UNIWERSYTECIE – CZYM JESTEŚ?

379

Papież Franciszek powiedział, że „potrzebne jest wykształcenie, które uczy krytycznego myślenia i oferuje drogę dojrzewania w wartościach, w szczególności odnoszących się do godności osoby ludzkiej i dobra wspólnego”. Na pytanie o to, czy dzisiejsze uniwersytety realizują taką ścieżkę kształcenia młodego człowieka, odpowiada ks. prof. dr hab. Stanisław Dziekoński, rektor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w latach 2012 – 2020.

Ta wypowiedź Ojca Świętego jest ważnym punktem odniesienia dla kreowania celów i zadań stawianych przed każdym uniwersytetem w Polsce i na świecie. Żyjemy w czasach, w których jest bardzo wielu nauczycieli przekazujących dużo informacji, z wykorzystaniem różnorodnych form przekazu, w tym nowoczesnych technologii cyfrowych. W takim świecie potrzeba odbiorców potrafiących krytycznie ocenić prawdziwość, ważność i przydatność docierających do nich informacji.  Analizując ten problem, myślę, że należy zacząć od refleksji nad tym, czy uniwersytety są gotowe na kształcenie młodych osób w kierunku wyposażenia ich w umiejętność dojrzałej krytyki otaczającego nas świata. Trzeba poważnie zastanowić się, na ile współczesny uniwersytet jest przygotowany do rzetelnej (krytycznej) analizy wyzwań współczesności.

Czy uniwersytet jest miejscem ścierania się poglądów – nawet skrajnych, czy może ośrodkiem przekazywania jednej wizji rzeczywistości?

Uniwersytet powinien być przestrzenią otwartą, miejscem wymiany poglądów, ścierania się różnych stanowisk, ale zawsze w odniesieniu do obiektywnych racji, znajdujących swoje źródło w tym, co nazywamy mądrością. W prowadzonych dysputach ważnym punktem odniesienia powinna być prawda o godności człowieka, jak też uwzględnienie wartości charakteryzujących się powszechnością  i ponadczasowością. Fundament aksjologiczny – zwłaszcza w kwestiach dotykających światopoglądu –  może znacząco wpłynąć na formę i styl wymiany opinii. Ważną jest kwestią, by szukać tego, co łączy, uwzględniając wartości pokazujące, że możemy być razem. Tworzenie wspólnoty akademickiej, w której wszyscy czują się potrzebni i za nią odpowiedzialni, powinno wyróżniać każdy dobry uniwersytet. Właśnie dzisiaj, kiedy w dyskursie społecznym dochodzi tak często do głosu egoizm, a w niektórych przypadkach uczelnie wyższe porównuje się do korporacji, w sposób zdecydowany należy zaakcentować, że w genotypie uniwersytetu jest wspólnota, otwarta  na wszystkich ludzi i różne światopoglądy, szanująca różnice, ale poszukująca tego co łączy, co tworzy nową jakość pozwalającą odkryć najgłębsze prawdy o człowieku i jego roli w świecie. Nie można też przejść obojętnie wobec tego, że współcześnie dominuje pluralizm i wielokulturowość, a młodzież chce brać aktywny udział nie tylko w życiu, które już ma swój bieg, ale też w kreowaniu przyszłości. 

Kościół jednak przekazuje jedną i określoną wizję rzeczywistości. Niektórzy mogą zatem zarzucić uczelniom katolickim, że nie ma w nich miejsca na otwartą debatę, ponieważ zawsze będzie ograniczona przez to, co już zostało ustalone i nie podlega kwestionowaniu.

Kościół i uniwersytety katolickie (albo też uniwersytety, które w swojej strukturze mają wydziały kościelne czy też powiązane są z duchem nauczania katolickiego) mają jednak określoną rolę, która szczególnie dzisiaj jest niezwykle ważna. W misji uniwersytetów katolickich powinny współcześnie wybrzmiewać wartości, na których oparte jest chrześcijaństwo, wpisujące się w piękną ideę miłości Boga i bliźniego.  Równocześnie, uczelnie katolickie, tak jak cała nauka, stoją przed wyzwaniami współczesności. Muszą więc uwzględniać obecny model kształcenia młodego człowieka i jego uwarunkowania życia. Młodzi ludzie nabyli już pewnych cech, przekonań, mają określone poglądy. Ale z drugiej strony są jeszcze w fazie kształtowania charakteru, światopoglądu i wizji swojego życia. Dlatego misją uniwersytetów powinna być nie tylko przekazywanie wiedzy na jak najwyższym poziomie, ale także uczenie otwartości na różnorodność poglądów i idei, jednakże z zachowaniem świadomości tego, co jest istotą chrześcijaństwa. W chrześcijaństwie pociąga otwartość. Od początku Ewangelia jest głoszona ludziom z uwzględnieniem kontekstu ich życia. Inaczej była przekazywana Żydom, a inaczej Grekom, co pięknie przedstawił św. Łukasz w Dziejach Apostolskich. Wydaje mi się zatem, że biorąc za przykład tę naukę, współczesne uniwersytety katolickie muszą właśnie tak widzieć swoją rolę, nie zapominając o swojej tożsamości i misji. Dzisiaj uniwersytet katolicki, oparty na fundamencie aksjologicznym, powinien być uczelnią silną i szerokoprofilową. Powinien być uniwersytetem otwartym, który nawiązuje kontakty i tworzy sieci powiązań – nie tylko z innymi uczelniami katolickim czy instytucjami kościelnymi, ale też z całym środowiskiem naukowym.

Czy nauczyciel – wykładowca akademicki – jest dzisiaj dla studenta „mistrzem”, czy raczej tylko pracownikiem uczelni, który świadczy pewne usługi edukacyjne?

Na postawione pytanie najbardziej wiarygodną odpowiedź uzyskalibyśmy od samych studentów. To jednak, co pozostaje poza wszelką wątpliwością, to fakt, że w optymalnym modelu wykładowca powinien być dla studenta „mistrzem”. Za tym pięknym słowem kryje się jednak określona treść, która musi być dzisiaj na nowo odczyta, z racji zmieniających się uwarunkowań edukacyjnych czy też redefinicji pojęć, dokonywanej często w sposób nieformalny. Kim w dzisiejszych czasach dla młodego człowieka powinien być nauczyciel akademicki jako „mistrz”? W odpowiedzi na to pytanie warto najpierw zauważyć, że dzisiejszy świat bardziej potrzebuje świadków niż nauczycieli. Świadka charakteryzuje autentyczność, jedność myślenia, wypowiadania opinii i praktyki życia. Świadek żyje według tego, co mówi, a mówi to, o czym autentycznie myśli. Jestem przekonany, że młodzi ludzie takich świadków bardzo potrzebują – nie tyle giętkich w języku i elokwentnych nauczycieli, ile przede wszystkim ludzi autentycznych. Mistrz zatem nie ogranicza się tylko do pewnych umiejętności związanych z przekazywaniem wiedzy – nauczaniem, dydaktyką. Studenci potrzebują mistrzów, których charakteryzuje wysoki poziom wiedzy i odpowiedni sposób przekazu, ale nade wszystko umiejętność wchodzenia w relację z drugim człowiekiem. Nic nie może bowiem zastąpić osobistego kontaktu w relacji mistrz-uczeń. Warto podkreślić, że Mistrz musi posiadać autorytet, który zyskuje nie tylko przez objęcie określonego stanowiska. Autorytet musi być poparty wielkością człowieka – Mistrza, który buduje relację z innymi ludźmi; rozwija w sobie człowieczeństwo i swoją postawą wpływa na kształtowane postawy i najwyższych idei w innych ludziach. Współcześnie instytucja często jest uwiarygodniana przez reprezentującą ją osobę, przez odpowiednią postawę i zachowania kogoś, kto w imieniu tej instytucji idzie do innych. Wydaje się więc, że dzisiaj nie wystarczy mieć profesorów i wykładowców, którzy idą przez życie z legitymacją szkoły wyższej. Potrzeba prawdziwych autorytetów, którzy sprawią, że w pewnym momencie młode osoby same zaczną poszukiwać mistrzów, tęsknić do relacji uczeń-mistrz i  zadawać pytania inspirowane właśnie postawą ich mistrzów.

A czy dostrzega ksiądz profesor zjawisko coraz mniejszej dojrzałości osób, które idą na studia?

Pewne jest, że czasy się zmieniły. Dzisiaj możemy obserwować radykalne rozejście się procesu dorastania i dojrzewania. Współczesnego młodego człowieka charakteryzuje to, że biologicznie jego życie rozwija się szybciej niż kiedyś, ale psychologicznie – wolniej lub co najmniej inaczej niż w czasach minionych. W dłuższym czasie uzyskuje się wartości określane jako odpowiedzialność za swoje decyzje i działania.

Z czym to jest związane?

Ze zmianami, jakie dostrzegamy między innymi w życiu społecznym.Młody człowiek jest współcześnie bardziej asekurowany przez najbliższe sobie środowisko niż parędziesiąt lat temu. W szkolnictwie wyższym znacząco wzrósł poziom skolaryzacji i wydłużył się czas studiów. Dla przykładu 30 lat temu wielu ludzi, którzy uzyskali wykształcenie średnie, nie myślało o studiach. Nie dlatego, że byli niezdolni czy też brakowało im ambicji, ale dlatego, że chcieli jak najszybciej podjąć pracę, uniezależnić się finansowo, budować samodzielnie przyszłość. Rodziców często nie było stać, żeby utrzymywać swoje dzieci przez długi czas i zapewnić im właśnie komfort spokojnej oraz długiej edukacji. Oczywiście, z jednej strony takie podejście jest dobre, bo daje młodemu człowiekowi poczucie bezpieczeństwa i ułatwia mu możliwość rozwoju w wielu obszarach, choćby umiejętność zdobywania wiedzy na kilku kierunków studiów, nauki języków obcych czy rozwijania pasji i zainteresowań. Z drugiej strony, w wielu przypadkach oducza  jednak samodzielności i nie przygotowuje do bycia odpowiedzialnym – zarówno za siebie samego, jak i drugą osobę.

Czy współczesne uniwersytety są zatem przygotowane na kształcenie „mniej dojrzałych”, ale mimo wszystko dorosłych osób?

W moim odczuciu nie do końca. Proszę zauważyć, że jeszcze do niedawna bardzo silny akcent kładziono niemal wyłącznie na dydaktykę. Przekaz wiedzy jest oczywiście niezwykle istotny, ale to samo w sobie nie wystarczy. Do osiągnięcia określonego poziomu dojrzałości potrzeba nie tylko wiedzy, (bo ta jest ogólnie dostępna, np. w nieprzebranych zasobach Internetu), ale również tych mistrzów, o których rozmawialiśmy. Wymaga to także zwrócenia uwagi na to, że młody człowiek nie ma być tylko odbiorcą rzeczywistości, ale ma ją też kreować. To z kolei pociąga za sobą różne konsekwencje. Proces kształcenia powinien uczyć również odpowiedzialności za wybory nie tylko dotyczące zawodu, ale też bezpośrednio związane z życiem. Wydaje mi się zatem, że współczesny uniwersytet powinien bardziej zwrócić uwagę na stronę kształtowania wnętrza młodego człowieka, na jego „formowanie” – z uwzględnieniem właściwego znaczenia słowa „formacja”, które nie oznacza, bynajmniej, narzucania siłą czegoś z góry. Chodzi o pokazywanie rozwiązań, które są możliwe, sprawdzone i ważne; chodzi o towarzyszenie wychowankowi w drodze jego samorozwoju, korygowanie błędów na etapie kształcenia. Chodzi o nauczenie młodego człowieka, jak zastosować w praktyce zdobytą wiedzę, jak rozwiązać problem, z którym poza murami uczelni się spotka. Przekazywanie studentowi wiedzy w określonym obszarze musi być połączone z weryfikacją umiejętności jej wykorzystania. Uniwersytet powinien przygotowywać nie tylko do wykonywania zawodu czy też odpowiedniego odnalezienia się na rynku pracy, ale w ogóle do życia. Dzisiaj mamy do czynienia z sytuacją, w której coraz więcej jest ludzi dobrze wykształconych i w konsekwencji dobrze zarabiających, ale z trudem radzących sobie w życiu osobistym.  

Jak w takim razie uniwersytety mogą być atrakcyjne dla takich osób? Czy w ogóle możemy rozpatrywać szkolnictwo wyższe w kategoriach „atrakcyjności”?

Atrakcyjność bywa postrzegana różnie. Spójrzmy choćby na to, co dzisiaj rozumie się pod pojęciem „atrakcyjnych kierunków studiów”. W powszechnym przeświadczeniu są to kierunki oblegane i takie, po których można dostać dobrą pracę i odpowiednio spozycjonować się na rynku pracy. Wydaje mi się jednak, że trzeba zwrócić uwagę na inną, niezwykle ważną kwestię.  Uniwersytet powinien być nie tylko przestrzenią przygotowującą do zawodu, ale też miejscem głębszego odkrywania prawdy o człowieku i świecie. Uniwersytet musi być postrzegany jako uczelnia szerokoprofilowa; jako przestrzeń, gdzie spotykają się różne kierunki, różne dyscypliny, różne dziedziny i obszary nauki, które dzięki interdyscyplinarności się uzupełniają, przy czym w centrum wszelkiej aktywności i spójności uczelni musi być człowiek. Dzisiaj uniwersytety promują się głównie poprzez tworzenie kierunków studiów, których ukończenie zwiększa szansę na dobrze płatną i w społecznym odbiorze atrakcyjną pracę. Wydaje mi się jednak, że uczelnia rozumiana jako świątynia mądrości dobrze kształcąca i formująca postawy, charaktery i ducha przyszłych aktorów rynku pracy, potrzebuje innej promocji. Potrzebujemy pokazania, że tak, jak w organizmie ludzkim wszystko jest ważne i składa się na piękną całość, tak i na uniwersytecie różne kierunki mogą i powinny się uzupełniać i tworzyć jedną przestrzeń.

W jakich okolicznościach ta przestrzeń może stać się atrakcyjna dla młodego człowieka?

Przede wszystkim wówczas, gdy będzie mu służyć! Jeśli student przekona się i zrozumie, że w przestrzeni uniwersyteckiej odnajduje siebie i to wszystko, co pozwoli mu odpowiedzieć na najważniejsze pytania jego życia i ułatwi mu przygotowanie do nieznanej przyszłości, nie trzeba będzie argumentować zalet studiowania na konkretnym uniwersytecie. Jeśli tak do tego podejdziemy, to nie będziemy potrzebować wielkiej promocji, jako że młody człowiek sam będzie odczytywał kierowany do niego przekaz.

Dlaczego obecnie tak nie jest?

Wydaje mi się, że popełniliśmy błąd, podchodząc do szkolnictwa wyższego w sposób zbyt komercyjny. Zaczęliśmy prowadzić takie zajęcia, rozwijać te kierunki, które były bardziej od innych opłacalne. Rozwijaliśmy tę przestrzeń, na którą zdobywaliśmy granty i fundusze. We współczesnej cywilizacji cyfrowej, w przestrzeni, która zupełnie zmienia paradygmaty edukacyjne i domaga się redefinicji nieraz podstawowych pojęć, od nowa trzeba zdefiniować uniwersytet i określić funkcje, jakie ma pełnić. Trzeba zadać uniwersytetowi pytanie: UNIWERSYTECIE! CZYM JESTEŚ I CZYM POWINIENEŚ BYĆ?  Odpowiedź na to pytanie wymaga pogłębionej refleksji, sięgnięcia do przeszłości, początku uniwersytetów. Równocześnie jednak uniwersytet powinien być przestrzenią, która odpowiada na wyzwania współczesności i przyszłości. Za atrakcyjnością nie mogą stać puste słowa, ale prawdziwe wartości. Uniwersytet powinien być przestrzenią mądrości pozwalającą odkryć człowiekowi to, co ważne dla jego życia i dla innych; utrwalić to, co najpiękniejsze, a co wpisane jest w jego godność.

Czym w takim razie w tym uniwersum akademickim mogą się wyróżnić uczelnie katolickie?

Przede wszystkim bazą aksjologiczną. Jak bez fundamentu trwałość budynku jest zagrożona, tak życie człowieka bez odpowiedniej aksjologii runie prędzej czy później. Siłą uniwersytetów katolickich jest to, że swoją misję opierają na aksjologii chrześcijańskiej. W świecie wypłukiwanym z wartości, w którym jest coraz więcej samobójstw ludzi młodych i dzieci, ludzi dotkniętych bezsensem istnienia, to właśnie uniwersytety o duchu katolickim mają wielką misję do spełnienia. One muszą dziś komunikować światu bardzo silnie taki właśnie fundament aksjologiczny. Na pewno łatwiej będzie mówić o aksjologii, która równocześnie stanie się fundamentem dla młodego człowieka w sytuacji, gdy uniwersytet będzie miał silną pozycję naukową, będzie zaangażowany w prowadzenie badań naukowych czy też będzie rozpoznawalny międzynarodowo. Na uniwersytecie katolickim nie ma miejsca na bylejakość! To musi być uniwersytet, który daje solidne wykształcenie i formację. Musi docierać do wielu młodych serc z przekazem wiary, ale nie możne również zapomnieć, żeby komunikować to w sposób rzetelny i przewidywalny – na najwyższym poziomie, z poczuciem misji, w którą wpisana jest służba. Tak jak w Kościele pojęcie służby jest jednym z podstawowych pojęć, tak również na uniwersytecie pojęcie służby powinno być pojęciem kluczowym. Profesor, adiunkt, asystent, pracownik administracyjny – wszyscy oni powinni być połączeni pięknym słowem „służba”.

Czy wierzy ksiądz profesor w to, że jest to droga, która może spowodować, że uniwersytety katolickie będą w czołówce szkół wyższych i będą określane jako uczelnie wiodące?

Jestem o tym głęboko przekonany! Już dzisiaj wiele uniwersytetów katolickich w świecie znajduje się w czołówce i jest chętnie wybieranych nawet przez osoby wychowane w rodzinach, w których nie było tradycji chrześcijańskich. Informacja ta jest bardzo istotna dla uczelni katolickich w Polsce w zakresie nie tylko wymiany kadry nauczającej i studentów, ale też prowadzenia badań. Dla przykładu, tworząc Wydział Medyczny z prestiżowym kierunkiem lekarskim,  taką piękną współpracę nawiązał Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie z papieską Polikliniką Gemelli w Rzymie, stanowiącą integralną część mediolańskiego Katolickiego Uniwersytetu Najświętszego Serca.

Jestem przekonany, że we współczesnym świecie bardzo potrzebujemy uniwersytetów katolickich. Żyjemy w przestrzeni niezwykle zróżnicowanej kulturowo, w świecie bardzo rozwiniętej technologii, w którym cyfrowa rzeczywistość, Internet rzeczy, sztuczna inteligencja przejmują coraz więcej obszarów życia jeszcze do niedawna zastrzeżonych do wyłącznego zarządzania przez człowieka. Dzieje się tak również w nauce. Zalew różnych danych, szum informacyjny, nadmiar negatywnych bodźców wywołują poczucie niepewności, a niejednokrotnie zagrożenia w młodych ludziach. Potrzebujemy więc uniwersytetów katolickich po to, aby wskazywały na prawdy obiektywne. Jeżeli będą one silne jakością badań i kształcenia, mają szansę na przyciąganie w swoje mury młodych ludzi, którzy nabiorą przekonania, że  one nie są w żaden sposób zagrożeniem dla młodego człowieka, ale wprost przeciwnie – stoją w jego służbie. Katolickie uniwersytety dzisiaj, jeśli chcą być wierne swojej misji, muszą oferować najwyższą jakość kształcenia i nauki. To z kolei domaga się współpracy z innymi ośrodkami i sięgania po najlepsze wzorce. Osiągnięcie odpowiednich wyników na miarę XXI wieku nie będzie możliwe bez liderów, ludzi z wizją, dynamicznych i odważnych, którzy swoją osobowością, pomysłem, determinacją, charyzmatem pociągną innych, tworząc z uniwersytetu wspaniałą przestrzeń rozwoju dla młodych ludzi i instytucję wpływającą na kształt życia społecznego i gospodarczego.  W tym względzie ważnym punktem odniesienia jest nauczanie papieża Franciszka, adresowane bezpośrednio do uniwersytetów katolickich.

Z ks. prof. Stanisławem Dziekońskim rozmawiał  Piotr Ziemecki z siejmy.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here