Odważny krok w dorosłość

1332

Łukasz Zawiślak to bardzo młody, 18 letni chłopak, który prawie dwa lata temu wziął udział w wymianie do Stanów Zjednoczonych. Wtedy jeszcze niepełnoletni młodzieniec, zostawił wszystko – rodzinę, przyjaciół, znajomych, szkołę i ruszył w podróż na inny kontynent. Postanowił zrobić bardzo odważny, samodzielny krok w dorosłość. To cudowne jak młodzi ludzie w dzisiejszych czasach mają możliwość podróżowania, poznawania innych kultur.  Julia Kozioł  zapytała go o szczegóły  odważnego i niesamowitego wyjazdu.

Jak się dowiedziałeś o tej wymianie?

O wymianie dowiedziałem się będąc jeszcze w gimnazjum. Na jednej z lekcji języka angielskiego wspomniała nam o niej nauczycielka i  już w tamtym momencie bardzo mnie zainteresował. Przeczytałem jeszcze tego samego dnia o wszystkich wymaganiach, procesie rekrutacji, jednak szczerze mówiąc przerosło mnie to trochę, więc zdecydowałem, że z aplikowaniem poczekam jeszcze rok. 

W jaki sposób zareagowali rodzice, rodzina, przyjaciele, znajomi, że wyjeżdżasz na tak długo?

Myślę, że przez długi czas tak naprawdę to do nikogo nie docierało. Cały proces aplikacji był długi, rozłożony na kilka miesięcy, przez co ten wyjazd wydawał się być w dalekiej przyszłości. Zmieniło się to dopiero jak otworzyłem maila z informacjami o rodzinie goszczącej, która chciała mnie na cały rok przyjąć do siebie. Myślę, że te ostatnie miesiące przed wyjazdem to był taki rollercoaster emocji. Początkowo oczywiście wszyscy łącznie ze mną wpadli w euforię. W końcu to było, można powiedzieć, takie moje największe marzenia z dzieciństwa. Później zaczęły się imprezy pożegnalne, ostatnie spotkania, i lania łez. Moja rodzina jest ze mną bardzo zżyta i to była pierwsza nasza taka długa rozłąka, więc oczywiście było wszystkim trochę smutno, ale koniec końców każdy cieszył się, że spełniam swoje marzenia.

Jak zareagowałeś na zmianę otoczenia? Nowe miejsce, nowi ludzie, sam tak daleko od domu.

Pierwsze dni na miejscu w USA zdecydowanie nie należały do najprostszych. Byłem bardzo zestresowany, przecież przyleciałem sam na drugi koniec wcale  nie znanego mi świata. Myślę, że to wszystko uderzyło mnie tak mocno, kiedy postawiłem nogę już na miejscu, w Seattle. To był koniec sierpnia, a jedyne co miałem w głowie to “Łukasz coś ty wymyślił..:)”. Myślę, że największym wyzwaniem było przestawienie się na funkcjonowanie po angielsku. Szkoła czy nawet szybkie wyjście do sklepu, gdzie nigdzie nie słyszy się języka polskiego było początkowo dość przytłaczające. W całym tym procesie przestawiania się na nowy tryb życia pomogła mi jednak moja goszcząca mnie rodzina. Cudem było  (nigdy się tak wcześniej nie zdarzało innym uczestnikom), że moja rodzina miała polskie korzenie i w domu mogliśmy się porozumiewać po polsku. To zdecydowanie ułatwiło mi przyzwyczajenie się do nowej sytuacji i w jakimś małym stopniu pozwoliło czuć się jak w Polsce, mimo że byłem tak daleko. Pewne jest to, że nigdy nie czułem się tak samotny, ale tęsknota za domem nie towarzyszyła mi często. Amerykanie to bardzo otwarci ludzie, komunikatywni i uprzejmi, więc nawiązanie nowych znajomości nie było dla mnie żadnym problemem. 

Jakie były twoje odczucia odnośnie nowego miejsca? Jaka była reakcja po przyjeździe?

Zanim wyjechałem, miałem już nakreśloną pewną wizję mojego życia tam. Od dziecka oglądałam różne amerykańskie seriale, o tamtejszych nastolatkach i tym jak wygląda tam życie. Z perspektywy czasu śmieję się, że tak myślałem, ale wydawało mi się, że życie nastolatka to coś typu: szafki w szkole, cheerleaderki, football amerykański i imprezy. Koniec końców tak, rzeczywiście tam były te wszystkie rzeczy, ale myślę, że moja wizja była trochę przekolorowana.  Największe wrażenie zrobiła na mnie szkoła. To jest naprawdę coś zupełnie innego niż liceum w Polsce. Mój high school przede wszystkim był ogromny. Chyba przez cały pierwszy semestr zdarzało się, że pytałem ludzi na korytarzu o drogę do sali, bo nie dało się tam nie zgubić. Co można uznać na pewno za plus to to, że szkoła tam to nie tylko nauka. Sport stanowi olbrzymią część zajęć i nie ma ludzi którzy jakiegoś sportu nie uprawiają. Ilość sportów, które można było trenować i klubów do których można było dołączyć była niewyobrażalnie duża i uważam, że nawet przez 4 lata nauki nie dałoby się wziąć udziału nawet w połowie z proponowanych tam aktywności. Zaskoczyła mnie też bardzo mentalność ludzi. To, jak bardzo otwarci są w stosunku do innych. W goszczącej mnie rodzinie jest piesek, z którym często chodziłem na spacery i mijając obcych mi ludzi, nie było nawet jednej osoby, która by się nie przywitała. Codziennością było, że ludzie których widziałem pierwszy raz w życiu podchodzili do mnie na środku ulicy pytając o to jak się mam, jak mija mi dzień, albo jak wabi się mój pies.

Co zyskałeś dzięki tej wymianie? Czy jesteś usatysfakcjonowany?

Przede wszystkim i co najważniejsze, to zyskałem nową rodzinę. Moich host rodziców nazywam teraz takimi moimi drugimi rodzicami. Przez cały ten rok bardzo się ze sobą zżyliśmy. Cały czas mamy kontakt i myślę, że ta wymiana połączyła nas tak naprawdę już na zawsze. Zyskałem cudownych, nowych przyjaciół i to nie tylko Amerykanów, ale ludzi z całego świata. Śmiało mogę powiedzieć, że w większości krajów europejskich czy azjatyckich znajdzie się ktoś z kim się zakumplowałem. Poza tym oczywiście język. Kiedy przez 90 proc. czasu rozmawia się i słyszy tylko jeden język, to nawet ciężko jest się go nie nauczyć. Myślę, że ta przygoda bardzo zmieniła mój światopogląd. Poznałem tam bardzo różnych ludzi i stałem się zdecydowanie bardziej otwarty na świat i otwarty na te właśnie różnice, które są między nami wszystkimi.

Dziękuję, że zgodziłeś się opowiedzieć o swojej niesamowitej przygodzie. Życzę Ci nadal spełnienia kolejnych marzeń i wyznaczania sobie nowych celów, do których będziesz rzetelnie dążyć całe swoje życie.

Z Łukaszem Zawiślakiem rozmawiała Julia Kozioł, studentka dziennikarstwa na UKSW

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here