Kto poniesie odpowiedzialność za śmierć nastolatka

902

Nadgorliwość proceduralna, ignorancja wobec rodziny i karetka przypominająca kuriera, tak najkrócej można opisać dramatyczną historię nastolatka z koronawirusem w tle. Wirus jest groźny, ale nie jest wyłącznym zagrożeniem dla ludzkiego życia. Nie jest to jedyna choroba, której objawem jest gorączka. Nie wolno z góry zakładać, że każdy objaw jest spowodowany zakażeniem. Boleśnie przekonała się o tym rodzina 17-letniego Bartka Romanowskiego z Sulikowa.

Jedna z moich koleżanek udostępniła na Facebooku post Aleksandry Drabek sprzed kilku dni. Powoli, czytając go, czułam jak krew odpływa mi z twarzy i staję się blada jak ściana. To była informacja o tragedii do jakiej doszło na przełomie kwietnia i maja, o której nie mówiono w żadnych mediach. 26 kwietnia chłopca z województwa dolnośląskiego rozbolała głowa i oko. Po konsultacji z lekarzem, która odbyła się online 2 dni później, został mu przepisany antybiotyk. Następnego dnia rano, kiedy rodzice próbowali Bartka dobudzić okazało się to niemożliwe. Był bowiem nieprzytomny. Śpiączka. Kiedy wezwali pogotowie chłopiec znowu miał bardzo wysoką temperaturę. Na tej podstawie, mimo informacji uzyskanych od bliskich nieprzytomnego, ratownicy stwierdzili, że najprawdopodobniej jest to efekt zainfekowania koronawirusem. 17- latka zawieziono do szpitala w Zgorzelcu, skąd po długim czasie oczekiwania w karetce i „potwierdzeniu” prawdopodobieństwa zakażenia, bez badań, został przekierowany do szpitala w Bolesławcu, gdzie w końcu pobrano próbki i rozpoczęto diagnostykę. Kiedy wreszcie wykonano pacjentowi tomografię, zdiagnozowano u niego ropień śródczaszkowy. I być może wszystko nie zakończyłoby się tak tragicznie, gdyby nie fakt, że chłopaka czekał kolejny transport, tym razem do szpitala w Legnicy.

Od przyjazdu karetki do domu w Sulikowie do trafienia na stół operacyjny minęło 10 godzin, które upłynęły praktycznie na ciągłym przetransportowywaniu pacjenta od placówki do placówki. Przez ten cały czas rodzina była odizolowana od Bartka, z przerwami między kolejnymi decyzjami sanepidu, odnośnie nakładania i zdejmowania z nich kwarantanny. Kiedy rodzina wreszcie mogła się czegoś dowiedzieć, okazało się, że interwencja chirurgiczna nastąpiła zbyt późno i muszą pożegnać się z synem, wnukiem, bratem, kuzynem, siostrzeńcem. Jakby tych przeżyć nie było dość okazuje się, że mimo tego, że rano 30 kwietnia rodzinna kwarantanna została odwołana, że zgorzeleckiego sanepidu dociera informacja o jej ponownym nałożeniu.

W tej chwili trwa przepychanka między szpitalami w Zgorzelcu i w Bolesławcu. Co z tego, skoro, śmierć prawie dorosłego mężczyzny stała się faktem 1 maja. Przyczyny należy szukać w pierwszych działaniach podejmowanych wobec Bartka przez jakiekolwiek służby medyczne. Do zrozumienia jest ryzyko, obawy władz szpitala przed zamknięciem oddziału ze względy na możliwość zakażenia, zachowywanie daleko posuniętej ostrożności. Ale czy zwalnia ich to z odpowiedzialności za kwalifikowanie wszystkich przypadków podwyższonej temperatury jako chorobę COVID 19? Rodzina w wywiadzie podała objawy jakie wystąpiły u chłopca zanim zapadł w śpiączkę. Ból głowy, oka, podwyższona temperatura, śpiączka, te objawy nawet laikowi zapachną problemami natury neurologicznej. Skoro jednak ratownicy podejrzewali zakażenie, należało od razu zawieść Bartka do szpitala zakaźnego, bez żadnych postojów. W tej chwili myśli się tylko zerojedynkowo, na nic wszelkie apele i opinie specjalistów, o rosnących zachorowaniach na przypadłości innej natury niż wirusowa. Władze ministerstw w całej Europie, nie wyłączając Polski, apelują o niezaniedbywanie innych pacjentów. Jak widać bezskutecznie. Pozostaje mieć nadzieję, że winny śmierci młodego chłopaka z Sulikowa, zostanie znaleziony, a ta tragedia nauczy medyków, że skoro złożyli przysięgę Hipokratesa i w tym trudnym czasie dalej są w zawodzie, to nie mogą zrzucać odpowiedzialności na innych i nie liczyć czasu. Nawet jeśli w pobliżu mają szpitale wyspecjalizowane. Bo ich zastanowienie, decyzja o odesłaniu pacjenta czy niesprawdzone poszlaki mogą kosztować kogoś życie.

Autorka; Ewa Karpińska, studentka dziennikarstwa na UKSW

Źródła: htpps:// www.facebook.com/aleksandra.drabko/posts/3236573669743336 ; htpps://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/wroclaw/sulikow-nastolatek-jezdzil-od-szpitala-do-szpitala-zmarl/sb60z9z#slajd-1

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here