Ograniczenia są tylko w naszych głowach

810

“Jestem kobietą biznesu, działaczem, artystą” – tych trzech określeń Marta Molska używa na swojej stronie internetowej w stosunku do siebie. Jest współzałożycielem i współwłaścicielem Agencji Marketingowej DO IT crew, pomysłodawcą Stowarzyszenia Freeway, portalu Aż Kobieta i konferencji biznesowej Aż i Tylko Kobieta. Do tego od ponad 3 lat jest dyrektorem Miejskiego Domu Kultury w Ostrowi Mazowieckiej, kobietą która większość swojego dnia poświęca na przekazywaniu ludziom pozytywnej energii oraz siły do dalszego rozwoju. Miejski Dom Kultury w Ostrowi Mazowieckiej stał się w czasach pandemii najważniejszą ostoją kultury oraz rozrywki dla mieszkańców miasta. Jak udaje się  dyrektor Marcie Molskiej godzić wszystkie obowiązki zwierza się Mateuszowi Zalewskiemu.

– Jaka była pierwsza reakcja dyrektora Miejskiego Domu Kultury w chwili ogłoszenia kolejnych obostrzeń związanych z działaniem placówek kulturalnych w chwili pandemii?

– Pamiętam, że dojeżdżając do pracy usłyszałam w radiu, że za dwa dni szkoły zostaną zamknięte. W tej samej chwili uświadomiłam sobie, że to samo staje się z instytucjami kultury. Większość osób uczęszczających na nasze zajęcia to są dzieciaki oraz młodzież uczęszczająca do szkół. Z tego stresu, gdy wysiadałam z samochodu wszystko co miałam w dłoniach, po prostu upuściłam. Po dziś dzień mam rozbitego iPhone’a. Zanim dojechałam do pracy rozesłałam sms-y do wszystkich pracowników MDK-u i zaprosiłam ich na odprawę nadzwyczajną. Wiedziałam, że naszym największym atutem jest to, że od momentu jak 3 i pół roku temu objęłam stanowisko dyrektora MDK zaczęłam powoli wprowadzać programy i aplikacje umożliwiające pracę zdalną, gdyż na co dzień pracujemy w 4 budynkach i o różnych godzinach. Wszyscy pracownicy mają służbowe, imienne maile, dostęp do naszej Chmury, w której zbieramy wszystkie dokumenty, grafiki oraz pliki. Na co dzień pracujemy w Trello czy Kalendarzu Google. Kwestia typowo techniczna nie przerażała mnie. Byłam na to gotowa. Moim największym problemem było powracające wciąż pytanie: “Co my teraz damy ludziom?”. W trakcie pierwszej odprawy policzyliśmy wszystkie laptopy, komputery stacjonarne, telefony służbowe, sprawdzaliśmy kto czego jeszcze potrzebuje, by pracować zdalnie, a następnie zaczęliśmy szukać sposobów i pomysłów na naszą pracę w dobie pandemii. Wiedzieliśmy jedno – MDK liczy ponad 1000 osób, naszej lokalnej społeczności i nie chcieliśmy, bo zostali sami. Od razu chcieliśmy spróbować łączności ONLINE.

– W jaki sposób inni pracownicy MDK zareagowali na decyzje prowadzenia zajęć online? Co było dla nich największym problemem?

– Każdy poczuł, że jest to dla niego nowe wyzwanie i aby je zrealizować musi wyjść ze swojej strefy komfortu. Niektórzy na co dzień występują na scenie i nie było to dla nich tak dużym problemem. Inne osoby musiały się jednak przełamać i trwało to bardzo długo zanim zdecydowały się spróbować. Ludzie ogólnie mają duży dyskomfort w związku z tym, że jest to rejestrowane i można do tego wrócić, bo co się stanie jak np. się przejęzyczę? Nie biorą pod uwagę tego, że każdy z nas jest tylko człowiekiem i ma prawo się przejęzyczyć.  Moim sposobem na motywacją dla współpracowników była decyzja o poprowadzeniu przeze mnie lekcji online. Stwierdziłam, że dając im takie wyzwanie muszę stworzyć wzorzec, który mogą naśladować. Poprowadziłam lekcje tańca online i wykład dla Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Zajęcia online stały się naszym wspólnym wyzwaniem, bo ostatecznie każdy z nas się ich podjął. Mam wrażenie, że w tym ciężkim czasie jeszcze bardziej się ze sobą zjednoczyliśmy.

– W wypowiedzi dla stacji TVN, powiedziała pani, że w trakcie prowadzenia zajęć jest możliwość zadawania pytań. Dlaczego uważa Pani, że  jest to istotne dla uczestników zajęć online?

– Bo relacja między ludźmi polega na dialogu, a nie monologu. Więc jeżeli my jako instruktorzy chcemy kogokolwiek, czegoś nauczyć, musimy ze sobą rozmawiać. Dajemy uczestnikom możliwość wchodzenia z nami w polemikę. Zachęcamy dzieci i młodzież do zadawania pytań bez skrępowania przed oceną innych. Sama jestem „zmorą” wykładowców, bo zawsze mam jakieś pytania. Nawet jeżeli nie zrozumiem jakiegoś słowa, to pytam o jego znaczenie lub sama sprawdzam to słowo w Google. Uważam, że to jest wspaniałe, bo pozwala to na budowanie relacji między uczniem, a nauczycielem. Pokazujemy dzieciom i młodzież, że zadawanie pytań jest tak ważne. Wyrabiamy w nich nawyk pytania, a jednocześnie nauki i rozwoju. W MDK uczymy, czegoś w rodzaju kultury przystosowania się do dorosłego życia.

– Co tak właściwie napędza dyrektorkę MDK, żeby dawać ludziom pozytywną energię do działania i rozwoju?  

– To może dziwnie zabrzmi, ale ja mam w sobie ogromną potrzebę dawania czegoś innym ludziom i to na różnych płaszczyznach. Moje inicjatywy nie kończą się po godzinach standardowej pracy w MDK. Działam w Stowarzyszeniu, tworzę spektakle i konferencje oraz tysiące innych rzeczy, godząc tym samym dwa etaty i życie prywatne. Jeżeli chcemy coś zmienić w naszym społeczeństwie, powinniśmy podjąć inicjatywę. Nie możemy czekać, aż coś się wydarzy, tylko musimy działać. Największym problem wielu ludzi jest to, że skupiają się na narzekaniu jednocześnie nie robiąc nic, co mogłoby spowodować zmianę. Ja uważam się za “działacza”. Zawsze mam rozpisane jakieś plany i projekty na następne miesiące i nie wiem co musiałoby się zdarzyć, żebym ich nie zrealizowała. Często kończy się na tym, że śpię po 3 godziny, przepracowuję się i wykładam własne środki finansowe, na coś co uważam za ważne. Nie czekam, aż inni to zrobią. To co mnie napędza najmocniej to feedback od ludzi. To sytuacje, gdy po mojej konferencji biznesowej Aż i Tylko Kobieta dostaje informacje od uczestnika, że odważył się w końcu zarejestrować swoją pierwszą działalność. Musimy pamiętać, że ograniczenia są tylko w naszych głowach, dlatego uważam, że powinniśmy działać, by dawać innym poczucie, że też mogą.

– Towarzyszy pani jakiś lęk przed wprowadzeniem nowych zajęć, albo, że coś może się nie udać?

– Ja mam takie powiedzenie: “chill – zobaczymy co będzie”, ale w głowie jestem równie przerażona, za każdym razem. Wszystko co robię w moim życiu jest obwarowane takim niepokojem, a może nawet strachem do takiego stopnia, że często nie potrafię zasnąć nawet do 5.00 rano. Często wstaję po kilka razy w nocy, żeby sprawdzić czy na pewno wszystko w mojej prezentacji na kolejny dzień jest ok.  Pogodziłam się z tym strachem i zaakceptowałam go. Nienawidzę konstruktywnej krytyki. W momencie, gdy ktoś mi mówi, że zmieniłby coś w scenariuszu mojego spektaklu, to co? To ja już wtedy uważam, że powinnam wyrzucić cały scenariusz i napisać go od nowa, żeby nikt nie mógł go poprawić. To krytyki boję się najbardziej i tego, że coś mi się nie uda. Z wiekiem jednak nauczyłam się, że nawet jeżeli ktoś powiedział coś co mnie zabolało, to następnego dnia nic się w moim życiu nie zmieniło. Dalej mam cudowną rodzinę, przyjaciół cudowne życie, pracę, którą lubię i pasję. Niemniej jednak ten strach przed opinią ludzi zawsze gdzieś we mnie kiełkuje, zazwyczaj w takich sytuacjach staram się przyjąć krytykę zamieniając ją w żart.

Z Martą Molską rozmawiał Mateusz Zalewski, student dziennikarstwa na UKSW

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here