Świętuję Proste Życie!

564

„Odczuwam dziwny spokój, nie chcę zmieniać nic.” To było zwykłe, niedzielne, majowe popołudnie. A jednak nadzwyczajne w swej prostocie. Siedząc na ławce w jednym parku Żoliborza uświadamiam sobie nagle, że warto żyć. I być wdzięcznym za to życie. Dlaczego?

Nie sposób wypisać wszystkiego, co aktualnie jest melodią mojego serca. Wdzięczność za smak mrożonej kawy w towarzystwie osoby, która ubogacała mnie przez pięć godzin niedzielnego dnia. Za spotkanie, pełne zrozumienia i miłości, dzięki któremu mogłam poczuć swoją niepodważalną wartość.

Radość z powrotu pracy, szczególnie w tym trudnym czasie. W końcu nie miałam pewności, że do niej wrócę. A jednak się udało i to jest kolejny element mojej listy świętowania życia.

Beztroskie poranki ze śniadaniem spożywanym na balkonie. Wschody Słońca, bo każdy ten moment to początek nowego dnia, w który warto wejść z dziękczynieniem na ustach. 

Długie rozmowy ze wspólnotą na jednym z internetowych portali. Okazja do wzmacniania relacji, które często trzeba teraz pielęgnować na odległość. Poznawanie siebie nawzajem, bycie osobno, lecz wciąż razem.

Budząca się do życia zieleń zza okna i wieczorny deszcz, który przyszedł do spragnionej ziemi, lecz nie przeszkodził ludziom korzystać z ciepła majowej niedzieli.

Docenienie każdej, trudnej sytuacji i niewygodnej mi relacji, bo w końcu one najmocniej mnie wzmacniają, w zależności od tego jak do nich podejdę. Bo wszystko może się okazać wielką łaską.

Wędrując w głąb siebie, poznając, niekoniecznie zgadzającą się z moją wizją, prawdę o sobie. Zaakceptowanie swojej osoby i pokochanie jej z całą historią życia.

I chyba największy powód mojej, rozpierającej mnie, ogromnej radości. Wdzięczność za wiarę, za Miłość Tego, który dał mi całą moją listę małych, prostych świąt. Za ten czas przedziwnego zatrzymania, w którym znajduję przestrzeń do relacji z Nim. Dlatego te myśli pakuje do wielkiej duchowej koperty i zapisuję na niej : Tato, przesyłam wdzięczność, taką do Nieba. Oby było tych przesyłek jak najwięcej!

Autorka: Wachowicz Maria, studentka dziennikarstwa na UKSW

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here