Magiczna pasja iluzjonisty

819

Kacper Mysiorek – „młody, perspektywiczny i niezwykle utalentowany iluzjonista z Polski”, tak brzmią słowa wypowiadane przez wybraną osobę z tłumu, obecną podczas występu, która zapowiada finałowy numer jednego z najmłodszych iluzjonistów w Polsce. O przygodzie i decyzji życia, poznawaniu wielu kultur, 3 razy „TAK” w polskiej edycji „Mam Talent!” i pracy czy hobby jako iluzjonista w naszym kraju.

Marek Kiszczak: Powiedz mi, kim jest iluzjonista?

Kacper Mysiorek:  Dawno temu Jean Eugène Robert-Houdin powiedział, że iluzjonista jest aktorem grającym magika i jak najbardziej się z tym zgadzam. Moim celem, jako artysty jest dostarczenie ludziom wyjątkowej rozrywki. Wzbudzenia w nich przeróżnych emocji, jednocześnie dając do zrozumienia, że sztuczki magiczne to fajna zabawa, a nie prawdziwe czary. Iluzja ma tworzyć złudzenie magii, a nie przekonywać na siłę, że istnieje naprawdę.

MK: Jak rozpoczęła się Twoja przygoda w tym zawodzie? Zrodziła się ona z pasji?

KM: Jak najbardziej, rozpoczęła się od pasji. Kiedy miałem 15 lat i bardzo mi się nudziło, włączyłem na YouTube film iluzjonisty Y, w którym zaczepia przechodniów na ulicy i prezentuje im sztuczki. Bardzo mi się to spodobało i w mojej głowie od razu zrodziła się myśl, że skoro pan w Internecie tak potrafi, to przecież nie ma rzeczy niemożliwych i może mnie też się uda. Tak zacząłem uczyć się podstawowych iluzji z Internetu. Iluzja jako praca przyszła po pewnym czasie. Zacząłem występować na ulicy, bo byłem młody i niezbyt dobry, więc na tamten moment nie mogłem liczyć na występy firmowe czy weselne. Na deptakach całej Polski mogłem występować bez ograniczeń.

MK: Czy nazywasz siebie zawodowym iluzjonistą?

KM: Myślę, że mogę się tak nazwać. Utrzymuję się z występowania, więc automatycznie jest to mój zawód. Mimo, że jestem swoim szefem i jestem wolny, to nie spóźniam się na występy (śmiech). Bardzo sumiennie podchodzę do mojej pracy, niezależnie od mojego samopoczucia uśmiecham się i aktywnie prowadzę pokaz. Uważam też, że przez doświadczenie zbierane latami mój pokaz jest na wysokim poziomie i po prostu robię dobrą robotę.

MK: Blisko rok temu zdecydowałeś się opuścić nasz kraj by wyruszyć w podróż odwiedzając m.in. Australię czy Stany Zjednoczone zupełnie sam. Czy mógłbyś opowiedzieć o kulisach pomysłu? Skąd on się zrodził w Twojej głowie i dlaczego nie zdecydowałeś się pójść na studia jak większość osób w naszym wieku będących po maturze?

KM: To w sumie dosyć zabawna historia, patrząc na efekt tego przedsięwzięcia. Od pierwszej klasy liceum nieco prowokacyjnie mówiłem wszystkim w moim otoczeniu, że zostanę profesjonalnym iluzjonistą. Zwykle spotykało się z niedowierzaniem. Na początku trzeciej klasy liceum, przy rodzinnej kolacji tata powiedział, że jeżeli zdecyduję się podróżować i występować na ulicach całego świata, to dla niego nie ma żadnego problemu. Dzięki wsparciu rodziny zrozumiałem, że mogę zrealizować bardzo dużo ciekawych rzeczy. Zacząłem planować trasę i zastanawiać się jaki obrać cel podróży. Nie myślałem o studiach od razu, ponieważ uważam, że w moim przypadku czy wielu innych uczniów ten rok przerwy na szukanie siebie jest potrzebny. Na ten moment, po prostu nie potrzebowałem studiów, ale nie wykluczam takiej możliwości w przyszłości. Chcę się cały czas rozwijać.

MK: Jak wyglądały występy na ulicy w różnych miastach na całym świecie?

KM: Bardzo różnie, każde miejsce ma swoją specyfikę. Berlin bardzo przypadł mi do gustu i ludzie na pchlim targu uważam, za jedne z najbardziej udanych w życiu. W Los Angeles pokazy uliczne były dla oglądających codziennością, jednak uczestniczyli w nich z uśmiechem na ustach. W Rzymie ¾ publiczności nie rozumiało angielskiego. W Edynburgu setki tysięcy widzów przyjmowało artystów ulicznych z otwartymi rękami, a Australia była początkowo bardzo trudna, jednak po pewnym czasie stała się jednym z najprzyjemniejszych krajów do występów.  Każde miejsce ma inną kulturę, a ludzie w zależności od tego, gdzie występy się odbywają mają do tego różne podejście, ale to w występach ulicznych kocham najbardziej. Łączenie ludzi w różnym wieku, o różnych poglądach politycznych, religii, kolorze skóry, orientacji czy kulturze i tworzenie z nimi widowiska na żywo, które jest tylko „tu i teraz”.

MK: W jakim mieście spotkałeś się z najlepszym odbiorem sztuki ulicznej i tego co robiłeś w tamtym miejscu?

KM: Takim miejscem była Praga w Czechach. Zacząłem przyjeżdżać tu co wakacje od 2016 roku i wykonałem tam chyba najwięcej pokazów w życiu. Praga jest jednym z niewielu miejsc, w którym nie można używać nagłośnienia, więc cały występ trzeba prowadzić bez pomocy mikrofonu, a o własnym głosie. Nauczyłem się jak używać przepony i być w stanie operować głosem tak, by słyszał mnie cały rynek staromiejski. Było zdecydowanie trudniej niż z mikrofonem, jednak pokaz był bardziej bezpośredni i dużo skuteczniej nawiązywałem relację z widzami.

MK: Podczas swoich występów stawiasz na kontakt z odbiorcami. Czy takie praktyki doprowadzają do pogłębienia więzi z oglądającymi występy? Jak wyglądała komunikacja z publiką w innych państwach?

KM: Zdecydowanie tak! Im lepsze połączenie między artystą a publicznością, tym ta nić porozumienia jest głębsza. Niektórzy traktują pokaz uliczny jako rozrywkę na miłe popołudnie, są też tacy widzowie, którzy zaczynają się interesować moją przygodą i zostają ze mną na dłużej. Oglądają pokaz ponownie kilka miesięcy później lub śledzą poczynania w Internecie, piszą wiadomości i proponują występy na swoich imprezach.

MK: W czasie Twojego pobytu za granicą rozpoczęła się światowa pandemia koronawirusa. Jak w innych krajach reagowano na tak niepokojące wieści? Czy były wymuszane szczególne zachowania?

KM: Pandemia pojawiła się w ogólnoświatowych mediach bardzo szybko, jednak z tymi reakcjami było różnie. W Australii w momencie, w którym Polska zamykała szkoły i biznesy było tylko kilka przypadków, jednak to było bardziej niż pewne, że to chwilowe i wkrótce nastąpi wzrost. Zastanawiałem się czy warto występować w Melbourne, ile się da i potem wrócić do Warszawy. Jednak miałem z tyłu głowy wizję ewentualnej kwarantanny na wyspie i postanowiłem, że wrócę jak najszybciej się da, jak się okazało była to bardzo dobra decyzja, lotnisko zamknięto kilka dni później.

MK: Powrót do domu, który objął aż 3 przesiadki zapamiętasz do końca życia. Czy to była Twoja najgorsza podróż?

KM: Co ciekawe, nie było aż tak źle. Nigdy nie widziałem tak pustych lotnisk, więc prawdopodobieństwo zarażenia było jeszcze niższe. Pasażerowie już wtedy byli usadzeni stosunkowo daleko od siebie i wszystkie loty były bardzo komfortowe. Obsługa na pokładzie każdego samolotu była bardzo uprzejma, wyrozumiała i uczynna. Zdecydowanie podczas podróży towarzyszył mi mały stres, ale była bardzo udana. Trzy loty do Berlina, przesiadka w pociąg i jazda wynajętym samochodem. Po 48 godzinach podróży mogłem odpocząć.

MK: Będąc jeszcze uczniem liceum wystąpiłeś w polskiej edycji programu „Mam Talent!”. Jak wspominasz to wydarzenie? Czy właśnie ten moment, gdy otrzymałeś 3x „TAK” zmotywował Cię szczególnie do dalszej pracy nad samorozwojem jako iluzjonisty?

KM: Występ w Mam Talent! Zaliczam do udanych, aczkolwiek traktuję go jako fajne wspomnienie i nic więcej. Podobno wszystko nas czegoś uczy. W tym przypadku było to ciekawe doświadczenie i nie planuję powrotu do tego programu, wolę się skupić na osiąganiu innych celów.

MK: Występujesz na kilku światowych festiwalach iluzjonistycznych m.in. byłeś obecny na Edinburgh Fringe Festival czy po powrocie do Polski dałeś pokaz dla World Buskers United.
Czy w najbliższym czasie szykuje się jakiś większy projekt z Twoim udziałem, czy jednak świat musi jeszcze trochę poczekać?

KM: Będąc na największym festiwalu artystycznym na świecie właśnie w Edynburgu zakochałem się w tym co robię jeszcze bardziej. Bardzo lubię wracać do miejsca, gdzie spotykam najlepszych performerów na świecie. Daje mi to bardzo dużo motywacji i inspiracji, jednak 2020 jest pierwszym rokiem od powstania festiwalu, w którym edynburski Fringe nie odbędzie się. Mam nadzieję, że będę mógł tam wrócić za rok. World Buskers United to fajna inicjatywa i pierwszy 24 godzinny festiwal buskerski online, jednak po uczestnictwie w nim jeszcze bardziej zabrakło mi pokazów na ulicy. Czekam na powrót międzynarodowych przedsięwzięć, na które planuję się wybrać.

MK: Dziękuję Kacper. Życzę Ci, aby usłyszała o Tobie jeszcze szersza publika oraz żeby Twoja odwaga przy podjęciu decyzji była inspiracją dla innych młodych ludzi, którzy szukają możliwości do swojego rozwoju.

Z Kacprem Mysiorkiem, rozmawiał Marek Kiszczak, student dziennikarstwa na UKSW

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here