Lekarz nie jest wszechmocny. W medycynę wpisana jest niepewność

272

Medycyna jest nauką o działaniu organów ciała ludzkiego i przywracaniu ich sprawności w sytuacji pojawiających się zakłóceń i problemów zdrowotnych. Filozofia koncentruje się na duchowości i naturze człowieka, a prawo na regulowaniu wszystkich aspektów życia. Żadna z tych dziedzin nie jest całkowicie odrębna, ponieważ  łączą je silne związki.  Zgłębianie wiedzy o każdej w nich wymaga jednak zupełnie innych studiów. Tak wszechstronne wykształcenie, obejmujące medycynę, filozofię i prawo zdobył Jakub Pawlikowski, były dziekan Wydział Medycznego na Uniwersytecie Kardynała Stefana  Wyszyńskiego w latach 2019 – 2020. Jest lekarzem medycyny i doktorem habilitowanym nauk medycznych, doktorem prawa i magistrem filozofii.

Z którą z tych trzech wyuczonych profesji: lekarz, prawnik i filozof, pan się najbardziej identyfikuje?

– Każda z nich współtworzy moją tożsamość zawodową, ale w największym stopniu ukształtowały mnie studia medyczne. Czuję się przede wszystkim lekarzem. To było moje pierwsze i najbardziej czasochłonne wykształcenie. Dodatkowe studia prawnicze i filozoficzne postrzegałem jako poszerzenie tej wiedzy. W pewnej mierze starałem się na nich pogłębiać wątki, które mogły okazać się wartościowe dla praktyki medycznej i systemu ochrony zdrowia. Ale zawsze też starałem się unikać ”szufladkowania” siebie  i nie ograniczać do jednego spojrzenia na człowieka i na świat zredukowanego do jednej perspektywy. Stąd wynika ta chęć poszukiwania i uzupełniania wiedzy oraz integralnego, kompleksowego spojrzenia na człowieka i towarzyszące mu problemy.  

Pracował pan jako lekarz?

– Oczywiście. Po ukończeniu studiów medycznych na Wydziale Lekarskim Akademii Medycznej w Lublinie  w 2003 roku ukończyłem staż podyplomowy w 1 Szpitalu Wojskowym w Lublinie, a potem  praktykowałem jako lekarz w szpitalu i w przychodniach, m.in. w Zakładzie Radioterapii Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej, oddziałach ortopedii i traumatologii i klinice chirurgii urazowej i medycyny ratunkowej. Jednocześnie angażowałem się również w prace naukowe i w 2008 roku uzyskałem stopień doktora nauk medycznych. Stopniowo zacząłem przesuwać swoje zainteresowania ku kwestiom systemowym, dlatego odbyłem szkolenie specjalizacyjne w zakresie zdrowia publicznego uzyskując tytuł specjalisty w roku 2011.

Kiedy studiował pan filozofię? 

– W końcówce studiów medycznych rozpocząłem naukę na Wydziale Filozofii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. To był trochę przypadek. Zainspirował mnie do tego prodziekan tego wydziału, prof. Józef Turek, którego spotkałem w pociągu, a w tamtym okresie podróż pomiędzy Lublinem a Tarnowem (moim rodzinnym miastem) trwała około 6 godzin. Rozmowa była fascynująca i to mnie skłoniło do  pogłębiania wiedzy na kierunku filozofia przyrody ożywionej filozoficznej, którą zresztą interesowałem się już wcześniej.  To był wtedy wyjątkowy kierunek, który uwzględniał program klasycznego kursu filozofii, ale szczególnie rozwijał problematykę filozoficzną związaną z naukami przyrodniczymi. Wtedy można było studiować w trybie eksternistycznym, to znaczy uczestniczyć w wybranych zajęciach, a inne zaliczyć w oparciu o opanowanie listy lektur, które dostawaliśmy. To mi pozwalało połączyć końcówkę studiów medycznych, a potem pracy zawodowej i studiów doktoranckich na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie, ze studiami filozoficznymi. Z czasem zaangażowałem się bardziej w prace naukowe i, przebywając w okresie studiów doktoranckich na Uniwersytecie Deusto w Bilbao w Hiszpanii na rocznym stypendium, znalazłem trochę czasu do napisania  pracy magisterskiej z filozofii, którą obroniłem w 2007 roku. A jak napisałem pracę magisterską z filozofii, to był czas, żeby dokończyć doktorat z medycyny.

Praca kliniczna na tym nie ucierpiała?

To była trochę praca i nauka na zakładkę.  Po okresach wysiłku akademickiego był czas intensywniejszej pracy klinicznej. Z czasem jednak, wyjeżdżając na stypendia naukowe roczne, czy wielomiesięczne za granicę, musiałem stopniowo rezygnować z praktyki klinicznej. Dochodziło też coraz więcej zobowiązań naukowych: projekty finansowane przez Narodowe Centrum Nauki, praca ekspercka – jako członek Rady Przejrzystości przy Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, grupy ekspertów Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego ds. opracowania zaleceń dla lekarzy pediatrów odnośnie uporczywej terapii i opieki paliatywno-hospicyjnej u dzieci; zespołu ekspertów do spraw molekularnych badań genetycznych i biobankowania przy MNISW czy zespołu ds. prowadzenia badań naukowych w biomedycynie przy MNISW.

A jak zaczęła się przygoda z prawem?

Zajmując się od dłuższego czasu  bioetyką, zauważyłem, że wiele tam rozważanych problemów wymaga poszerzenia znajomości prawa.  Po doktoracie z medycyny w 2008 roku, rozpocząłem więc studia doktoranckie na Wydziale Prawa Kanonicznego i Administracji KUL. Ale zanim dokończyłem pisanie doktoratu z prawa, zrobiłem jeszcze habilitację w 2014 roku w zakresie nauk medycznych.

Przy tak rozległej wiedzy pociąga pana bardziej nauka czy praktyka medyczna?

Nie ma się co łudzić, że możliwe jest jednoczesne utrzymywanie wysokiego poziomu naukowego, pisanie dobrych tekstów, robienie badań i duże zaangażowanie kliniczne. Ciężko jest pogodzić, bo jest to zupełnie inny styl myślenia. Jak praktykujemy w zawodzie medycznym, np. pracujemy w szpitalu na oddziale chirurgicznym, to wymagane jest szybkie podejmowanie decyzji w warunkach często dużej niepewności. I choć mamy dużo danych z wywiadu, obserwacji pacjentów, badań dodatkowych, doniesień naukowych i wytycznych klinicznych, to i tak wiele zależy od trafności decyzji indywidualnego lekarza i szybkości jej podejmowania. Natomiast w praktyce akademickiej jest nieco inne spojrzenie – bardziej modelowo  i abstrakcyjnie patrzymy na rzeczywistość. Można dłużej zbierać dane, analizować je, prowadzić szeroki proces wymiany myśli, a wnioski są ogólniejszej natury i powinny dotyczyć większych grup pacjentów a niekiedy nawet podstawowych praw natury, które determinują nasze życie i działania. Staram się równoważyć elementy praktyczne z teoretycznymi – praktyczne doświadczenie jest dla mnie inspiracją, ale i źródłem zdroworozsądkowego ograniczenia w refleksji teoretycznej, a z kolei mam ambicję i nadzieję, że moje prace naukowe są użyteczne dla praktyków.

Trzeba dokonać wyboru jednej z tych dróg?

To zależy od poziomu zaangażowania i stawianych sobie celów. Mając czas i energię do pewnego momentu można te rzeczy łączyć, ale przy poważniejszym poziomie zaangażowania i zwiększającej się odpowiedzialności w obu obszarach trudno jednoczasowo je godzić z dobrymi skutkami.  Ale specjalizacja porządkuje życie społeczne i pozwala sobie nawzajem pomagać. Dla praktyka zanurzonego w wykonywanie konkretnych procedur związanych z opieką nad pacjentem, podejmowania decyzji terapeutycznych i diagnostycznych, przestawienie się na abstrakcyjny i naukowy poziom myślenia, związany z wielogodzinnymi analizami teoretycznymi i żmudnym pisaniem artykułów naukowych jest trudne.  Ale jedni i drudzy siebie potrzebują. Zanurzenie się bowiem tylko w praktykę ambulatoryjną czy szpitalną bez dystansu ogólnej refleksji niesie ryzyko, wpadania w rutynę i postrzegania człowieka, zredukowanego do jednostki chorobowej. Z kolei uprawiając naukę w oderwaniu od praktyki życia codziennego można łatwo stać się wewnętrznie mieszkańcem światów idealnych, ale bardzo osamotnionym i niezrozumiałym dla otoczenia (uśmiech).

Ciekawe, że pomimo tak rozległej wiedzy dostrzega pan jednak jej niepełność i wskazuje na potrzebę ciągłego jej weryfikowania i wzajemnego uczenia się…

W medycynę wpisana jest niepewność.  Można mieć najdoskonalszy sprzęt, pieniądze na najnowsze leki i technologie diagnostyczne a i tak nie jesteśmy w stanie zwalczyć wszystkich chorób, mieć  pewność diagnozy i wyleczyć wszystkich chorych. To jest pewne złudzenie współczesności, wynikające z wiary w postęp. 

Część osób żyje tym złudzeniem

Postęp technologiczny i wiedza medyczna pozwalają coraz skuteczniej ratować ludziom życie w przypadku chorób, które kiedyś były nieuleczalne, ale wszechmocni to my nie jesteśmy. Pomimo rozwoju medycyny i nauki, dostrzegamy, że niedoskonałość, w tym choroba i śmierć, są wpisane w ludzką egzystencję. Medycyna uczy nas pokory, a życie ograniczeń. Dlatego zdobywając najnowszą wiedzę i najbardziej zaawansowane umiejętności ratowania życia i zdrowia, lekarz nie może utracić umiejętności bycia przy konkretnym chorym człowieku. Chciałbym, aby  studenci Wydziału Lekarskiego Colegium Medicum na UKSW uczyli ą się takiego właśnie podejścia. Dlatego poza standardowym programem nauczania, w ramach zajęć fakultatywnych wprowadziliśmy w niewielkim zakresie podstawy nauk humanistycznych i społecznych, w tym filozofii i  etyki, mając nadzieję, że przyszłych medyków nauczymy w ten sposób szerszego spojrzenia na świat, który  pomoże im lepiej wykonywać w przyszłości zawód lekarza i pomoże im pełniej żyć.  

Z dr hab. n. med. Jakubem Pawlikowskim rozmawiała Jolanta Czudak  

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here