Goście z gwiazd  i  ślady na Ziemi. Co chcemy przemilczeć?

490

Wakacje to czas, gdy można pozwolić sobie na lekturę nieco bardziej kontemplacyjną. Sięgnąć po historie, które rzadko przebijają się do oficjalnego obiegu. Czy Ziemia od zawsze była tylko naszą planetą? Czy archeologia i ezoteryka mogą niepostrzeżenie zbliżać się do wspólnego punktu?

Odkrycia z Tybetu i Afryki, przemilczane przez główny nurt nauki, czasem z obawy przed reakcją Kościoła, a czasem przed utratą grantów, sugerują, że ludzkość nie jest jedynym rozdziałem w historii tej planety. Może nawet nie głównym bohaterem. Zebrane dowody – wykopaliska, legendy i opisy reinkarnacyjnych dusz – prowadzą do jednego wniosku: nie jesteśmy tu sami. I nigdy nie byliśmy..

Gdyby Ziemia miała swoją tabliczkę na międzygwiezdnej autostradzie, brzmiałaby ona pewnie: „Planeta otwarta – wolny wjazd dla cywilizacji różnego pochodzenia”. Przez tysiąclecia nasza niebieska kula ziemska gościła nie tylko prymitywnych łowców mamutów, przedstawicieli starożytnych cywilizacji, ale i całkiem innych tajemniczych… gości.

Cmentarzysko na usługach prawdy

Szwedzki antropolog Hugo Childs podczas wykopalisk w Rwandzie w 2008 roku odkrył zbiorowe mogiły, które nie tylko podważyły darwinowskie spojrzenie na historię ludzkości, ale wręcz je znokautowały. Wśród tropikalnych zarośli, niedaleko stolicy Kigali, spoczywały dobrze zachowane szkielety wysokich, wąskich istot o trzykrotnie większych głowach niż ludzkie. Ich śmierć, być może wywołana czymś tak banalnym jak ziemska grypa, zmusiła ocalałych do odwrotu – lub zasymilowania?

Z kolei w Tybecie, na zboczach gór Bajan-Kara-Uła, natrafiono na szczątki karłowatych istot z powiększonymi czaszkami. Obok nich leżały tajemnicze kamienne dyski z hieroglifami. Ich odczytana część informowała o przymusowym osiedleniu istot z konstelacji Syriusza – rasy Dropa. Nie wrócili, zostali, zginęli, wymieszali się? Nikt nie wie. Ale są tacy, którzy twierdzą, że ich potomkowie żyją do dziś, chowając się przed światem… albo zarządzając nim zza kulis.

Kosmiczna reinkarnacja – kto się w nas wciela?

Skoro nasze kości potrafią ukrywać nieziemskie sekrety, to co dopiero dusze? Tu wkraczamy w jeszcze bardziej „niewygodny” dla sceptyków teren: inkarnacje. Z ezoterycznych ustaleń wynika, że dzisiejsze społeczeństwo to nie tylko „rodowici Ziemianie”, lecz także cały konglomerat kosmicznych podróżników. Oto ich krótki katalog:

Gwiezdni wędrowcy – dusze z wielu światów, które trafiają na Ziemię z misją lub zadaniem, żeby obserwować i pomagać przy transformacji ludzkości. Ich wspomnienia często zawierają… technologie i światy, których oficjalna nauka  jeszcze nie zna.

Upadłe Anioły – istoty z wysokich duchowych płaszczyzn, które utknęły w materii, nierzadko ze zdolnościami uzdrawiania, ale i zagubione między wymiarami.

Ocaleni ze zniszczonych planet – mają w sobie lęk przed kolejnym globalnym końcem. Ekologiczni aktywiści? Może tylko próbują, byśmy nie powtórzyli ich błędów.

Zwykli Ziemianie – to ci, których większość zna: świetnie radzący sobie w materii, ale bez większego pojęcia, z kim dzielą planetę.

Bywa, że te dusze się ze sobą mieszają. Mamy więc hybrydy: anioła z misją w ciele księgowego albo wędrowca utopionego w korpo-wyścigu. Zanim więc znowu spojrzysz z politowaniem na sąsiada, który wierzy w kosmitów, albo machniesz ręką na „new age’owe brednie”, zastanów się: czy Ty na pewno jesteś stąd? A może masz w sobie echo Dropa, wspomnienie utraconego świata albo misję, o której jeszcze nie pamiętasz?

Na pograniczu rozumu i tabu

Są tematy, które nie mieszczą się w szkolnych podręcznikach, nie nadają się na kazanie, a i w środowisku naukowym zbywa się je wzrokiem, który mówi: „nie kompromituj się, kolego”. To właśnie te tematy bywają najbardziej intrygujące.

Zwykle w gazetach wakacyjnych pisuje się o sprawach lekkich: kto z kim na plaży, co grillować w sierpniu, gdzie najtańszy nocleg z klimatyzacją. I dobrze. Ale wakacje to także czas, kiedy nasz umysł może zejść z utartych ścieżek, odpiąć pasy rozsądku i poszybować trochę wyżej – w stronę tego, co niewygodne, co dziwne, co wymyka się rutynie poznania.

Pomyślmy uczciwie: czy naprawdę wiemy, kim jesteśmy i z kim dzielimy tę planetę? Czy wszystkie archeologiczne znaleziska zostały uczciwie opisane i zrozumiane? Czy rzeczywiście dusze w nas wcielające są wyłącznie „stąd”? I czy reinkarnacja, tak chętnie wyśmiewana w akademickich kręgach, nie nabiera innego sensu, gdy porówna się ją z niektórymi… niepokojącymi dowodami materialnymi?

Można się z tego śmiać. Można zbywać wzruszeniem ramion. Ale można też potraktować tę lekturę jako przygodę intelektualną. Jak test naszej gotowości do uznania, że świat – mimo że stale kartografowany – wciąż kryje przestrzenie, których nie da się opisać GPS-em ani zamknąć w przypisach.

Zapraszamy do czytania i komentowania. A – być może także – do przypomnienia sobie czegoś, o czym nasza dusza już kiedyś wiedziała.

Redakcja

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here