Narodziny ogrodu przyszłości – żywe laboratorium krajobrazu

342

Większość ogrodów otwiera się po zakończeniu aranżacji całej kolekcji. W Marcinkowie pod Mrągowem odwiedzający mogą podziwiać  piękny ogród  Markiewicz na Mazurach, stworzony przed laty. W jego sąsiedztwie rodzi  się  zupełnie nowa koncepcja, której jeszcze nie można zwiedzać. Na powierzchni blisko czterech tysięcy metrów kwadratowych powstaje dziś żywe laboratorium. Ponad sześć tysięcy bylin ma zweryfikować nową koncepcję projektowania przestrzeni zielonych, dostosowanych do zmian klimatu.  Oficjalne otwarcie ogrodu, tworzonego przez  dr Magdalenę Markiewicz, według jej autorskiej metody  „palimpsestu roślinnego”, zaplanowano za rok.

Koncepcja „palimpsestu roślinnego” brzmi dosyć tajemniczo. Co ona oznacza w praktyce?

Palimpsest to dawny rękopis na pergaminie, z którego usuwano starszy tekst, aby napisać nowy. Ślady wcześniejszych warstw nigdy jednak całkowicie nie znikają. Uznałam, że podobny mechanizm można zastosować w ogrodnictwie, tworząc rabatę zmienną, na której współistnieją ze sobą rośliny o różnych wymaganiach siedliskowych. Jedne są odporne na niedobór wody, a drugie na nadmiar wilgoci, tak jak tegoroczny lipiec, który był właśnie przykładem mokrego sezonu.  Rabata palimpsestowa to układ, w którym warstwa sucholubna, przejściowa i lubiąca wilgoć  nakładają się na siebie, a nie są rozdzielone. W latach suchych dominuje warstwa sucholubna, w latach wilgotnych dominują gatunki preferujące wilgoć. W sezonie umiarkowanym obie warstwy współistnieją w bardziej wyrównanych proporcjach, a dodatkowo spaja je warstwa przejściowa. To zjawisko nie jest sztuczne, bo w przyrodzie występuje powszechnie. Dobrym przykładem są murawy kserotermiczne. Wiosną pojawiają się efemerydy, latem dominują suche trawy, a po opadach wracają inne grupy roślin. Ten sam fragment przestrzeni ma różne „twarze” w zależności od przebiegu sezonu. Jedne rośliny nie eliminują drugich, a jedynie zmienia się ich znaczenie w kompozycji. Ogród niejako sam zapisuje kolejne rozdziały swojej historii.

Czyli można powiedzieć, że natura sama staje się projektantem?

Do pewnego stopnia tak, ale to projektant wyznacza kierunek. Później obserwuje, jak rośliny reagują na zmieniające się warunki. Nie walczy z naturą, tylko stara się ją zrozumieć. To jest projekt badawczy. Przez najbliższe lata będę prowadziła systematyczne obserwacje. Interesuje mnie, jak zmienia się dominacja poszczególnych gatunków, które zestawienia okazują się najbardziej stabilne i czy taki model będzie można powtarzać również w innych miejscach. To jest początek dłuższego procesu.

Klimat się zmienia, a wraz z nim  warunki życia roślin. Jaka będzie ich kompozycja w tym eksperymentalnym ogrodzie?

W warunkach kiedy mamy coraz częściej zarówno długotrwałe susze, jak i wielotygodniowe okresy intensywnych opadów przy projektowaniu ogrodu tworzymy rabaty, które będą odporne na obydwa skrajne zjawiska.  Nie tworzymy tu kolekcji pojedynczych okazów, ale cały ekosystem. Posadziliśmy już ponad sześć tysięcy bylin, ale najważniejsza jest ich różnorodność i wzajemne relacje. Znajdują się tu gatunki preferujące stanowiska suche, takie które dobrze znoszą okresowe zalewanie, a także rośliny pośrednie. Są rozległe płaty szałwii, kocimiętki, traw ozdobnych, liliowców, krwawników, ostrogowców, sadźców purpurowych, rdestów himalajskich i wielu innych gatunków. Każda z tych grup pełni określoną funkcję w całym układzie. Nie projektuję rabat wyłącznie pod kątem efektu wizualnego. Interesuje mnie przede wszystkim to, jak rośliny będą współpracowały ze sobą przez kolejne lata w dobie zmieniającego się klimatu.

Patrząc na rabaty trudno uwierzyć, że powstają dopiero od kilku miesięcy. Jak wyglądały pierwsze etapy tej pracy?

Najpierw powstała koncepcja oparta na obserwacjach prowadzonych przez wiele lat. Potem rozpoczęły się prace ziemne, wytyczenie rabat i sadzenie roślin, a następnie rozkładanie  kartonów i warstwy ziemi popieczarkowej. Dopiero później zaczęliśmy sadzić kolejne grupy roślin. Jak wspomniałam  jest ich już ponad sześć tysięcy, ale to dopiero początek. Ten ogród będzie rozwijał się jeszcze przez wiele sezonów, bo to jest długotrwały proces. W nauce najciekawszy jest moment powstawania nowych idei. Ten ogród będzie dojrzewał przez kolejne lata razem z roślinami. Za rok będzie wyglądał inaczej, za pięć lat jeszcze inaczej. To właśnie ta zmienność jest częścią całego projektu badawczego.

Skąd sprowadza Pani byliny do tego ogrodu?

Byliny reprezentujące bardzo dużą różnorodność gatunkową pochodzą z pobliskich szkółek. Dzięki temu są przystosowane do naszych warunków klimatycznych, a jednocześnie ograniczamy ślad węglowy związany z ich transportem. Zamiast mat wykorzystujemy kartony, które wspierają rozwój mikroorganizmów i poprawiają strukturę gleby. Stosujemy również ziemię popieczarkową z lokalnej pieczarkarni. Od początku przyjęłam zasadę korzystania z lokalnych zasobów. Dla mnie ogród powinien być zgodny z naturą również podczas budowy.

Pani jest dr nauk ekonomicznych, co sprawiło, że porzuciła Pani świat ekonomii  i biznesu na rzecz natury?

Pracowałam wcześniej  w dużej korporacji i dobrze się w niej czułam. Dawała mi wiele satysfakcji. Zajmowałam się importem i eksportem, uczestniczyłam w międzynarodowych targach, poznawałam ludzi z całego świata. Był to bardzo ciekawy etap mojego życia, ale z czasem poczułam, że chcę robić coś bliższego naturze i bardziej trwałego. Zrezygnowałam z  pracy w korporacji i była to bardzo świadoma decyzja Zrozumiałam, że największą satysfakcję daje mi projektowanie ogrodów, które nie tylko cieszą oczy, ale również uczą i pozostają po nas na wiele lat.

Czy wtedy narodził się pomysł stworzenia Ogrodów Markiewicz na Mazurach?

Tak. Inspiracją dla mnie były Ogrody Hortulus, założone  w latach 90. XX wieku w Dobrzycy koło Koszalina, które odwiedziłam wiele lat temu. Pomyślałam wtedy, że podobne miejsce mogłoby powstać również na Mazurach. W 2011 roku zaczęliśmy planować inwestycję, a rok później otworzyliśmy  nasze ogrody dla zwiedzających. Od tamtej pory nieustannie je rozwijamy. Ogromną wagę przywiązujemy do ekologii i nowego spojrzenia na zagospodarowanie przestrzeni zgodnego z naturą.

Jednak dziś buduje Pani zupełnie nowy ogród. Dlaczego?

Po kilkunastu latach uznałam, że dotychczasowe założenie osiągnęło swoje granice. Stary ogród ma charakter bardziej formalny, gdzie są wyraźne osie kompozycyjne, dominuje linia prosta oraz strzyżone zywopłoty . Chciałam stworzyć przestrzeń znacznie bardziej swobodną, która stanie się jednocześnie miejscem obserwacji i badań.

W tej działalności przydaje się Pani wykształcenie ekonomiczne, czy jest to już etap zamkniętej kariery zawodowej?

Ekonomia i natura wcale się nie wykluczają. Zawodowe wykształcenie bardzo mi się przydaje w projektowaniu ogrodów. Prowadzę fundację, działalność gospodarczą, organizuję szkolenia, realizuję projekty edukacyjne. Zarządzanie, planowanie czy logistyka są równie potrzebne przy prowadzeniu ogrodów jak wiedza przyrodnicza. Od lat prowadzę również Akademię Ekologii dla dzieci.

Dlaczego właśnie edukacja stała się tak ważnym elementem Pani działalności?

Bo wierzę, że prawdziwa zmiana zaczyna się od najmłodszych. Od kilkunastu lat prowadzimy bezpłatne zajęcia, podczas których dzieci uczą się szacunku do przyrody. Największą satysfakcję daje mi sytuacja, kiedy dawni uczestnicy wracają i pomagają dziś przy zakładaniu ogrodu. To znak, że ta praca ma sens, mimo, że wymaga ogromnego zaangażowania i odpowiedzialności. Ten wysiłek rekompensuje nam reakcja gości z różnych stron świata, którzy odwiedzają nasze ogrody. 

Co ich najbardziej zaskakuje?

To zależy czy goście są z Niemiec, Czech, Estonii, Izraela, Japonii czy na przykład Peru, bo takich też mamy. Każdy patrzy na ogród przez pryzmat własnej kultury. Goście z Izraela zachwycają się bogactwem zieleni, bo u nich takie krajobrazy są rzadkością. Europejczycy zwracają uwagę na kompozycje, a osoby z dalszych krajów często mówią o niezwykłym spokoju tego miejsca. To pokazuje, że natura jest uniwersalnym językiem.

Czuje Pani dumę z efektów własnej pracy?

Obcowanie z przyrodą przy projektowaniu ogrodów i krajobrazu to piękna przygoda. Szkoliłam się  w tej dziedzinie u wielu specjalistów w kraju i za granicą m.in. w New York Institute of Art & Design w Nowym Jorku. Często podpowiadam, jak stworzyć rajski zakątek, który zachwyci urodą i da wytchnienie od trudów codzienności, ale nie będzie wymagał wielu godzin wytężonej pracy. Mam poczucie dumy z tej działalności, ale największą dla mnie nagrodą jest chwila, kiedy wśród kwiatów pojawiają się motyle, pszczoły i ptaki. Wtedy wiem, że natura zaakceptowała to, co stworzyliśmy. Jeżeli okaże się za kilka lat, że moja koncepcja „palimpsestu roślinnego” pomoże projektować ogrody bardziej odporne na zmieniający się klimat i będzie inspiracją dla innych projektantów, będę miała poczucie, że wykonałam dobrą pracę, której warto było się poświęcać przez tyle lat.

Rozmawiała Jolanta Czudak – Tomaka

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here