Tinder – zgubna miłość na prawo i lewo

502

Nieśmiałe spojrzenia, subtelne chwytanie za dłoń, budzące się motylki w brzuchu, pierwsze zawstydzające pocałunki, przyspieszające bicie serca, coraz cięższy oddech. Są to kolejne etapy zauroczenia, o których nie ma mowy w Tinderowych romansach. Świat stale nabiera tempa, dlatego też chcąc realizować się zawodowo czy naukowo, w pewnym momencie zderzamy się z barierą niedostatecznej ilości czasu wolnego, a chęć poznawania nowych osób i posiadania kogoś bliskiego, nie ustępuje miejsca samorealizacji. Jak więc zaspokoić każdą z tych potrzeb?

Technologia daje na to nieskończenie wiele rozwiązań, ale czy w pewnym momencie zamiast poszukiwanej bliskości – nie zaskakuje nas rozczarowanie i zawód? Do czego zmierzam? Do uświadomienia procesu tworzenia się relacji poprzez sieć i unaocznienia możliwych konsekwencji z jakimi może się to wiązać. Przede wszystkim zagrożeniem dla takiego sposobu budowania relacji staje się wyzbycie człowieczeństwa, zanik wartości, moralności i powrót do zwierzęcych instynktów.

12 godzin pracy, zmęczona, zakopana pod kołdrą, z herbatą w dłoni, wgapiająca się w kolejny odcinek serialu na Netflixie. Sama. Może czas przetestować czym jest ten osławiony Tinder i dlaczego 90 proc. znajomych ma tam swój profil. Niewiele zwlekając, wzięła telefon w dłoń i wykonywała kolejne kroki: App Store, szukaj, Tinder, zainstaluj, otwórz, stwórz profil, wpisz swoje imię, podaj wiek, wybierz zdjęcie, które przyciągnie innych. Chwila. Możesz wybrać maksymalnie 9 zdjęć, mamy 9 szans, na to aby się komuś spodobać, 9 ujęć, a szansa na to, że ktoś przewinie w bok, aby zobaczyć więcej niż pierwsze zdjęcie, też jest znikoma. Nie ma szansy pokazania głosu, zaczarowania gestami, zwrócenia uwagi ruchami, zadziałania feromonami, zarażenia wybuchowym śmiechem, onieśmielenia głębokim spojrzeniem. Kolejny krok to wybór zainteresowań, a w nich: kawa, wyjście na drinka, Instagram i wiele innych niewiele różniących się od tych wymienionych.

Czy to nie jest zabawne? Od kiedy do cholery wyjście na drinka jest w kanonie czyichkolwiek zainteresowań. Gdzie możliwość wyboru literatury angielskiej, literatury rosyjskiej, sztuk walki, gry w golfa, hodowli pszczół, kaligrafii? To są zainteresowania, którymi można zaciekawić drugą osobę, wyróżnić się z tysiąca innych osób i sprawić, że druga osoba będzie chciała dowiedzieć się o tobie więcej. Oczywiście Tinder nie daje do tego możliwości. Początkowo powstał jako aplikacja randkowa w celu znalezienia drugiej połówki, a wydaje się jakby jednak twórca kreując ją, stawiał za cel znalezienie kandydata na kolokwialną „noc”, gdzie jedyne co o tym zadecyduje to kilka wyretuszowanych zdjęć i informacja czy interesujesz się wyjściem na drinka, czy jednak preferujesz kawę.

Stwórz profil. Oficjalnie jej profil jest na Tinderze. Widzi pierwszego chłopaka, nie jest w jej guście i teraz następuje najbardziej próżny ruch tego dnia – przesunięcie w lewo. Skreśla człowieka, nie daje szansy poznania, ma wyrzuty sumienia, a może był wartościowym człowiekiem, któremu nie dała żadnej szansy. Umniejszyła człowieka, o którym nie wiedziała nic, zadecydowało o tym tylko jedno zdjęcie. Zrobiła to kolejny raz i następny, lewo, lewo, lewo, lewo… Stop. On zwrócił jej uwagę. Prawo. Match – to znaczy, że ona też mu się spodobała. Nie musiała długo czekać, dostała wiadomość z przywitaniem, wymienili się podstawowymi informacjami na swój temat, pisali kilka dni, ale w jednym temacie mieli odmienne zdanie. To był ostatni temat, który poruszyli. Usunęła go z listy par i zaczęła od nowa. Lewo, lewo, lewo, lewo… Prawo. I znowu coś nie odpowiadało ideałowi. Usuń z listy par.

Nastała epoka, w której nie dajemy przyzwolenia na wady, na odmienne zdanie, na niewygodne cechy, tworzymy sobie w głowie ideały, a kiedy ktoś im nie odpowiada, to po prostu go „usuwamy” i jednym kliknięciem szukamy dalej, a sytuacja taka powtarza się kilka, kilkadziesiąt razy. Relacja to również kompromisy, dyskusje, uczenie się siebie nawzajem, nauka współistnienia z kimś, wybaczanie, dyskutowanie, akceptowanie – to wszystko zanika. Jest tylko zgubny ideał, którego algorytm Tindera może nam nigdy nie pokazać, a ideału, który sobie stworzyliśmy możemy nigdy nie znaleźć.

Julia Szaniawska, studentka Dziennikarstwa UKSW

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here