NIK pod lupą
Tylko w 36 proc. skontrolowanych przez NIK obiektów użyteczności publicznej w województwach podlaskim i warmińsko-mazurskim przeprowadzano praktyczne ćwiczenia ewakuacyjne na wypadek pożaru. Problem dotyczy m.in. urzędów, szkół, obiektów kultury i sportu. NIK zwraca uwagę na paradoks przepisów: obowiązek ćwiczeń zależy od liczby stałych użytkowników budynku, a nie od tego, ile osób rzeczywiście może w nim przebywać.
Instrukcja to za mało
Kontrola obejmująca okres od początku 2022 r. do października 2025 r. została przeprowadzona w dwóch województwach przygranicznych, gdzie plany zarządzania kryzysowego uwzględniają również zagrożenia wynikające z sytuacji geopolitycznej.
NIK podkreśla, że bezpieczeństwo obiektów publicznych wymaga nie tylko odpowiedniego wyposażenia technicznego i procedur, ale również praktycznego przygotowania personelu. Budynki szkół, urzędów czy instytucji kultury mogą w sytuacji klęski żywiołowej, katastrofy lub działań wojennych służyć jako miejsca tymczasowego zakwaterowania, zaplecze ratownicze albo punkty pomocy.
Tymczasem ćwiczenia ewakuacyjne prowadzono jedynie w 13 z 36 skontrolowanych obiektów. W blisko połowie kontrolowanych podmiotów NIK stwierdziła również nieprawidłowości dotyczące przygotowania obiektów do prowadzenia akcji ratowniczej.
Sześciu pracowników, prawie 117 tys. klientów
Przepisy uzależniają obowiązek praktycznego sprawdzania organizacji i warunków ewakuacji m.in. od tego, czy obiekt przeznaczony jest dla ponad 50 stałych użytkowników. W budynkach administracji publicznej, obiektach sportowych, domach kultury, kinach, teatrach, filharmoniach i muzeach takie ćwiczenia powinny być przeprowadzane co najmniej raz na dwa lata, a w szkołach, przedszkolach, internatach i domach studenckich – raz w roku.
Problem pojawia się w obiektach, w których liczba stałych użytkowników jest niewielka, ale codziennie lub sezonowo przewijają się przez nie tysiące ludzi. NIK podaje wymowny przykład krytego lodowiska w Białymstoku. Zatrudnionych było tam zaledwie sześć osób, jednak w sezonie 2024/2025 sprzedano prawie 117 tys. biletów wstępu. Mimo tak dużej liczby odwiedzających przepisy nie nakładały obowiązku prowadzenia praktycznych ćwiczeń ewakuacyjnych, ponieważ liczba stałych użytkowników nie przekraczała 50 osób.
Zdaniem NIK takie rozwiązanie stwarza nieakceptowalnie wysokie ryzyko. Pracownicy obiektów, w których jednocześnie może przebywać znacznie więcej osób niż wynosi liczba zatrudnionych, mogą nie zdobywać i nie utrwalać praktycznych umiejętności reagowania w sytuacji zagrożenia.
NIK chce zmiany przepisów
Izba podkreśla, że samo posiadanie instrukcji bezpieczeństwa i zapoznanie z nią pracowników nie wystarcza do właściwego przygotowania na sytuację kryzysową. Dopiero praktyczne ćwiczenia pozwalają zweryfikować, czy przyjęte procedury rzeczywiście mogą zadziałać w chwili zagrożenia.
Dlatego NIK wystąpiła do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji o zmianę przepisów przeciwpożarowych. Obowiązek praktycznego sprawdzania organizacji i warunków ewakuacji powinien być określany na podstawie maksymalnej pojemności obiektu, a nie liczby jego stałych użytkowników.
Komentarz redakcji
W sytuacji pożaru, awarii, ataku lub innego nagłego zagrożenia o bezpieczeństwie ludzi mogą decydować minuty. Wtedy nie wystarczy instrukcja znajdująca się w segregatorze. Personel musi wiedzieć, jak przeprowadzić ewakuację, a procedury powinny zostać wcześniej sprawdzone w praktyce. Ustalenia NIK pokazują również, jak niebezpieczne może być tworzenie regulacji opartych na kryterium formalnym, które nie odpowiada rzeczywistemu sposobowi funkcjonowania obiektu.
Dla bezpieczeństwa nie ma większego znaczenia, czy w budynku zatrudnionych jest sześć czy sześćdziesiąt osób. Znaczenie ma to, ilu ludzi może znaleźć się w nim w chwili zagrożenia.
Dlatego postulat NIK, aby obowiązek ćwiczeń ewakuacyjnych powiązać z maksymalną pojemnością obiektu, a nie liczbą stałych użytkowników, wydaje się logiczną odpowiedzią na ujawnioną lukę w systemie bezpieczeństwa.































