Kolejki do scyntygrafii serca nie są krótsze

275

Prognozy i dane z codziennej praktyki klinicznej polskich ośrodków pokazują, że zapotrzebowanie na procedury diagnostyki obrazowej będzie coraz większe. Pomimo pandemii COVID-19 kolejki do scyntygrafii serca wcale nie uległy skróceniu. W niektórych przypadkach na badanie trzeba poczekać nawet sześć miesięcy. – To zdecydowanie za długo,  uważa dr. hab. n. med. Mirosław Dziuk, prof. WIM, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej i zwraca uwagę na konieczność zmian w finansowaniu procedur medycyny nuklearnej.

Zdaniem ekspertów Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej (PTMN) możliwości diagnostyki obrazowej w wielu dziedzinach medycyny na przestrzeni lat rozwinęły się spektakularnie. Procedury, takie jak PET czy SPECT (odpowiednio: pozytonowa tomografia emisyjna i tomografia emisyjna pojedynczych fotonów) są coraz częściej łączone z techniką CT (tomografią komputerową), tworząc badania hybrydowe: PET-CT i SPECT-CT. Ważne zastosowanie tych technik obserwuje się w dziedzinie kardiologii.

Procedury medycyny nuklearnej w kardiologii służą do oceny perfuzji czyli ukrwienia mięśnia sercowego (w wysiłku, spoczynku, obciążeniu bądź też bez obciążenia w spoczynku) oraz procesów zapalnych. Mają szczególne zastosowanie zwłaszcza w diagnostyce pacjentów po zawale serca i będących w grupie podwyższonego ryzyka incydentów sercowo-naczyniowych – wyjaśnia prof. Mirosław Dziuk.

Zastosowanie różnych procedur medycyny nuklearnej i odpowiednich radioznaczników pozwala także na zbadanie unerwienia mięśnia sercowego, kwasów tłuszczowych czy metabolizmu serca. Zdaniem ekspertów szczególnie szerokie są w tym obszarze możliwości badania PET.

Eksperci PTMN zwracają uwagę, że znaczenie procedur medycyny nuklearnej rośnie na przestrzeni lat. Jest to związane z wiedzą naukową o tych metodach i wysokim profilem ich bezpieczeństwa oraz skuteczności. Znajduje to odzwierciedlenie w wytycznych, w których procedury medycyny nuklearnej zmieniają klasy wskazań na coraz wyższe.

Kolejne badania kliniczne potwierdzają wysoką wartość procedur medycyny nuklearnej. Istnieją na przykład dowody na ich wyższy profil skuteczności w diagnostyce choroby niedokrwiennej serca względem tradycyjnych metod. Co więcej, w wybranych przypadkach, takich jak diagnostyka zaburzeń mikrokrążenia, procedury medycyny nuklearnej stanowią już złoty standard, czyli mają pierwszą klasę wskazań. Wydaje się, że rola diagnostyki obrazowej będzie nadal rosła. To bardzo istotne w kontekście coraz większych potrzeb pacjentów i rosnącej średniej wieku społeczeństw w Europie, w tym także w Polsce – uważa prof. Mirosław Dziuk.

Zdaniem ekspertów PTMN na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat dostępność gamma kamer i radioznaczników wykorzystywanych w badaniach medycyny nuklearnej była ograniczona, ale obecnie sytuacja jest znacznie lepsza.

Dzięki zakupom ze środków ministerialnych oraz licznym grantom dostęp do urządzeń, za pomocą których zakłady medycyny nuklearnej w całej Polsce wykonują badania, jest dziś dużo lepszy. Procedury diagnostyki obrazowej stosowane są coraz powszechniej. Jest jednak jedno poważne ograniczenie. To finansowanie, ograniczone wysokością kontraktów. Badania scyntygraficzne, zarówno SPECT, jak i PET nie są bezlimitowe. W praktyce ośrodki nie mogą więc zrealizować tyle badań, ile faktycznie potrzeba do diagnostyki pacjentów. Muszą limitować procedury, a to powoduje kolejki. Niestety, bywa, że nawet kilkumiesięczne… – zwraca uwagę prof. Mirosław Dziuk.

Opóźniona diagnostyka oznacza późniejsze wdrożenie leczenia i ryzyko mniejszej skuteczności terapii albo konieczność zastosowania bardziej inwazyjnych metod. To oznacza także bardziej zaawansowane stadia chorób. Zdaniem ekspertów PTMN ich terapia jest znacznie kosztowniejsza z punktu widzenia budżetu płatnika publicznego.

W ostatnim roku, mimo ogólnych spadków notowanych w obszarze realizacji różnych świadczeń medycznych, z pewnym zaskoczeniem zaobserwowaliśmy, że kolejki do procedur medycyny nuklearnej, jak na przykład na scyntygrafię serca, w ogóle nie zmalały. Dalej na badanie trzeba poczekać w skrajnych przypadkach nawet kilka miesięcy. To pokazuje, jak olbrzymia jest potrzeba dostępu do tych badań. W przypadku schorzeń sercowo-naczyniowych czas oczekiwania wynoszący nawet sześć miesięcy to bardzo, bardzo długi okres w leczeniu choroby. Zdecydowanie warto zrobić wszystko, aby tę sytuację zmienić – dla dobra pacjenta i optymalizacji wydatkowania, co oczywiste zawsze ograniczonych, zasobów w budżecie ochrony zdrowia – mówi prof. Mirosław Dziuk.

Marta Sułkowska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here