Eksperymentalna metoda leczenia Covid-19 w Lublinie daje efekty

597

Lubelska Klinika Chorób Zakaźnych została wytypowana przez jeden z ośrodków europejskich do wprowadzenia nowego leku przeciwwirusowego. To jest novum na skalę całej Polski. Leczenie nowatorską metodą polega na poddawaniu leków, które głęboko ingerują w układ immunologiczny.  O efektach terapii  zastosowanej wobec trzech pacjentów w Klinice Chorób Zakaźnych Uniwersytetu Medycznego w Lublinie z profesorem Krzysztofem Tomasiewiczem,  rozmawia Wojciech Brakowiecki, autor cyklicznej audycji „Szlachetne zdrowie” w Radiu Lublin.

– Czy możemy podsumować efekty zastosowanej terapii, po tygodniu  od naszej poprzedniej rozmowy na antenie radiowej?

– Efekty są bardzo dobre i wszyscy trzej pacjenci dobrze się czują. Jeżeli chodzi o ich stan kliniczny, też nie mamy żadnych zastrzeżeń. Przez tydzień wdrażania terapii zauważyliśmy bardzo pozytywne zmiany w badaniach laboratoryjnych. Naprawdę wygląda to obiecująco. Oczywiście nie jest to koniec terapii. Lek jeszcze działa. Ma on bardzo długi okres półtrwania, a więc przez cały czas utrzymuje się w organizmie. Ale naprawdę mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że jesteśmy bardzo dobrej myśli. Baliśmy się takiej sytuacji, że zablokujemy pewien szlak metaboliczny czy immunologiczny, natomiast gromadzenie tych pewnych przekaźników czy markerów immunologicznych nadal będzie występowało.

– Co wynika z badań  laboratoryjnych?

– Ostatnia faza COVID-19 wywołuje swego rodzaju burzę cytokinową w naszym organizmie.  Jest to produkowanie substancji, które doprowadzają do olbrzymiego odczynu zapalnego. Przerwanie tych dróg patogenetycznych doprowadza do tego, że u tych pacjentów nie rozwija się niewydolność oddechowa albo ulega cofnięciu.   Ostatnie badania pokazują, że dochodzi do spadku niedobrych czynników, które się u pacjentów gromadziły. To kolejna dobra informacja  dla pacjentów.

– Lek podawany w klinice, powoduje przerwanie tego łańcucha?

– My nie chcemy doprowadzić do tej burzy cytokinowej, dlatego że kiedy ona już się zadzieje, może być trochę za późno. Bardzo ważne jest wyłapanie odpowiedniego momentu. To nie jest jednak lek dla wszystkich pacjentów, ani taki, który rozwiąże problem pandemii Covid-19. Ale u poszczególnych pacjentów jest w stanie sprawić, że nie będą wymagali respiratora, że nie będą zmierzali w niedobrym kierunku, jeżeli chodzi o rozwój choroby. Dlatego ta nasze nastawienie jest tak optymistyczne.

– Jak ocenia się pacjentów, którym można podać lek?

– Na pewno nie stosujemy leku u pacjentów bezobjawowych i skąpo objawowych. Przebiegi zakażenia koronawirusem w 80-85 proc. są albo bezobjawowe albo łagodne. Natomiast jeżeli pacjent jest już w szpitalu, to też nie znaczy, że w pierwszej dobie musimy mu podać lek. Oczywiście wszystko zależy od tego w jakim stanie  trafi do szpitala. Później jest monitorowanie. Jeżeli zaczyna się pogarszać jego stan  oddechowy i widzimy spadek wysycenia krwi tlenem, to jest to moment, kiedy, po szybkiej ocenie parametrów immunologicznych, należy podjąć decyzję o podaniu leku bądź nie.

– Czy to znaczy, że tą ścieżką powinny pójść wszystkie szpitale?

– Chcę skromnie powiedzieć, że my nie wyznaczamy jakichś nowych trendów. Koncepcja leczenia poprzez blokowanie układu immunologicznego jest praktycznie powszechnie znana wśród specjalistów. Natomiast najważniejszym problemem jest wybór momentu podania. Istotny jest wybór cząsteczki .My również rozpatrywaliśmy różne cząsteczki. Zdecydowaliśmy się na lek, który, jak nam się wydawało, ma największe uzasadnienie po analizie patogenezy choroby, a poza tym ma też w miarę akceptowalny profil bezpieczeństwa. Proszę pamiętać, że podajemy lek w ramach terapii eksperymentalnej. My chcemy pacjentowi pomóc, natomiast działania niepożądane mogą być groźne. Staraliśmy się wybrać taki preparat, który zapewniałby pewien stopień bezpieczeństwa. Oczywiście on też ma dużą liczbę działań niepożądanych, ale po to pacjent jest w szpitalu, żeby uważnie go monitorować. Są ośrodki na świecie, które stosują podobne terapie. Jednak nie jest ich dużo. Sam jestem zdziwiony tym, że to są naprawdę pojedyncze przypadki pacjentów leczonych w ten sposób. Po naszych doświadczeniach śmiem twierdzić, że powinno ich być więcej. Sytuacja jest bardzo dynamiczna. Różne cząstki są rozpatrywane i myślę, że ta terapia na pewno będzie stosowana przez wiele ośrodków.

– Optymistyczne wieści dochodzą chociażby z Krakowa, gdzie naukowcy opracowują lek, który pomógłby w zwalczaniu koronawirusa.

– Pamiętajmy tylko o tym, że tutaj mówimy o wyłączaniu wirusa i o lekach przeciwwirusowych.  Leki przeciwwirusowe za chwilę będą. Śmiem nawet twierdzić, że nawet szybciej niż nam się wszystkim wydaje. One są już w bardzo zaawansowanej fazie badań klinicznych. Są stosowane w niektórych krajach i u nas tak samo będą używane. Bez przerwy słyszymy, że zaawansowane są badania. Mam wrażenie, że jest taki chaos informacyjny i my też musimy wiedzieć co działa, a co nie działa. Musimy opierać się na pewnych faktach. Tak jak w naszym przypadku, gdzie decyzje oparliśmy o bardzo nieliczne sygnały dochodzące ze świata. Ale jednak uzasadnienie było. Natomiast czasami spotykamy się z takimi sytuacjami, że jednemu pacjentowi podano jakiś lek albo preparat i na podstawie tego ktoś chce wyciągać daleko idące wnioski. Trzeba tutaj być bardzo ostrożnym. Oczywiście nie mówię tego o kolegach z Krakowa, bo tam mówimy o badaniach naukowych i o twardych faktach, natomiast czasami jest tak, że trzeba jeszcze te doświadczenia laboratoryjne przenieść do warunków klinicznych. Mieliśmy wiele leków, które działały świetnie w tzw. warunkach in vitro, natomiast zastosowane u pacjenta nie zawsze się sprawdzały.

– Pojawiają się głosy, że niestety wybuchu epidemii w Polsce będziemy musieli się spodziewać na przełomie maja i czerwca.

– Takich głosów było wiele. Słyszałem już, że szczyt miał być 10 kwietnia, na początku kwietnia, na końcu kwietnia. Nie bawię się we wróżenie. Nie wiem, kiedy będzie szczyt epidemii. Podjęliśmy pewne kroki ograniczające kontakty. Zadziało się to na dość wczesnym etapie. Bardziej bym się przychylał ku temu, że jednak ten szczyt nastąpi gdzieś w okresie bieżącego miesiąca. To będzie też zależało od tego, jaki będziemy się stosować do ograniczeń  wprowadzanych przez służby sanitarne dotyczące normalnego życia codziennego. Bo ciężko jest wyłączyć kraj, wyłączyć gospodarkę na pół roku czy na rok. To w ogóle nie wchodzi w rachubę, ponieważ pojawią się następne problemy. Nie wiem, kiedy będzie szczyt zachorowań, ale wierzę, że w kwietniu.

– Nadchodzące święta nie będą takie jak poprzednie.

Ograniczenia będą obowiązywały jeszcze w okresie poświątecznym. Natomiast kiedy będziemy mieli ewidentny spadek zachorowań, taki, jaki teraz na przykład jest w Austrii, tego nie wiemy. Ale przykład Austrii jest dla nas bardzo pozytywnym sygnałem, że jednak koniec tej epidemii jest możliwy.

Z profesorem Krzysztofem Tomasiewiczem rozmawiał Wojciech Brakowiecki

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here