Zakończenie pandemii zależy od szczepień, ale również skutecznych lekόw na COVID-19

167

Żaden lek nie budzi tylu emocji w środowisku medycznym w Polsce co amantadyna.  Przez kilka dekad stosowana była w leczeniu grypy typu A, następnie choroby Parkinsona, a ostatnio ma szansę uzyskać nowe wskazanie. Z obserwacji praktyków wynika, że stymuluje układ nerwowy, działa przeciwzapalnie i może chronić przed rozwojem następstw pocovidowych. Prowadzone od niedawna badania kliniczne, które zainicjował prof. dr hab. n. med. Konrad Rejdak, mają sprawdzić te hipotezy. Kierownik Katedry i Kliniki Neurologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie i jednocześnie prezes elekt Polskiego Towarzystwa Neurologicznego jako pierwszy na świecie opublikował w zeszłym roku wnioski z badania sprawdzającego wpływ amantadyny na przebieg COVID-19.

– Obserwacje pana profesora dużo wcześniej docenili uczeni za granicą, niż w Polsce. Z czego wynikał ten początkowy brak przychylności krajowej rady medycznej do rozpoczęcia badań Klinicznych?

– Eksperymentalne leczenie amantadyną chorych na COVID-19 mogło budzić obiekcje, ponieważ  nie jest to lek stricte przeciwwirusowy. Posiada inne wskazania. Jest stosowany w leczeniu schorzeń neurologicznych m.in. pacjentów z chorobą Parkinsona czy stwardnieniem rozsianym. Działa przeciwzapalnie, ale przede wszystkim stymuluje układy neuroprzekaźników w mózgu. Stosowanie amantadyny w chorobie covidowej mogło wydawać się dla części środowiska medycznego  ryzykowne. Ostrożność w medycynie nie jest wadą. Z moich obserwacji pacjentów z chorobą Parkinsona i SM zakażonych koronawirsem wynikało, że amantadyna im pomaga. To były osoby w różnym wieku i różnym stanie zdrowia, które bardzo łagodnie przechodziły COVID-19, dlatego widziałem potrzebę prowadzenia badań klinicznych z tym lekiem dla sprawdzenia czy będzie skuteczny w walce z infekcją.

– Zdarzały się w przeszłości podobne sytuacje, zniechęcające pana profesora do prowadzenia badań klinicznych wśród innych leków? 

Były takie sytuacje. To jest dość naturalna u nas reakcja na coś nowego. Co jakiś czas w mojej praktyce  tego doświadczam. Pojawiają się zarzuty, że skoro na Zachodzie nikt do tej pory takich badań nie prowadził, to dlaczego my chcemy to robić w Polsce. 

– Co pan wtedy odpowiada?

– Przedstawiam argumenty uzasadniające moje starania i przekonują do nich sceptyków. Z wykształcenia jest neurofarmakologiem, dlatego badania kliniczne są wpisane w moją działalność naukową. Podobnie było z amantadyną. Kiedy wybuchła pandemia świat poszukiwał różnych sposobów na walkę z wirusem wśród zarejestrowanych leków, które miały inne wskazania terapeutyczne. Wszędzie prowadzono mniej lub bardziej udane eksperymenty. Jako neurolog dokonywałem obserwacji zakażanych koronawirusem chorych na Parkinsona i SM. Zauważyłem, że żadna spośród kilkunastu osób przyjmujących amantadynę nie przechodziła ciężko tej infekcji. A osoby te były obciążone też chorobami współistniejącymi. W takich przypadkach chorzy przechodzą znacznie ciężej COVID-19, a w tej sytuacji było inaczej. Nie omieszkałem tego opisać w prestiżowym czasopiśmie naukowym.

– Jak była reakcja środowisk medycznych na ten raport?

Był to pierwszy tego typu raport kliniczny na świecie na temat pacjentów neurologicznych przyjmujących amantadynę w kontekście COVID-19, opracowany przy udziale prof. Pawła Grieba z Instytutu Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej PAN. To otworzyło szeroką dyskusję w kraju i na forum międzynarodowym. Pojawiły się komentarze w innych czasopismach, że amantadyna może być ciekawą opcją w leczeniu COVID-19. Równolegle rodziły się podobne koncepcje u różnych ekspertów i ta teoria zyskiwała coraz więcej zwolenników wśród badaczy i lekarzy zarówno w Polsce jak i za granicą.

 – Kto zainteresował się pańskimi badaniami za granicą?

– Do tej pory nasza praca była cytowana 47 razy m.in. przez ośrodki ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Hiszpanii, Meksyku, a ostatnio także z Chin. Badacze w dużej części potwierdzili te wyniki. Grupa z University of Cambridge gdzie badano przeżywalność pacjentów z Parkinsonem chorych na COVID-19 potwierdziła, że żadna z tych osób, które otrzymywały amantadynę nie zmarła. Nie zawsze zatem musimy czekać na to, co świat wymyśli, ale sami możemy z sukcesem to inicjować i być pionierami w pewnych rozwiązaniach. Dzięki pieniądzom z Agencji Badań Medycznych mamy okazję do sprawdzenia czy amantadyna uzyska wskazanie do leczenia COVID-19. Dopóki nie będzie leku na tę chorobę nie uwolnimy się od pandemii. 

– Panie profesorze, jak działa amantadyna?

– Lek wchłania się do ośrodkowego układu nerwowego i pobudza układy przekaźnikowe w mózgu. Wspiera układ nerwowy w walce z infekcją. Dopamina to ważny przekaźnik dający nam napęd motoryczny. To jest taki wzmacniacz funkcji organizmu w krytycznym stanie. Pacjenci, którzy walczą z infekcją, potrzebują takiego impulsu, bo mogą mieć słabą wydolność oddechową.

– Niektórzy porównują, że amantadyna działa na mózg jak turbo stymulator

To przesada, ale lek pobudza oddychanie i może wspomagać skutecznie walkę organizmu z infekcją. Jeżeli stymulujemy układ nerwowy, a tym samym cały organizm, bo wszystkie organy reagują na bodźce nerwowe, to mamy szansę przełamać ten kryzys związany z covidem. Poszukujemy jeszcze dowodów, sprawdzających czy amantadyna może działać na zmiany zapalne w płucach.  Chińskie badania wydają się wspierać tę koncepcję przeciwzapalną, dotyczące hamowania reakcji immunologicznej w tym aspekcie. To wszystko wymaga jednak rzetelnego zbadania i na tym się koncentrujemy.  Zanim jednak wszystkiego nie sprawdzimy w badaniach klinicznych zalecam ostrożność w stosowaniu amantadyny, zwłaszcza osobom które ją przyjmują bez konsultacji z lekarzem. Nie można podejmować samodzielnie takich decyzji, bo może to przynieść zgubne skutki dla organizmu.

– Kiedy będą pierwsze wyniki badań klinicznych?

– Trudno to na razie określić. Badania kliniczne prowadzone są w 8 ogólnopolskich ośrodkach sprawdzających przydatność amantadyny w leczeniu choroby covidowej. To są szpitale uniwersyteckie, wojewódzkie i powiatowe. Bardzo ważnym ośrodkiem dla nas jest Centralny Szpital Kliniczny MSWiA w Warszawie, a także m.in. Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej w Grudziądzu i w Wyszkowie, Kliniczny Szpital Wojewódzki w Rzeszowie, Uniwersyteckie Centrum Kliniczne Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.  Zależało nam na włączeniu w te badania szerokiego kręgu pacjentów mniej więcej równomiernie na terenie całego kraju, których dotknęła choroba covidowa. Obserwacją chcemy objąć ok. 200 pacjentów poddawanych standardowej opiece zdrowotnej, którzy mają możliwość skorzystania z leczenia w formie zakodowanej, czyli lekiem aktywnym lub placebo. Na wczesnym etapie infekcji nie ma zbyt wielu opcji z wyjątkiem ścisłego monitorowania stanu zdrowia oraz podawania leków objawowych.  Mamy pewien problem z rekrutacją osób do badania. W szpitalach przebywają chorzy w bardzo poważnym stanie, a my koncentrujemy się w naszych badaniach na pacjentach ze świeżo wykrytą infekcją, ponieważ do takich właśnie osób adresowany jest nasz projekt.  Do jego realizacji przystąpiliśmy pod koniec marca, a więc jest jeszcze za wcześnie na jakiekolwiek wnioski. Rezultatami tych badań na pewno podzielimy się ze światem.

Z prof. Konradem Rejdakiem rozmawiała Jolanta Czudak

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here