Siłownie wiatrowe – rodzinny biznes na pokolenia

456

Budowa elektrowni wiatrowych w modelu obywatelskim doskonale sprawdziła się u naszych zachodnich sąsiadów. W Polsce ten biznes wystartował przed dekadą, ale nie upowszechnił się z powodu barier prawnych i finansowych. Największą przeszkodą w budowie lądowych siłowni wiatrowych są ograniczenia lokalizacyjne, brak dostępu do kredytów bankowych i systemu wsparcia dla takich przedsięwzięć. Liberalizacja przepisów i reguły 10H, zakazującej budowy wiatraków w określonej odległości m.in. od zabudowań,  uwolniłaby potencjał rozwojowy zablokowanego sektora. Tak ocenia Tomasz Wiśniewski, wiceprezes spółki Pracownia Finansowa, znanej  w kraju  z budowy elektrowni wiatrowych.

– Na czy polega  model obywatelski w energetyce wiatrowej?

Na wspólnym finansowaniu siłowni wiatrowej przez drobnych udziałowców. Kilku inwestorów składa się kapitałowo na budowę jednego lub kilku wiatraków. Jest to model crown- fundingowy, czyli finansowania grupowego. Zaczerpnięty został z zachodu, gdzie od dawna funkcjonuje i bardzo dobrze się sprawdza w praktyce. W Polsce zaczęliśmy go stosować w 2011 roku, na dwa lata przed powstaniem spółki Pracownia Finansowa, znanej w kraju z budowy elektrowni wiatrowych. Niestety, działania rządu w ostatnich latach ten biznes wstrzymały i przestał się rozwijać.

– Poluzowanie  wprowadzonej w 2016 roku reguły 10H zmieniłoby tę sytuację?

Cała branża o to mocno zabiega, ale jak dotąd nic się nie zmieniło. Zniesienie kryterium odległościowego 10H i powrót do możliwości lokowania farm wiatrowych na podstawie rzetelnie przeprowadzonej oceny oddziaływania inwestycji na środowisko wymaga nowelizacji ustawy. Rezygnacja z istniejących ograniczeń ożywiłoby rynek w okresie spowolnienia gospodarczego, stymulując rozwój krajowego łańcucha dostawców i podwykonawców. Wokół sektora powstałyby tysiące nowych miejsc pracy, a przedsiębiorcy zyskaliby dostęp do dużo tańszej energii, zapewniając im konkurencyjność rynkową.  

– Nie buduje się już farm wiatrowych na lądzie?

– Nasza spółka realizuje jeszcze kilka  ostatnich projektów na starych zasadach, bo mamy pozwolenia na budowę. Na nowe pozwolenia nie ma szans w związku z ograniczeniami lokalizacyjnymi. Gdyby nawet takie miejsce się znalazło pod budowę wiatraków to barierą jest brak wsparcia finansowego. W modelu obywatelskim opłaca się realizować taką inwestycję tylko przy sprowadzaniu kilkuletnich, używanych turbin, bo nowe są za drogie. Budowa takiego wiatraka może kosztować od 5 do 8 milionów złotych, a nowej generacji w granicach 9 – 10 mln zł. Rentowność takiego przedsięwzięcia byłaby nieatrakcyjna dla potencjalnych inwestorów, którzy nie korzystają z żadnych dotacji, ani preferencyjnych kredytów. Kiedyś były takie zachęty, ale potem rząd je odebrał.

– Używane turbiny są  jednak znacznie mniej efektywne od fabrycznie nowych urządzeń. To nie ma znaczenia dla inwestorów?

– Fabrycznie nowy wiatrak starzeje się w ciągu 15 lat, ale elektrownie wiatrowe mogą działać  nawet  sto lat. Jak jest wybudowana infrastruktura, to turbiny można wymieniać po jakimś czasie na  bardziej nowoczesne i wydajne. Mam nadzieję, że zielony ład, który już wszędzie na świecie zapanował, dotrze też do Polski i będzie zachętą do unowocześniania siłowni wiatrowych. Łatwy dostęp do kredytów i dotacji, z pewnością zwiększyłby rentowność  i wartość spółek. W obecnie budowanych elektrowniach wiatrowych ten poziom szacujemy na 11-12 proc. rocznie. Przy ich modernizacji na pewno będzie wyższy. Niemcy  już tego doświadczają. Stawiają  np. w miejsce 850 MW turbiny wiatrowej nową o  podwójnej mocy i w ten sposób zwiększają potencjał wytwórczy bez konieczności pozyskiwania nowych terenów pod budowę farm wiatrowych. Zachęca ich do tego dostępność tanich ekokredytów, a także wyższych stawek odkupu energii w momencie tej wymiany. Liczymy na uruchomienie takich samych narzędzi również u nas. Wtedy nie będzie konieczności stawiania nowych wiatraków, a jedynie  zwiększenie mocy produkcyjnych już istniejących. Przy wzrastających cenach energii, rentowność takich inwestycji będzie rosnąć w portfelu inwestora. To są inwestycje na  lata. Potem będą dziedziczone, dlatego jest to biznes, który na pokolenia zostaje w rodzinie.

– Jakie są zagrożenia, które mogą zniechęcać  spółkę do angażowania się z realizację tego typu inwestycji?

– Myślę, że najgorsze lata dla branży, są  już za nami. Wszyscy to przeżyliśmy i wchodzimy w nowy etap. Wzrost cen energii traktują jako zachętę do inwestowania w elektrownie wiatrowe. Pomimo pandemii my mamy najlepszy rok w historii, bo inwestorzy zdali sobie sprawę, że trzymanie pieniędzy w banku jest nieopłacalne. Stało się jeszcze bardziej nieefektywne, kiedy banki zaproponowały nam ujemne stopy procentowe dlatego, że szukają możliwości ochronienia tych pieniędzy przed inflacją. Elektrownie wiatrowe są natomiast nośnikiem wartości. Nawet jeżeli spotkalibyśmy się ze 100 proc. inflacją w najbliższych miesiącach czy też latach, to taka elektrownia nadal będzie stanowiła  określoną wartość, a produkcja i sprzedaż energii przynosiła zyski. W tym modelu biznesowym, który prowadzimy, jesteśmy wynagradzani proporcjonalnie do zysków osiąganych przez elektrownię. Jeśli elektrownia nie ma zysków, to nam nie płaci. To jest fair i  przyciąga do spółki dużą liczbę inwestorów. Ta zasada jest zupełnie inna, niż w funduszach inwestycyjnych, które pobierają opłaty za zarządzanie, niezależnie czy inwestor zarabia czy traci.

– W jaki sposób spółka zabezpiecza się od ryzyka, które towarzyszy realizacji takich inwestycji?

– Największym zabezpieczeniem jest realna wartość inwestycji, czyli aktywa rzeczowe, które nie rozpływają się tak jak jednostki czy akcje gdzieś na rynku finansowym. Elektrownia stanowi wartość, a inwestorzy zostają wspólnikami, czyli współwłaścicielami pośrednio majątku spółki. Majątek spółki to nie tylko elektrownia, ale też koncesje, pozwolenia, dzierżawy gruntów i wszystkie inne wartości niematerialne, ale również infrastruktura towarzysząca. To nie może się rozpłynąć w powietrzu. Majątek spółki jest dzielony pomiędzy jej właścicieli w przypadku jej rozwiązania, a cały model biznesowy jest zabezpieczeniem interesu inwestora. Te inwestycje prowadzone są przez ekspertów, w odróżnieniu od inwestycji indywidualnych, poczynionych przez każdego z inwestorów, takich jak zakup mieszkania na wynajem. Tam inwestor zdany jest sam na siebie. W przypadku inwestycji grupowych w dużą elektrownię, eksperci, którzy są motywowani finansowo, czyli są wynagradzani proporcjonalnie w zależności od tego ile dana elektrownia zarobi, zarządzają majątkiem, produkcją, serwisami i całym tym biznesem tak, aby osiągać jak najlepsze wyniki.

Spółka Pracownia Finansowa buduje elektrownie wiatrowe nie tylko w Polsce, ale również na Ukrainie. Który rynek jest bardziej opłacalny dla rozwoju tego typu inwestycji?

– Zdecydowanie bardziej opłacalny jest rynek ukraiński ze względu na rentowność. Ukraina oferuje jedną z najwyższych gwarantowanych stawek odkupu energii w Europie. Zyski prognozowane są tam bardzo wysokie. Eksperci przewidują, że w Polsce w 2034 roku cena energii dobije do 400 zł za MWh w cenie hurtowej, a Ukraina już teraz gwarantuje takie ceny na okres 15 lat. Niemniej jednak, warto inwestować w siłownie wiatrowe w kraju. Patrząc w przyszłość, czeka nas na pewno rewolucja związana z przejściem z paliw kopalnych na energię odnawialną, w której energetyka wiatrowa będzie miała znaczący udział.  

Z Tomaszem Wiśniewskim, wiceprezesem spółki Pracownia Finansowa rozmawiała Jolanta Czudak

Całość wywiadu można odsłuchać na stronie www.anchor.fm/polska-neutralna  oraz Spotify, Podcast Polska Neutralna Klimatycznie

Listen to „Tomasz Wiśniewski Pracownia Finansowa” by Polska Neutralna https://anchor.fm/polska-neutralna/episodes/Tomasz-Winiewski—Pracownia-Finansowa-eo5jsh

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here