Karaibski gigant wypoczynku z inwazją meszek

250

Puerto Plata na Dominikanie to kompleks obejmujący blisko 3 tysiące willi oraz dziesiątki obiektów turystycznych, w których każdego roku odpoczywają goście z Europy, Ameryki i Azji. Skala robi wrażenie, ale to klimat miejsca sprawia, że chce się tu wracać.

Sezon od grudnia do kwietnia to  najlepszy czas na wypoczynek. W styczniu, kiedy w Europie ludzie skrobią szyby w samochodach, tutaj pływa się w oceanie i basenach przy temperaturze wody przekraczającej 26°C. Ocean jest ciepły, łagodny i zaprasza do kąpieli. Słońce świeci stabilnie, a wilgotność powietrza nie męczy – czyli dokładnie tak, jak powinno być na porządnym urlopie, ale jest jeden szkopuł.

Inwazja meszek

Człowiek leci na Dominikanę z naiwną wizją: palmy, ocean, rum z parasolką i ciało w trybie „reklama biura podróży”. Tymczasem rzeczywistość ma własny scenariusz. W moim wystąpiły meszki. Małe, szybkie i zorganizowane lepiej niż niejedna armia.

Zaatakowały znienacka, bez wypowiedzenia wojny i bez ostrzeżenia. Po prostu przyszły, zobaczyły i pogryzły.  W efekcie moje nogi zaczęły wyglądać jak mapa gwiazdozbiorów: czerwone punkty, konstelacje grudek, galaktyka swędzącego cierpienia. Ospa w wersji wakacyjnej.

I wtedy człowiek przechodzi klasyczne etapy: Najpierw zaprzeczenie: „To nic, zaraz przejdzie”. Potem złość: „Dlaczego MNIE?”. Później negocjacje, a na końcu aloes.

 Zielony bohater tropików

Roślina, która wygląda niepozornie, ale działa jak straż pożarna dla skóry. Gdy już myślałam, że będę musiała chodzić w długich spodniach do końca pobytu (co na Karaibach brzmi jak kara za grzechy z poprzedniego wcielenia), aloes wszedł na scenę i zrobił porządek. Chłodził, koił, uspokajał. Moje samopoczucie wróciło szybciej niż pogoda po tropikalnym deszczu.

Bo deszcz tutaj też pada, zwykle w nocy. Spada z nieba jak wiadro wody wylane przez kogoś, kto się spieszy, po czym  rano wychodzi słońce i wszyscy udają, że nic się nie stało. I tak samo trzeba podejść do meszek: przyjąć cios, ochłonąć i iść dalej.

Najbardziej rozczulające jest to, że człowiek jedzie na koniec świata, żeby „odpocząć”, a wraca z nowymi doświadczeniami i właśnie dlatego kochamy podróże. Za to, że nie są sterylną pocztówką. Za to, że ocean potrafi tańczyć z wiatrem jak piłka odbijana przez niewidzialnego siatkarza. Za to, że nawet meszki mają tu temperament.

Dziś już siedzę przy basenie, patrzę na chmury, które przyszły i myślę: wygrałam. Nie dlatego, że nie mam śladów. Wygrałam, bo mam historię. A historia z Dominikany bez meszek byłaby jak rum bez procentów — ładna, ale bez charakteru.

Jeśli wybierasz się na Karaiby zabierz filtr UV, kapelusz i… aloes. Resztę ogarniesz na miejscu. A jeśli coś Cię pogryzie — nie panikuj. To tylko tropiki mówią: „Witamy. Teraz już jesteś naprawdę u nas”.

Jolanta Czudak

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here