Święta niosą nadzieję na koniec pandemii

552

Już prawie dwa lata trwa pandemia, wciąż słyszymy informacje o trudnej sytuacji w szpitalach, czwartej fali, być może nadciągającej piątej, padają rekordy zgonów. Na podziały polityczne, nałożyły się kolejne: tym razem wokół szczepień, ich obowiązku, paszportów covidowych i obaw.  Katarzyna Pinkosz z Wprost  przed Wigilią zapytała ks. prof. Stanisława Dziekońskiego rektora UKSW w latach 2012-2020, twórcę wydziału medycznego UKSW czy możemy spokojnie i bezpiecznie spotykać się  z bliskimi.  

Boże Narodzenie to święta nadziei. Poprzedza je okres adwentu, czas oczekiwania, który bardzo często był naznaczony problemami, z którymi człowiek sobie nie radził. W liturgii widzimy to podczas rorat, odprawianych w kościołach, gdy jest jeszcze ciemno, początkowo widać tylko światło przebijające z lampionów. Ta symbolika pokazuje, że cały okres adwentu, który ludzie musieli przeżyć, liczony w tysiącach lat, był okresem oczekiwania, niepewności. Pomagali prorocy, którzy wnosili w życie człowieka pewien rodzaj światła, a przede wszystkim nadzieję, że narodzi się ktoś, kto odmieni losy ludzkości. Dotykam warstwy teologicznej, żeby pokazać, że zawsze były problemy, z którymi ludzie musieli się mierzyć. Dziś mierzymy się z pandemią. Ponieważ nas dotyka, to wydaje się nam, że jest ona największym problemem. Jeśli jednak przyjrzelibyśmy się zakrętom w historii ludzkości, to zauważymy, że zawsze było wiele wyzwań, z którymi trzeba było sobie poradzić. Także, jeśli chodzi o zdrowie.

Wydawało się jednak, że medycyna radzi sobie już niemal ze wszystkim, że pokonamy raka, wydłużymy życie: i to będą wyzwania XXI wieku. A nie walka z wirusem, która w sytuacji czwartej, piątej fali i propozycji kolejnych dawek szczepionek, wydaje się niemal beznadziejna…

Wydaje się, że zostaliśmy trochę uśpieni przekonaniem, że wszystko możemy mieć pod kontrolą i na wszystko mamy wpływ. Pandemia pokazała, jak przyszłość jest nieprzewidywalna, jak bardzo może uderzyć w człowieka i nim zachwiać. Pandemia od początku wniosła wielki niepokój i brak nadziei, potęgowany nie tylko zakażeniami. Zobaczmy, że większość informacji, które do nas docierają, jest przygniatających. Codziennie słyszymy, że dzieje się coś złego, ktoś kogoś oszukał, nie mówił prawdy. Na to nakłada się kryzys autorytetów i mocno podkręcany kryzys religijny. W środkach masowego przekazu niewiele jest informacji budujących czy pokazujących, że z trudnościami okresu pandemii nie jesteśmy sami.

Pamiętajmy o tym, co niesie Boże Narodzenie, czyli o nadziei, że sytuacja się zmieni.  To, co trudne, wcześniej czy później się skończy. Boże Narodzenie to podarunek, który niesie nadzieję. Ludzkość wiele tysięcy lat wyczekiwała na to wielkie wydarzenie, które pokazuje, kim jest człowiek, jak ważny jest dla Boga, który posłał na świat swojego Syna.

To dziś słowa, które bardzo rzadko słyszymy, że jesteśmy dla kogoś ważni..

Boże Narodzenie pokazuje też, że ciągle doświadczamy walki dobra i zła. Popatrzmy: z jednej strony rodzi się Zbawiciel, witamy światłość, która rozświetla mrok, a drugiej strony niedługo w czytaniach pojawi się Herod, który dokonuje mordów niewinnych dzieci. Ważne, żeby nie myśleć, że doświadczamy problemów, a nikt inny przed nami ich nie doświadczył. Popatrzmy, w jak trudnej sytuacji znaleźli się Maryja i Józef: nie było dla nich miejsca w gospodzie, znaleźli się w warunkach urągających temu, co nazywamy godnością człowieka. A jednak te warunki zostały wybrane, by pokazać, że człowiek nigdy nie traci godności. Potem musieli uciekać, nie było wiadomo, ile dni, tygodni, miesięcy będzie to trwało, kto może ich wydać, zagrozić życiu Dziecięcia: to były wyzwania egzystencjalne. Te trudne warunki nie przekreśliły jednak nadziei i miłości, która ich łączyła. Walka dobra ze złem cały czas toczy się. Boże Narodzenie było obchodzone w różnych momentach dziejów, nawet w ukryciu spotykano się i dzielono opłatkiem. Jeśli jest siła wewnętrzna, to każdy moment w życiu możemy przetrwać. Również pandemię.

To będą kolejne święta, które wiele osób spędzi samotnie. Niektórzy z nas stracili bliskich, inni będą obawiać się spotkania ze starszymi rodzicami, dziadkami, bo lekarze mówią wprost, że nawet szczepienia nie do końca chronią. Wiele osób czuje samotność w święta, które były bardzo rodzinne i radosne…

Samotność jest ogromnym problemem, gdyż każdy z nas potrzebuje kontaktu z innym człowiekiem. W wyjściu poza samotność bardzo pomaga wiara. Z wiary rodzi się nadzieja, z którą powiązana jest miłość. Zobaczmy, że z betlejemskiego żłóbka z jednej strony przebija wielka bieda materialna, a z drugiej strony miłość, która bije ciepłem. Wymiar religijny Świąt Bożego Narodzenia jest bardzo ważny, żeby zrozumieć, że w życiu nigdy nie jesteśmy sami. Człowiek wierzący ma świadomość, że nigdy nie jest sam. Ma kontakt z Panem Bogiem, który posłał swego Syna, by odkupił świat.

Oczywiście, święta spędzone samotnie to ogromny ból, bo jesteśmy przyzwyczajeni, że w Boże Narodzeni zawsze byliśmy razem. Wiele osób przemierzało setki kilometrów, by spędzić wspólnie Wigilię, przeżyć ten moment, kiedy podajemy sobie rękę, tworzymy wspólnotę osób, które widzą, że są sobie potrzebne.

Jak w takim razie przeżyć dziś święta w tym szczególnym okresie?

Na pewno nie można lekceważyć wskazówek pochodzących ze środowiska medycznego, które wręcz nakazują ostrożność, jeśli chodzi o kontakty z innymi. Ważne jest takie podejście: zachowuję ostrożność – nie tylko ze względu na siebie, ale przede wszystkim na drugą osobę, żeby ewentualnie jej nie zarazić. Kieruję się miłością do niej; miłością, o której mówi Boże Narodzenie. Nie możemy się jednak wyizolować. Oczywiście, musimy przestrzegać obostrzeń, które są ważne, by ratować zdrowie i życie, ale też trzeba pamiętać, jak ważny jest dla nas kontakt z drugim człowiekiem.

Do tej pory o samotnych świętach mówiliśmy w kontekście obaw, czy kogoś nie zarazimy. Jednak coraz częściej pojawia się pokusa izolacji innych ze względu na to, co myślą. Czasem są to poglądy polityczne, a ostatnio też stosunek do szczepień. Osoby zaszczepione nie chcą spotykać się z niezaszczepionymi, bo obawiają się zakażenia, ale również dlatego, że uważają, że te osoby są nieodpowiedzialne i „nie w porządku” względem innych.

W trudnych sytuacjach ludzie się jednoczą, by pokonać problemy. Jeśli jednak sytuacja się przedłuża, pojawia się wiele tematów zastępczych, które potem stają się wiodącymi. Gdy zaczęła się pandemia, uważaliśmy, że potrwa kilka miesięcy, może rok. W większości przypadków podporządkowywaliśmy się nakazom: niewychodzenia z domu, zakładania maseczek. Wraz z rozwojem pandemii, przyzwyczailiśmy się jednak do tej ekstremalnej sytuacji. Czasami podchodzimy do niej lekceważąco i dopiero, gdy zdarzy się pogrzeb bliskiej nam osoby, to widzimy, że ten problem nas dotyka.

Wśród wielu podziałów pojawił się jeszcze i ten: na zaszczepionych i niezaszczepionych. Jest pandemia, konieczna była szczepionka, dlatego zabrakło czasu, by sprawdzić jej skuteczność i długotrwałe bezpieczeństwo. Ta sytuacja zrodziła możliwość różnego typu myślenia. Najgorsze jest to, że pojawiły się konflikty międzyludzkie, a nieraz wręcz siłowe próby bronienia swojego stanowiska, nieliczenie się ze zdaniem drugiej osoby. Przeraża jeszcze jedno: kryzys autorytetów. Wypowiadają się specjaliści, lekarze, osoby na pierwszej linii frontu, jeśli chodzi o ratowanie zdrowia i życia człowieka, a ich głos słabo dociera. Niedawno byłem na pogrzebie kolegi; nie zaszczepił się. Odchodząc z tego świata, powiedział, że nie może sobie tego darować.

Oczywiście, nie wiadomo, co by się stało, gdyby się zaszczepił. Miał jednak świadomość, że nie zrobił wszystkiego, by ratować swoje zdrowie i życie. Wrócę raz jeszcze do teologii: na przesłaniu od samego Boga, które pokazuje, jak jesteśmy Mu drodzy, a jednocześnie jak powinniśmy być drodzy dla nas samych. Bóg, przyjmując ludzką postać, pokazuje, jak powinno być ważne dla człowieka ciało. To powinno nas uczulić na to, że mamy jak najlepiej zadbać o swoje zdrowie i życie. Święta Bożego Narodzenia na pewno nie są momentem, kiedy powinniśmy wyrzucać sobie wzajemnie brak odpowiedzialności. Warto skupić się na tym, co nas łączy. Boże Narodzenie wzywa nas, żebyśmy byli razem.

Z ks. prof. Stanisławem Dziekońskim rozmawiała Katarzyna Pinkosz

Ks. prof. Stanisław Dziekoński jest profesorem nauk społecznych, rektorem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w latach 2012-2016  i 2016-2020, kieruje Katedrą Pedagogiki Kultury i Edukacji Międzykulturowej na Wydziale Nauk Pedagogicznych UKSW

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here