Domowe leprozorium

460

Ostatnie tygodnie były ciężkim sprawdzianem, dla całego świata. Pandemia sprawiła, że ludzie zaczęli popadać w panikę. Odizolowanie, strach przed wyjściem z domu i troska o najbliższych przejęły kontrolę nad wszystkim. Powoli się to stabilizuje, ale w pamięci wielu ludzi ten strachu już pozostanie.

Oczywistością dla naszych rodaków, było zaopatrzenie się w liczne sprzęty ochronne, aby móc bezpiecznie wyjść na ulice. Niestety popularność Woltera White w Polsce przerosła oczekiwania wielu, moje na pewno. Na ulicach nie dziwił mnie obraz, który kilka lat temu opisywał pewien polski raper słowami: „Białe maski na twarzach i gumowe rękawiczki (…)” . Najwięcej spojrzeń zbierali ludzie, którzy wychodzili na ulice, do sklepów i innych tego typu miejsc w pełnych kombinezonach ochronnych, jakby zaraz mieli wejść do kampera, w celu gotowania meta-amfetaminy lub innego syntetycznego narkotyku. Najbardziej nurtującym dla mnie pytaniem było: „Po co to wszystko?”

Oczywistą odpowiedzią staje się „BEZPIECZEŃSTWO”, ale tak naprawdę najbardziej bezpieczni jesteśmy zostając w domu. Dlaczego, więc przywdziewamy to wszystko, skoro lepiej nie wychodzić. Półki sklepowe zostały natychmiastowo opróżnione, dawno temu, w pierwszych dniach paniki.  Papier toaletowy odnotował najwyższy wzrost, który nadal szybuję, ku górze na ekranach Wall Street. Długo dopatrywałam się w tym wszystkim sensu. Czas kwarantanny w naszym kraju obserwowałam, jakbym była na planie narracji jednego z filmów, w którym oglądany przeze mnie obraz, odczytuje ze skryptu Krystyna Czubówna. W mojej głowie było słychać: „Ludzie powolnie przechadzają się między półkami sklepowymi w poszukiwaniu mydła, ryżu, makaronu, mięs, mrożonek lub innych wekowanych, lub puszkowanych produktów. Cała stolica zastygała, zwalniała tępo, a ludzie z każdym dniem zaczęli znikać z ulic, po owocnych polowaniach na zapasy.”.

Zaczęłam odnosić wrażenie, że ludzie w obliczach zagrożenia, automatycznie powracali do swoich naturalnych instynktów. Takie cofnięcie się ewolucji w walce o przeżycie. Najbardziej rozwinięty umysłowo ssak robi kilka kroków w tył, bo w jego głowie zapętlają się informacje prawdziwe, z nieprawdziwymi. Atawizm przezwyciężył psa w zawodach, na najlepszego przyjaciela człowieka.

Tacy rozwinięci, a niedorozwinięci jesteśmy. W momentach, gdy oficjalnie jest mówione jedno, a nieoficjalnie drugie, MY homo sapiens wybieramy opcję trzecią, czyli wujka ministra, którego każdy z nas, przecież ma, mówiącego nam zupełną odwrotność do obu powyższych źródeł. Dość zabawne, nieprawdaż? Jak to się dzieję, że korzystamy z naszej wolnej woli i powołujemy się na nią, tylko w momentach, gdy dla naszego bezpieczeństwa jest nam zabierana? Dlaczego NIGDY nie chcemy słuchać?

Matka Natura zawsze nas przed czymś ostrzega. Mówiła „STOP!” i łapała za rękę, by pomóc się podnieść po upadku. Może warto jej słuchać? I właśnie z tym pytaniem was zostawiam.

Autorka: Anna Jadwiga Sisicka, studentka dziennikarstwa na UKSW

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here