Firmy padają jak muchy. Coraz więcej niewypłacalności

1201

W I półroczu 2018 r. w oficjalnych źródłach (Monitorach Sądowych i Gospodarczych) opublikowano informacje o 511 przypadkach niewypłacalności polskich przedsiębiorstw wobec 418 w podobnym okresie 2017 r., co oznacza wzrost o 22 proc. W samym czerwcu zarejestrowano 105 takich zgłoszeń, aż o 48 proc. więcej niż rok wcześniej. To nowy rekord w skali miesiąca.

Główną przyczyną tak dużego wzrostu zgłoszeń niewypłacalności jest wzrost kosztów ceny produktów i usług przy utrzymywaniu się niskiej rentowności i marżowości. Druga przyczyna złej kondycji przedsiębiorstw leży jednak po ich stronie, bo nie wykreowały marek własnych, czyli wartości dodanej swoich produktów i usług oraz nie poprawiały efektywności zarządzania i zwrotu z kapitału.

Liczba niewypłacalności polskich firm rośnie w tym roku ustawicznie pomimo wysokiego punktu odniesienia już w 2017 roku – stwierdza Euler Hermes, który analizował te dane.

Niewypłacalności obejmują niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkującą upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego.

        Powody zewnętrzne dla firm

Mają one wspólne przyczyny, choć każdy sektor gospodarki posiada specyficzne uwarunkowania.

Po pierwsze koszty rosły szybciej niż ceny produktów i usług końcowych, a utrzymywała się niska rentowność, niekiedy występowała erozja marż drenowana przez rosnące koszty. W szczególności dotyczy to sektora budowlanego, który odczuwa znaczny wzrost cen materiałów i sektorów energochłonnych, bowiem wzrosły ceny nośników energii.

– Wzrost konsumpcji pociąga za sobą większą skalę produkcji i sprzedaży polskich przedsiębiorstw, ale już niekoniecznie większe zyski – komentuje Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes odpowiadający za ocenę ryzyka. – Większe koszty wynikają też z nowych przepisów prawnych i podatkowych, m.in. zakazu handlu w niedzielę, RODO, podzielonej płatności i odwróconego VAT.

Podkreśla, że firmy nie korzystają za zwiększonej konsumpcji i wzrostu gospodarczego, bo to one je finansują. O ile niektóre rozwiązania (szczególnie dotyczące poboru VAT) są korzystne dla budżetu, to pogarszają płynność polskich firm.

       Powody wewnętrzne

Druga przyczyna złej kondycji przedsiębiorstw leży jednak po ich stronie, ocenia Euler Hermes. To niewykreowanie marek własnych, czyli wartości dodanej swoich produktów i usług oraz brak poprawy efektywności zarządzania i zwrotu z kapitału.

Jako przykład podaje upadłości firm produkujących różnego rodzaju wyroby z metali. Współgra to z tendencjami ogólnoświatowymi: nadwyżką w produkcji stali i wyrobów ją wykorzystujących, co prowadzi do ostrej konkurencji cenowej.

„Statystyczny” profil firmy zgłaszającej w tym roku niewypłacalność to średniej wielkości spółka akcyjna, która osiągnęła określoną skalę działalności, ale nadal była mniejsza niż najwięksi czy nawet średni, ale rozpoznawalni gracze w swoich branżach.

„Ich nazwy nie były jednak z reguły kojarzone z nowoczesnością, automatyzacją, innowacyjnością. Wręcz przeciwnie – wiele z nich wydawało się być przedstawicielami bardzo tradycyjnie prowadzonych biznesów” – podkreślają autorzy analizy.

W zderzeniu z nowymi barierami, w tym rosnącymi kosztami pracowniczymi, mają ograniczone pole do negocjacji zarówno z dostawcami, jak i odbiorcami.

– Nie były na to przygotowane nie tylko organizacyjnie, ale także finansowo, wykazując się niezbyt dużą efektywnością działania, czyli zwrotem z kapitału – dodaje Starus. – Ich niewypłacalność i konieczność upadłości lub postępowania restrukturyzacyjne nie wynikają jednak z niemożności pozyskania kapitału, ale raczej z jego niezbyt efektywnego wykorzystania, co siłą rzeczy odstręczało kolejnych inwestorów.

       Prognoza

W drugim półroczu skala wzrostu liczby niewypłacalności powinna być procentowo niewiele mniejsza niż w pierwszym, bowiem nie ustaną przyczyny je wywołujące, ocenia Euler Hermes.

Autor: wnp.pl (Piotr Stefaniak)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here