Zarząd Wspólnoty Mieszkaniowej w Józefosławiu dyktuje warunki

535

Był kiedyś taki czas, że we wspólnotach mieszkaniowych ludzie żyli według prostych zasad: każdy płacił, każdy dbał, nikt nikogo nie pouczał, gdzie ma mieszkać. Czasy się jednak zmieniają, a wraz z nimi rodzi się nowa szkoła zarządzania nieruchomościami. Szkoła, która zamiast dialogu preferuje złote porady w stylu: „Może czas kupić sobie domek z działeczką?”

Tak, dobrze czytacie. Zarządca mojej wspólnoty — ta sama osoba, która powinna ogarniać sprawy techniczne, pilnować uchwał i dbać o komfort mieszkańców — postanowiła udzielić mi życiowej rady: wyprowadzić się ze swojej własności, bo… nie pasuję do „życia we wspólnocie”. Czemu? Bo zapytałam o podstawę prawną żądania opłaty za parkowanie w zewnętrznej zatoczce na ulicy. Jak widać, pytania bywają groźniejsze niż zaparkowany samochód.

Gdyby ktoś mi to opowiedział, pomyślałbym, że żartuje. Ale nie. To oficjalna korespondencja. W dodatku z licencją ministerstwa budownictwa i infrastruktury. W końcu nic tak nie świadczy o profesjonalizmie jak sugestia, by właściciel lokalu poszukał sobie innego miejsca do życia. Najlepiej z ogródkiem, żeby mógł tam „zbierać skarby”. Owszem, dokładnie tak to zostało ujęte. Gdyby ktoś mi jeszcze dorzucił „i zrobić sobie domek na drzewie”, brzmiałoby to równie poważnie.

Wiecie, co jest w tym najciekawsze? Że ja naprawdę wierzę w sens wspólnoty. W to, że można rozmawiać, ustalać zasady, szukać rozwiązań. Że nie trzeba do ludzi strzelać epitetami ani wypraszać ich z własnych mieszkań tylko dlatego, że dopytują o przepisy, a nie o wyprzedaże w markecie.

A może właśnie taki mamy teraz model wspólnoty XXI wieku?

Model, w którym zarządca nie tylko sprząta klatki i wysyła rozliczenia — teraz pełni też funkcję nieformalnego biura nieruchomości, rozdając porady, komu „czas się wynieść”, dokładnie jak  w filmie Stanisława Barei Alternatywy 4.

Cóż, jeśli tak ma wyglądać przyszłość zarządzania budynkami, to ja chyba naprawdę zostanę przy tradycji. Takiej, w której szanuje się prawo własności, odpowiada na pytania mieszkańców i nie wysyła ludzi do ogródków po skarby. Chociaż… kto wie? Może coś bym tam faktycznie wykopała. Na przykład resztki rozumu lub zdrowego rozsądku. (JC)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać komentarz!
Please enter your name here