Miłość w koronie? – czyli jak kochać i ufać w czasie epidemii

942

Na co nigdy nie miałeś czasu? Za czym biegniesz w życiu?  Zastanów się przez chwilę.. Zależy Ci na Twojej karierze? Co powiesz o Twoich życiowych wartościach? Nie wiem dlaczego nasuwają mi się te i jeszcze inne pytania.. Jak Ci idzie nauka? Szukasz w życiu miłości?  Nie wytrzymam! Biegnę, uciekam, ale nie wiem przed czym!

STOP… Zatrzymaj się! Masz na to teraz czas. Pozwól wejść w siebie i zajrzeć do Twoich najgłębszych pragnień. Sama nie wiem co bym odpowiedziała na te pytania, ale zastanawiam się często nad nimi. Teraz mam czas na podróżowanie do swojego serca. A co tam znajduję? Miłość w koronie. Myślę, że to wyrażenie odpowiada dzisiejszym czasom epidemii…według mnie.

Dobra Nowina! W końcu mam czas! Naprawiłam relacje z najbliższymi, zobaczyłam, że to skarb mieć dużą rodzinę. Zadbałam o zdrowy sen, nie przesadny, ale zdrowy. Nauczyłam się doceniać codzienność, którą wcześniej miałam w zwyczaju nazywać szarą. Pokochałam życie na nowo. A przede wszystkim ufam Bożej Miłości i mam pewność, że się nie zawiodę.

Chciałabym Cię teraz zaprosić w pewną podróż. Do głębi ludzkiego serca. Do ludzi, którzy też w końcu mają czas. Do ludzi, którzy mają rożne emocje w sobie i przechodzą zmiany. Jesteś ciekawy co powie nam o tym siedmioletnia dziewczynka? Posłuchaj…

„Jest ciężko dlatego, że nie ma normalnych zajęć w szkole. Nie mogę pobawić się z moimi szkolnymi kolegami. Jest nudno. Boję się ponieważ wszyscy o tym mówią, jest za dużo informacji o tym całym koronawirusie. Cieszę się z tego, że moja mama zaangażowała się w wolontariat i szyje maseczki dla różnych służb. Uśmiecham się, gdy widzę, że ludzie sobie pomagają.”

Idźmy dalej. Ciekawe co słychać u uczennicy z siódmej klasy? „Radzę sobie dobrze, chociaż czasami nie mogę znaleźć sobie zajęcia albo miejsca dla siebie. Zmieniło to dużo w moim życiu i jest mi na pewno trudniej niż wcześniej. Bardzo męczy mnie brak spotkań ze znajomymi i brak możliwości uczestniczenia w Eucharystii.

W całej tej sytuacji pociesza mnie to, że zaczynam doceniać to co mam, całą moją codzienność, możliwość wychodzenia z domu bez strachu. Poprawiły się moje relacje z osobami, z którymi nie rozmawiałam wcześniej tak często.”

Coraz ciekawiej w tym wnętrzu człowieka. Wchodzimy po schodach. Czas na studenta jednej z warszawskich uczelni. „Jest to dla mnie bardzo trudny czas, gdyż w sprawach związanych z uczelnią jestem zdany na siebie i nie potrafię wziąć spraw w swoje ręce i podjąć jakiejkolwiek inicjatywy, aby coś zrobić. Brakuje mi motywacji, jednak nauczyłem się doceniać codzienność i cieszyć się prostym życiem.”

Jeszcze tylko jeden krok. Doświadczony człowiek, który jest blisko Pana Boga. W końcu jest proboszczem. Ciekawe co mówi jego serce… „Na początku miałem chyba większe lęki i obawy. Nawet też o siebie samego. Potem się to uspokoiło, modliłem się, wierzyłem i wierzę, że przecież Bóg jest i kocha nas, chociaż czytam różne wypowiedzi w internecie które podkręcają całą tę sytuację i różnie ją interpretują.. A czy coś się zmieniło? Chyba więcej ostrożności w kontaktach z ludźmi. Już nie witam się z każdym spotkanym człowiekiem, nie podaje mu ręki na powitanie, zachowuje dystans…nie podchodzę za blisko… Ale nie panikuję…już trochę ochłonąłem i spokojnie. Nadal wykonuję to co mam do zrobienia. Z większym spokojem. Chociaż też z większą ostrożnością…”

Dotarliśmy do mety, wędrówka zakończona! Co można zobaczyć? To, że ta kwarantanna nie jest do końca taka nudna i szara. Możemy w tym czasie głębiej konfrontować się z samym sobą. Rozkoszować się bliskością rodziny i szerzącą się falą dobra. A przede wszystkim mocniej kochać, kochać i … zdecydowanie kochać.

Autorka; Maria Wachowicz, studentka dziennikarstwa na UKSW

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here