Owacje dla kompozytora, dyrygenta i orkiestry

1265

Skomponowana przez Tomasza Bielskiego z mistrzowską finezją, sześcioczęściowa suita In Memory of Irena & Gustaw Fibiger przyjęta została entuzjastycznie przez mieszkańców Kalisza. Był to hołd złożony rodzicom Ewy Fibiger-Bielskiej, żony kompozytora oraz jej przodkom, cenionym na świecie producentom fortepianów i pianin, których kaliska fabryka została znacjonalizowana przez komunistów. Aplauz publiczności i podwójne bisy to najlepsza recenzja koncertu  dedykowanego Rodzinie Fibigerów,  bardzo zasłużonej dla Polski.

Koncert w Filharmonii Kaliskiej poprowadził z niezwykłą wirtuozerią wszechstronny artysta i wybitny dyrygent dr hab. Robert Kurdybacha z Akademii Muzycznej we Wrocławiu.

Owacje na stojąco i burzliwe brawa po wykonaniu kolejnych utworów to  powszechna reakcja na prowadzenie koncertów pod batutą pana profesora?

Koncert dedykowany rodzinie Fibigerów był wyjątkowy i nie da się go porównać z żadnym, którym dotychczas dyrygowałem. Suita skomponowana przez Tomasza Bielskiego jest romantyczną i refleksyjną opowieścią o dziejach życia Ireny i  Gustawa Fibigera, ostatniego właściciela fabryki  fortepianów i pianin w Kaliszu. Zaczyna się od ich spotkania, narastającego uczucie,  odmiennych temperamentów. Z każdym taktem zaczyna się dziać coraz więcej,  brzmienie staje się bogatsze i nabiera  intrygującego wigoru. To jest po prostu dobrze zinstrumentowana opowieść.  Jakby ktoś książkę przełożył na zapis instrumentów muzycznych, gdzie kompozytor przywołuje obrazy, oddaje emocje i tworzy napięcie. Jest to niezwykle osobliwe dzieło artysty. Mało kto bowiem, potrafi w tak finezyjny sposób łączyć  ze sobą kilka stylów  muzycznych, które występują w tym utworze. W tej sześcioczęściowej suicie  znajdujemy pewien ślad przeszłości, który przywołuje na myśl muzykę z początku XX wieku. Te ślady prowadzą chociażby do estetyki utworów Mieczysława Karłowicza, jednego z najwybitniejszych polskich kompozytorów. Słyszymy w niej echa muzyki klasycznej i oczywiście jazzu, w różnych fragmentach symfonicznych i kameralnych. Skomponowanie takiego utworu jest naprawdę wielką sztuką i może dokonać tego jedynie wybitny artysta.

Publiczność doceniła artyzm kompozytora, wirtuozerię dyrygenta i kunszt wykonania przez kaliską orkiestrę symfoniczną oraz kwartet jazzowy Tomasza  Bielskiego. Ten sukces to efekt długotrwałych przygotowań?

Przygotowania do koncertu nie trwały długo w Filharmonii Kaliskiej, ale profesjonalizm wykonawców zrobił swoje. Każda próba dawała coraz lepsze efekty.  Na koncercie orkiestra symfoniczna zagrała najlepszą wersję tego co wspólnie przygotowywaliśmy. Aplauz publiczności był niesamowity zarówno podczas pierwszej, jak i drugiej części programu, w której wykonaliśmy standardy jazzowe, zaaranżowane przez Tomasza Bielskiego. Brawa były między poszczególnymi utworami, czego absolutnie nie traktujemy jako faux pas. W przypadku muzyki jazzowej oklaski  w trakcie solówek, czy też w innych miejscach utworu, są  nawet pożądane. To był  z pewnością entuzjastyczny dowód uznania dla artystów. Publiczność wcale nie spieszyła się na przerwę po pierwszej części, a po zakończeniu całego koncertu owacje były na stojąco. Ten aplauz i  podwójne bisy były najlepszą recenzją dla wszystkich wykonawców.

Czuje pan satysfakcję z tego co się wydarzyło w Kaliszu?

Ogromną, bo nawiązaliśmy tu autentyczny kontakt z widownią. Na co dzień zajmuję się przede wszystkim muzyką współczesną, awangardową, którą po każdym występie oceniają profesjonaliści z intelektualną precyzją. Nie przeżywają jej tak spontanicznie, jak robi to publiczność. W kontraście do takich właśnie reakcji, podczas koncertu w Kaliszu, zobaczyłem prawdziwy entuzjazm i to mnie bardzo cieszy.   Współpraca z Tomaszem Bielskim, który od lat związany jest z Filharmonią Narodową, też była wspaniała. To świetny muzyk, który wydobywa z fletu i saksofonu niezwykłe tony i niesamowite brzmienie. Niewiele osób to potrafi. Jak słucha się np. saksofonistów jazzowych, to po zamknięciu oczu trudno odgadnąć, który z nich gra. Każdy ma podobne brzmienie. Z Tomkiem jest zupełnie inaczej. Jego brzmienie się wyróżnia. Jest przepiękne, bo on jest wykształcony klasycznie, gdzie szlifuje się taką umiejętność. Posiada wielkie doświadczenie w muzyce klasycznej, w której piękny dźwięk to podstawa i jemu udało się to przenieść na  muzykę jazzową. To jest fenomenalne, dlatego jego flet brzmi czarodziejsko. Tak samo zresztą jak saksofon altowy.

Recenzja tak znakomitego dyrygenta, kompozytora, aranżera i pedagoga to wyjątkowy prestiż dla artysty. Tomek Bielski ma świadomość, że pan profesor tak go ocenia?

Mówiłem mu to wiele razy, ale on  jest bardzo skromny. Zawsze odpowiada, że mogło być lepiej. Poznaliśmy się w Filharmonii Narodowej w Warszawie, podczas jednego z koncertów, który tam dyrygowałem. Tomek zaproponował mi udział w jego artystycznym projekcie poświęconym rodzinie Fibigerów. Jego koncepcja mnie zainteresowała z wielu powodów.  Suita, którą stworzył jako osobiste przesłanie, łączy bowiem współczesność z muzyką jazzową. Połączenie tych dwóch całkowicie odmiennych światów w jednym utworze  wydaje się bardzo trudne, a jednak tutaj zadziałało idealnie. To efekt doskonałego warsztatu, doświadczenia, umiejętności, wrażliwości muzycznej i emocji, które towarzyszą w tworzeniu takiego utworu. Łączenie odmiennych stylów jest naprawdę trudne. Znam wiele kompozycji, gdzie autorzy utworów klasycznych flirtowali z jazzem, albo jazzowi kompozytorzy próbowali flirtować z muzyką klasyczną i brzmiało to czasami jakby dwa światy zostały na siłę przyszyte do siebie. W suicie Tomka Bielskiego mamy ich finezyjne połączenie. Jedno z drugiego wypływa. Tam jest niesamowita inwencja twórcza i nie chodzi tu nawet o instrumentację, ale w tym utworze wiele się dzieje. Kiedy uczyłem się tych partytur to wchodziłem coraz głębiej i głębiej, w te wszystkie harmonie, linie poboczne, które tam się pojawiają. To była praca na wiele tygodni. Dla dyrygenta ważny jest zapis nutowy, i to, żeby usłyszał w tych nutach muzyczny sens nakreślony przez kompozytora.

Czy ten utwór dedykowany rodzinie Fibigerów ma również charakter uniwersalny ze względu na wartość artystyczną?

Jak najbardziej, nawet jeśli nie wszyscy kojarzą nazwisko Fibiger z pokoleniową fabryką fortepianów. Osoby interesujące się muzyką  z pewnością jednak dobrze znają nazwę Calisia. Ten znacjonalizowany zakład, który produkował fortepiany i pianina był właśnie dziedzictwem i spuścizną zasłużonego rodu. Wartość artystyczną utworu dedykowanego rodzinie Fibigerów  docenią bez wątpienia wszyscy melomani, jeśli tylko kompozytor będzie miał okazję do jego szerokiej prezentacji.  

Dziękuję za rozmowę.

Na zdjęciu od lewej: Robert Kurdybach, Katarzyna Fibiger – Bielska, Tomek Bielski, Ewa Fibiger – Bielska, Andrzej Jonszta (syn siostry Gustawa Fibigera) i na pierwszym planie Tomek Fibiger-Tomicki

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here