Rynek robotyki chirurgicznej w Polsce

374

Robot chirurgiczny da Vinci, opracowany ponad dwie dekady temu przez amerykańską firmę Intuitive Surgical, jest w tej chwili najbardziej rozpowszechnionym urządzeniem tego typu na świecie. W Stanach Zjednoczonych operacje w jego asyście są już standardem – tą metodą wykonuje się ponad 90 proc. zabiegów prostatektomii stosowanej w leczeniu raka prostaty. Roboty da Vinci najczęściej wykorzystuje się właśnie w urologii i ginekologii (np. w leczeniu operacyjnym endometriozy), choć lista zastosowań jest dużo dłuższa. W jego asyście można przeprowadzić ponad 170 różnych zabiegów, m.in. z zakresu onkologii, kardiochirurgii (zakładanie bypassów po zawale), transplantologii (pobieranie narządów do przeszczepu) czy chirurgii naczyniowej.

– W Polsce tego typu operacje są wykonywane już od kilku lat i jest ich coraz więcej. W naszym ośrodku stanowią one znakomitą większość. Brakuje natomiast powszechnej refundacji w ramach NFZ-u, dlatego tego typu zabiegi są jak na razie wykonywane prywatnie lub w ramach ograniczonych grantów naukowych – mówi dr Stefan W. Czarniecki, z należącego do Grupy LUX MED Szpitala św. Elżbiety, placówki, która od kilku lat wykorzystuje roboty da Vinci w operacyjnym leczeniu raka prostaty.

Robot da Vinci pozwala przeprowadzać bardzo precyzyjne, a przy tym mało inwazyjne zabiegi. Jego ramiona są wyposażone w narzędzia chirurgiczne, kamerę endoskopową i mają funkcję sztucznego nadgarstka, imitującą ruchy ludzkiej ręki. Chirurg kieruje urządzeniem za pomocą konsoli i ma bieżący podgląd operowanych tkanek nawet w 15-krotnym powiększeniu, w rozdzielczości HD, a nawet w trójwymiarze. Maszyna przesyła mu też informacje o sile nacisku czy oporu operowanych tkanek.

– Likwiduje też drżenia rąk, które mogłyby wystąpić podczas klasycznej operacji, i pozwala na dokładniejsze wycięcie chorej tkanki w całości – podkreśla dr Stefan W. Czarniecki. Chirurg w trakcie operacji nie stoi bezpośrednio nad stołem, ale siedzi za konsolą operacyjną. Dzięki temu jest mniej zmęczony, bardziej skoncentrowany i nawet kilkugodzinne operacje nie są dla niego fizycznym obciążeniem. Równie ważne są jednak korzyści po stronie pacjentów. Nacięcia wykonywane przez da Vinci są mniejsze i bardziej precyzyjne, co za tym idzie – mniejszy jest też uraz tkanek i ubytek krwi.

Jak pokazuje raport „Rynek robotyki chirurgicznej w Polsce 2021”, opracowany przez PMR i Upper Finance, polskie szpitale i autoryzowane ośrodki medyczne w czerwcu br. miały 15 tego typu urządzeń, a na jednego robota przypadało ok. 2,5 mln pacjentów. W I kwartale br. placówki zrealizowały w asyście da Vinci łącznie 415 zabiegów, czyli o 57 proc. więcej niż rok wcześniej. Pozytywny jest fakt, że z kwartału na kwartał rośnie nie tylko liczba operacji, ale i robotów. Raport wskazuje, że w kraju o wielkości Polski do dyspozycji pacjentów i lekarzy powinno być 40–50 takich urządzeń. Eksperci spodziewają się, że osiągniemy ten poziom do końca 2026 roku.

Na całym świecie dotąd zainstalowano już ponad 6,1 tys. robotów chirurgicznych da Vinci w 67 krajach, a z użyciem tego systemu wykonano ponad 8,5 mln operacji, z czego 1,25 mln tylko w ubiegłym roku. Co 25 sekund gdzieś na świecie odbywa się zabieg z wykorzystaniem robota da Vinci. Najwięcej przypada ich na Stany Zjednoczone, gdzie działa już prawie 3,8 tys. tego typu urządzeń, jedno na ok. 89 tys. pacjentów. Z kolei w skali całej Europy jest nieco ponad 1,1 tys. robotów chirurgicznych. Ochrona patentowa wielu technologii producenta robota da Vinci jednak już minęła i od prawie dwóch lat co kilka miesięcy pojawiają się kolejne, całkowicie nowe roboty medyczne. Większa konkurencja przynosi same korzyści dla pacjentów, ale też ma korzystny wpływ na ceny tej technologii.

Więcej na newseria.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here