Konsekwencje podnoszenia płacy minimalnej dla gospodarki

171

Rozerwanie więzi między wydajnością pracy a dochodem jest wstępem do anarchii gospodarczej. Jej pierwszym i nieuniknionym przejawem staje się inflacja.

Zabieram głos w sporze o przyczyny wysokiej inflacji w Polsce, bo jest mi obca postawa braku odwagi i przemilczania. A tak dzieje się w przypadku  dyskusji o urzędowo podnoszonej płacy minimalnej. Rzadziej myśli się o płacy minimalnej w kategoriach państwa, odpowiedzialności i obowiązku, a częściej staje się ona interesem partii i wyborczej kalkulacji.

Przypomnijmy. W roku 2015 płaca minimalna brutto wynosiła 1750 złotych, w roku przyszłym wyniesie 3600 złotych miesięcznie. A zatem w latach 2015-2023 płaca brutto wzrośnie o ponad 100%, a płaca netto o ponad 116%.  Jeśli zważymy płacę minimalną wskaźnikiem inflacji, zakładając, że w przyszłym roku wyniesie on 10% to wzrost realny płacy minimalnej w tym okresie sięgnie około 60%.

Ponieważ płaca jest dochodem z pracy, należy odnieść jej poziom i tempo  wzrostu do zmian w wydajności pracy, by sprawdzić czy została zachowana  podstawowa relacja ekonomiczna – nakładu do wyniku. (…)

Ponieważ poziom płacy minimalnej ma bezpośredni wpływ na wysokość większości wynagrodzeń, a rząd ogłosił się zwolennikiem reguły, że płaca minimalna powinna równać się połowie płacy średniej to oczywisty jest wniosek, że  Polska stała się gospodarką szybko rosnących kosztów pracy. Jednocześnie w badanym okresie nie podążała za tym dynamika wzrostu wydajności. Oznacza to, że konkurencyjność polskich przedsiębiorstw w wymianie międzynarodowej w efekcie arbitralnego podnoszenia płacy minimalnej znacznie się obniżyła.

Zagadnienie nabiera dramatycznego wymiaru jeśli uwzględnić fakt, że około 30% dochodu średniej polskiej rodziny pochodzi z polityki socjalnej państwa. Dane krańcowe dla grup społecznych o niskich dochodach są jeszcze bardziej wyraziste. Wskazują na uzależnienie poziomu konsumpcji nie od płac, a od wysokości świadczeń społecznych. Oznacza to, że dochody realne i poziom konsumpcji rodzin uzyskujących płace zbliżone do minimalnych i korzystających z polityki socjalnej są znacznie wyższe i porównywalne z podobnymi dochodami w Europie Zachodniej.

Stawiam tezę

Rozerwanie więzi między wydajnością pracy a dochodem jest wstępem do anarchii gospodarczej. Jej pierwszym i nieuniknionym przejawem staje się inflacja. Dynamika inflacji to  efekt impulsu płacowego generowanego wzrostem płacy minimalnej. Czas trwania inflacji w Polsce zależy głównie od zaangażowania się polityków w podtrzymywanie dochodów najliczniejszych grup społecznych, na których zależy im w przyszłorocznych wyborach.

Szybki wzrost płacy minimalnej naturalną koleją rzeczy wpływa na żądania płacowe grup o wyższych zarobkach i kwalifikacjach. Otwiera to pole do konfliktów pracowniczych. Jednocześnie następuje pauperyzacja środowisk, których płace są waloryzowane poniżej poziomu inflacji. Pensja początkującego nauczyciela w Polsce liczona w euro z uwzględnieniem siły nabywczej wynosi rocznie 14 338, na Litwie 23 709, we Francji 24 563, w Niemczech 50 357.  Na co stać początkującego nauczyciela o płacy netto wynoszącej dziś 3,351 złotych? Innym zjawiskiem, nie mniej bolesnym, jest rezygnacja młodych Polaków ze studiów, gdyż ich rodziców nie stać na czesne i czynsz. Dziś ponad 10% potencjalnych studentów rezygnuje z nauki z powodu drożyzny. Młodzi ludzie wciąż upatrują szansy w emigracji. Nawet w sektorze prywatnym zanika tradycja „z ojca na syna”.

Niebezpieczne zjawisko

Dla przedsiębiorców polityka wzrostu poprzez konsumpcję grup o niskich dochodach oznacza wzrost funduszu płac, spadek zyskowności i zdolności inwestycyjnych. Zjawisko to staje się niebezpieczne w momencie, gdy inflacja przyspiesza w wyniku działania czynników zewnętrznych, jakimi są rosnące ceny surowców z importu. Rodziny najuboższe kupują tam, gdzie taniej –w zagranicznych sieciach handlowych. Na konta sieci płyną złotówki z podniesionej płacy minimalnej. Firmy zagraniczne praktycznie nie płacą podatków dochodowych w Polsce, nie podlegają żadnej kontroli.

Jednocześnie dramatycznie zmniejsza się liczba polskich rodzinnych sklepów. Część przedsiębiorców, by przetrwać ulega żądaniom płacowym, godzi się na wypłaty „pod stołem”. Takie branże jak gastronomia, budownictwo, zakłady usługowe zmuszone są do  funkcjonowania głównie w oparciu o szarą strefę. Statystyki odzwierciedlają postępującą zapaść polskiej małej i średniej przedsiębiorczości.  W ostatnim dziesięcioleciu o 28% wzrosła liczba mikrofirm zatrudniających do 9 osób (głównie samozatrudnieni). Natomiast spadła o 10 % liczba małych i średnich firm  zatrudniających od 50 do 200 osób. Tak karleje polska klasa średnia,  mówiąc żargonem ekonomisty – „dokonuje się wypłukiwanie średniaka”.  

Skutki inflacji

Dla konsumentów inflacja oznacza radykalne zmiany w sposobie i poziomie życia, konsumpcji, hierarchii celów. Niszczy projekty, marzenia, zobowiązania, jest przyczyną prywatnych tragedii. Płaca minimalna, która według polityków miała być remedium na problemy egzystencjalne – poprzez generowanie inflacji, pogłębia rozwarstwienie społeczne na tych, którzy na inflacji zyskują i tych, którzy na niej tracą. Na trwałe antagonizuje duże grupy społeczne. O paradoksie – inflacja z największą siłą uderza właśnie w najbiedniejszych. Ich konsumpcja bowiem składa się głównie z dóbr i usług drożejących najbardziej.

Wzrost płacy minimalnej w czasie wysokiej inflacji zamiast spłaszczać różnice płacowe między różnymi branżami – powiększa je. Sektory: surowcowy czy paliwowo-energetyczny korzystają z możliwości podnoszenia cen produktów bądź usług często ponad poziom inflacji, co pozwala im podnosić płace także ponad ten poziom. Jednocześnie większość przedsiębiorstw nie mająca przywileju dyktowania cen, by przetrwać, musi ograniczać płace pracowników i ich poziom konsumpcji.   

Dla budżetu państwa przyspieszenie inflacji poprzez wzrost płacy minimalnej, politykę socjalną i tzw. tarcze antykryzysowe okazuje się  być korzystne. Wydatki, jakie ponosi z tego tytułu dotyczą tylko części społeczeństwa dla której państwo jest pracodawcą. Tymczasem dochody państwa ze wzrostu cen uwidocznione w podatku VAT i innych narzutach są znacznie większe, bo dotyczą wszystkich obywateli. Oznacza to, że państwo jako kreator polityki gospodarczej może być zainteresowane trwaniem inflacji, bo to pozwoli zlikwidować ogromny nawis pieniężny „wydrukowany” w czasie pandemii.

Związkowcy akcentują, że udział funduszu płac w polskim PKB jest niski i trzeba zrobić wiele, by go podnieść. Można się z nimi zgodzić, ale zapominają oni o jednym. Upadek komunizmu w Europie, wejście Chin i innych państw Azji na drogę przyspieszonego rozwoju, rewolucja informatyczna – wszystko to radykalnie zmieniło reguły gospodarowania na świecie. Wygrali ci, którzy zainwestowali w badania naukowe, nowe działy przemysłu i usług, postawili na wynalazczość i organizację pracy. Polska po 1989 roku postąpiła przeciwnie. Większość dużych zakładów pracy zostało zlikwidowanych bądź stało się własnością kapitału zagranicznego. Staliśmy się gospodarką opartą na branżach pracochłonnych, o niskim postępie technicznym i niskiej zyskowności. Zatem dochody, które uzyskują Polacy pochodzą nie z kapitału, ale mało innowacyjnej pracy. To patenty i wynalazki uprawniają dziś do wysokich dochodów, a tych ze świecą szukać. Ten kto ich nie ma, a jest właścicielem „pracy prostej” musi zgodzić się na płacę realną niższą od swoich aspiracji.  To jest właśnie przypadek Polski, gdzie udział funduszu płac w PKB jest niższy od krajów wysokorozwiniętych.    

Zachwianie proporcji

W procesach gospodarczych potrzebna jest strategia, a nie zasłanianie się iluzoryczną „niewidzialną ręką rynku”. Strategia dla Polski nakazywała i nakazuje rozwój poprzez wzrost inwestycji, które obniżają koszty wytwarzania dóbr konsumpcyjnych i dzięki temu czynią polskie przedsiębiorstwa konkurencyjnymi i zyskownymi. To, co nam zafundowano przez ostatnie siedem lat było zaprzeczeniem tej reguły. Sprzeczność między wydajnością a dochodem wygenerowana polityką społeczną rządu została doprowadzona do skrajności. Poprzez wzrost konsumpcji bez przewyższającego je tempa wzrostu wydajności pracy wepchnięto gospodarkę w spiralę inflacji, zadłużania obywateli i budżetu państwa, spadek konkurencyjności przedsiębiorstw – w sumie utratę sterowności gospodarki.   

Polska potrzebuje strategii, która zapewni obywatelom szybko rosnące dochody z pracy i poziom konsumpcji wynikający ze wzrostu wydajności pracy, a nie jej kosztów. Celem powinno być zniesienie sprzeczności między wzrostem konsumpcji relatywnie taniejących dóbr i usług, a wzrostem rentowności przedsiębiorstw. Dzięki rosnącej wydajności i zyskowności polskich firm następować powinno rozszerzenie rynku i wzrost dochodów wszystkich grup społecznych.

Dariusz Maciej Grabowski

Dr Dariusz Maciej Grabowski był doradcą ekonomicznym premiera Jana Olszewskiego oraz autorem programu gospodarczego Ruchu Odbudowy Polski. Jest jednym z liderów Ruchu Społecznego Powszechnego Samorządu Gospodarczego.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here