Polskę zawsze mam w sercu

459

Wielowiekowa historia i kultura jednoczy Polaków mieszkających w Trokach na Litwie. Tworzą  odrębną społeczność, która w swojej „małej Ojczyźnie” pielęgnuje  narodowe tradycje za wschodnią granicą. Mają polskie szkoły, przedszkola, ośrodki kultury i miejsca kultu. Utrzymują też silną więź w rodakami w kraju. Polacy stanowią jedną trzecią mieszkańców Ziemi Trockiej, krainy  malowniczych pejzaży i licznych jezior, bogatej w historyczne wydarzenia i mity. Maria Pucz wiceburmistrz rejonu trockiego, pełni od kilku miesięcy również obowiązki mera miasta Troki.  

Większość mieszkańców rejonu trockiego to Litwini, a jednak samorządem kieruje Polka. Zdarzyło się to już wcześniej?

Od niedawna pełnię rzeczywiście obie te funkcje, ale tak będzie tylko do najbliższych wyborów. Stanowimy w tym rejonie ok. 30 lokalnej społeczności, w której mieszka 34 tys. mieszkańców. Najwięcej w Landwarowie, a w Trokach prawie 6 tysięcy.  Marem samorządu rejonu trockiego była Edita Rudelienė, która weszła na początku maja tego roku do litewskiego Sejmu w miejsce zmarłego posła. Rada Miasta powierzyła mi wówczas funkcję mera, ponieważ byłam zastępcą Edity Rudelienė. Mam już 7 letnie doświadczenie na tym stanowisku, bo zastępcą mera w samorządzie rejonu trockiego jestem od sierpnia 2014 roku. Wybory samorządowe mamy za półtora roku, ale burmistrza Trok będziemy wybierać wcześniej. Centralna Komisja Wyborcza zapowiedziała, że 10 października br. odbędą się bezpośrednie wybory na mera Trok.

Będzie pani w tych wyborach startowała?

Nie pozwalają mi na to względy zdrowotne. Przeszłam chorobę nowotworową. Jestem po 5 bardzo poważnych operacjach w 2019 roku. Przeszłam też COVID-19 w listopadzie ubiegłego roku, dlatego najwyższy czas na regenerację zdrowia. Wiele osób usiłowało mnie odwieźć od tego zamiaru i to zarówno Litwini, jak i Polacy, ale ja już postanowiłam odpocząć. Moje życie do tej pory zawsze było bardzo aktywne. Angażowałam się od lat w różne działania społeczne, a do tego dochodziła jeszcze praca zawodowa.

Czym się pani wcześniej zajmowała?

Jako absolwentka Wileńskiej Wyższej Szkoły Pedagogicznej, pracowałam najpierw jako wychowawca w przedszkolu „Obelėlė” w Trokach, a potem przez 20 lat byłam dyrektorem żłóbka – przedszkola w Starych Trokach. W międzyczasie w 2005 r. ukończyłam jeszcze Uniwersytet Michała Romera, żeby pracować w administracji publicznej. Byłam też sekretarzem i doradcą jednego z posłów na Sejm. Zawsze miałam wiele różnych obowiązków. Do tego dochodziła jeszcze aktywność w Akcji Wyborczej Polaków na Litwie – Związku Chrześcijańskich Rodzin, w którą wciągnął mnie wieloletni wicemer Trok, dr nauk przyrodniczych Henryk Jankowski. Jesteśmy od lat zaprzyjaźnieni i ogromnie podziwiam jego zainteresowanie grzybami, które mają działanie terapeutyczne dla osób z chorobami nowotworowymi. Wspomagają tradycyjne leczenie. Mnie też to bardzo pomogło, dlatego dobrze się czuję pomimo moich, niezwykle poważnych onkologicznych przejść.

Wygląda pani na okaz zdrowia. Nigdy bym nie przypuszczała, że była pani tak poważnie chora.

To naprawdę w dużej mierze jest zasługa dr Jankowskiego, który zajmuje się niezwykłymi właściwościami sromotnika bezwstydnego i innych grzybów od 20 lat. Przygotował mi miksturę, którą przyjmowałam przez wiele miesięcy lecząc się jednocześnie onkologicznie. Po operacjach byłam tak słaba, ze nie mogłam wejść na schody, a potem odzyskałam energię i rzeczywiście wiele osób zaskakuję informacją o przebytej chorobie. Cały czas jestem oczywiście pod kontrolą lekarzy, ale wyniki mam dobre.  Jestem optymistką i nie tracę wiary w pomyślne rozwiązania. Takie podejście bardzo pomaga w życiu. Udziela się też mojej rodzinie, zarówno mężowi, jak i dzieciom i wnukowi.

Wszyscy mówią po polsku?

Oczywiście. Każdy z nas skończył tu polską szkołę, zarówno ja, jak i mój mąż, a potem moja córka i zięć. Córka na maturze wybrała sobie jako przedmiot dodatkowy egzamin z polskiego.  Teraz pracują razem z mężem w polsko-litewsko – łotewskiej spółce i  wykorzystują w działaniach biznesowych doskonałą znajomość języka polskiego w mowie i w piśmie. Wnuczek uczęszcza też do polskiej szkoły podstawowej im. A. Stelmachowskiego w Starych Trokach, mimo, że jest oddalona aż  o 20 km.  Ja też  się uczyłam w tej szkole, a potem moja córka. Mieszkamy na Litwie, ale wszyscy w naszej rodzinie utożsamiamy się bardzo z polską kulturą i tradycją i utrzymujemy silne więzi z rodakami w Polsce. Moje nazwisko rodowe Łaurukaitis jest litewskie, a z dokumentów archiwalnych wynika, że moi przodkowie mieszkali  na tych terenach już od XVII wieku. Od kiedy sięgam pamięcią to  wszyscy mówili po polsku. Rodzice mieszkali na wsi, mieli gospodarstwo rolne. Teraz zajmuje się tym mój brat, bo ja razem z rodziną mieszkam w Starych Trokach. Wychowałam się na wsi, ale wybrałam karierę urzędniczą. Nazwisko Pucz, mam już po mężu, który też jest Polakiem.

Ile polskich szkół jest w rejonie trockim?

W rejonie trockim mamy 3 gimnazja nauczające w języku polskim i jedną szkołę podstawową. Przy gimnazjach mamy też grupy przedszkolne. Gimnazja  kształcą młode pokolenie w duchu poszanowania historii i tradycji narodowych. Przygotowują młodzież do podjęcia dalszej nauki na studiach wyższych lub wyposażają ich w umiejętności przydatne w życiu dorosłym. To są szkoły uczące kreatywności, nowoczesne, otwarte na ciekawe pomysły i sugestie, aby sprostać oczekiwaniom uczniów i ich rodziców. Gimnazja dysponują nowoczesnymi pracowniami, gabinetami komputerowymi. Są w nich biblioteki, czytelnie, gabinety doradztwa zawodowego, sale sportowe. W samorządzie rejonu trockiego dbamy o wszystkie szkoły i inwestosujemy w ich rozwój. W Landwarowie w litewskiej szkole budujemy obiekt sportowy za milion euro ze środków samorządowych, rozbudowujemy też jedno z gimnazjów w Trokach, gdzie uczy się polska młodzież. Budujemy bardzo dużą halę sportową, żeby można było tam organizować zawody sportowe m.in. w siatkówkę i koszykówkę.

Samorząd korzysta też ze środków unijnych?

Sięgamy też po środki unijne, ale to są raczej drobne dotacje, bo na duże pieniądze z Unii Europejskiej mogą liczyć znacznie większe miejscowości od naszych. W Landwarowie gdzie mieszka 14 tys. mieszkańców pięknie zagospodarowaliśmy park z miejscami do rekreacji i fontannami. W Trokach nie możemy realizować większych inwestycji bo na tym terenie utworzono  przed 30 laty Trocki Historyczny Park Narodowy i stąd wynikają różne ograniczenia. Wspólne projekty wykonujemy natomiast z  miastami partnerskimi w ramach europejskiego programu INTERREG Litwa-Polska, które dotyczą  zazwyczaj oświaty lub ochrony środowiska. Bardzo dobre projekty mieliśmy m.in. z Gminą Giżycko. Ze środków przyznanych w ramach tego programu wyremontowaliśmy Szkołą Sztuk Pięknych w Trokach, Dom Kultury, zagospodarowaliśmy też brzeg jeziora Galwe  w sąsiedztwie XIV-wiecznego zamku księcia Witolda,  wzniesionego na niewielkiej wyspie. Zamek jest największą atrakcją w Trokach. Nazywany jest małym Malborkiem.  Przed pandemią odwiedzało go rocznie ponad 400 tys. turystów.

Jakie są wpływy z tego tytułu do budżetu samorządu rejonu trockigo?

Żadne, bo jest to dziedzictwo kultury narodowej i my nie mamy  z tego nawet centa. Prosiliśmy Ministerstwo Kultury, żeby chociaż minimalna kwota od ceny biletów kierowana była do naszego samorządu, ale nie otrzymaliśmy zgody. Jest to trochę niesprawiedliwe, bo my ponosimy koszty związane z utrzymaniem terenu wokół cennego zabytku, sprzątaniem, wywozem odpadów, oświetleniem i innymi usługami. Nie tracimy jednak nadziei, że w końcu uda nam się  wyegzekwować jakąś kwotę na ten cel z budżetu państwa. Ambitnych planów  jako samorząd rejonu trockiego mamy wiele i moi następcy na pewno je wszystkie z czasem zrealizują. Jeśli zdrowie mi pozwoli, to wspólnie z naszą polską społecznością będziemy ich wspierać w tych wszystkich działaniach, bo razem można zrobić dużo więcej. Z Litwy nigdy nie wyjadę, ale Polskę zawsze mam w sercu.

Z Marią Pucz, merem Trok rozmawiała Jolanta Czudak

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here