. wzorów zdobniczych i przemysłowych oraz 27 topografii układów scalonych.

– Udzielamy praw wyłącznych, ale przy każdej okazji dzielimy się też doświadczeniem i wiedzą dotyczącą  ochrony własności przemysłowej, która skupia w sobie wiele elementów   – podkreślała w swoim wystąpieniu dr Alicja Adamczak, prezes  UPRP. – Ta ochrona to  efekt wieloletnich prac naukowo-badawczych, kreatywności , innowacyjności, ale także niebywałej aktywności poznawczej, zwłaszcza w dziedzinie techniki. Wyraża się sukcesami odniesionymi w gospodarce, na rynku krajowym czy na rynkach zagranicznych. Aby jednaj ten sukces utrwalić konieczna jest ochrona własności przemysłowej w każdej dziedzinie. To ma szczególne znaczenie dla rozwoju polskiej gospodarki i zapewnienia konkurencyjności.

Jubileuszowe wydarzenie to stanowiło także doskonałą okazję do promocji współczesnych polskich osiągnięć w wielu obszarach życia społecznego, w tym szczególnie w dziedzinie techniki oraz wzornictwa przemysłowego.

Udział zarówno przedstawicieli sektora nauki, jak i przedsiębiorców pozwolił na wymianę doświadczeń i dobrych praktyk w zakresie różnorodnych aspektów systemu ochrony własności przemysłowej, w tym także sformułowania uwag de lege ferenda dotyczących funkcjonowania i rozwoju tego systemu dla wszystkich przedmiotów własności przemysłowej. Wszyscy zgodnie podkreślali, że dobre rozwiązania budują lepszy świat.

(JC)

 

Co nie jest zabronione jest dozwolone

Dezinformacja uderza w demokrację

Zwalczania dezinformacji medialnej jest odpowiedzią Komisji Europejskiej na coraz częstsze przypadki  upowszechniania fałszywych informacji i wprowadzania obywateli w błąd. We wszystkich krajach Unii Europejskiej  obowiązywać będzie kodeks postępowania w tym zakresie. KE zamierza też wspierać rzetelne dziennikarstwo oraz promować umiejętności korzystania z mediów, w tym elektronicznych. W ostatnim badaniu Eurobarometru – 83 proc. respondentów stwierdziło, że fałszywe informacje stanowią zagrożenie dla demokracji.

 W badaniu Eurobarometr – 83 proc. respondentów stwierdziło, także, że ich niepokój budzi w szczególności zamierzona dezinformacja, mająca na celu wywieranie wpływu na wybory i politykę imigracyjną. W badaniu podkreślono również znaczenie wysokiej jakości środków przekazu: respondenci postrzegają media tradycyjne jako najbardziej wiarygodne źródło informacji (radio – 70 proc., telewizja – 66 proc., prasa drukowana – 63 proc.). Za najmniej wiarygodne uznano internetowe źródła informacji i internetowe serwisy wideo, w przypadku których poziom zaufania wynosi odpowiednio 26 i 27 proc.

W pierwszej kolejności, do lipca bieżącego roku, platformy internetowe powinny opracować i stosować wspólny kodeks postępowania w celu m.in. zapewnienia przejrzystości w odniesieniu do treści sponsorowanych, w tym reklamy politycznej oraz ułatwienia użytkownikom  odkrywania i dostępu do różnych źródeł wiadomości przedstawiających alternatywne poglądy.  Zwalczaniu dezinformacji w Internecie ma służyć również wprowadzenie środków służących identyfikacji i zamykaniu fałszywych kont oraz umożliwienie podmiotom weryfikującym fakty naukowcom i organom publicznym stałego monitorowania dezinformacji w Internecie.

Niezależna europejska sieć podmiotów weryfikujących fakty pozwoli na ustalenie wspólnych metod pracy, wymianę najlepszych praktyk oraz działania w celu osiągnięcia jak najszerszego zakresu korekt merytorycznych w całej UE. Weryfikatorzy zostaną wybrani spośród unijnych członków międzynarodowej sieci weryfikacji faktów, która ściśle przestrzega swojego kodeksu postępowania.  Komisja Europejska będzie zachęcać weryfikatorów faktów i organizacje społeczeństwa obywatelskiego do dostarczania szkołom i nauczycielom materiałów edukacyjnych oraz zorganizuje Europejski tydzień umiejętności korzystania z mediów.

Komisja wzywa państwa członkowskie do zwiększenia wsparcia dla rzetelnego dziennikarstwa, aby zapewnić pluralistyczne, zróżnicowane i zrównoważone środowisko medialne. Jeszcze t tym roku Komisja ogłosi zaproszenie do składania wniosków dotyczących tworzenia i rozpowszechniania wysokiej jakości treści informacyjnych na tematy unijne za pośrednictwem mediów informacyjnych opartych na rzetelnych danych.

W ramach skoordynowanej polityki w zakresie komunikacji strategicznej, opracowanej przez służby Komisji, łączącej obecne i przyszłe inicjatywy UE i państw członkowskich dotyczące eliminowania dezinformacji w internecie, określone zostaną działania informacyjne mające na celu zwalczanie fałszywych narracji dotyczących Europy i zwalczanie dezinformacji w UE i poza nią.

Komisja Europejska zwoła wkrótce wielostronne forum, aby stworzyć ramy skutecznej współpracy między odpowiednimi zainteresowanymi stronami, w tym platformami internetowymi, branżą reklamową i największymi reklamodawcami, a także aby uzyskać zobowiązanie do koordynowania i zwiększania wysiłków na rzecz zwalczania dezinformacji. Pierwszym działaniem forum powinno być opublikowanie do lipca 2018 r. ogólnounijnego kodeksu postępowania w zakresie zwalczania dezinformacji, tak aby osiągnąć wymierne efekty do października 2018 r.

Do grudnia 2018 r. Komisja przedstawi sprawozdanie z poczynionych postępów. W sprawozdaniu zbadane zostanie również zapotrzebowanie na dalsze działania w celu zapewnienia stałego monitorowania i oceny określonych działań.

Andrus Ansip, wiceprzewodniczący KE do spraw jednolitego rynku cyfrowego, powiedział: – Dezinformacja nie jest nowym narzędziem wywierania wpływu politycznego. Dzięki internetowi nowe technologie, zwłaszcza cyfrowe, są w stanie bardziej dotkliwie działać na szkodę naszej demokracji i społeczeństwa. Zaufanie w internecie łatwo jest zburzyć, a trudno odbudować, dlatego branża musi współpracować z nami w tej kwestii. Platformy internetowe odgrywają ważną rolę w zwalczaniu kampanii dezinformacyjnych organizowanych przez osoby Będziemy uważnie śledzić postępy i do grudnia być może zaproponujemy dalsze działania, w tym środki o charakterze regulacyjnym, jeżeli wyniki okażą się niezadowalające. indywidualne i państwa, które chcą zagrozić naszej demokracji.

W lutym 2018 r. Komisja przyjęła listę zaleceń z myślą o wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2019 r., w których wezwała właściwe organy krajowe do określenia, na podstawie doświadczeń państw członkowskich, najlepszych praktyk w określaniu zagrożeń dla przebiegu wyborów w postaci cyberataków i dezinformacji, przeciwdziałaniu takim zagrożeniom i zarządzaniu nimi.

 

 

Ostatnie artykuły

Generator plazmowy TRUMPF powstaje w zalążku polskiej „doliny krzemowej”

Plazma to zjonizowana materia o stanie skupienia przypominającym gaz. Kojarzy nam się z procesami zachodzącymi we wnętrzu gwiazd czy reaktorów termojądrowych. Tymczasem,...

Globalna kampania Race to Zero

Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu przystąpił do globalnej kampanii Race to Zero, zrzeszającej miasta, regiony, przedsiębiorstwa i instytucje, które zobowiązały się do zmniejszenia...

To logiczna rewolucja

Czy istnieje urządzenie pozwalające na szybkie i dokładne zdjęcie jamy ustnej z automatycznie wygenerowanym modelem 3D? Nie, a w zasadzie jeszcze nie.....

„Prawdziwe” zimy będą występować coraz rzadziej

Musimy zacząć się przyzwyczajać, że prawdziwe zimy w Polsce nizinnej będą występować coraz rzadziej, może jeszcze będą zdarzać się na wschodzie kraju...

Dowiedz się więcej!

Już od końca stycznia mazowieckie firmy będą mogły ubiegać się o dofinansowanie z Unii Europejskiej na działania z obszaru badań i rozwoju....