Polska motoryzacja na wstecznym biegu

108

Motoryzacja to nowoczesność, dlatego powinna być priorytetem w strategii przemysłowej Polski. Produkcja samochodów, ciągników czy autobusów jest branżą, w której dokonuje się bardzo szybki postęp techniczny. Tu powstają wynalazki, nowe technologie, a także zatrudnione są najtęższe umysły i zespoły naukowo-badawcze. Motoryzacja to wytwarzanie produktów, które potrzebne są praktycznie każdemu.

Kraj taki jak Polska, bez mała 38-milionowy, to ogromny rynek zbytu dla motoryzacji. Tylko w roku 2018 kupiliśmy ponad pół miliona nowych samochodów osobowych i sprowadziliśmy ponad milion używanych. Mamy w Polsce długą i dobrą tradycję produkcji samochodów, ciągników, autobusów. Robiliśmy to przez dziesięciolecia rozwijając jednocześnie branże kooperujące –  zakłady usługowe czy naprawcze.

Gdybyśmy jednak chcieli dokonać bilansu, co w sprawie rozwoju polskiej motoryzacji zrobiono przez ostatnie lata – rozliczenie wypadnie dramatycznie. Od początku obecnej kadencji, a szczególnie od czasu objęcia funkcji przez premiera Mateusza Morawieckiego, głoszona jest teza, że Polska „stała się najpotężniejszym w Europie Środkowej klastrem motoryzacyjnym”. A jednak fakty temu przeczą. W roku 2018 pierwszy raz w historii Rumunia wyprodukowała więcej samochodów niż Polska. W kraju wytworzono 452 tysiące samochodów osobowych i był to najgorszy wynik od 2003 roku.

To Czechy, Słowacja wytwarzają ponad milion samochodów rocznie. Na Węgrzech swoje fabryki zbudowały Audi, Mercedes, BMW. Z pewnością w 2019 roku Węgrzy wyprodukują więcej samochodów niż Polska. Szybko rośnie produkcja samochodów w Rosji, gdzie inwestuje Mercedes i Volkswagen.

Niemieckie koncerny samochodowe wyznaczyły dla nas rolę podwykonawcy części i podzespołów dyktując jednocześnie warunki i ceny, po jakich będą je nabywać. Rządzący zdobyli się na gest, który choć myśleli , że pozwoli zachować im twarz, tylko ich pogrążył – wydali ponad 40 milionów złotych na udział w wyścigach Formuły 1 Roberta Kubicy, w zespole, który niezmiennie zajmuje ostatnie miejsce.

Efektem szumnie zapowiadanej produkcji polskiego samochodu elektrycznego są personalne roszady w powołanej do tego spółce, której udziałowcami są koncerny energetyczne. Co gorsza, firma Ursus która wygrała najważniejsze przetargi, zarówno na elektryczny samochód dostawczy, jak i autobusy elektryczne jest konsekwentnie niszczona, sekowana przez urzędników państwowych i banki… podobno polskie. Minister rolnictwa potrafił publicznie powiedzieć – „Z Ursusa został znaczek i szyld” – oto „fachowiec w sosie własnym”.

Ursus, firma z wielką tradycją, jedyna prawdziwie polska marka w motoryzacji, której miejsce na polskim i międzynarodowych rynkach próbował odbudować nowy właściciel stoi na skraju upadku. Jednocześnie rząd, a formalnie Polski Fundusz Rozwoju dofinansowuje kwotą ponad 300 milionów złotych hiszpańską spółkę, konkurenta Ursusa. Upadek Ursusa będzie miał poważne konsekwencje dla posiadaczy traktorów tej marki (a jest ich kilkaset tysięcy), gdyż może zabraknąć części zamiennych i podzespołów. Polski rynek traktorów przejmą w całości zagraniczne firmy.

Od 2004 roku sprowadziliśmy ponad 13,3 miliona samochodów używanych, kupiliśmy 5,5 miliona samochodów nowych. Tylko w roku 2018 sprowadziliśmy  ponad milion samochodów używanych, głównie ponad 10-letnich diesli. Z wydatkami na benzynę kosztowało nas to prawie tyle, co roczne wypłaty na 500 plus. Zamiast nowoczesności w polskich warsztatach naprawia się starzyznę. Trujemy powietrze, bo samochody z importu nie mają sprawnych katalizatorów. Polak Polaka próbuje oszukać reklamując, że sprowadzony złom to znakomita okazja.

Dodatkowy problem to fakt, że Polska zniosła obowiązek wykonywania badań diagnostycznych pojazdów z importu, co oczywiście było w interesie zachodnich producentów. Zlikwidowano opłatę za złomowanie pojazdu, którą producenci samochodów w UE płacą jako podatek.

Sejm obecnej kadencji wstrzymał prace nad ustawą o karaniu za nielegalne zaniżanie przebiegu auta (tzw. podkręcanie licznika). Polska nie podpisała fragmentu dyrektywy Unii Europejskiej, która nakazywała firmie Volkswagen wypłatę odszkodowań za oszustwa wynikające z niesprawności montowanych katalizatorów, co skutkuje tym, że polscy użytkownicy samochodów produkowanych przez ten koncern bądź z nim współpracujące nie mogą domagać się odszkodowania. Na koniec dodajmy, że od 2004 roku (wbrew ustawie) nie dokonano waloryzacji badań diagnostycznych na stacjach kontroli pojazdów co powoduje, że by przetrwać wobec wzrostu kosztów, diagności często przymykają oko na usterki samochodów dopuszczając je do ruchu. Przytoczone tu fakty dowodzą szczególnej pozycji i miejsca niemieckich koncernów samochodowych na polskim rynku oraz siły i skuteczności ich lobbystów i „przyjaciół królika”.

Szkoda, że polskie rządy: obecny i poprzednie nigdy nie zdecydowały się na wysiłek stworzenia własnego, nowoczesnego przemysłu motoryzacyjnego zadowalając się rolą podwykonawcy dla zagranicznych koncernów. Nie ma również czytelnego mechanizmu wsparcia dla polskich konstruktorów i firm, które próbują zbudować własny model pojazdu.

Dlatego środowisko polskich przedsiębiorców odpowiedzialnie i z troską obserwujące działania polityków powinno nie tylko rozliczyć ich z niespełnionych obietnic, ale wpisać do swojego programu, że polski przemysł motoryzacyjny, polska marka samochodu, autobusu i innych pojazdów powstanie w najbliższych latach – to jest nasz priorytet. A naszą robotę zacznijmy od wsparcia, od obrony Ursusa.

Dariusz Maciej Grabowski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here