Kto tu tak naprawdę zasnął?

1975

Niebawem 29 maja, upłynie piąty miesiąc od narodzenia dla Nieba Alicji. Czas leci z prędkością światła, a ja od ponad dwóch lat w głowie słyszę to pytanie. I wiem już jedno. To na pewno nie była Ala.

Mogłabym opisać tu całe jej życie, jednak myślę, że najważniejsza była lekcja, którą Alicja nam dała przez 19 lat swojej ziemskiej wędrówki. Mogło by się wydawać, że to była zwyczajna nastolatka, która miała swoich przyjaciół, kochającą rodzinę, rozwijała swoje talenty, kochała drugiego człowieka bez wyjątku i jak każdy z nas przeżywała swoje gorsze dni i słabości. A jednak stało się coś, co obudziło do życia tysiące osób w Polsce i poza jej granicami.

Poznałam się z Alą na jednym z postojów lubelskiej pielgrzymki na Jasną Górę. Nie zapomnę jej szerokiego uśmiechu, od razu przykuł moją uwagę do jej osoby. I tak się zaczęła ta znajomość. I mocno wierzę, że trwa do dziś! Później ta relacja stopniowo rozwijała się i wzbogacała nas wzajemnie, przez co Ala stała się bardzo bliską mi osobą. Powtórzę za jej przyjaciółką, która w jednym z materiałów telewizyjnych powiedziała : Nie dało się inaczej!

W momencie kiedy już poumawiałyśmy wspólne spotkania, żeby przygotować się do konkursu, Ala miała bardzo poważny wypadek. Ogromny ból, tragedia. Dwa dni po tym wydarzeniu, idąc na różaniec i mszę w szpitalnej kaplicy, gdzie o życie walczyła ta dzielna wojowniczka, doświadczyłam czegoś niesamowitego. Setki młodych ludzi zgromadziło się tam, by modlić się za Alicję. Mimo tak wielkiego smutku, pojawiała się nadzieja, że to się uda.

I rzeczywiście tak było, choć mogło się wydawać, że Ala spała. Pozostając w stanie śpiączki, jak z procy wystrzeliła przeogromna ilość dobra. Liczne koncerty, wydarzenia charytatywne. Eucharystie, pielgrzymki, spotkania modlitewne. Masa ludzi o dobrych sercach. Cały Lublin i nie tylko przez blisko dwa lata żył i krzyczał #WstawajAlicja!

Ala zmieniała serce każdego kto ją odwiedzał. Mimo tego, że bez słów, powiedziała mi w tym czasie tak wiele. Mimo tego, że nie mogła się do mnie uśmiechnąć , wlała do mojego serca tyle radości.  I przede wszystkim kochała, bardzo mocno i w wyjątkowy sposób.  I obudziła mnie do życia, do doceniania go takim, jakim jest. Obudziła do życia na pełnych obrotach. I ilekroć mam ochotę narzekać na trud ziemskiego pielgrzymowania, to w oczach od razu mam Alicję, która wiedziała, że jeśli zaufa Panu Bogu, nic nie jest w stanie zatrzymać jej w drodze do świętości.

I wiecie co jest najpiękniejsze? Że choć Ali nie ma już z nami tu na ziemi, to jej misja trwa dalej. Zostawiła nam ogromne zadanie. Budzić ludzi do pięknego, świętego życia. Zadałam wielu osobom pytanie : Do czego obudziła Cię Alicja? Odpowiedzi jest wiele: do budowania prawdziwych przyjaźni, do stawania się lepszą siostrą w swoim zakonnym powołaniu, do wrażliwości na drugiego człowieka, do miłości, do ufności Panu Bogu. I jestem pewna, że w każdej tej pobudce jest Ala, w każdym dobrym czynie.

Aluś, niech twoja historia wciąż budzi. A ja chcę być tylko jej małym przekaźnikiem.

Autorka: Maria Wachowicz, studentka dziennikarstwa na UKSW

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here