„Krople z nieba” zapowiedzią zarazy

201

Jesteśmy atakowani sprzecznymi informacjami, doniesieniami, opiniami, statystykami. Ludzie zaczynają się szybko dzielić i polaryzować na wrogich sobie stronników i przeciwników różnych metod rozwiązania kryzysu. Który niejako spadł z nieba. Ta wrogość jest niepokojąca ale i nieuchronna.

Popularni stali się jasnowidzący, wróżbici i astrologowie. I to zrozumiałe, kiedy nauka cedzi prawdę i uzależnia swoje opinie od koncernów i mediów głównego nurtu. A w rządzie zasiadają osoby przekupne, zapatrzone w siebie i zależne nie wiadomo od kogo i czego. Co widać i czuć na odległość, i nie trzeba być do tego jasnowidzącym.

Myślę, że wielu ludzi coś przeczuwa i niepokój narasta także i stąd. Każdy z nas przecież śni. Sławione obecnie w mediach wirusy zwidywały mi się jako krople spadające z nieba już ponad 20 lat temu. Dlatego mój pierwszy blog z wizjami w internecie założony około 2003 roku nosił nazwę „Krople niebieskie”. Miałam sny apokaliptyczne, w których szczepienia grały wielką rolę. Trudną do określenia, na dobre czy złe. Duży fragment zapisu tych snów i wizji znajduje się na teraźniejszym moim blogu Transwizjon.

Najważniejsza informacja wydaje mi się podana w pewnym wielowymiarowym przeżyciu z nocy 12 marca 1999 roku, gdy pojawił się mój (nieżyjący już wtedy) ojciec, lekarz z zawodu i szłam z nim za rękę jako mała dziewczynka ulicą naszego powiatowego miasta. W pewnym momencie pojawiło się coś szybko rosnącego na niebie, jak ciemna bezkształtna chmura, co było nieskończenie wściekłe, ponure, złe i świadome. Wystawały z niej kończyny, dłonie, jak w opisie Jarosława Bzomy śnionego obrazu nadduszy, lecz to była wspólna świadomość czegoś, co kojarzy mi się jedynie z powiedzeniem: „A imię moje Legion”. I ze Starymi Bogami Lovecrafta. Ojciec zatrzymał się i kazał mi się nie ruszać. Mnie „to” jednak zdołało dopaść przy wybudzaniu się, ręka zrobiła mi zastrzyk w podstawę czaszki, potwornie bolesny. Ból odczuwałam na jawie jeszcze kilka dni, a potem sporadycznie się odzywał przez kilka lat, tak to było sugestywne. Nie rozumiałam dlaczego ojciec mnie ostrzega, choć wiedziałam, że dotyczy to gadziego pnia mózgu, ale teraz już wiem. I wy wiecie.

Kiedy jeszcze nie było pandemii na początku 20 roku znów mi się zwidziały krople z nieba, spytałam co to, głos śnienia odpowiedział: Niebezpiecznie. I szło o zarazę, jak się okazało (którą też widziałam, jak się mnoży, czego dowodem są zapisy na moim blogu Transwizje). Ale następnej nocy ujrzałam ciemnoniebieskie/granatowe krople z nieba. I już bez pytania głos powiedział: śmiertelne. I wiem, że po tej pandemii przyjdzie coś gorszego i nieuleczalnego. Choć widuję od dawna także chorujące i zarażające wirusem dzieci oraz młodych ludzi z krwotokami z nosa i z ust czyli mutacje wirusa, jakoś podobne do gorączki krwotocznej czy posocznicy. Lub efekty mnożących się innych odpornych wirusów i bakterii. Przyszedł w końcu czas Wodnika, jemu przynależą mutacje, hybrydy, pleśnie, robactwa, plagi szarańczy, wiatry i morowe powietrze. Rzeczy oczywiście rozgrywać się będą w ciągu lat, moim zdaniem kilkunastu, a nie zaraz-natychmiast.

I jeszcze: Nostradamus, szesnastowieczny francuski astrolog, aptekarz i filozof, którego przepowiednie wciąż wzbudzają ogromne zainteresowanie, nazywa tę następną chorobę „chorobą nieznaną”. Podobnie mówił Sławik Kraszennikow. To ona ma sprawić spustoszenie miast i rejonów głównie południa. Proszę zrozumieć, nie chodzi mi o to, żeby kogoś wystraszyć, a tylko żeby włączyć myślenie i rozróżnianie wartości. Bo to się może komuś przydać w nadchodzących czasach. Rzecz idzie o nasze serca, uczciwość i moralność, a wybór jest prosty, jak w bajkach dla dzieci, między fałszywym, przemijającym i prawdziwym wiecznym szczęściem.

Nostradamus użył też anagramu Modone Fulcy w Liście do Króla [H95], gdy zapowiada przyjście antychrysta, co niejako powtórzył w czterowierszu 6.73 podobnym anagramem Moderne, Medene lub Modene. W czym dawniej odczytywano ukrytą nazwę Modeny, miasta włoskiego, jednak teraz już można łatwo rozpoznać nazwę firmy Moderna oraz wyrazy „medyczna modyfikacja RNA”. Fulcy to anagram Lucyf i już wiemy co to lucyferaza i do czego może służyć. Nostradamus tych oznaczonych „odrażającymi znamionami” (czterowiersz 2.20) nazywał w almanachach „wrogami publicznymi”, bo będą – jak mówił Sławik Kraszennikow – widoczni dzięki świecącym znakom na ciele.

I tyle mam do powiedzenia od siebie w temacie szczepień wmuszanych nam odgórną propagandą jako jedyne skuteczne lekarstwo na wirusa. Być może dobre siły zrobiły dowcip z amantadyną, aby dać nam możliwość rozpoznania i zastanowienia się nad tym, do czego prze władza, a raczej to coś, co nią w dużej mierze steruje przy pomocy fałszu i przekupstwa. Pamiętajmy: „Prawda nas wyzwoli”.

Źródło: Ewa Sey, zapis z blogu   

Czytaj też: https://liderzyinnowacyjnosci.com/prognoza-jasnowidza-tylko-swiatlo-niesie-swiadomosc/

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here