Inflacja uderza w sektor farm wiatrowych i fotowoltaicznych

82

Wywołane przez pandemiczne zawirowania w światowej gospodarce wzrosty cen materiałów budowlanych i surowców nie pozostają bez wpływu na budowy farm wiatrowych i fotowoltaicznych. Choć inflacja nie zagraża rozwojowi odnawialnych źródeł energii, to ma jednak wpływ na kondycję finansową firm budowlanych zaangażowanych w ten sektor. Od początku 2020 r. do połowy 2021 r. ceny stalowych prętów zbrojeniowych wzrosły dwukrotnie, a ceny miedzi o około połowę. Rosną też m.in. ceny cementu, paliw oraz wynagrodzenia fachowców.

– Wzrost cen materiałów, który obserwujemy w całej gospodarce i budownictwie, jest widoczny również w sektorze farm wiatrowych. Nie należy oczekiwać, że w najbliższych kwartałach ceny zaczną spadać – powiedział portalowi WysokieNapiecie.pl Bartosz Sobolewski, szef CJR Renewables na Europę Środkową i Wschodnią. – Jednocześnie nie powoduje to u inwestorów zniechęcenia do kontynuowania obecnych i przygotowywania kolejnych projektów. Nieuchronność transformacji energetycznej zapewnia dobre perspektywy dla odnawialnych źródeł energii – dodał.

Edyta Kruszewska, dyrektor Biura Zakupów w Electrum wskazała, że na wzrost cen wpływają dwie kwestie. Pierwsza to globalne skutki pandemii, które przekładają się na wzrost kosztów surowców oraz ich niedobory, jak w przypadku krzemu do produkcji modułów PV. Wzmożony popyt w skali globalnej przekłada się też na duże wzrosty cen transportu, zwłaszcza morskiego. Z drugiej strony w Polsce mamy do czynienia z gwałtownym przyspieszeniem transformacji energetycznej, co przekłada się na duże zapotrzebowanie na usługi projektowe, prace budowlane oraz dostawy, co powoduje dodatkowe trudności.

– W czasie pandemii mocno odczuliśmy zakłócenia w łańcuchach dostaw, zwłaszcza modułów PV z Azji. Część z nich musieliśmy przekierować z transportu morskiego na kolej. Jednocześnie ogromne wzrosty cen stali, miedzi czy aluminium mogą negatywnie wpłynąć na powodzenie całego kontraktu, jeśli będą negatywnie oddziaływać na kondycję finansową wykonawcy – zaznaczyła Kruszewska w rozmowie z portem WysokieNapiecie.pl.

– W tym aspekcie ważne są rozmowy z klientami o waloryzacji kontraktów w takich przypadkach, gdyż wzrostu cen surowców rzędu 100 proc. nie da się przewidzieć w żadnych kalkulacjach – dodała. Jak wskazał Paweł Skowroński, prezes spółki SPIE Elbud Gdańsk, na typowy fundament wiatraka o mocy ok. 2,5 MW potrzeba ok. 40-50 ton stali zbrojeniowej i 300-400 m sześc. betonu. – Czynnikiem, który może być wąskim gardłem, jest dostępność turbin. Wynika to nie tylko z zakłócenia łańcucha dostaw w trakcie pandemii, ale również z rosnącej skali inwestycji w OZE na całym świecie – stwierdził Skowroński w rozmowie z naszym portalem.

Dodał, że jeśli prace budowlane toczą się bez przeszkód i nie ma trudności administracyjnych, budowa nowej farmy wiatrowej nie trwa dłużej niż rok. – Taki czas realizacji kontraktów pozwala zabezpieczyć dostawy kluczowych materiałów. W ostatnich kwartałach występują co prawda pewne trudności z dostępnością stali zbrojeniowej, a także są problemy z pozyskaniem podwykonawców części robót. To drugie zjawisko wiąże się zapewne z dość dobrą koniunkturą w innych segmentach budownictwa – ocenił Skowroński.

W opinii Bartosza Sobolewskiego z CJR Renewables, na rynku farm wiatrowych jest kilku generalnych wykonawców, którzy mają potencjał do realizacji równolegle kilku dużych farm wiatrowych. O wiele więcej jest firm, które specjalizują się w prowadzeniu wybranych pakietów prac: drogowych, fundamentowych czy elektrycznych. Grono generalnych wykonawców w tym sektorze z będzie się powiększać, jeśli rynek będzie rosnący, bo to zawsze przyciąga nowych graczy.

– Z pewnością coraz więcej będzie też inwestycji w duże farmy fotowoltaiczne, m.in. za sprawą formuły PPA (Power Purchase Agreement). Realizacja takich obiektów jest mniej skomplikowana niż farm wiatrowych, gdyż skala robót konstrukcyjnych i budowlanych do wykonania jest o wiele mniejsza. Więcej prac dotyczy infrastruktury energetycznej. Tego typu inwestycje leżą więc w zasięgu większe liczby firm i podwykonawców – wskazał Sobolewski.

Tomasz Słyż dodał, że pod kątem budowlano-inżynieryjnym budowa farm wiatrowych i PV nie jest skomplikowana i w teorii może być realizowana przez wiele podmiotów. Jednak w przypadku generalnego wykonawstwa ten krąg się mocno zawęża, bo zlecając kontrakty w tej formule inwestor oczekuje, że wykonawca weźmie odpowiedzialność za prawne, finansowe i techniczne parametry inwestycji oraz jej oddanie do użytku w terminie. Natomiast podwykonawców dla poszczególnych robót, zarówno dla farm wiatrowych, jak i PV jest na rynku wystarczająca ilość.

Zdaniem Piotra Gutowskiego z Onde, choć wiele firm budowlanych chciałoby mieć obecnie OZE na sztandarach, to wejście w ten segment rynku wykonawczego nie jest łatwy. – Trzeba mieć zespół ludzi, który będzie w stanie takie zadania zaprojektować i przygotować, a następnie zrealizować. Ponadto na tym rynku trzeba mieć historię, aby zyskać zaufanie ze strony inwestorów, często zagranicznych – wskazał Gutowski.

Innym przykładem są farmy PV. Często są to obiekty o małej mocy, 1-2 MW, które potencjalnie mogłyby zostać zrealizowane przez nawet małą firmę budowlaną. – Jednak w sytuacji, gdy inwestor zamawia w ramach jednego kontraktu 20-30 takich farm na terenie całej Polski, to wymaga to już od wykonawcy posiadania dużego zaplecza kadrowego i finansowego. Również banki, które kredytują projekt, oczekują od inwestora sprawdzonego wykonawcy – zaznaczył Gutowski.

Czytaj więcej na portalu WysokieNapięcie.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here