Polski Ład dobry dla firm rodzimych czy zagranicznych?

307

Rząd wzmacnia uprzywilejowanie kapitału zagranicznego. Najbardziej widocznym i cynicznym potwierdzeniem tej tezy jest fakt reklamowania przez premiera Morawieckiego podatku od firm zagranicznych. Ma on przynieść budżetowi około 2 miliardy złotych. Zestawmy tę liczbę z oficjalnie transferowanymi zagranicę dochodami wynoszącymi ponad 130 miliardów w 2020 roku. Ponieważ dochody obywateli wynikające ze zmiany polityki podatkowej mają wzrosnąć o ponad 16 miliardów złotych to znaczna ich część zostanie przechwycona właśnie przez kapitał zagraniczny –  importerów bądź sektor handlowy.

A przecież pamiętamy, że dochody zagranicznych sieci handlowych rosły i rosną pomimo kryzysu, a ich tempo wzrostu przyspieszy chociażby z powodu wysokiej inflacji. Na zapłacenie założonych 2 miliardów złotych podatku zagraniczne sieci handlowe… zarobią z naddatkiem. Rząd powinien zadbać o inwestycje modernizacyjne i rozwojowe w sektorze polskich przedsiębiorstw. Drogą do tego powinny być ulgi i zwolnienia podatkowe, dostępny i tani kredyt.

Priorytet dla inwestycji infrastrukturalnych z budżetu czy z funduszy prywatnych?

Rząd z głośnym „propagandowym przytupem” zachwala wielkie inwestycje infrastrukturalne jak: CPK, przekop Mierzei Wiślanej, budowę połączeń kolejowych, drogowych.

Tymczasem infrastruktura jest kosztowna, a spłata poniesionych nakładów w postaci oszczędności dla korzystających z dróg i autostrad (krótszy czas przejazdu, niższy koszt paliwa) bardzo długa. Intensywność wykorzystania infrastruktury zależy od poziomu rozwoju gospodarczego. Konieczny jest popyt  ze strony otoczenia gospodarczego, handlu czy przemysłu. Jednocześnie koszt  utrzymania infrastruktury obciąży wszystkich podatników. Ona sama tylko częściowo przyczynia się do zwiększania wpływów podatkowych, a zatem inwestowanie w nią oznacza utratę potencjalnych dochodów podatkowych.

Ponieważ kontrakty na duże inwestycje infrastrukturalne wymagają gwarancji bankowych (tak stanowi polskie prawo uprzywilejowując kapitał zagraniczny), to do przetargów staną obce firmy i rozdzielą je między siebie. Pracę zlecą polskim podwykonawcom. Przykłady z przeszłości dowodzą, że zarobią najwięcej obcokrajowcy, a polskie firmy obejdą się smakiem.

Dlaczego tak się dzieje? Polskie firmy cierpią na brak kapitału, taniego kredytu, całościowego programu ulg i zwolnień podatkowych z tytułu inwestycji. Na dodatek rozbudowany system wsparcia finansowego i zwolnień podatkowych otrzymują firmy zagraniczne. Przykładem niech będą indywidualne zwolnienia podatkowe dla firm zagranicznych na kwotę ponad 20 miliardów złotych w 2020 roku oraz zwolnienia z opodatkowania i zgoda na transfer zagranicę dochodów pracowników tych firm działających w tzw. strefach ekonomicznych. 

Polski Ład a kwota wolna od podatku

Od lat 90-tych, gdy byłem doradcą premiera Jana Olszewskiego głosiłem tezę o wysokiej kwocie wolnej od opodatkowania jako instrumencie motywowania Polaków do pracy, stawiania gospodarki na nogi. Dlatego akceptuję pomysł 30 tysięcy złotych wolnych od opodatkowania. Osobiście uważam, że kwota ta powinna być większa i odpowiadać 12-krotności średniego wynagrodzenia miesięcznego. Sądzę jednak, że tej decyzji powinny towarzyszyć rozwiązania podatkowe i kredytowe wspierające inwestycje polskich pracodawców, szczególnie małych i średnich przedsiębiorców. Tymczasem jest przeciwnie. Wzrost kwoty wolnej i inne rozwiązania podatkowe rząd powiązał z dodatkowymi obciążeniami nałożonymi na samozatrudnionych, polskich małych i średnich przedsiębiorców, czyli niemal wszystkich, którzy aspirują do grona „polskiej klasy średniej”.

Wyższa kwota wolna od podatku powinna skutkować wzrostem dochodów najuboższych oraz obniżką kosztów w polskich przedsiębiorstwach, czyli poprawą ich konkurencyjności. Tak niestety nie będzie, co gorsza, konkurencyjność polskich firm pogorszy się.

Kwota wolna od podatku to dziś gest polityczny adresowany do emerytów i najniżej zarabiających. Przy rosnącej inflacji oznaczać będzie, że monopoliści, sieci handlowe, banki czy zarządcy nieruchomości bezwzględnie wykorzystają okazje, by przechwycić dodatkowe pieniądze… podnosząc ceny swoich towarów i usług. Stanie się to tym łatwiejsze, że nietrudno wyliczyć ile dodatkowych pieniędzy trafi na rynek. Już dziś możemy powiedzieć, że inflacja „zjadła” trzynastą emeryturę i podwyżkę płacy minimalnej z 2800 na 3010 zł brutto. A przecież to miały być prezenty od rządu na przyszły rok. W roku 2022 emeryci i pracownicy o niskich dochodach staną się obiektem bezwzględnej „przemocy cenowej”, w czym swój udział będzie miał rząd podnosząc akcyzę na papierosy, alkohol, inne używki oraz cenę energii, wody i paliwa. Dwucyfrowa inflacja w ciągu 2-3 lat unicestwi pozytywny efekt wzrostu dochodów najniżej zarabiających. Ich realne dochody spadną.  

Dr Dariusz Maciej Grabowski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here