Jest ściernisko, czy będzie wielkie międzynarodowe lotnisko?

261

Słowa parafrazujące przebój sprzed lat braci Golców, w odniesieniu do radomskiego lotniska są odmieniane przez wszystkie przypadki. To w nawiązaniu do wypowiedzi z 7 maja br. Adama Bielana, wówczas jeszcze wicemarszałka Senatu, podczas uroczystości symbolicznego wbicia pierwszej łopaty przez premiera Mateusza Morawieckiego, na inauguracji budowy portu lotniczego w Radomiu. (Na zdjęciu wizualizacja nowego portu lotniczego w Radomiu)

Co obecnie dzieje się na terenie wzbudzającego mnóstwo kontrowersji obiektu, który oficjalnie nosi imię Bohaterów Radomskiego Czerwca 1976 roku? Właśnie trwa rozbiórka budynku dotychczasowego terminala. Niestety, nie bez perturbacji. Pierwszy wykonawca nie dotrzymał terminu (30 maja), demontaż dokończy nowa firma wyłoniona w ubiegłym tygodniu w przetargu, która zobowiązała się sfinalizować prace w ciągu czterech tygodni. Kluczową inwestycją będzie przebudowa drogi startowej. Pierwszy przetarg na wykonawcę nie przyniósł rozstrzygnięcia z uwagi na zbyt wygórowaną cenę zaproponowaną przez jedynego zainteresowanego tymi pracami kontrahenta. Za drugim podejściem udało się. Firma z Wrocławia oszacowała najtaniej koszt inwestycji – prawie na 147 mln złotych i wkrótce przystąpi do jej realizacji. Potrzebuje roku czasu, by przedłużyć drogę startową do docelowej długości – 2500 metrów.

Kilka dni temu podczas podpisania umowy między Przedsiębiorstwem Państwowym „Porty Lotnicze”, które obecnie zarządza radomskim lotniskiem, a wykonawcą wydłużenia i przebudowy pasa startowego, Adam Bielan już jako europoseł stwierdził, że  bez uruchomienia obiektu w Radomiu może w najbliższych latach dojść do paraliżu ruchu lotniczego w Polsce. Oddalone od Okęcia o ok. 100 kilometrów lotnisko jest niezbędne, choćby dlatego, że warszawski „Chopin” według ostrożnych szacunków, do 2027 roku nie będzie w stanie obsłużyć tych wszystkich  pasażerów, którzy chcieliby stąd latać. Z kolei prezes PP „Porty Lotnicze” Mariusz Szpikowski podkreślał, że lotnisko w Radomiu będzie prawdopodobnie pierwszym portem w historii Polski, zaprojektowanym od początku do końca dla ruchu czarterowego i do rozwoju modułowego. Jeśli zajdzie taka potrzeba, będzie mogło być rozbudowywane i nie wpłynie to negatywnie na funkcjonowanie portu.

Tymczasem wątpliwości: czy jest sens inwestować w lotnisko, z którego nikt nie chciał latać, pozostają wciąż aktualne. Oczywiście, z wyjątkiem strony rządowo-parlamentarnej, również władz Radomia, które pozbyły się problemu. Wystarczy powiedzieć, że dotychczas lotnisko kosztowało budżet miasta, a więc mieszkańców, ponad 147 mln złotych. Przy czym pieniądze te w zdecydowanej większości zostały „przejedzone” na bieżące koszty, w tym wypłaty dla ponad 100 pracowników. Wątpliwości mają niezależni ekonomiści i eksperci ruchu lotniczego. W TVN24BIS nie tak dawno Adrian Furgalski z Zespołu Doradców TOR przypomniał, że poprzedni przewoźnicy, m.in. czeskie linie Sprint Air bardzo szybko zrezygnowały z tego lotniska z powodu braku pasażerów. Do niechlubnej historii  przeszedł lot do Rygi z … jednym pasażerem na pokładzie. Czy podpisany teraz list intencyjny z Biurem Podróży „Itaka” wystarczy, by radomski port lotniczy w jakiejś perspektywie czasowej nie generował milionowych długów?

Lotnisko w Radomiu to dziś inwestycja centralna, jednak trudno nie odwołać się do sygnałów lokalnych. Mieszkańcy są zdezorientowani słownymi przepychankami między tymi, którzy widzą sens inwestowania w obiekt, a tymi, którzy pokazują ewidentne przykłady marnotrawstwa publicznych pieniędzy. By nie zagłębiać się w niezbyt odległą przeszłość, wystarczy podać przykład burzonego właśnie terminala. Sześć lat temu kupiła go miejska spółka Port Lotniczy Radom od  Portu Lotniczego Łódź za 2 mln zł. Łącznie, z przewiezieniem zdemontowanego budynku, montażem i wyposażeniem, kosztował prawie 14 mln złotych. PPL uznało, że ten budynek nie jest przydatny i zleciło już projektowanie nowego. Czy sprawie nie powinna przyjrzeć się prokuratura?

Pytań jest więcej, chociażby czy decyzja o rozbudowie radomskiego lotniska nie ma podtekstu politycznego?  Przecież bliżej Warszawy (50 km) jest Modlin. Tam są pasażerowie, pewny przewoźnik (Ryanair), a więc z biznesowego punktu widzenia bardziej opłaca się zainwestować w to lotnisko. Ale wtedy trzeba byłoby wesprzeć Urząd Marszałkowski woj. mazowieckiego jako organ prowadzący, o co marszałek Adam Struzik zabiega.

Emocje na szczeblu lokalnym wycisza perspektywa atrakcyjnych miejsc pracy, nowoczesnych rozwiązań logistycznych dla miasta, które komunikacyjnie połączą lotnisko z siecią drogową i kolejową. Perspektywa nie jest zbyt odległa, bo radomski port lotniczy wraz z całą infrastrukturą ma być oddany w listopadzie 2020 r.

Nad innymi problemami, np. jak na życie mieszkańców 220-tysięcznego miasta wpłynie funkcjonowanie lotniska, z którego każdego dnia – według  zapowiedzi – ma odlatywać i przylatywać ok. 70 samolotów, nikt się nie zastanawia. Może dlatego, że w jego powstanie wciąż niewielu radomian wierzy.

Barbara Pikiewicz     

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here