Kolejne epidemie mogą być groźniejsze niż SARS-CoV-2. Potrzeba reformy w służbie zdrowia

241

Ochrona zdrowia musi być przygotowana na kolejne kryzysy, bo eksperci są zgodni, że epidemie chorób zakaźnych będą coraz częstsze i bardziej dotkliwe niż koronawirus. Dlatego potrzebna jest gruntowna reforma systemu i wsparcie dla przeciążonego personelu medycznego, w które powinien zaangażować się również biznes. Taki jest cel inicjatywy My, Solidarni, która ma zapewnić pomoc medykom walczącym na pierwszej linii frontu z SARS-CoV-2.

Do Sejmu ma niedługo trafić projekt ustawy, na mocy której państwowe spółki i instytucje publiczne będą mogły zaoferować medykom np. rabaty na stacjach benzynowych czy zniżki w placówkach kulturalnych i sportowych. Głównym filarem akcji ma być jednak solidarność na najniższym poziomie – po stronie społeczeństwa.

– To bardzo ciężki okres dla kadry medycznej. Sytuacja pielęgniarek w czasie pandemii była szczególnie trudna. Braki kadrowe w tej grupie zawodowej dodatkowo utrudniają działanie. Przeszkadzał nam przede wszystkim chaos decyzyjny i kompetencyjny. Pracownicy byli zamykani w zakładach pracy na kwarantannę i w tym czasie świadczyli pracę. Z jednej strony ich oklaskiwano i nazywano bohaterami, a z drugiej – kierowano na świadczenia przestojowe, które ograniczały ich wynagrodzenie do jednej trzeciej – mówi agencji Newseria Biznes Krystyna Ptok, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.

Lekarze, pielęgniarki, ratownicy oraz pozostały personel medyczny tworzą pierwszy front w walce z pandemią wirusa SARS-CoV-2. Ostatnie miesiące pokazały, jak duże znaczenie ma ich praca dla ludzkiego zdrowia i bezpieczeństwa publicznego. Sytuacja medyków jest jednak szczególnie trudna. Obok przewlekłego stresu i obciążającej pracy muszą mierzyć się także z nawet 40-krotnie większym ryzykiem zakażenia SARS-CoV-2 i psychologicznymi skutkami wojny z pandemią.

– Na początku najbardziej doskwierały brak środków ochrony indywidualnej i złe zabezpieczanie pracowników. Sytuacja zaczęła się normalizować dopiero na początku maja – mówi Krystyna Ptok. – Zmniejsza się liczba zakażonych i przebywających na kwarantannie pielęgniarek, ale niestety cztery nasze koleżanki zmarły. W tej chwili zaopatrzenie w środki ochrony indywidualnej jest już dobre, natomiast nadal szwankują procedury. Krzywa wzrostu zachorowań trochę się spłaszcza, więc chcielibyśmy ujednolicenia wytycznych dotyczących sposobów postępowania, które płyną z Ministerstwa Zdrowia, Głównego Inspektoratu Sanitarnego i Głównego Inspektoratu Pracy. Należałoby wprowadzić jakieś wspólne standardy postępowania.

Jak podkreśla, w tej chwili medycy potrzebują przede wszystkim właściwych procedur i rozwiązań prawnych, które wyznaczą standardy postępowania i zagwarantują im możliwość bezpiecznego wykonywania swojej pracy. – Przepisy powinny również regulować prawa pracowników w związku z zakażeniem SARS-CoV-2. Odległe skutki zachorowania wciąż są nam nieznane. Dlatego pracownicy, którzy zakazili się w miejscu pracy, powinni być rejestrowani i na tej podstawie mogliby później występować o orzeczenie choroby zawodowej czy o rentę – mówi przewodnicząca OZZPiP.

Pracujący w ciężkich warunkach personel medyczny na co dzień potrzebuje też wsparcia i społecznej solidarności. Tymczasem w ostatnich tygodniach sytuacja bywała wręcz odwrotna – lekarze czy pielęgniarki muszą mierzyć się z ostracyzmem czy wręcz agresją sąsiadów i pacjentów powodowaną lękiem przed przeniesieniem zakażenia. Ich przejawem były zdewastowane samochody czy obraźliwe wiadomości zostawiane medykom na klatkach schodowych.

– Nie doceniamy osób, które przeżywają właśnie najtrudniejsze doświadczenia zawodowe, które poświęcają swoje życie. Sytuację, której doświadczamy, należy postrzegać w kategoriach kryzysu prowadzącego do traumy, zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i społeczno-kulturowym. Skala zmian, doświadczeń granicznych, przez które właśnie przechodzimy, zagrożenia życia i zdrowia oraz obrazów, którymi jesteśmy bombardowani – jak ciężarówki wywożące ciała umierających – prowadzi do traumy i szukania kozłów ofiarnych – mówi Konrad Ciesiołkiewicz, przewodniczący Komitetu Dialogu Społecznego KIG. – Jeżeli tak dalej pójdzie, nie będziemy mieli osób, które zechcą pełnić służbę państwu.

– To są ludzie, którzy bardzo ciężko pracują, ponadwymiarowo, narażają siebie i swoje rodziny. Dlatego powinni być wynagradzani odpowiednio do tego ryzyka i nakładu pracy. W tej chwili nie są, więc tu jest szerokie pole do działania – mówi Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej. – Druga sprawa to walka o dobre imię służby zdrowia, lekarzy, ratowników i pielęgniarek. Ci ludzie powinni być noszeni na rękach, a nie być ofiarami różnych nieprzyjemnych odruchów społecznych.

My, Solidarni to społeczna inicjatywa, która ma zapewnić pomoc i wsparcie medykom walczącym na pierwszej linii frontu z SARS-CoV-2. Jest wzorowana na podobnym programie skierowanym do weteranów polskiej armii. Inicjatywa opiera się na czterech filarach: administracji rządowej, samorządowej, przedsiębiorstwach i obywatelach. Niedługo do Sejmu ma trafić projekt ustawy, na mocy której państwowe spółki i instytucje publiczne będą mogły zaoferować medykom np. rabaty na stacjach benzynowych Orlenu czy zniżki w placówkach kulturalnych i sportowych. Podobną możliwość będą mieć samorządy. W akcję mogą włączyć się też prywatne firmy, oferując np. zniżki czy preferencyjne oferty i rabaty na swoje towary i usługi dla pracowników zawodów medycznych i ich rodzin.

Więcej na Newseria.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here