Dobre prognozy dla „frankowiczów”, złe dla banków

550

W najbliższych tygodniach zapadnie decyzja Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie kredytów frankowych w Polsce. Wyrok będzie wytyczną dla krajowego orzecznictwa. Według Związku Banków Polskich spodziewany werdykt może kosztować polski sektor bankowy 60 mld zł.

 Polacy w ciągu ostatnich kilkunastu lat bardzo chętnie zadłużali się we frankach szwajcarskich ze względu na niższe oprocentowanie i – co za tym idzie – większą zdolność kredytową. Jednak nie brali pod uwagę – a banki najprawdopodobniej ich nie ostrzegły (lub zrobiły to w niewystarczającym stopniu) – czynnika ryzyka kursowego.

Po raz pierwszy frankowicze przekonali się, że to istotny czynnik podczas kryzysu w 2008 roku. Dość wspomnieć, że w najgorętszych miesiącach kryzysu szwajcarska waluta zdrożała z poniżej 2 zł w sierpniu 2008 roku do 3,20 zł w marcu 2009 roku. A właśnie w tych przedkryzysowych latach 2006-2008, banki udzieliły 475 tys. kredytów hipotecznych w walutach obcych, a suma zadłużenia wzrosła o ponad 100 mld zł. Potem jednak w 2011 kurs franka został usztywniony i ryzyko kursowe znowu straciło na znaczeniu.
Drugi cios spadł na frankowiczów w styczniu 2015 roku, kiedy szwajcarski bank centralny ogłosił, że uwalnia kurs franka i nie będzie bronił swojej waluty przed umocnieniem. To był dla rynków szok. W reakcji na tę zapowiedź rynki oszalały, szwajcarska giełda spadła o 12 proc., ale jeszcze bardziej spektakularne rzeczy działy się na rynkach walutowych – kurs franka wystrzelił pod niebo, transakcji było tak dużo, że systemy transakcyjne się zawieszały, co jeszcze tylko bardziej napędzało wzrost kursu (skoro tylko nieliczne zlecenia mogły być realizowane). W apogeum – na kilka minut – frank kosztował nawet 5 zł, ostatecznie jednak ustabilizował się wówczas na poziomie 4,10-4,20 zł.

To był dla frankowiczów cios. Według niektórych szacunków w wyniku tej decyzji SNB dług frankowiczów wzrósł z dnia na dzień o około 30 mld zł – ze 140 – 150 mld zł do 170-180 mld zł.
A że 2015 rok był rokiem wyborów – prezydenckich i parlamentarnych – do gry włączyli się politycy. – Uważam, że te kredyty mogłyby być przewalutowane według kursu, po jakim były brane. Będę starał się w tej sprawie interweniować  – zapowiadał  kandydujący  w maju 2015 roku na urząd prezydenta Andrzej Duda. – Prezydent ma olbrzymią legitymację, żeby załatwiać trudne sprawy na poziomie państwowym, dodawał.

Zabiegi o poparcie frankowiczów rozpoczęła również rządząca wówczas Platforma Obywatelska. Latem zgłosiła projekt zakładający m.in. umorzenie 90 proc. różnicy w kosztach kredytu we frankach i kredytu zaciągniętego w złotych. Ustawa miała objąć kredyty w wysokości 80 proc. wartości mieszkania. Projekt utknął jednak w komisjach.

Ostatecznie w październiku 2015 roku udało się jedynie uchwalić ustawę o wsparciu kredytobiorców znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej, którzy zaciągnęli kredyt mieszkaniowy, która jednak jedynie w ograniczonym zakresie rozwiązywała problem najbardziej poszkodowanych przez frankową bombę z opóźnionym zapłonem, nie stanowiła jednak rozwiązania systemowego. W lipcu tego roku uchwalona została prezydencka nowelizacja tej ustawy, nieco rozszerzająca zakres tej pomocy. Na systemowe rozwiązanie frankowicze się jednak nie doczekali, a wszystkie projekty utknęły w komisji.

Kredytobiorcy ruszyli do sądów – często z powodzeniem. W polskich sądach zostało wytoczonych ok. ośmiu tysięcy procesów przez właścicieli kredytów walutowych (głównie we franku szwajcarskim). W tym roku wygrali 90 proc. z 70 wniesionych spraw. Na przykład miesiąc temu Sąd Okręgowy w Olsztynie uznał za uzasadnione roszczenie „frankowiczki” w sprawie dotyczącej kredytu indeksowanego kursem franka szwajcarskiego. Zgodnie z prawomocnym wyrokiem bank ma zwrócić kobiecie ponad 42 tys. zł.

Wyrok TSUE może – ze względu na większe prawdopodobieństwo wygranej – zachęcić znacznie szersze rzesze zadłużonych we frankach do drogi sądowej. A to oznaczałoby poważne kłopoty dla sektora bankowego.

Według Biura Informacji Kredytowej na koniec pierwszego półrocza w Polsce spłacanych było ok. 459 tys. kredytów frankowych o łącznej wartości 102,8 mld zł. Zadłużenie frankowiczów było najwyższe w 2011 roku, gdy po przeliczeniu wynosiło 162 mld zł.

Jeśli decyzja Trybunału pójdzie w tym kierunku, że kredyty frankowe zostaną zamienione na złotowe, ale pozostanie oprocentowanie LIBOR-em, to nasze banki znajdą się pod dużą presją. Same spekulacje co do wyroku TSUE doprowadziły do tego, że jeden z banków stracił jedną trzecią swojej giełdowej kapitalizacji i większość banków notowanych jest na GPW poniżej aktywów netto. Nagle może się okazać, że duża część sektora bankowego będzie musiała mocno przykręcić kurek z kredytami ze względów kapitałowych. To może wywołać poważne problemy w polskiej gospodarce.

Więcej na wnp.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here