Selol – to dla mnie było i jest TO

390

Zdiagnozowanie glejaka może wywołać przerażenie. Nie tylko u pacjenta, ale też u jego najbliższych. Dla czynnego zawodowo architekta w średnim wieku, ojca czwórki dzieci przekazana przez lekarzy wiadomość zabrzmiała jak wyrok. Głęboko umiejscowiony guz w lewym płacie skroniowym przy hipokampie praktycznie nie nadawał się do leczenia gwarantującego osiągnięcie pozytywnych rezultatów.

W poszukiwaniu ratunku po wielu próbach szukania różnych konwencjonalnych  i niekonwencjonalnych metod leczenia, Jan Kempa rozpoczął terapię Selolem, który bierze  nieprzerwanie od ponad 20 lat. Preparat  w latach 90-tych minionego wieku odkrył prof. Piotr Suchocki z Zakładu Bioanalizy i Analizy Leków Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Uczony prowadzi nad nim badania naukowe  do tej pory.    

Jak pan zareagował na tę diagnozę o glejaku?

Myślę, że tak jak większość osób z taka diagnozą. Przestraszyłem się, ale postanowiłem walczyć z chorobą, Mam czwórkę dzieci, które 20 lat temu wymagały jeszcze mojego wsparcia i nie dopuszczałem do siebie myśli, że je osierocę. To dawało mi siłę, chociaż nie było łatwo. Bardzo źle się czułem, miałem kłopoty z widzeniem, zaburzeniem mowy, bolała mnie bardzo głowa. Do tego dochodziły jeszcze inne dolegliwości.  Postanowiłem, że nie położę się do łóżka. To byłby koniec, a ja musiałem i chciałem żyć.  Miałem dopiero 46 lat więc szukałem również różnych niekonwencjonalnych metod i sposobów, aby nie poddać się chorobie, która w zasadzie kwalifikowała się jedynie do leczenia operacyjnego, a  ja nie chciałem, aby bez gwarancji uzyskania pozytywnych efektów grzebano mi w głowie.

Dlaczego?

Miałem różne konsultacje medyczne w kraju i za granicą u znanych profesorów, ale od żadnego z nich nie usłyszałem, że mogą mi pomóc bez ryzyka. Jeden  powiedział mi wprost, że może mi obciąć czerep, wyciągnąć mózg, wszystko wygrzebać ze środka i zaszyć, ale mogę po tych działaniach nie móc mówić, mogę stracić wzrok, może  mnie będzie „trzęsło”,    a może nie wstanę ze stołu operacyjnego.  Nie będę cytował, co mu wtedy powiedziałem, ale przyjął to z całkowitym zrozumieniem. Wszystkim tym lekarzom, którzy poświęcili mi swój cenny czas z całego serca dziękuję, gdyż uświadomili mi, niektórzy mówiąc to wprost, że to jest moja głowa, moje życie, i że jeżeli nie ma gwarancji skuteczności proponowanych działań, to ja sam muszę podjąć decyzję co dalej.

Leczenie glejaka rozpoczął pan od Selolu?

Przed przypadkowym zdiagnozowaniem glejaka miewałem bardzo silne bóle głowy i wiosną 2000 roku trafiłem do szpitala w Warszawie. Po tygodniu wypisano mnie praktycznie bez dania  jakiejkolwiek nadziei i  nawet nie objęto jakimkolwiek programem. Zalecenie polegało na daniu wskazówki, abym teraz sam się uporał z przypadłością sugerując przeprowadzenie  wykonania biopsji stereotaktycznej w celu rozpoznania histopatologicznego, potwierdzającego postawioną wcześniej diagnozę. Tę biopsję wykonano w ramach NFZ w Wojskowym Szpitalu Klinicznym w Bydgoszczy u prof. Marka Harata, który potwierdził, że mam glejaka (Astrocytoma fibrillare WHO grade II) o wymiarach 32x17x12 mm w lewym płacie skroniowym. To było dla mnie wyjątkowe i stresujące badanie, ale przetrwałem je dzięki olbrzymiej życzliwości i profesjonalizmowi personelu, za co chylę czoła całemu zespołowi lekarskiemu. Na zaproponowane metody leczenia i wykonania zabiegów brachyterapii w sąsiednim szpitalu jednak nie wyraziłem zgody.

Po jakie metody pan sięgał po takim werdykcie?

Rozpocząłem poszukiwania różnych innych metod konwencjonalnych terapii, jak np. przy pomocy akceleratora liniowego Linac 2300 CD wówczas nowo zainstalowanego w Centrum Onkologii, gamma knife, czy też różnych metod klasycznej chirurgii (Bródno, Berlin, Bruksela). Żadna z tych metod nie gwarantowała sukcesu, a mogła doprowadzić do pogorszenia mojego stanu zdrowia. Korzystałem też wówczas z porad homeopatów, bioenergoterapeutów i różnych „uzdrowicieli”. Pojawiły się nawet  jakieś czary mary, ale w większości poza nielicznymi działaniami niektórych osób, oddziaływujących pozytywnie na moją osłabioną wówczas psychikę, były to działania pozorne. Chwytałem się wszystkiego, dopóki nie natknąłem się na Selol. Nie pamiętał kto mi o tym powiedział, ale  to był jakiś cud, że taka informacja do mnie dotarła. Zawsze wierzyłem w opiekę Opatrzności  i moich przodków. Szybko skontaktowałem się z prof. Piotrem Suchockim, odkrywcą tego preparatu, który wyjaśnił  mi dokładnie czym jest Selol, jakie ma właściwości i jak działa. Postanowiłem spróbować i szybko pojawiły się efekty. Glejak, który praktycznie w ciągu roku powinien mnie „wykończyć” nie uczynił tego. Guz nie przyrastał, nie stwierdzono też przerzutów. Selol przyjmuję nieprzerwanie od ponad 20 lat i jestem przekonany, że zawdzięczam mu życie.

Skąd to przekonanie, że to zasługa Selolu?

Od kiedy zacząłem go brać moje życie się odmieniło. Ustąpiły zawroty głowy, zaburzenia widzenia i inne przykre dolegliwości, jak np. asymetryczne wykrzywienie ust, kłopoty z wymową. Guz przestał rosnąć, być może został „osłabiony” podczas biopsji, ale myślę, że trwałe efekty przyniosło  regularne przyjmowanie określonych dawek Selolu. Na początku dość często robiłem rezonans magnetyczny, żeby kontrolować stan guza, ale z czasem czyniłem to coraz rzadziej, bo  nie było takiej potrzeby. Wróciłem do aktywności zawodowej i odzyskałem radość życia. Do dzisiaj funkcjonuję w miarę normalnie. Od czasu do czasu wykonuję badania krwi, aby określić poziom selenu w organizmie. Normę wg ustaleń berlińskiego (w kraju tych badań się nie wykonuje) laboratorium mam kilkakrotnie przekroczoną, co przy zażywaniu „aptecznego” selenu było by najprawdopodobniej wysoko toksyczne, a tu przy stosowaniu Selolu takiego zagrożenia nie ma.

Nie mogę zrozumieć dlaczego środek o takiej skuteczności nie tylko w chorobach onkologicznych, ale także jak słyszę m.in. w walce z Covidem, nie może  pokonać bariery rejestracyjnej. Prowadzone od lat badania  potwierdzają  właściwości Selolu, a mimo to prof. Piotr Suchocki nie może się przebić z tym preparatem, żeby dokonać jego rejestracji, choćby nawet na początek jako supelementu diety. Odnoszę wrażenie, że może jest celowo blokowany przez konkurencję, której zagraża ze względu na swoją  skuteczność.  Czy dlatego zderza się z odmową finansowego wsparcia na dokończenie procesu rejestracyjnego?  Gdybym dysponował odpowiednim kapitałem bez wahania zainwestowałbym duże pieniądze w to przedsięwzięcie. Selol na pewno kiedyś się przebije, ale do tego czasu umrze jeszcze wiele osób, którym mógłby uratować życie czego jestem „chodzącym” dowodem.

Jak reagowali lekarze na zahamowanie  u pana rozwoju glejaka?

Do lekarzy neurologów chodziłem raczej sporadyczne. Poza tym  często się  zmieniali i tłumaczenie im od początku historii choroby nie miało większego sensu, gdyż tak naprawdę niewielu było takich, którzy chcieli jej wysłuchiwać.. Praktycznie nikt nie słyszał o Selolu,  a jak im o tym mówiłem, to przyjmowali te informacje z niedowierzaniem. Częstokroć podważali diagnozę o glejaku twierdząc, że jest niemożliwym, abym z nim żył tak długo. Wręcz spotkałem się z takim komentarzem, że mój przypadek jeżeli prawdziwą jest diagnoza można wyłącznie rozpatrywać w kategorii cudu. Ja też tak twierdzę. To cud, że trafiłem do prof. Piotra Suchockiego i że dzięki Selolowi, który regularnie przyjmuję ciągle żyję.

Kiedyś lekarz rodzinny patrzył na pacjenta kompleksowo, dzisiaj jest podział na specjalistów i każdy zajmuje się tylko swoja działką. Znacznie bardziej interesowali się Selolem moi bliscy i znajomi, którzy zaczęli korzystać z tego preparatu również przy schorzeniach nowotworowych. Niektórzy decydowali się na kurację wspomagającą Selolem niestety, bardzo późno i niektórych już wśród nas nie ma, ale są  osoby, które wcześniej zaczęły terapię i do dzisiaj z niej korzystają i mają się zupełnie nieźle. Myślę, że takich osób jest wiele i może warto by przeprowadzić szersze badania, aby potwierdzić skuteczność oddziaływania Selolu. Być może będzie to impuls dla tych, od których zależy dalszy los Selolu, opatentowanego, polskiego preparatu, który pomimo swoich niekwestionowanych, potwierdzonych naukowo właściwości nie może przebić się przez biurokratyczne (czy aby tylko?) bariery.

Rozmawiała Jolanta Czudak

 Ramka

Selol jest mieszaniną półsyntetycznych związków (seleninotriglicerydów), będących połączeniem triglicerydów z selenem, pozyskiwanych poprzez chemiczną modyfikację oleju słonecznikowego za pomocą kwasu selenowego(IV). Seleninotriglicerydy otrzymywane na bazie  naturalnych olejów roślinnych, zawierają selen na czwartym stopniu utlenienia i wykazują kilkadziesiąt razy mniejszą toksyczność w porównaniu z seleninem sodowym, który jest dostępny w aptekach w postaci tabletek i stosowany w lecznictwie. Ta różnica w toksyczności, potwierdzona wynikami badań, oznacza że seleninotriglicerydy można stosować przy wspomaganiu leczenia chorób, w tym onkologicznych, podając wielokrotnie wyższe dawki ludziom i zwierzętom, niż jest to możliwe w przypadku seleninu sodowego. W przeciwieństwie do Selolu, selenin sodowy ze względu na minimalne dawki, które mogą być bezpiecznie aplikowane choremu jest bezskuteczny w likwidowaniu zaawansowanych nowotworów.  Taką rolę pełni natomiast Selol, który skutecznie wspomaga chemioterapię, ale od lat nie można pokonać bariery związanej z jego rejestracją. 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here