Geotermia w tunelu daje bezpieczeństwo i przewidywalność plonów. Rosnące ceny żywności, obawy o jakość produktów i coraz trudniejsze warunki pogodowe sprawiają, że wielu ludzi zaczyna szukać sposobu na własne, zdrowe uprawy. Bogusław Okulski przekonuje, że odpowiedzią mogą być geotermalne tunele foliowe, które pozwalają wydłużyć sezon wegetacyjny, ograniczyć choroby roślin i produkować warzywa niemal przez cały rok — zarówno na potrzeby rodziny, jak i w celach handlowych.
Coraz częściej mówi się dziś nie tylko o bezpieczeństwie energetycznym, ale również o bezpieczeństwie żywnościowym. Według Bogusława Okulskiego oba te obszary zaczynają się ze sobą ściśle łączyć. Po latach propagowania idei „wolności energetycznej” ekspert coraz mocniej koncentruje się na rozwiązaniach pozwalających ludziom produkować własną żywność — zdrową, naturalną i odporną na pogodowe zawirowania.
Jednym z takich rozwiązań są geotermalne tunele foliowe. — To nie jest żadna kosmiczna technologia — mówi Okulski. — Wykorzystujemy zjawisko znane od stuleci z ziemianek, gdzie latem mleko się nie psuło, a zimą nie zamarzały przetwory. Chodzi o stabilną temperaturę gruntu na głębokości około metra do półtora. Zakopane są rury, a wentylator przepompowuje powietrze przez ziemię, stabilizując temperaturę wewnątrz tunelu.
Według niego system daje cztery podstawowe korzyści: ochronę przed przymrozkami, ochronę przed upałami, ograniczenie chorób grzybowych, możliwość nawet podwojenia plonów dzięki wydłużeniu okresu wegetacji.
To właśnie stabilność temperatury ma być największą przewagą geotermicznych tuneli nad tradycyjnymi uprawami polowymi. — W Polsce rolnik nigdy nie ma pewności. Raz przychodzą przymrozki w maju, innym razem susza albo ulewy. Geotermia w tunelu daje bezpieczeństwo i przewidywalność — tłumaczy Okulski.
Ekspert podkreśla, że rozwiązanie może być wykorzystywane zarówno przez działkowców, jak i rolników prowadzących sprzedaż warzyw. Dla kilkuosobowej rodziny rekomenduje tunel o wymiarach około 30 metrów długości i 7 metrów szerokości. — Ludzi przeraża wielkość takiego tunelu, ale później okazuje się, że pracy jest tam nawet o połowę mniej niż w zwykłym ogródku. Dzięki automatycznemu nawodnieniu wystarczy często odkręcić kranik i pilnować upraw — mówi.
Bogusław Okulski uważa jednak, że największy potencjał tkwi nie w amatorskich ogródkach, lecz w modelu tzw. RWS, czyli rolnictwa wspieranego społecznie. System ten od lat funkcjonuje m.in. we Francji i Niemczech, a w Polsce dopiero zaczyna się rozwijać. Polega on na tym, że mieszkańcy miast jeszcze przed sezonem wykupują abonament na regularne paczki warzyw od konkretnego rolnika. — Rolnik ma z góry zabezpieczony zbyt, jeszcze zanim cokolwiek zasieje. To zupełnie zmienia ekonomię małego gospodarstwa — podkreśla.
W praktyce odbiorcami są najczęściej mieszkańcy miast, którzy szukają żywności produkowanej bez chemii i chcą znać jej źródło. — Tu nie chodzi o papierowe certyfikaty, tylko o zaufanie. Ludzie przyjeżdżają, oglądają uprawy, poznają rolnika, czasem nawet pomagają przy pracach społecznie. Widzą, jak ta żywność powstaje — wyjaśnia.
Według Okulskiego odpowiednio prowadzony tunel geotermalny może stać się również realnym źródłem dochodu. — Z tunelu o wymiarach 30 na 7 metrów można osiągnąć dochód rzędu 70–100 tysięcy złotych rocznie. To może być bardzo dobra pensja dla jednej osoby pracującej praktycznie na pół etatu — przekonuje.
Koszty budowy zależą od wielkości i wyposażenia obiektu. Sama geotermia to wydatek od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych. W bardziej rozbudowanych wersjach system może obejmować również: automatyczne nawodnienie, odzysk deszczówki, zbiorniki retencyjne, mocniejsze konstrukcje tunelowe, dodatkowe zabezpieczenia termiczne.
Szczególnie interesujący wydaje się system odzysku wody deszczowej. Jak tłumaczy Okulski, podczas intensywnych opadów możliwe jest zgromadzenie dziesiątek metrów sześciennych wody wykorzystywanej później do podlewania. — Chodzi o samowystarczalność. Nie tylko energetyczną, ale również żywnościową i wodną — podkreśla.
Choć idea geotermalnych tuneli wciąż pozostaje niszowa, zainteresowanie nią stopniowo rośnie. Coraz więcej osób szuka bowiem nie tylko tańszej, ale przede wszystkim zdrowej żywności pochodzącej z pewnego źródła.
I być może właśnie to jest najważniejszy wniosek z tej rozmowy — że przyszłość małego rolnictwa może nie polegać na masowej produkcji dla sieci handlowych, lecz na bezpośredniej relacji między producentem a świadomym odbiorcą. A wtedy tunel foliowy przestaje być zwykłą konstrukcją z rur i folii. Staje się narzędziem budowania lokalnej niezależności.
Jolanta Czudak


























