Blachnicki – reaktywacja

177

Władze PRL nie były jego pierwszym, ale z pewnością ostatnim wrogiem. Nazywany przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa „Teologiem narodowej zdrady” ksiądz Franciszek Blachnicki – założyciel Ruchu Światło-Życie ponownie znalazł się na biurkach śledczych Instytutu Pamięci Narodowej. 21 kwietnia 2020 roku pion śledczy IPN wznowił śledztwo w sprawie niewyjaśnionej dotąd śmierci księdza Blachnickiego.

Pierwsze dochodzenie prowadzone w sprawie śmierci Blachnickiego trwało od 2001 do 2005 roku pod kierownictwem IPN-u, jednak po zgodnej opinii lekarzy o tym, że „brakuje przesłanek przemawiających za możliwością działania trucizny” Ewa Koj – prokurator Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach umorzył śledztwo 6 lipca 2006 roku. W wyniku odkrycia nowych faktów śledztwo wznowiono 21 kwietnia 2020 roku. Osobą prowadzącą został prokurator Michał Skwara, znany m.in. z dochodzenia w sprawie zamachu na papieża Jana Pawła II 13 maja 1981 roku.

Pierwszy wróg

Wojna, która wybuchła w 1939 roku, postawiła 18-letniego Franciszka przed koniecznością walki z okupantem. Blachnicki szybko złożył przysięgę wojskową i wstąpił do 11. Pułku piechoty w Tarnowskich Górach, jednak prawdziwie trudnym rokiem okazał się dla niego rok 1940. Po dwóch dekonspiracjach 27 czerwca trafił do obozu Auschwitz, gdzie opieczętowano go numerem 1201. Tam spędził 2 lata, po czym został przetransportowany do więzienia w Katowicach. 30 marca 1942 roku usłyszał wyrok śmierci. W czasie oczekiwania na śmierć Blachnicki – do tej pory jeszcze niewierzący – doznał nawrócenia. Jak sam później pisał „Jako podwójny skazaniec: skazany przez ludzi na śmierć przez ścięcie, a przez siebie samego na śmierć wieczną – zostałem ułaskawiony dekretem Miłosierdzia Wszechmogącego Boga”. 14 sierpnia 1942 roku Blachnickiego ułaskawiono, a karę śmierci zamieniono na dziesięć lat więzienia do odbycia po zakończeniu wojny. Tak więc był wolny. Po trudnych doświadczeniach więzienia i cudzie nawrócenia Blachnicki w 1950 roku przyjął święcenia kapłańskie. Zapał, z jakim w 1939 roku bronił ojczyzny, teraz przekładał na wychowanie młodzieży. Od 1954 roku organizował rekolekcje dla dzieci i młodzieży, które nazwał Oazą Dzieci Bożych. W kolejnych latach rozwijał wspólnotę oazową, pisząc konspekty, tworząc struktury i zbierając ludzi do współtworzenia dzieła, które od 1976 roku oficjalnie nazwał Ruchem Światło-Życie.

Mała ojczyzna – Carlsberg

Gdy 13 grudnia 1981 roku wprowadzono w Polsce stan wojenny, ksiądz Blachnicki przebywał w Rzymie w celu organizacji Międzynarodowego Sekretariatu Ruchu Światło-Życie. W tamtym momencie powrót do Polski był trudny, a do tego pojawiły się nowe możliwości dla oazy za granicą. W taki sposób Blachnicki znalazł się w Carlsbergu – mieście w południowo-zachodnich Niemczech, gdzie przejął znajdujący się tam polski ośrodek Marianum. Ośrodek stał się miejscem gromadzenia się polskich emigrantów i międzynarodową siedzibą Ruchu Światło-Życie. Jak pisze Grażyna Wilczyńska w książce „Wolny dla…”: „Ks. Franciszek Blachnicki otaczał wszystkich troską duszpasterską, dając częstokroć dach nad głową i wsparcie moralne”.

Agenci SB w ośrodku

Jednymi z gości księdza Blachnickiego byli Jolanta (ps. „Panna”) i Andrzej (ps. „Yon”) Gontarczykowie, którzy zjawili się w progu ośrodka Marianum w 1984 roku. Przyjęci z miłością i otwartością, szybko zyskali zaufanie księdza Franciszka, który w 1985 roku powierzył im ważne funkcje. Jolanta została prezesem Chrześcijańskiej Służby Wyzwolenia Narodów, natomiast Andrzej był pracownikiem, a następnie dyrektorem wydawnictwa „Maximilianum”, które zajmowało się produkcją i kolportażem pism solidarnościowych przewożonych nielegalnie do Polski. Niedługo po awansie mężczyzny drukarnia niespodziewanie zaczęła przynosić straty. Dodatkowo transporty z nielegalną prasą zapakowaną w taki sposób, aby „odkrycie tego było praktycznie niemożliwe” – jak powiedział Jan Blachnicki, bratanek księdza Blachnickiego – były zatrzymywane i konfiskowane przez Służbę Bezpieczeństwa. Już wtedy do księdza docierały informacje o tym, że jego współpracownicy mogą kontaktować się ze Służbami Bezpieczeństwa, jednak Blachnicki czekał na twarde dowody. W publikacji „Życie moje oddałem za Kościół” napisał, że potrzebował informacji, które dałyby mu „moralną pewność dotyczącą agenturalnej działalności Gontarczyków”. 

Zdrada zdrajców

Pierwszą przesłanką potwierdzającą przypuszczenia o współpracy Gontarczyków ze Służbą Bezpieczeństwa była lista agentów przekazana „Solidarności Walczącej” przez tajnego współpracownika SB, który przeszedł na stronę opozycji. „Tuż po stanie wojennym dostaliśmy taką listę nazwisk, które okazały się raczej prawdziwe” – powiedział w filmie „Kulisy śmierci ks. Franciszka Blachnickiego” Kornel Morawiecki – szef „Solidarności Walczącej”. Na owej liście znalazło się właśnie nazwisko małżeństwa Gontarczyków.

Kolejnym krokiem, który przyczynił się do zdemaskowania agentów, była wizyta matki Andrzeja w ośrodku w Carlsbergu. Kobieta ujawniła, że Jolanta i Andrzej są agentami. Po oficjalnym potwierdzeniu tych doniesień i zebraniu odpowiedniej dokumentacji „Solidarność Walcząca” przekazała ją swojemu przedstawicielowi w RFN 6 lutego 1987 roku. Blachnicki miał dostać dowody 28 lutego. W dzień przed otrzymaniem dokumentów ksiądz Franciszek zdecydował się porozmawiać z Gontarczykami. Jak wynika z relacji świadków, po ostrej wymianie zdań ksiądz nie zjawił się na wcześniej umówionym obiedzie. Osłabiony zadzwonił do jednej ze współpracownic z ośrodka, która wezwała lekarza. Po godzinie szesnastej lekarz stwierdził zgon spowodowany zatorem płucnym. Niewłaściwym dla tej diagnozy objawem była wychodzącą z ust denata piana. Fakt ten dał podstawy do późniejszych przypuszczeń o zatruciu. Takie okoliczności śmierci wydały się bardzo podejrzane bliskim Blachnickiego. Wspomniany już wcześniej Jan Blachnicki powiedział, że dwie godziny przed śmiercią stan księdza był bardzo dobry i nic nie wskazywało na nadchodzącą tragedię.

Nowe dane   

Skoro jedno śledztwo w tej sprawie zostało już zakończone, dlaczego wracamy do wydarzeń z 1987 roku? 4 maja 2020 roku w swoim komunikacie IPN uzasadnia to następująco: „Śledztwo zostało podjęte na nowo, bowiem zachodziła konieczność procesowej weryfikacji istotnych danych odnoszących się do jego przedmiotu, które nie były znane w 2006 roku, gdy podjęto decyzję o umorzeniu postępowania, a zostały ujawnione w ostatnim okresie”. IPN ogólnikowo sugeruje istnienie przesłanek do nowego dochodzenia, ale nie zdradza jeszcze żadnych szczegółów.  Wznowione śledztwo jest szansą na poznanie prawdy o śmierci Sługi Bożego księdza Franciszka Blachnickiego, który jest autorytetem dla młodych, dorosłych, świeckich i duchownych skupionych w strukturach Ruchu Światło-Życie.

Autorka: Helena Anusiewicz, studentka dziennikarstwa na UKSW

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here