Niektóre drogi zawodowe zmieniają się nagle, inne dojrzewają latami. Joanna Kałuża Gajana ukończyła studia inżynierskie i przez pewien czas pracowała przy analizie danych przestrzennych. Dziś zajmuje się coachingiem i pracą z głosem. Pomaga ludziom odnajdywać własną drogę i odwagę do wyrażania siebie. Co ją skłoniło do zmiany profesji wyjaśnia w kolejnym wywiadzie z cyklu „Nowe powołania do życia”.
Z wykształcenia jesteś inżynierką. Jak to się stało, że dziś zajmujesz się coachingiem i pracą z głosem?
Ukończyłam studia z zakresu geoinformacji na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Po studiach przez rok pracowałam jako operator GIS w firmie zajmującej się przetwarzaniem danych przestrzennych. Nasza praca polegała na analizie zdjęć satelitarnych i wydzielaniu z nich elementów przestrzeni – dachów, trawników czy powierzchni utwardzonych. Te dane były wykorzystywane między innymi do systemów podatkowych.
To była praca bardzo techniczna i bardzo powtarzalna. Po kilku miesiącach poczułam, że nie jestem stworzona do siedzenia osiem godzin dziennie przed komputerem i wykonywania wciąż tych samych czynności. Miałam poczucie, jakby życie powoli ze mnie uchodziło.
Czyli pojawił się moment, w którym poczułaś, że to nie jest Twoja droga?
Tak. Wcześniej byłam przekonana, że trzeba mieć „twardy” zawód – inżyniera, ekonomistę czy prawnika – bo tylko wtedy można stabilnie funkcjonować. Takie przekonania wyniosłam z domu i z otoczenia. Wydawało mi się, że z rzeczy bardziej artystycznych czy rozwojowych nie da się żyć. Ale z czasem zaczęłam odkrywać, że to nie jest moja droga.
I wtedy pojawił się coaching?
Najpierw pojawiła się praca nad własnym głosem i nad sobą. Byłam osobą bardzo cichą, wręcz niewidoczną. Mówiłam tak cicho, że często nie było mnie słychać. O śpiewaniu nawet nie myślałam. Z czasem zaczęłam odkrywać, że głos jest czymś więcej niż tylko sposobem mówienia. To sposób wyrażania siebie i swojej obecności w świecie. Później trafiłam na szkołę coachingu i zobaczyłam, że jest to zupełnie inna dziedzina, niż wcześniej myślałam.
Wiele osób kojarzy coaching głównie z motywacyjnymi hasłami.
Tak, coaching przez pewien czas był kojarzony z takim stylem „just do it”, z mówcami motywacyjnymi, którzy mówią ludziom, że są zwycięzcami i wszystko zależy tylko od nich. Tymczasem prawdziwy coaching wygląda zupełnie inaczej. Coach nie mówi ludziom, co mają zrobić. Nie jest mentorem ani doradcą. Jego rolą jest zadawanie pytań, które pomagają człowiekowi zobaczyć własną drogę.
Na czym polega ta metoda w praktyce?
Przede wszystkim na rozmowie i pogłębianiu pytań. Czasami ktoś przychodzi z bardzo prostym tematem, na przykład mówi: „chcę schudnąć”.
Zadajemy wtedy pytanie: dlaczego?
Może się okazać, że chodzi o poczucie wartości, o relacje, o potrzebę bycia zauważonym. Wtedy zaczynamy docierać do prawdziwych motywacji tej osoby. Coaching polega na tym, że człowiek zaczyna rozumieć swoje decyzje i swoje pragnienia.
Mówisz też o coachingu głosu. Co masz na myśli?
Głos bardzo wiele mówi o naszym stanie emocjonalnym. Kiedy się boimy albo czujemy napięcie, głos się zaciska. Kiedy jesteśmy pewni siebie, staje się pełniejszy i bardziej swobodny. Pracuję z ludźmi zarówno na poziomie mentalnym – czyli poprzez rozmowę – jak i poprzez pracę z oddechem i ciałem. Sama uczę się między innymi śpiewu białego i technik otwierania głosu. To bardzo pierwotna forma śpiewu, która pomaga odzyskać naturalny dźwięk.
Czyli ciało i głos są ze sobą powiązane?
Bardzo. Ciało pamięta nasze doświadczenia. Jeśli czujemy strach albo napięcie, to wszystko słychać w głosie. Dlatego czasami warto po prostu zatrzymać się i zapytać siebie: jak ja się czuję w tym, co robię? Czy czuję lekkość, energię i radość, czy raczej ciężar i zmęczenie. To są sygnały, które mogą wiele powiedzieć o naszej drodze życiowej.
Czy coaching staje się coraz bardziej popularny?
Myślę, że ludzie coraz bardziej go potrzebują, ale wciąż nie do końca wiedzą, czym jest coaching. W przeciwieństwie do psychologa czy terapeuty nie jest to jeszcze tak oczywista forma pracy nad sobą. Dlatego ważne jest pokazywanie, że coaching to przestrzeń rozmowy, w której człowiek może zatrzymać się i zobaczyć swoje życie z innej perspektywy.
Ile trwa taka sesja?
Najczęściej około godziny. Czasami trochę dłużej. To bardzo intensywna rozmowa, wymagająca dużego skupienia zarówno od coacha, jak i od osoby, która w niej uczestniczy.
Czy nie żałujesz, że nie pracujesz w zawodzie, który studiowałaś?
Nie. To była część mojej drogi. Dzięki temu doświadczeniu wiem dziś dużo więcej o sobie. Teraz robię coś, co daje mi energię. Oczywiście to też jest praca wymagająca – spotkania z ludźmi bywają emocjonalne i bardzo intensywne – ale to jest dobre zmęczenie.
Na koniec zapytam o jedną rzecz: czego nauczyła Cię ta zmiana zawodowa?
Że bardzo ważne jest dbanie o siebie. W coachingu mówi się czasem, że coach musi dbać o własne skrzydła, żeby móc towarzyszyć innym ludziom w ich podróży. Jeśli sami nie mamy energii i równowagi, trudno pomagać innym, dlatego najważniejsze jest, żeby żyć w zgodzie ze sobą.
Rozmawiała Jolanta Czudak


































